Egoizm – wybór człowieka wolnego?

Gdzie króluje egoizm, tam wolność kuleje

Naprawdę boleję nad tym, że są ludzi nie uznający godności bycia człowiekiem, stworzonym na Boży obraz i podobieństwo. Że są ludzie nie wiedzący, że szatan nie jest niczyim wymysłem, lecz naprawdę istnieje. Nie wiem, jak można zamykać się w swoim ego w ten sposób, jak czynią to przede wszystkim ateiści i sataniści. Gdzie podziewa się u nich solidarność, miłość, współczucie?

Problem zamknięcia się w sobie jest przede wszystkim konsekwencją wypaczenia miłości, która w dzisiejszym świecie daje się na każdym kroku widzieć jako zaborcza, pyszna, żądna swego, zazdrosna, wyuzdana, wynaturzona. Owo zamknięcie powoduje właśnie to zło, które pod pozorami „wolności”, czyni z człowieka zwierzę ogarnięte nieokiełznanymi namiętnościami. W takiej beznadziejnej sytuacji postawiony jest człowiek, który pokłada wiarę jedynie we własne siły. Czy można zmienić tą swoją niemoc? Samemu? O, nie! Samemu to trzeba najpierw ukorzyć się przed Bogiem, który jest Miłością!

Pokora doskonałym wypełnieniem wolności

Dlaczego mamy korzyć się przed Bogiem? Przede wszystkim dlatego, że On nas stworzył i to z miłości, do której nas Bóg wezwał. Dopiero dostrzegłszy, jak Bóg kocha człowieka i odpowiedziawszy na tę miłość miłością „z całego serca, duszy, ze wszystkich sił, myśli”, człowiek może dostrzec, że całe jego dobro pochodzi od Boga, a sam z siebie człowiek, będąc zraniony złem i kalając się nieprawościami (które zgładzić może jedynie Bóg), niegodny jest dobrodziejstw Bożych. Gdy człowiek nastawi się na takie pojmowanie pokory, życie jego nie będzie oszukiwaniem samego siebie.

Pułapka egoizmu

Oszustwo takie, jakiego dopuszczają się ludzie niewierzący w Boga, wystawiający Go na próbę, przeciwne jest wierze Bogu, nadziei w Bogu i miłości do Boga. Tu jest właśnie ta pułapka, w którą wpadają ludzie czyniący zło zatwardziale. Oszustwo to polega na chęci podporządkowania sobie Boga, a co za tym idzie? Chcą, by Bóg na ich żądanie objawił im się osobiście, aby uwierzyli. Chcą, by Bóg zgładził natychmiast całe zło na świecie, by uwierzyli w miłość Boga (samemu nie chcąc wpierw się zmienić na dobre). Chcą od Boga tego, by wszystko szło im w życiu łatwo, by życie było lekkie, z furą pieniędzy i w dostatku. Można się zatem zapytać: czy takie żądania są prośbą wobec Boga? Widać przecież, że są to postawione żądania, wręcz ultimatum wobec Boga: „Albo, o Boże, spełniasz moje prośby, albo nie wierzę w Ciebie”.

Zarzuty, czyli „osądzanie” swego Stwórcy

Jaki więc sens mają zarzuty wszystkich niewierzących, którzy w podobny sposób chcą dojść do wiary? Otóż mówię: niech oni sami spróbują dostrzec pułapkę egoizmu, w którą wpadli.
Wnioski? Razem z zarzutami i żądaniami wobec Boga, wysuwanymi przez niewierzących, idzie automatycznie nieufność wobec Najwyższego (a nawet posądzenie Go o tyranię i chęć pastwienia się nad człowiekiem).

Iz 29, 15 Biada tym, którzy się kryją przed Panem, aby zataić swe zamysły, których czyny osnute są cieniem i którzy mówią: Kto nas zobaczy i kto nas pozna? 16 O co za przewrotność! Czyż może być garncarz na równi z gliną stawiany? Czyż może mówić dzieło o swym twórcy: Nie uczynił mnie, i garnek rzec o tym, co go ulepił: Nie ma rozumu?

Takie niestety bluźniercze myśli wychodzą z serc nieczystych, a roszczących sobie prawo do indywidualnej doskonałości, dla której nie można nawet sprecyzować granic, bo jest to wartość sama w sobie utopijna.

Moralność jako wymóg istnienia wolności

Rzecz zatem sprowadza się do błędu, którego genezą jest uznanie siebie samego za jedynego prawodawce i twórcę moralności. Człowiek, który dopuszcza się takiego przewartościowania, nie patrzy wcale na swoją kondycję, nie jest świadomy ani walki jaka rozgrywa się o nasze dusze, w jakim stopniu jest objęty wewnętrzną destrukcją, której owocem jest zanikanie moralności.
Bez istnienia moralności, prawa naturalnego, płynąca wcześniej potokami woda (wolność), zaczyna zatapiać pola ludzkiej osobowości (człowiek nie jest z natury stworzony do nadużywania wolności-popełniania grzechu – bo tego Bóg nigdy by nikomu nie zamierzył, dając wolną wolę, dając autonomię stworzeniu ludzkiemu).

Człowiek taki nie jest wtedy już wolny, bo jest zatapiany, czyli czyni sobie krzywdę przyjmując to kłamstwo, tą pozorną wolność, bez tam. Widać więc taką oto prawdę, że woda (wolność) musi płynąć w korycie rzeki, dlatego nie może być wolności bez prawa, jednak samo prawo nie czyni jeszcze wolnym – dopiero łaska Boża przychodzi tu z pomocą człowiekowi, ponieważ zamiarem Stwórcy była harmonia między duchem, a ciałem (jednak przez grzech musimy czuwać, aby to duch zwyciężał).

Tajemnica nieprawości

Dlaczego więc tak łatwo, tonący w odmętach człowiek, często idzie z diabelskiej przekory jeszcze głębiej na dno…? To jest właśnie niewytłumaczalny ludzko czynnik sprawczy. Pismo Święte mówi tu o „tajemnicy bezbożności” (2 Tes). Tu właśnie pole działania zajmuje pierwiastek zła, gdzie pojawia się bezbożność i egoizm. Tego zła, które pochodzi wprost od szatana.
Z tego też powodu, punktem zwrotnym dla człowieka ogarniętego przez zło, jest uświadomienie sobie zależności od własnego zła i grzechu, aż po zniewolenie za sprawą szatana pod własnym przyzwoleniem na to co mu czyni. Do tego wystarczy szczerość wobec Pana Boga i pokorna prośba o łaskę nawrócenia i zbawienia. „Z głębokości wołam do Ciebie, Panie”

(autorem tekstu jest twórca strony)

1P 5, 8-9 Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!