Jak ja to widzę – moje przeżycia ze złem – spirytyzm

Słowem wstępu, dla krytycznego czytelnika…

Opisuję tu doświadczenia na podłożu duchowym, ale nie tylko – gdybym miał opisywać jakieś swoje urojenia, to nie miałyby tak ścisłego związku z rzeczywistością materialną i światem realnym jak w poniższych opisach. Dla Waszej pewności, NIE, nie wpadam w jakieś wizje o swoim wybraństwie lub specjalnych „darach”… Ani nie biorę psychotropów, nic z tych rzeczy. Jeśli miałbym myśleć, że jestem jakimś wybrańcem, a reszta jest potępiona, to jest to bzdura największa i żer dla szatańskich pokus pychy, Boże broń! Moją winą, którą tu opisuję, jest często nieświadome otwieranie się na spirytyzm, czyli demoniczny świat „duchowy”, w którym diabeł zwodzi dusze i łudzi je specjalnymi „względami u Boga”.
Dziś po tak wielu poniżej opisanych doświadczeniach, pamiętam na słowa Pana Jezusa, choćbym nawet pełnił najdoskonalej Bożą Wolę mam powtarzać: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy wszystko co powinniśmy wykonać” Łk 17, 10

Chronologicznie poukładany zapis wydarzeń, jakich doświadczałem w ciągu moich lat życia. Jeśli opisałem coś na sposób bezpośredni, były to tylko moje pierwsze odczucia, za ten niedoskonały przekaz przepraszam – wybaczcie emocjonalne opisy i treści, lecz jestem człowiekiem i tak reagowałem, inaczej opis i przekaz nie byłby autentyczny…

  1. sen z dzieciństwa. Miałem 4-5 lat. Przyśnił mi się straszny potwór, jakby z plasteliny. Wiedziałem, że to diabeł. Modliłem się do Boga. Przyszedł Bóg i potwór ten zaczął się topić, aż została po nim plama. Bóg Dobry i kochający Ojciec w tym śnie przyszedł ale i odszedł zapewniając o tym, że czuwa nade mną.
  2. 6-9 lat – praktycznie co noc zasypiając przy zgaszonym świetle, przed oczami widziałem straszne widziadła i potwory, nie mogłem spać bez zapalonego światła. Jak dobrze pamiętam, ojciec uprawiał radiestezję i różdżkarstwo. Bardzo intensywne były to jego praktyki tak, że sam dostałem dla siebie wahadełko… Pytałem się o różne rzeczy tego wahadełka…
  3. W wieku 6-7 lat byłem pod wpływem znajomego Mamy, jasnowidza, który mnie „błogosławił”. Nie potrafię rozeznać tej postaci, jednak traktuję ją jako złe doświadczenie. Miał władzę, znał myśli, cokolwiek bym nie pomyślał, podobno wiedział to. Sam fakt, że badał mnie, uzdrawiał, i tak dalej. Szok. Sam chciałem zostać jasnowidzem, tak jak on! Później sobie wyobrażałem, że jak tylko chcę to będę kiedyś takim człowiekiem – ta osoba stała się jakby wzorem superbohatera dla mnie. Od tego jasnowidza Mama otrzymywała różne podarki. Jednym z nich był obrazek figury Matki Bożej. Według przekazu Mamy, obrazek ten miał „grzać” niby dając uzdrowienie (ćwiczyliśmy w domu takie zabobony! niestety…). PÓŹNIEJ w 2000 roku ten obrazek stał na półce gdzie czciłem przez niego Matkę Bożą, a on spadł twarzą na ziemię, rzucony wichrem wpadającym przez gwałtownie otwierający się lufcik do domu… Propagował ów jasnowidz podobno objawienia w Oławie – nieuznane przez Kościół – oraz inne wizjonerki niewiadomego pochodzenia. Gdy to napisałem o tych wizjonerkach 15 czerwca 2016, za jakieś kilkanaście minut ujrzałem w „google images” zdjęcie przedstawiające tę wizjonerkę ze „stygmatami”! a hasło zupełnie odbiegało od wyszukiwania jej choćby po nazwisku, którego nie pamiętam – „limpias” – szukałem zdjęć cudownego krzyża z Limpias… Dziś jest po połnocy, 19 czerwca, w allegro wyszukiwałem następującej książki: „Myśli na każdy dzień roku Ojciec Pio” i wyskoczyła mi jako druga książka:

    KATARZYNA SZYMON STYGMATYCZKA+ 2 CIEKAWE PŁYTY DVD

    W treści aukcji było „Ojciec Pio” ale bez przesady, dla mnie to jest zbyt podejrzane… Przypomniałem sobie w tym momencie zdjęcia od tego jasnowidza, kolorowe zdjęcia robione aparatem tej stygmatyczki widocznie za jej życia jeszcze, okropieństwo…. Dla mnie to była trauma z dzieciństwa, możliwe że też przyczyna lęków w nocy… Zbroczone krwią ciało…. okrutnie. Ta twarz… straszliwe doświadczenie widzieć te zdjęcia. Wcale mnie takie rzeczy nie przekonują co do ich autentyczności, ani nie intrygują. Odrzucam to jako pokusę do tego, by uznać jakąś nadzwyczajność tych zbiegów okoliczności (często diabeł tak się niestety narzuca, by człowieka wbić w pychę, ukazać że ma „moc” czy „wybraństwo”, że takie rzeczy mi się dzieją, a tylko Jezus jest Panem!! Precz z szatanem ojcem kłamstwa i pychy).

  4. 6-7 lat sen – budzę się we śnie i jest noc, tak jakbym wstał, widzę jak figurka Matki Bożej podobna do wizerunku Guadalupe (do dziś jest cała w domu rodziców Bogu dzięki) spada z półki i rozbija się na trzy części. W tle śmiechy szatańskie i jakiś ciężar ogromny…
  5. W życiu 10-13-latka zło nie miało takich barw jaskrawych, nic ze znamion walki duchowej, po prostu życie bez Sakramentów było czymś dopuszczalnym i tolerowanym przez otoczenie. Jednak w wieku 11-12 lat po wycieczce do Płocka gdzie kupiłem jakiś talizman mądrości, coś zaczęło się ze mną dziać. Nosiłem ten talizman przez rok, może dwa. Zacząłem doświadczać różnych rzeczy w związku z tym noszeniem, z początku było to polepszenie tej nauki i tak dalej, jednak później było to „spłacanie” złego za otrzymane „dary”… Myśli samobójcze, nieposłuszeństwo rodzicom, do tego w głowie pojawił się jakiś doradca na kształt głosu sumienia, ale nie chciałem iść za tym głosem. Podszywał się za anioła stróża… Wszystko związane z tym talizmanem. Gdy to odkryłem, zniszczyłem ten talizman i sytuacja się nieco odmieniła. Lecz zranienia zostały na później…. Do tego ćwiczyłem sztuki walki przez półtora roku…
  6. lata 1991-1994 – fascynacja muzyką zespołu Queen, Nirvana, Metallica, pokątnie jakiś death metal… muzyka queen jak muzyka, ale czytałem książkę życiorys w tym czasie, który… Mama mi kupiła jakoś tak. Poznałem jak zdeprawowane było życie członków grupy Queen, jednak brnąłem w udawanie: „to tylko muzyka mnie interesuje”. Taka ironia, a w tym wszystkim zniewolenie jakieś rosło, tworzyły się natręctwa, jakaś alternatywa wobec Pana Boga.
  7. lata 1995-1998 fascynacja muzyką techno, a nawet uwaga: hardcore techno, gabber (240 bpm). Ta muzyka wprowadziła mnie w świat „transcendentny”, dosłownie. Uczucia euforii, błogostany, ta diabelska muzyka była pożywką dla duszy, która Boga nie szukała… Do tego zniewolenia, które się pojawiły b. wcześnie – od pornografii… „chyba każdy coś podobnego przechodził” – o nie, to nie musiało tak się skończyć! Bóg wystawiał rękę do pomocy, ale po co się było starać, nauka szła wyśmienicie w szkole, wszystko było super… Były kolorowe pisemka jak „Bravo”, Popcorn, czy nawet w pisemka w podstawówce w bibliotece, które zawierały pornografię w formie soft i w formie tekstów-poradników dla dojrzewających nastolatków… tylko na jak długą metę to wszystko wytrzymać miało?? A ja uważałem się za takiego grzecznego do tego, kilka lat jako ministrant, trochę jako lektor… CO to wszystko za jakieś złudzenie diabelskie?
  8. Szkoła średnia – tu się zaczęło już coś dziać, ten fasadowy obrazek grzecznego chłopaczka zaczynał pękać.
  9. 1998 rok, październik – kolega z ławki słuchał muzyki zespołu 666, w ten czas był to hit dyskotekowy. On miał kasetę, pożyczył mi. Na pierwszym utworze był zamaskowany od tyłu puszczony fragment Apokalipsy odnoszący się do bestii. Jednak ani on, ani ja nie rozumieliśmy tego, tylko że jest jakiś bełkot niezrozumiały przy jednym utworze. Gdy byłem sam w domu nagrałem ten utwór na komputer i cofnąłem do tyłu. Byłem tak zszokowany, że słyszę w języku angielskim słowa… W momencie gdy pomyślałem sobie: jutro powiem o tym temu koledze poczułem jakąś złowrogą obecność i myśl w głowie: „Nie powiesz mu!” – był to głos niby w myślach, wbrew któremu myślałem dalej: A właśnie, że powiem! Po kilku chwilach za oknem strzelił grzmot jakby od pioruna, ale bez błysku i bez żadnych oznak deszczu czy burzy. Po tym strzale myśl była jedna, perfidna: „I tak już nic nie zdziałasz!” . Koledze następnego dnia opowiedziałem o tym żeby tej muzyki nie słuchał. Nie wiem jaki skutek odniosło to ostatecznie, jednak na dzień gdy to piszę teraz wiem, że kolega ten chodzi do kościoła i ma wierzącą żonę, a w szkole był taki niewyraźny i zagrożony duchowo jak to widziałem wtedy – podatny na satanizm…
  10. 1999 rok wrzesień lub październik – śni mi się świętej pamięci babka. Miała oczy ogniste. We śnie mówię: idź precz szatanie! Zjawa babki uciekła jak lotem błyskawicy.
  11. 1999 rok. Śni mi się, że jestem uprowadzony przez UFO, poddawany jestem brutalnemu badaniu. Później za rok, dwa, przeczytam książkę o szatańskim podłożu fenomenu UFO…
  12. Od września 99 do kwietnia 2000 roku zamykam się w sobie, nie odzywam się do rodziców, do nikogo ani słowem. W tym czasie ćwiczę się w jakiejś formie okultyzmu – wpływanie na stan umysłu przy użyciu fal dźwiękowych – a do tego autosugestia. Jeszcze trochę wcześniej mam program na komputerze – karty tarota. Oczywiście stawiam pytania i mi się wyświetlają karty, a ja widzę w tym jakąś „nadprzyrodzoność” w tych odpowiedziach (po prostu straszne…). Doświadczam wrogości swoich najbliższych. Mam tak jakby ukryte zdolności, sprawdzające się przeczucia lub wpływanie siłą woli, autosugestią na jakieś rzeczy, sprawy… Doświadczam jakichś stanów parapsychicznych, zaczynam odczuwać jakieś byty duchowe. Objawia mi się w sercu „Pan Jezus” w tym udręczeniu ducha, a tak naprawdę w tym jest jakiś chichot złego ukryty.
  13. Przychodzi kwiecień 2000 roku, po Wielkanocy. Otwierają mi się oczy, potrafię przebaczyć rodzicom zaniedbanie z przed kilku lat. Czytam książkę „Szatan istnieje naprawdę” – chociaż imprimatur miała na część tekstu, ta książka posłuży mi do utworzenia pierwszej strony w internecie na temat realności istnienia szatana – jej tytuł miał szokować i przyciągać satanistów, ludzi niewierzących, aby do tych ludzi kierować info o szatanie. Po tym jak przystępować zacząłem do Spowiedzi Świętych i Komunii Świętych zacząłem doświadczać jak „dary” szatańskie przestają we mnie działać. Nie od razu przyszło uwolnienie… To był dopiero początek walki. Diabeł bardzo mocno domagał się mojej duszy z powrotem. Towarzyszyły mi potężne pokusy, ukierunkowania uwagi wbrew mojej woli, myśli natrętne i wyrzuty sumienia, odczucie beznadziei. Uwalnianie się było bardzo wymagające dużego samozaparcia, pod tym ciężarem nie raz upadałem, jednak powstawałem za każdym razem gdy zbliżyłem się do kratek konfesjonału… A było tych spowiedzi setki. Czasem co parę dni, po 15-30 minut… Wypisywałem na kartkach swoje grzechy, odczytywałem je. A uwolnienie jakby nie przychodziło. Wtedy poznałem ojca Franciszkanina. Jego modlitwa sprawiła, że w 2001 roku jakby diabeł fizycznie opuścił mnie podczas niedzielnej Mszy Świętej. Odczułem wielki spokój. Tej nocy z niedzieli na poniedziałek przyśnił mi się diabeł odgrażający się, że to nie koniec.
  14. 8 grudnia 2000 Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny – Msza Święta. Wątpliwości, roztrząsanie grzechów, skrupuły… I ścisk w gardle przed przystąpieniem do Komunii Świętej. Klękam i już mam w ustach Pana Jezusa, z całą mocą wzbraniam się aby nie wypluć Komunii Świętej. Po tej walce Pan Jezus napełnił moją duszę spokojem a ja łzami się zalałem. (relacja napisana tuż po wydarzeniu:) W wielkie Święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, w grudniu 2001, poszedłem do kościoła. W trakcie Mszy Św. od pewnego jej momentu NIE BYŁEM W STANIE SIĘ MODLIĆ!!!! ZACISNĘŁO MI TAK GARDŁO, ŻE SŁOWA NIE POTRAFIŁEM WYDUSIĆ! W głowie miałem rozpaczliwe myśli, szatan przedstawiał mi każdy grzech powszedni, jaki popełniłem po Spowiedzi i wyolbrzymiał go do miana grzechu ciężkiego, abym tylko nie przystąpił do Komunii Św. W myślach rodziły mi się bluźniercze słowa, skojarzenia, istny zamęt! Działał na mnie zazdrościami, pożądliwościami i to w kościele!@!!!!!
    Wreszcie ocknąłem się jakby i w modlitwie do Boga zostawiłem Jemu interwencję. Po tym nagle poczułem, że mogę przystąpić do Komunii bez większych obaw. Z Bożą Łaską przemogłem ten diabelski skurcz, poszedłem do Komunii Św.
    Idąc do Komunii jednak jakaś siła kazała mi zachowywać się jak opętany (wymachiwać rękami, krzyczeć, bluźnić, bić wszystkich w około). Nie czyniłem tego, lecz czułem wewnętrzny nakaz, czułem jak moja wolna wola wystawiana jest do granic wytrzymałości. Wreszcie doszedłem do kapłana. Kapłan udzielił mi Ciało Pana Jezusa, lecz jeszcze w tym momencie, gdy Komunię miałem w ustach, coś kazało mi wypluć Komunię Świętą! Nie uczyniłem tego jednak, bo wiara moja przemogła szatański atak.
    Tak okropne jest działanie szatana, które nie ma nic wspólnego z jakimiś ludzkimi drwinami o czerwonym diabełku z różkami i kopytami. Zresztą diabeł za te drwiny się nie obrazi – podziękuje jeszcze, że tak ładnie się go umalowało, zakamuflowało…
    Po przyjęciu Pana Jezusa w moim sercu zapanował natychmiastowy pokój; gdyby nie ludzie wokół rozpłakałbym się jak dziecko i zaczął wielbić Pana na głos!
    Po Komunii Św. znowu zacisnęło mi gardło!!! Zacisnęło, ale z niewymówionego wzruszenia tym, co Pan uczynił w mojej duszy z chwilą Jego przyjścia!
    Czy teraz rozumiesz, jaka walka rozgrywa się o nasze dusze? JEŚLI W SAMYM KOŚCIELE szatan tak działał!?!?!?
    Nie będę rozwodził się tu wiele nad tym wydarzeniem. Przedstawiłem Wam to, co przeżyłem.
    Kiedy my wreszcie wszyscy zrzucimy te maski, jakie ubieramy na codzień? Maski posępności, obojętności, nieczułości, interesowności, ignoranctwa, zamknięcia się nawet na dobre słowo… Kiedy wreszcie zaczniemy życ prawdziwym życiem, w łasce u Boga?! Wstańmy wszyscy z tego zombi-odrętwienia ducha!
    Niech króluje Chrystus!
  15. noc z piątku na sobotę, 5 na 6 stycznia 2001 (opis jest relacją, którą spisałem tuż po wydarzeniu, zostawiam w oryginalnej formie) Obudziłem się w stanie półsnu. Nie mogłem się ruszyć (!), zacząłem słyszeć wewnętrzny głos diabła! Czułem wyraźnie jego obecność! Czułem tą zewnętrzną świadomość, która w tamtej chwili jakby nade mną zapanowała. Szatan mówił tonem spokojnym i sugestywnym! Mówił tak szybko, że nawet nie mogłem spamiętać, co usłyszałem, było to raczej duchowe przeżycie, na pokładzie duchowej świadomości.
    W swoich słowach szatan wyśmiewał mnie, starał się dowieść, że wyznawana przeze mnie religia jest bez sensu, że moje działania przeciw niemu też nie mają sensu! Zapamiętałem wyraźnie tylko to, że ironicznie pytał się mnie: „I co teraz? (gdy jesteś w takim stanie)?”.
    Ten, który mówił do mnie, przewodniczył innym diabłom -słyszałem ich szydercze śmiechy wokół (chcę tylko dodać, że raz w programie tvn-u „Nie do wiary” był opisywany przypadek dziewczyny, która wiele razy znajdowała się w podobnej sytuacji!- szatan, jako główny duch i demony towarzyszące!!!, tylko że jej przeżycia były jeszcze straszniejsze – nie powołuję się tu na ten program, lecz cytuję gdyż taki fakt był opisywany).
    A ja nadal nie mogłem się poruszyć! Próbowałem się przekręcić na bok, ale NIE MOGŁEM! Byłem sam bezradny. Prawie natychmiast, gdy poczułem tą obecność, zacząłem się modlić. Najpierw: „W Imię Jezusa Chrystusa, idź precz szatanie! W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, idź precz szatanie!”.
    Po tych słowach, diabeł tylko trochę ustąpił. Jednak nadal przemawiał do mnie sugestywnymi, spokojnymi słowami; ciągle też słyszałem szydercze śmiechy wokół mnie. Czułem też za sobą, leżąc nieruchomo w łóżku jakby czyjąś rękę opierającą się po prawej stronie łóżka, spoczywającą na mojej głowie! Wiedziałem, że była czarna.
    Gdy słowa, które wypowiadałem nie pomogły, przypomniałem sobie, że Różaniec jest najwiekszą bronią przeciw atakom diabelskim. Zacząłem więc odmawiać: najpierw „Ojcze nasz”, potem 10 razy „Zdrowaś Maryjo”. Szatan przeszkodził mi jednak w tej modlitwie. Doprowadził do tego, że odmówiłem chyba tylko dwa razy „Zdrowaś Maryjo”. A czułem, jak jego moc ubywała.
    Przez cały czas tej udręki byłem pewny, że Pan Bóg nade mną czuwa i mnie nie opuści.
    Potem zacząłem od początku odmawiać Dziesiątkę Różańca. Krzyczałem, a nikt wokół z rodziny mnie nie słyszał! Z całej siły darłem się-a nikt nie reagował! Czułem, jak diabeł w czasie odmawiania modlitwy traci swą moc nade mną. Gdy w myślach skończyłem odmawiać dziesiątke, diabeł już prawie stracił nade mną kontrolę. Skończyłem modlitwę słowami: „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.”.
    W tej chwili diabły momentalnie odeszły ode mnie, nie słyszałem już ich, ani żadnych śmiechów. Zapanowała cisza. Mimo to byłem odrętwiały po tej duchowej udręce. Próbowałem coś robić, żeby się poruszyć i przebudzić z tego odrętwienia. Byłem w pełni świadomy całego wydarzenia. Gdy wszystkiego już próbowałem i nie dało to obudzenia (nie mogłem się ruszyć!), dostrzegłem że mogę ruszać tylko ustami… I to mi jakoś pomogło: najpierw poruszyłem głową, potem przekręciłem się na bok-poczułem ulgę, w końcu wyszedłem z tego stanu.
    Wychwalałem Pana Boga, że dał mi taką próbę, przez którą mogłem docenić znaczenie modlitwy. Dziękowałem Bogu, że mnie nie opuścił. Dziękowałem Maryi, Która wysłuchała moich modlitw Różańcowych.
    Chwała i cześć Bogu Wszechmogącemu!
    Gdy już ten koszmar się skończył, odwróciłem się na bok i usnąłem, doszczętnie wycieńczony…Nie żądam, żebyś mi uwierzył. Sami ocenicie, czy mówię prawdę.
    Chcę tylko żebyście wiedzieli, że to wydarzenie było pierwszym tak mocnym w moim życiu.
    Wcześniej przeżyłem jedną nadzwyczajną manifestację zła. Opisałem ją poniżej. Mówię wam, jeszcze jestem pod wrażeniem!!! :,,,,| Aż ciarki mi przechodzą po plecach, gdy wracam do tego wydarzenia!
    Dlatego też dla Was (szczególnie satanistów) należy się OSTRZEŻENIE!, byście zdali sobie sprawę z konsekwencji lekceważenia istnienia diabła bądź nawet nieświadomego się do niego zwracania. Jeśli mi, wierzącemu, próbował aż tak dokuczyć, to CO ON MUSI ROBIĆ Z WAMI, JAK WAMI MIOTA, JEŚLI SIĘ MU PODDAJECIE!?!?!?
    Nie sądźcie, że mam jakąś wybujałą wyobraźnię i dlatego mam te „widzenia”. Jeśli nie wierzycie mi, poczytajcie (znajdźcie jakąś książkę-może nawet w internecie) jak ludzie (nie tylko Święci) byli doświadczani przez szatana. Ze strony pisało już do mnie kilka osób opowiadając PRZERAŻAJĄCE doświadczenia, jakich doznali w życiu od diabła. Jeden np. bardzo poważny człowiek otwierał moją stronę aż siedem razy!, a gdy kopiował ze strony treści egzorcyzmu do św. Michała Archanioła, w domu zgasło mu światło! Przykładów mógłbym tu mnożyć wiele… Przecież życiorysy Świętych i Błogosławionych usiane są wręcz atakami złego.
    Szczególnym Błogosławionym jest Ojciec Pio. On nawet widział szatana!!! A jak cierpiał okrutne fizyczne tortury przez złego.
    A jak wam powiem, że opowiedziawszy moją historię koledze katolikowi (który nawrócił się spowrotem na katolicyzm w czasie studiów), odpowiedział mi, że przed swoim nawróceniem miał podobne przeżycia? Jednak wtedy nawet nie mógł się modlić! Przeczytajcie, co mi odpowiedział:
    Czesc.Dzieki za list ,to co opisujesz w swoim liscie nie jest mi obce doswiadczalem tego kilkakrotnie ,tylko ze ja nawet nie moglem sie wtedy modlic.Pamietal to bede do konca zycia ,zwlaszcza ze doswiadczalem tego glównie przed nawróceniem.
    Sądzę, że to wydarzenie miało dwie przyczyny: jedną bezpośrednią, drugą pośrednią. Ta pierwsza to fakt, że dokładnie 5.01.01 na moją stronę pierwszy raz wszedł ktoś odpowiedzialny za realizację programu telewyzyjnego Tenbit.pl. Dodam, że stwierdziłem ten fakt dopiero 10.01.01 (czyli po koszmarnej nocy z piątego, na szósty stycznia), kiedy to sprawdziłem statystyki licznika strony. Jaki w tym związek z moim przeżyciem? Przeczytajcie podstronę „O stronie” !!!!!!!!!!! (zaznaczam: jest to jakby dowód dla wszystkich, którzy nie wierzą w istnienie złych duchów).
    Drugą przyczyną, pośrednią, mógł być fakt, że w tamtym okresie czasu, przez miesiąc przeżywałem ciemności w sercu. Po głowie krążyły mi rozpaczliwe myśli, np. że będę na zawsze potępiony.
    Przeczytałem fragmenty „Dzienniczka” św. Faustyny Kowalskiej, gdzie święta pisze o własnych ciemnościach duchowych, w których przeżywała potworne męki, czuła że Bóg nie wysłuchuje jej modlitw. Pisała, że szczególnie w tym okresie szatan chce dowieść człowiekowi bezsens jego religijności, starań dążenia do świętości, jawnie mu się manifestując.
    Przekonałem się, że podobnie (ale w nieporównywalnie słabszy sposób-czytajcie „Dzienniczek”) było ze mną.
  16. (również relacja sprzed lat:) Przeżycie, które przydarzyło mi się parę miesięcy po styczniu, było podobne do tego, które opisałem powyżej. Znowu obudziłem się w nocy, znowu byłem w stanie półsnu. Tym razem jednak przed swoim łóżkiem widziałem czarną postać! Była to postać zupełnie czarna, nie widziałem nawet dokładnie jej oczu. Strasznie się przelękłem! Ten demon zaczął, jakby z daleka, obwiązywać mnie jakimś kablem, sznurem! Zacząłem krzyczeć! Najpierw nikt mnie nie słyszał, ale potem przezwycieżyłem w jakiś sposób tą niemoc i śpiący rodzice mogli mnie usłyszeć! Mama szybko przybiegła do mnie, zapaliła światło. Opowiedziałem jej, co właśnie przeżyłem. Potem za jakiś czas usnąłem.
  17. (przeredagowana relacja) 2001-2002 Słuchałem Radio Maryja, aż tu nagle siostra wkurzyła się na coś i wyłączyła to radio. Powiedziałem, żeby włączyła, bo za chwilę lub właśnie był chyba akurat Apel Jasnogórski. Dobra, włączyła. Mówi do mnie: popatrz! Ja patrzę [ 666] na wyświetlaczu!, a zakres ustawiony na fale średnie MW – „sam” przełączył się na MW (fale średnie) z FM Radio Maryja! Na MW pod piątym ustawieniem zaprogramowane było to 666 kHz! Idąc tym tropem zobaczyłem pod którą pozycją było Radio Maryja na FM – było pod szóstą! – dlatego WYKLUCZAM PRZYPADKOWE PRZEŁĄCZENIE BĄDŹ USTAWIENIE PRZY POZYCJI 5-tej CZĘSTOTLIWOŚCI 666. „Przyznaj się, to ty ustawiłaś to teraz!”, lecz ona stanowczym głosem podkreśliła: „Nie ja!”. Cóż… mówiła prawdę. Sam przecież słyszałem i widziałem kątem oka, jak użyła tylko jednego przycisku do  wyłączenia i włączenia tunera – przycisk POWER. Wypytałem resztę rodziny, czy to może oni nie spowodowali programacji pod 5 pozycją częstotliwości trzech szóstek – nie, oni tego nie zrobili. Czyżby to diabeł zaprogramował sobie własną częstotliwość w zakresie MW i to pod pentą pozycją programacji, a potem specjalnie ustawił w pamięci wyłączającego się sprzętu stację domyślną, która oznacza ostatnio słuchaną stację? Odpowiedź pozostawiam Tobie właśnie.
  18. 2000-2001 Miałem sen, mało znaczący. Wtem do niego wszedł w jasności jakby Anioł, którego imienia nie poznałem. Poczułem się zakłopotany jego „pięknem”, ale i wątpliwości miałem bo jego twarz co prawda piękna, jednak jakby „dezintegrująca się”, lecz na chwilę snu myślałem że to Anioł. Powiedział do mnie: „zobacz jak Pan Jezus przez ciebie cierpiał”. Podkreślone zdanie wcale nie od razu po śnie wydało mi się podejrzane… Jak to, przeze mnie? Przecież On dla mnie i za mnie cierpiał! Ale dalej w tym śnie zobaczyłem jak „anioł” trzyma książkę, otworzył ją i zobaczyłem oblicze Pana Jezusa jednak niepodobne do ludzkiego. Była to twarz tak zmasakrowana, oszpecona, jakby był to żywy trup. Wtedy to co ujrzałem wstrząsnęło mną, lecz dziś wiem, że to musiało być celowe diabelskie działanie. To oblicze było jeszcze bardziej przepełnione dramatem niż cudowny krucyfiks z Limpias, a jest to jedyne oblicze, które było podobne do tego ze snu. Historię puentuje fakt, że jakiś czas po tym śnie Mama kupiła czasopismo o świętych, a na okładce jego obraz i podpis Św. Michał Archanioł. Twarz Michała Archanioła z okładki pisma odpowiadała dokładnie twarzy, którą pierwszy raz ujrzałem we śnie. Poniżej obraz z tej okładki (wybaczcie znak wodny, tylko taką wersję znalazłem w internecie).
  19. Tworzenie strony internetowej o walce ze złem. W czasie tworzenia tej strony doświadczałem wielu gigantycznych pokus i nienawiści manifestującej się przez otoczenie i w moim wnętrzu szarpanym raz to złudzeniami, raz pokusami. Gdy upadałem pod ciężarem pokus, jakby wszystko wracało do normy, nie działy się żadne „cuda” ani przekraczanie praw fizyki. W chwili gdy wracałem do Konfesjonału, walka zaczynała się tuż po odejściu od niego. O dosłownie każdy milimetr mojej wolnej woli. Każdą myśl, choćby najmniejszą, każde spojrzenie, uczucie. To doświadczenie było jak istna gehenna, której nikt z otoczenia nie rozumiał. Jeden spowiednik, może nie jeden nawet, zalecił mi kontakt z psychiatrą. Nie poszedłem tam, bo wiedziałem że nie jestem chory. Zbyt wiele potwierdzeń na każde z tych zdarzeń! Zbyt wiele.
  20. Podczas prowadzenia strony o „walce ze złem”, wszedłem mimowolnie i naiwnie w… spirytyzm… Nagrywałem na komputerze fragmenty utworów różnych wykonawców, zwalniałem, odtwarzałem jakoś tam, by odkryć „przekazy podprogowe” w tych utworach. Zacząłem słyszeć w nich jakieś szatańskie treści. Być może w większości ulegałem złudzeniom, ale przyszedł moment, gdy znalazłem informacje o tym, że człowiek się podobno komunikuje także podświadomie i szukałem tych słów ukrytych w zwolnionym czyimś głosie nagranym, itp. Nawet dżingiel Radia Maryja w ten sposób spowolniłem i wyszukiwałem tam jakichś słów. Okazało się, że są słowa i to mnóstwo wulgarnych, obrzydliwych… Były to ukryte głosy, tak jakbym seans spirytystyczny zrobił z diabłem… Kiedyś nagrałem też głos jakiegoś posła SLD i zwolniłem… Głos był przerażający: „Jeśli to nagrywasz to masz prze….” i jakiś stek wulgaryzmów w ogóle wrzask i jazgot, to były takie właśnie nagrania. Nie opisuję tego by rozbudzać czyjąś fascynację, ale by przestrzec przed tym „niewinnym” sposobem na otwarcie się na spirytyzm, co może nawet doprowadzić do opętania.
  21. W międzyczasie tych perypetii diabelskich, doświadczałem, a raczej godziłem się na ułudę otrzymywania „Bożych natchnień”. Jednak zawsze było to okupione diabelską agresją. W tej chwili już sam nie chcę nawet rozeznawać, czy tego rodzaju „podpowiedzi w sercu” są dobre (mówię o słowach poznawanych sercem, nawet na modlitwie!), wszystko odrzucam w myśl zaleceń św. Teresy z Avila – jeśli to pochodzi od Boga, to Bóg znajdzie sposób na realizację tych natchnień. Jeśli zaś dowolnie,  od złego, czy od Boga to pochodzi, to Bóg doceni, że odrzuciło się takie, czy inne słowa z uwagi na słabość natury ludzkiej – ważniejsze jest wtedy zaufanie głosowi wiary – „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”
  22. Diabelska agresja – w kościele, przy przyjmowaniu Sakramentów, przy pokusach, w zwykłych czynnościach… Do obsesji chciał zły doprowadzać przez wielokrotne ukazywanie trzech szóstek przed oczami. Do tego zdarzały się godziny w ciągu dnia, kiedy zły szczególnie dokuczał, często potykałem się o coś, coś przewracało się. Pamiętam jak szyba wyleciała z okna w pokoju podczas mojej nieobecności (niby przez wiatr…), ale dla mnie to nie było przypadkowe, bo akurat coś wtedy… Właśnie, dużo rzeczy działo się jako konsekwencja udzielania się w internecie. Bez stosownej osłony, przegrywałem te potyczki. Sam dobrze nie przygotowałem się do obrony, a występowałem przeciw mocom zła…
  23. 21 kwiecień 2002 niedziela – wracałem pieszo z kościoła, była to niedziela Dobrego Pasterza. Nie lubię prezentować tego typu wydarzeń, bo słowa diabelskie na to nie zasługują by je prezentować. Lecz w trakcie tej drogi zauważyłem dzieci, które jakoś za mną zaczęły iść i się cieszyć, śmiać, ale coś było nie tak z nimi, dziwnie się zachowywały (może i to było złośliwe co robiły), obstąpiły mnie jakoś czy coś przeklinały nawet… Wtem po nich w sercu jakby głos: „Widzisz co chciałem ci przez to ukazać?” A ja sobie zrozumiałem w sercu, że to Pan Jezus przemawia, że mam wstąpić do zakonu i zająć się duszpasterstwem dzieci i młodzieży. Za chwilę dostałem jakieś objaśnienie: „Salezjanie lub Salwatorianie”. O kurcze, ja ich nawet nie znam, tylko św. Jana Bosco coś trochę kojarzyłem. Skąd taki pomysł… Wtedy to byłem nagrzany: „Panie, ale ja taki słaby jestem i niegodny, jak mam to uczynić?” – „Chcę żebyś zgadzał się na wszystko co postawię na twojej drodze” . „Panie, ale jak, taki nędzny jestem, czy będę uwolniony od tych moich nałogów i zła?” – „Na wszystko przyjdzie czas”.  I tak się skończyło to „widzenie”.
    Nie chcę w analizę tego wchodzić. Miałem sporo różnych wydarzeń w ciągu tego okresu życia, a to mógł być i zły, który chciał wytrącić mnie z pełnienia woli Bożej przez moją podatność i otwarcie na „nadprzyrodzone poznawanie” jako owoc mojej pychy.
  24. grudzień 2002 – Marzec-Kwiecień 2003 – rekolekcje powołaniowe u Salezjanów. Poznaję wydawało mi się, że szlachetnego rekolekcjonistę, który mnie darzył sympatią spośród kandydatów do „prenowicjatu”. Jednak księdzem przewodniczącym okazał się kto inny, ksiądz który 21 lipca po 3 tygodniach wyrzucił mnie – 20 lipca przeszedłem badanie psychologiczne, które polegało nie tylko na testach, ale na wyciągnięciu wszystkich motywacji „kandydata” do prenowicjatu. I wyciągnęła, kobieta spisywała moje „wybraństwo” i nie dziwię się, że uznali mnie wtedy za szaleńca. Sam nie wiedziałem jak mam postąpić, nikt mnie nie pokierował jak mam duchowo postąpić – odrzucić! wszystko co jest podszeptem „niby” od Boga! Bo w tym diabeł pychą karmi ludzi słabej wiary i nieuformowanych. Ale rana swego rodzaju została. Potraktowany zostałem jak osoba upośledzona bez prawa do obrony. Zobaczyłem za to jak wygląda od środka życie w „zakonie”, którymi nie są Salezjanie… To była dla mnie kapitulacja moich dotychczasowych wyobrażeń, nawet o poczciwym świętym Janie Bosco, który wzorował się na Dobrym Pasterzu właśnie.
    Nie chcę do tematu Salezjanów wracać, mam bardzo mieszane uczucia, które nie zostały uzdrowione przez przeszło 10 lat – nie oddałbym swojego dziecka do szkoły salezjańskiej – tyle w temacie.
  25. Sierpień 2003 – po nieudanym podejściu do Salezjanów, przypomniałem sobie, że wciąż bardzo lubię ojców kapucynów i że św. Ojciec Pio jest taki cudowny… Motywacje były właśnie takie. Chciałem do nich pójść, bo mają super świętego, no i św. Franciszek taki święty ojciec z niego jest… A do tego temat walki z szatanem niezdrową fascynację we mnie wzbudzał. Jednak żeby nie było wszystko poczytane mi za płyciznę duchową, gdy wstępowałem do postulatu OFMCap towarzyszyło mi przeświadczenie, że z radością mógłbym iść do trędowatych by im posługiwać. To były zupełnie inne motywy niż te „nadprzyrodzone” z „objawienia” o Salezjanach.
  26. 15-20 sierpnia 2003 rekolekcje powołaniowe przed wstąpieniem do postulatu u oo. kapucynów. Noc. Budzę się śpiąc na górze, na piętrowym łóżku, od ujadania psów z sąsiedztwa. Psy się uciszają ani jeden już nie szczeka i co dziwne, już do rana żaden się nie odezwał. Patrzę na zegarek w komórce: 3:13. W tej chwili poczułem straszliwą obecność złych duchów. Złapałem za różaniec i zacząłem się modlić. Bałem się, że zostanę zrzucony z łóżka, w pomieszczeniu ciemno jak w grobie, ze mną jeszcze 2 osoby. Nie było mowy o ucieczce. Przed zamkniętymi oczami i w ciemnościach nierozświetlonych żadnym światłem, wizje demonów, okropne twarze. W duchu modliłem się oddając pokłon Najświętszemu Sakramentowi, co odpędzało tylko na chwilę zajadłość złego. Odczuwałem okropne pokusy. Odczuwałem szatańską „słodycz” grzechu, były to tak intensywne uczucia jakich nigdy dotąd nie doświadczyłem. Uśmiechy szydercze i nawołujące do podążenia za pokusą. W ten sposób doświadczany modliłem się na różańcu cały wewnętrznie ściśnięty ze strachu, rozdygotany, a doświadczenie jakby nie miało końca. Walka trwała do godziny 5:25. Pierwszy raz opisuję to, mówiłem o tym doświadczeniu dotąd (czerwiec 2016) tylko paru osobom. Po tej nocy był dzień rekolekcji, przeznaczony na rozmowę z prowincjałem. Moja rozmowa skończyła się przyjęciem do postulatu OFM Cap. Gdy po skończonej rozmowie poszedłem do kaplicy, na zegarze była godzina 16:15… czyli dokładnie 13 godzin od chwili, gdy rozpoczęło się dręczenie.
    Gdy słuchałem ostatnio Psalmu 59, skojarzyłem jak trafnie opisuje to, co doświadczyłem wtedy:
    Ps 59
    2 Wyrwij mnie, mój Boże, od moich nieprzyjaciół,
    chroń mnie od powstających na mnie!
    3 Wyrwij mnie od złoczyńców,
    i od mężów krwawych mię wybaw!
    4 Bo oto czyhają na moje życie,
    możni przeciw mnie spiskują,
    a we mnie nie ma zbrodni ani grzechu, o Panie,
    5 bez mojej winy przybiegają i napastują.
    Obudź się, wyjdź mi na spotkanie i zobacz,
    6 bo Ty, Panie, Boże Zastępów, jesteś Bogiem Izraela.
    Przebudź się, by skarcić wszystkie ludy,
    nie miej litości dla wszystkich podłych buntowników.7 Wracają wieczorem,
    warczą jak psy
    i krążą po mieście.
    8 Oto się chełpią swoimi ustami;
    na ich wargach obelgi:
    „Któż bowiem słyszy?”9 Lecz Ty, o Panie, z nich się śmiejesz,
    szydzisz ze wszystkich pogan.10 Będę baczył na Ciebie, Mocy moja,
    bo Ty, o Boże, jesteś moją warownią.
    11 W swej łaskawości Bóg wychodzi mi naprzeciw,
    Bóg sprawia, że mogę patrzeć na [klęskę] moich wrogów.
    12 Wytrać ich, o Boże, niech lud mój nie zapomina!
    Twoją mocą rozprosz ich i powal,
    o Panie, nasza Tarczo!

    13 Grzech na ich ustach: to słowo ich warg.
    Niech spęta ich własna pycha,
    za złorzeczenia i kłamstwa, które rozgłaszają.
    14 Wytrać ich w gniewie, wytrać, by już ich nie było,
    by wiedziano, że Bóg króluje w Jakubie
    i po krańce ziemi.

    15 Wracają wieczorem,
    warczą jak psy
    i krążą po mieście.
    16 Włóczą się, szukając żeru;
    skowyczą, gdy się nie nasycą.
    17 A ja opiewać będę Twą potęgę
    i rankiem będę się weselić z Twojej łaskawości,
    bo stałeś się dla mnie warownią
    i ucieczką w dniu mego ucisku.
    18 Będę śpiewał Tobie, Mocy moja,
    bo Ty, o Boże, jesteś moją warownią,
    mój łaskawy Boże.

  27. W postulacie stoczyłem walkę z własną pobożnością – i wygrałem. Utraciłem pobożność, dzięki której moje życie duchowe kwitło. W postulacie był tak wielki nacisk na formację ludzką, że nie wytrzymałem tej presji. Wotacja – każdy ze współkolegów z postulatu przesądzić mógł o losie drugiego kolegi. Ocena: Tak, raczej tak, Nie, raczej nie – plus opis. Wszystko pięknie, tylko czemu ojciec duchowy postulatu (magister) uznał, że do niczego się nie nadaję? Nie był to ojciec bardzo doświadczony, ale nie odejmuję mu ani tego, ani jego postępowania. Po prostu wpadłem w wirówkę, która zamiast mnie oczyścić, zrobiła ze mnie „koktajl”, który miał wypić szatan z wielką satysfakcją. Powołania głos został zagłuszony, wyszły z człowieka ukryte wady i zmory. Odeszły pokusy, bo gdy człowiekowi wszystko obojętne, diabeł już nie musi o takiego człowieka walczyć – taki los mój podzieliło wielu kolegów w postulacie. Nad wyraz panujący liberalizm to jedno, ale nacisk na budowanie wspólnoty za wszelką cenę, był losem skazańca. Mówili nam, że jesteśmy jak w „szklarni” – pracy mało, modlić się tylko i rozeznawać. Nie tak, nie tak sobie to wyobrażałem. Przez ten zawód, pojawił się zawód do Pana Boga i zauroczenie w religijnej dziewczynie z parafii miejsca, które przeżyłem tuż przed wystąpieniem z postulatu, przypieczętowało decyzję o wystąpieniu – rezygnacji z drogi. Tylko jedna osoba odradzała tę decyzję – kierownik duchowy, jaki mi się przydarzył w okresie postulatu, a nie potrafiłem z jego pomocy skorzystać, bo zamknąłem się, nie mówiłem nic o swoich duchowych przejściach z diabłem i szatanem, i nawet z salezjanami. Zranienia, żale i przemoc jakiej doświadczyłem u Salezjanów, a następnie Kapucynów, zamknęła mnie na drogę odkrywania powołania, na którą wszedłem.
  28. Z postulatu wystąpiłem po kilku miesiącach. Nie doświadczałem już żadnych ataków diabelskich ani innych podobnych rzeczy. Wciągnął mnie „świat” z jego sprawami. Życie duchowe nie kwitło w taki sposób, jak przed postulatem. Ile razy próbowałem wrócić do tematu walki duchowej, tyle zostawałem przygnieciony doświadczeniem, które było przeciwstawne Bogu. W ten sposób przeżyłem 11 lat, duchowe nieudactwo, szukanie swojego miejsca na tym świecie, pokonywanie słabości i uprzedzeń. I gdyby nie poniższe, trwałbym w tym „spokoju” po dziś dzień…
  29. sierpień 2005 własni rodzice, zawiedzeni tym, że wystąpiłem z postulatu, a teraz znalazłem pracę i pracuję, staram się o doświadczenie zawodowe i start w życiu, a nawet odnaleźć musiałem stancję by pracować tam gdzie pracę znalazłem, kazali mi się wynosić z domu. Na parę dni przed tym aktem pogardy, wędrując po internecie znalazłem obrazek małego dziecka, dokładnie taki jak wklejam niżej, z fragmentem Księgi Izajasza: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie.” (Iz 49, 14-15) Ja nie zapomnę o TobieZmienili zamek nawet. To był dopiero wstrząs, ale czy oni to robili świadomie? Nawet nie wiem, czy dziś tego żałują, nie pytałem ich – ale do pełni pojednania droga jest utrudniona.
  30. koniec 2005 roku – dałem się wciągnąć w internetowy hazard. Odkryłem niby metodę na przewidywanie kolorów ruletki… Jednak poza tym skrajnym upadkiem, zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że jakiś „głos” podpowiada mi jak mam obstawiać. To o czym mówię to nawet nie podobno, ale nic nowego wśród hazardzistów… Oczywiście emocje robią swoje, ale gdy taki wewnętrzny głos się nasila, a wręcz jest natarczywy, sam decydujesz czy za nim idziesz, czy nie. Ja na szczęście długo w tym nie trwałem. OD 25 EUR zainwestowanych środków udało mi się podbić kapitał na stole ruletki do 2000 EUR w jedną noc. Nie mam czym się chwalić! Po prostu był to efekt pychy, która mną owładnęła. Byłem tak pochłonięty tą swoją „metodą”, a szatańskie zniewolenie duchowe szło w parze z tym obłędem. I chociaż pieniądze te zostały w kasynie, dalej jakiś duch nieczysty próbował mnie namówić, że są jeszcze lepsze metody na wyciągnięcie z kasyna pieniędzy. Straszna to nauczka i piszę tylko jako przestrogę dla naiwnych…. Wyjście z tego nałogu nie przyszło też w jedną noc, a i wróciło za parę lat z kolejną naiwną „nadzieją” na łatwe zyski… Straszliwy to jest żer dla złego, dusza owładnięta hazardem… Możecie pytać czemu tak nisko upadłem… Nic mnie nie tłumaczy, kryzys i odejście od „lęku” w wierze, poszukiwanie „stabilności” emocjonalnej i duchowej, ale bez Boga na pierwszym miejscu… Straszna pomyłka i ułuda w jakiej żyłem.
  31. 2011 – śni mi się scena niby z serialu „Z archiwum X”, że w brzuchu mam szklany pojemnik, a w nim embrion ludzki… Następnie ze snu przechodzi scena do świadomości okrucieństwa, jakiemu jestem poddawany; czułem się gorzej niżby świnia traktowana przez człowieka jak zwierzę, które jest poddawane jego władzy… Scena zachodziła w pomieszczeniu, ambulatorium, czy czymś podobnym. Rozkazywała mi w myślach istota „wyższa”, której nie mogłem się przeciwstawić, a wiedziałem, że jest w pobliżu. Zostałem w otępieniu zmuszony do powstania z miejsca, gdzie miała wcześniej miejsce jakaś forma mojej dezynfekcji. Czułem się coś na kształt zwierzęcia hodowlanego, które przechodzi przegląd i będzie za chwile włożone do klatki. Po przejściu w tym uciemiężeniu do innej części pomieszczenia i dotknięciu jakimś „mieczem” mojej szyi, obudziłem się w nocy w łóżku. Wtedy nie byłem w łasce uświęcającej. Jak strasznie może działać diabeł z ludźmi, którzy są oddani w jakąkolwiek niewolę lub zniewolenie! I to działanie to też wmawianie ludziom, że „ufoludki” człowiekiem zarządzają jak farmą… To jest ideologia new age, przez nią także diabeł oszukuje ludzi, by odciągnąć od Stwórcy.
  32. przez okres 2007-2015 miałem więcej pretensji do Pana Boga niż dziękczynienia za wszystko, czym chojnie mnie obdarował. Po prostu stawiałem Bogu warunki swojego „oczyszczenia”, „nawrócenia”, wszystko tak perfidnie kamuflowałem… Ile w tym mojej ukrywanej pychy było. Myślałem, że pewien rozdział otworzył mi się w życiu i że będzie on usłany różami, a jednak cały czas stałem w miejscu. Ani drgnąłem, a Bóg cierpliwy był na to wszystko…
  33. lipiec 2015 – doświadczenie, które złamało mnie, odnalazłem się na skraju rozpaczy. Wyszedłem na pustynię. Podjąłem walkę z grzechem i nałogami. Moje mieszkanie było opętane, udałem się do księdza egzorcysty, który po modlitwie nad mieszkaniem, uwolnił je z jakichś zależności. Przykładem tego było, że wielokrotnie w nocy budziłem się o godzinie 3:00 albo 3:13 punktualnie, czasem noc w noc. Już nawet nie patrzyłem na zegarek bo wiedziałem, że to ta godzina… Do tego, gdy pisałem z kimś wątpiąco na temat tego, że mieszkanie może być opętane, dosłownie w tym samym momencie coś głośno spadło za mną, a byłem sam w mieszkaniu. Do tego wiele przedmiotów w mieszkaniu było tak okultystycznych (kadzidełka, figurki, zabawki dziecięce, książki z bożkami sumeryjskimi, egipskimi, harry potter, sowy, różnego rodzaju przedmioty naprawdę… była tego masa… A to nie wszystko jeszcze. Myślałem, że się tego pozbyłem w sierpniu 2015, jednak dużo jeszcze zostało, dopiero w czerwcu 2016 ogarnąłem resztę….o czym poniżej.
  34. Po lipcu przez 10 miesięcy starania o wierność Panu Bogu (codzienna Eucharystia, pielgrzymki, duchowa przemiana)… nadszedł czas na maj 2016 – diabeł zamanifestował się wtedy w bardzo perfidny sposób, wykorzystując moją „zwiększoną” pobożność. Jednak odkrycie tego nastąpiło parę tygodni później na Spowiedzi u światłego ojca Franciszkanina. Jak bardzo dałem się omotać złemu…. Gorzka nauczka – przesadna „pobożność” w moim wydaniu płynąca z tego, co mi się podobało, a nie Bogu, też może wypływać z szatańskiego podstępu.
  35. maj-czerwiec 2016 – pod podszewką „objawień prywatnych”, które za pozwoleniem pewnego spowiednika (nie do końca chyba rozeznał to co się ze mną działo), mogłem zapisywać bez obawy że robię coś złego, diabeł wywrócił moją religijność do góry nogami. Dopuściłem się okropnego odstępstwa od Boga, bluźnierstw i świętokradztw uznając, że to od Boga pochodzi. Podczas codziennie odmawianego różańca na kolanach, przerywał mi zły w słowach sączonych do mojej jaźni, które były „jak miód” słodkie, a gorzką trucizną się okazały. Podczas Mszy Świętej, w pracy, w domu.. gdy się tylko obudziłem…. dostawałem różnego rodzaju „natchnienia”, czasem po prostu „rozkazy” – jak w wojsku tak diabeł mną musztrował. A ja sądziłem, że to wszystko pochodzi od Pana Boga… Czasem rzeczy były sugerowane pobożne i do złudzenia potrzebne człowiekowi, duszom… Jednak dominował duch skrajności, ofiary bez namaszczenia, w pośpiechu, bez przemyślenia i roztropności… z pominięciem rzeczywistości mojego życia, która była na skraju upadku, a powinna być pierwszą sprawą, o którą podejmuję staranie… Byłem bezwolną marionetką w rękach złego możliwe, że 24h/dobę. Po 3 tygodniach żerowania na mojej świadomości, gdy byłem w stanie opłakanym, a dalej przekonany, że to Boże dopuszczenie do takich rzeczy (czułem się nawet wyznaczony do jakiejś misji w świecie, Kościele – tak wzniosłe rzeczy mi były przekazywane – poszedłem nawet do swojego księdza proboszcza upomnieć się o wystawienie Najświętszego Sakramentu podczas nabożeństw majowych… niby ok, ale to było jak z rozkazu wykonane…. „idź! powiedz jemu”… itp.). Jak wspomniałem, myślałem, że to ku dobru mojemu służy. Po popełnieniu poważnych grzechów ciężkich, gdy zamiast „miodu” zapisywać zacząłem jawne bluźnierstwa, Matka Boża dalej wyciągnęła mnie sama z tego obłędu…  Wydarzyła się Spowiedź („jedź na [nazwa ulicy, gdzie był dyżur w konfesjonale] do spowiedzi z tym wszystkim”]  – a właśnie jechałem już do domu. I zawróciłem i pojechałem tam, czekałem dosłownie niecałe 10 minut, a do konfesjonału przyszedł Ojciec Franciszkanin… – ale ta Spowiedź była już zupełnie innego rodzaju. Po tej spowiedzi wszystkim wskazówkom złego powiedziałem NIE, tak jak kiedyś w postulacie w 2003 roku, po lekturze „Drogi na Górę Karmel” św. Jana od Krzyża. Lecz duchowe rany zostają, szczególnie po tak głębokim upadku, jakiego doświadczyłem. Rozpoczęła się tydzień trwająca bardzo intensywna walka. Diabeł próbował ośmieszyć te starania w słowach, które dalej sączył do mojej głowy. Ja w to miejsce modliłem się aktami strzelistymi i piłem wodę ze źródełka z miejsca objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Do tego w drugim dniu tej walki, gdy przyjmowałem sól egzorcyzmowaną czułem wielki niepokój. Znikał za każdym przyjęciem tej soli. Podobnie przy przyjmowaniu Komunii Świętej odczuwałem strach przed Jej wypluciem, nawet mimowolnym! Przy piciu wody poświęconej przez Matkę Bożą w głowie miałem najgorsze bluźnierstwa, które ustawały po wypiciu tej wody. Wtedy piłem tamtą wodę co kilkadziesiąt minut. Modliłem się aktami strzelistymi: „Jezus jest Panem!” oraz psalmami: Pan jest Pasterzem moim, niczego mi nie braknie. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Pan obrońcą mego życia, przed kim miałbym czuć trwogę? – te modlitwy były moim ratunkiem. Gdy obudziłem się trzeciego dnia odczuwałem te złe duchy jak się narzucają, doczepiają do mojej świadomości. Wszelki pozór znikł, poprzednio płynące jadowite „natchnienia” do wielkiej pobożności i na wyrost czynionej pokuty, ustąpiły miejsca wielkim pokusom do bluźnierstw i świętokradztw. Odwołałem się do Maryi Niepokalanie Poczętej – wtedy zobaczyłem scenę jaka się rozegrała oczami duszy – diabeł mówi słowa do kogoś: „oto cyrograf winy” w kontekście takim, że na jego mocy może mi robić krzywdę. Jednak Moc Boża ten cyrograf wytrąciła szatanowi. 14 czerwca, kilka dni po tym wydarzeniu i gdy to piszę, słuchałem akatystu ku czci Bogurodzicy, a w nim padło to stwierdzenie jakie usłyszałem wtedy w sercu, lecz właśnie w tym Bożym kontekście:

    Kondakion 11
    Udzielić pragnął łaski przebaczenia
    za dawne winy Ten,
    co długi wszystkich ludzi gładzi.
    We własnej więc przybliżył się Osobie
    do tych, co oddalili się od Jego łaski,
    a potargawszy cyrograf ich winy,
    słyszy z ust wszystkich wołanie:
    Alleluja.
    Alleluja, alleluja, alleluja!
    To stwierdzenie „cyrograf winy” pojawia się w Google tylko w jednym tekście, jednej modlitwy

    Krzyżu, błogosławieństwo świata, nadziejo i pewne odkupienie, niegdyś znak przekleństwa, dziś jasna bramo nieba.
    Na tobie wzniesiona została ofiara, która wszystko do siebie pociągnęła; domagał się. jej książę tego świata, choć nic w niej swego nie znalazł.
    Wyrok twojego prawa zniszczył dawny cyrograf winy, zginęła stara niewola, prawdziwa wolność została przywrócona.
    Piękno twej woni zwycięża wszystkie aromaty, słodycz twojego nektaru napełnia głębię serca.
    Przez krzyż, Chryste, prosimy, przenieś nas tam, gdzie jest nagroda życia dla tych, których, przybity do krzyża, raczyłeś odkupić.św. Piotr Damiani (+ 1072)


    Jeszcze co w google zawiera ten termin „cyrograf winy” – http://www.voxpatrum.pl/pdfy/Vox59/Paczkowski.pdf
    Świętość utożsamiano ze zwycięstwem nad „starodawnym wężem” – szatanem. Cyryl Jerozolimski przypomina, że chrzest ratuje człowieka przed pożarciem przez smoka, czyli przed potępieniem. Zwycięstwo nad złem stało się udziałem Maryi Niepokalanej. Autor utożsamiany z Efremem Syryjczykiem pisze w następujący sposób:
    „Zapomniała Ewa o truciźnie wszczepionej jej przez zabójczego smoka, który ją zwiódł i
    wtrącił w otchłań […]. Podstępu użył smok stary, wielką uczynił winę Ewy, nieroztropną przywodząc do upadku […]. Ewa ściągnęła na siebie winę – Maryja była od niej wolna”
    (Ephraem Syrus, Carmen 18, 1, ed. E. Beck, CSCO 187, Louvain 1959, 179-180, tłum. W. Kania, OŻ 4, Kraków 1982, 36-37)

    Rozwijając dalej ten metaforyczny obraz autor syryjski mówi:
    „wąż, perfidny pisarz, spisał wielki cyrograf winy, na mocy którego kolejne
    pokolenia […] zostały dotknięte śmiercią. Podpisał go i opieczętował swoją
    perfidią. Z powodu oszustwa starodawny smok ujrzał, że wina Ewy została
    pomnożona”

    Byłem po Spowiedzi Świętej, ale odczuwałem też pragnienie uzyskania odpustu zupełnego. Od poniedziałku (Spowiedź 6 czerwca) do soboty 11 czerwca walczyłem nieustannie się modląc. Wiedziałem, że otworzyłem swoje myśli i serce na działanie złego przez grzech i wykorzystuje on teraz we mnie liczne furtki, które zamknąć może jedynie Pan Bóg. W sobotę, dzień Matki Bożej, dostąpiłem łaski odpustu zupełnego, po którym wszystkie dręczenia zniknęły. Pojawiają się jeszcze w mojej głowie jakieś myśli o tamtych wydarzeniach i w tamtym kontekście, ale odczytuję je jako płynące z mojego serca, o które mam zabiegać by stale było wierne Bogu. Dziś wiem jednak, że walka trwa nadal i w niezwykłej zaciętości zły stara się wytrącić mnie z równowagi i oddać w niewolę grzechu. Są to też diabelskie podpowiedzi zasłyszane sercem, lecz jedna jest odpowiedź i jedno czuwanie: Modlitwa, Akt Strzelisty, Różaniec, Eucharystia, Sakramenty.

    POWYŻSZE (te „objawienia”) od 15 maja 2016 zaczęły się po rozpoczęciu nowenny pompejańskiej w „beznadziejnej” intencji. Nie doświadczałem czegoś takiego wcześniej i to w tak usystematyzowanej formie (tych podszeptów do złego nie było prawie wcale). Zapisałem wiele stron „objawień” przez te niecałe 3 tygodnie. To była istna ruina obecnego systemu mojej duchowości… Diabeł wykorzystał moją pobożność, by wznosząc ją „do góry” rzucić ją i zniszczyć w otchłań.

    Wszystko do tego było tak oszacowane i zmanipulowane abym wierzył, że ta moja nowenna wcale nie jest konieczna i że mam sobie ją odpuścić. Była to i jest nadal (sprawa tej nowenny) śmiertelnie poważna. Niestety na skutek tych wydarzeń przerwałem tę nowennę, lecz zacząłem ją od początku od 13 czerwca z nowym nastawieniem.  Jednak jestem świadom, że nawet słowa pojedynczej modlitwy, gdy nie czuwam, mogą być wykrzywione nawet gdy je wypowiadam.

  36. rok 2017 i 2018 – po cudach Maryi żyję w innej rzeczywistości.  Nowenna Pompejańska jest tym, co jest drogą pewną do cudu w życiu.

1P 5, 8-9 Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!