MAŁE VADEMECUM EGZORCYSTY

Którego autorem jest słynny Jezuita Malachi Martin.
Malachi Martin był bliskim współpracownikiem kardynała Augustine Bea i Papieża Jana XXIII, a także profesorem Papieskiego Instytutu Biblijnego w Watykanie w latach 1958-1964. Po 25 latach w zakonie jezuickim został zwolniony ze ślubów ubóstwa i posłuszeństwa. Podane odnośniki odnoszą się do konkretnych przypadków opętań, które są ukazane w książce „Zakładnicy diabła”.

Ogromny rozgłos, jaki zdobyła sobie ostatnio kwestia egzorcyzmów, wprowadził historie o opętanych do kanonu filmów grozy. Sedno zła zatraciło się pośród widowiskowych sekwencji. Egzorcysta, który w istocie, podczas egzorcyzmów ryzykuje najwięcej, przemyka się przez ekran, jako element niezbędny, ale – w końcu – nie tak interesujący, jak efekty specjalne.
Prawda jest taka, że te trzy czynniki – opętany, zły duch i egzorcysta – są ściśle związane z rzeczywistością życia i jego sensem, takim, jakiego wszyscy codziennie doświadczamy. Opętanie nie ma nic wspólnego z magią. Duch jest rzeczywisty; co więcej, duch jest podstawą wszelkiej rzeczywistości.
„Rzeczywistość” bez ducha nie tylko byłaby nudna; nie miałaby żadnego sensu. Żaden horror nie zdołał dotąd uchwycić grozy takiej wizji: świata bez ducha.
Zły duch jest osobą i posiada inteligencję. Jest nadprzyrodzony w tym sensie, że nie pochodzi z tego świata materialnego, ale w tym świecie istnieje. Zły duch, podobnie jak dobry, śledzi nasze życie codzienne. Duchy, najzwyczajniej w świecie, wykorzystują nasze myśli, uczynki i zwyczaje i oddziaływują na nie; wpływają na wszystkie nici tworzące osnowę i wątek naszego żywota, w każdym czasie i miejscu. Ta reguła obejmuje także współczesność. Mimo iż duch jest w stanie manipulować elementami naszego życia i świata materialnego i nierzadko to robi na swój własny użytek, utożsamianie go z nimi jest fatalnym, ale dość powszechnym błędem. Duch może wywoływać niesamowite odgłosy – ale sam niesamowitym odgłosem nie jest. Przedmioty mogą unosić się w powietrzu, ale telekineza ma tyle samo z ducha, co materialny obiekt, któremu nadała ruch. Pewien człowiek, którego losy opisuję w tej książce, sądził inaczej i niemal zapłacił życiem, kiedy przyszło mu zmierzyć się z własnym błędem.
Centralną figurą wszystkich egzorcyzmów jest egzorcysta. 0d niego wszystko zależy. Sam nic na tym nie zyskuje. Co więcej, ilekroć podejmuje się tego zadania, ryzykuje dosłownie wszystkim, co przedstawia dla niego jakąś wartość. Dzieje Michaela Stronga są skrajnym przykładem takiej sytuacji. Ale każdy egzorcysta musi stawić czoła czystemu złu, stoczyć z nim pojedynek, indywidualny i gorzki. Raz rozpoczętych egzorcyzmów nie można już przerwać. Zawsze musi być zwycięzca i pokonany. I, niezależnie od wyniku starcia, ów kontakt zawsze jest w jakiejś mierze fatalny dla egzorcysty. Musi on przystać na groźne i nieodwracalne zubożenie najgłębszej cząstki swojej jaźni. Coś w nim umiera. Jakaś część jego człowieczeństwa nie wytrzymuje bezpośredniego zetknięcia z przeciwieństwem ludzkiej natury – esencją zła – i nader rzadko udaje się ją wskrzesić. I nic nie otrzymuje się w zamian za tę stratę.
To najmniejsza cena, jaką zapłacić musi egzorcysta. Jeżeli przegra pojedynek ze złym duchem, ucierpi znacznie więcej. Niezależnie od tego, czy będzie mógł nadal odprawiać egzorcyzmy, czy też nie, przyjdzie mu raz jeszcze stanąć do walki, by pokonać tego, który mu się niegdyś oparł.
Badanie, które w efekcie doprowadzić może do egzorcyzmów, zwykle rozpoczyna się w momencie, gdy ktoś – zazwyczaj mężczyzna lub kobieta, rzadziej dziecko – zwraca uwagę władz kościelnych, powiadomionych przez jego rodzinę lub przyjaciół. Nieczęsto zdarza się, by osoba opętana zgłaszała się z własnej woli.
Sprawy, o których mówi się przy takich okazjach, są dramatyczne i bolesne: zmiany fizyczne u opętanych, wyraźne zaburzenia umysłowe, jednoznaczny wstręt do wszystkiego, co wiąże się z religią – znaków, symboli, wypowiedzi, obiektów i miejsc kultu, ludzi i ceremonii.
Często zdarza się, że członkowie rodziny albo przyjaciele informują, iż w obecności danej osoby występują tak zwane fenomeny paranormalne: przedmioty unoszą się w powietrzu, tapety odlepiają się od ścian, meble trzeszczą, porcelana pęka, słychać stuki, syki i inne odgłosy płynące nie wiadomo skąd. Nierzadko też dochodzi do tego, że w pokoju, w którym przebywa osoba opętana, temperatura raptownie spada. Jeszcze częściej takiej osobie towarzyszy ostry, charakterystyczny odór.
Można odnieść wrażenie, iż gwałtowne transformacje fizyczne zmieniają życie opętanych w piekło. Normalne czynności wydalnicze potęgują się i przesycone są nienaturalną zgnilizną. Cera gwałtownie przybiera barwę sepii, świadczącą o niedoborze krwi. Odruchy występują coraz rzadziej lub stają się nienormalne. Niekiedy całkowicie zanikają. Może również zanikać oddech, i to na dłuższy czas. Trudno jest wyczuć bicie serca, twarze bywają dziwnie zniekształcone, czasem nawet nienaturalnie napięte i gładkie, bez ani jednej zmarszczki.
Kiedy władze kościelne dowiadują się o takiej sprawie, pierwszym i najistotniejszym problemem jest to, czy ta osoba jest naprawdę opętana.
Henri Gesland, francuski kapłan i egzorcysta, pracujący obecnie w Paryżu, powiedział w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym czwartym roku, że na trzy tysiące konsultacji, jakie miały miejsce od roku sześćdziesiątego ósmego, ,,tylko cztery przypadki uważam za opętanie przez demona” Dla odmiany, T. K. Osterreich utrzymuje, iż ,,opętanie to nadzwyczaj pospolity fenomen, a szereg dowodów na to można znaleźć w historii religii”. Rzecz w tym, że nigdy nie prowadzono ani urzędowej, ani naukowej statystyki takich przypadków.
Napewno wielu z tych, którzy sami utrzymują, że zostali opętani lub są za takich uważani, to tylko ofiary chorób ciała albo umysłu. Dokumenty z czasów, gdy medycyna i psychologia były w powijakach lub w ogóle nie istniały, potwierdzają, że popełniano poważne błędy. Za opętanego uważano, na przykład, chorego na zwapnienie rozsiane – z uwagi na spastyczne ruchy oraz bolesne uszkodzenia kręgosłupa i stawów. Do niedawna doskonałym kandydatem na ,,opętanego” był każdy z syndromem Tourette’a: potoki bluźnierstw i obelg, chrząkanie, warknięcia, przekleństwa, skowyt, parskanie, sapanie, tiki nerwowe, tupanie nogami, wykrzywiona twarz – wszystko to pojawiało się nagle i równie niespodziewanie znikało. Obecnie syndrom Tourette’a leczony jest farmakologicznie i traktowany jako choroba nerwowa, związana z zaburzeniami chemicznymi wewnątrz mózgu. Wielu ludzi cierpiących na tak dobrze znane dzisiaj choroby, jak paranoja, pląsawica, dysleksja, choroba Parkinsona, a nawet pospolite choroby skórne (łuszczyca, opryszczka itp.), uznawano za ,,opętanych”, a przynajmniej: „dotkniętych” przez Diabła.
W dzisiejszych czasach kompetentne władze kościelne kładą nacisk na gruntowne badanie osób, które mają być poddane egzorcyzmom; badanie przez lekarzy specjalistów, w tym – i psychiatrów.
Kiedy kapłan zgłosi przypadek opętania władzom diecezji, wezwany zostaje diecezjalny egzorcysta. Jeżeli takiego nie ma, – wyznacza się go lub sprowadza spoza diecezji.
Czasem kapłan, zgłaszający taki przypadek, musiał organizować wstępne badania – także psychiatryczne – żeby sprostać ostrożnemu sceptycyzmowi, z którym zapewne spotkałby się, przedstawiając ów problem. Kiedy w tę sprawę włącza się oficjalny egzorcysta, on też, zazwyczaj, zarządza wnikliwe badania, opierając się na znanych sobie ekspertach, których sądom może ufać.
Dawniej w każdej diecezji Kościoła znajdował się kapłan, któremu powierzono obowiązki egzorcysty. W dzisiejszych czasach w części z nich porzucono tę praktykę, głównie dlatego, że w ciągu ostatniego stulecia zmalała liczba zgłaszanych opętań. Jednakże we wszystkich większych diecezjach nadal dba się o to, by był tam kapłan, pełniący tę rolę – choćby nawet nie musiał nigdy odprawiać egzorcyzmów. Niektórzy biskupi preferują prywatne umowy z wybranymi, zaufanymi księżmi.
Nie istnieje nic takiego, jak oficjalny etat egzorcysty. W niektórych diecezjach „biskup niewiele wie na ten temat i pragnie wiedzieć jeszcze mniej”- jak w jednym z opisanych w tej książce przypadków. Jednakże egzorcysta – niezależnie od sposobu, w jaki otrzymał tę funkcję – musi mieć oficjalne poparcie Kościoła, gdyż występuje jako jego pełnomocnik, a cała władza, jaką ma nad złym duchem, pochodzi wyłącznie od tych, którzy tworzą ciało Kościoła Jezusowego – obojętne, czy należą do wspólnoty rzymskokatolickiej, prawosławnej, czy protestanckiej. Zdarza się, że kapłan z jakiejś diecezji bierze na siebie przeprowadzenie egzorcyzmów nie uzgadniając tego wcześniej ze swym biskupem, jednakże wszystkie tego typu próby, o jakich słyszałem, zakończyły się klęską. Zarówno podczas wstępnych badań, jak i samych egzorcyzmów zwykle można stwierdzić, że u osoby opętanej występują aberracje fizyczne i psychiczne, których nie można w żaden sposób wytłumaczyć. Ale testy medyczne i psychologiczne to nie wszystko. Mimo iż osiągnięcia parapsychologii są kruche i niejednoznaczne, w teoriach o telepatii i telekinezie można zapewne szukać wyjaśnienia pewnych objawów opętania. Jeszcze więcej powiedzieć mogą tak istotne dla współczesnych psychoterapeutów badania podatności na sugestie.
A jednak nawet diagnozy i opinie lekarzy i psychologów, pozostawiają nierzadko spory margines dowolności. Kompetentni psychiatrzy wiodą gwałtowne spory, a w medycynie i w naukach jej pokrewnych nieznajomość przyczyn pewnych zjawisk zagłusza się fachowym żargonem i zalewem opisujących jej terminów. Mimo to, diagnozy lekarzy i psychologów poddawane są wnikliwej ocenie i zazwyczaj mają ogromne znaczenie podczas ostatecznego rozstrzygnięcia kwestii ewentualnych egzorcyzmów. Jeżeli stwierdzają, iż zaobserwowane u badanego symptomy odpowiadają jakiejś określonej chorobie, rezygnuje się z odprawienia egzorcyzmów albo odkłada się je do czasu zakończenia kuracji. Na koniec, dysponując już diagnozą i kompletnym materiałem dowodowym, władze kościelne oceniają sytuację pod kolejnym – niejako zawodowym – kątem.
Wierzą, że istnieje niewidzialna potęga, duch zła, że ten duch może, z niejasnych powodów, opanować istotę ludzką, że można go zmusić – za pomocą egzorcyzmów – do opuszczenia osoby opętanej i że dokonać tego można jedynie w imię Jezusa z Nazaretu, dzięki jego władzy oraz mocy. Badanie z punktu widzenia Kościoła jest równie rygorystyczne, jak te, które przeprowadzili wcześniej lekarze i psychologowie.
W zapisach dotyczących chrześcijańskich egzorcyzmów, począwszy od czasów Jezusa, osoby opętane zawsze i bez wyjątku czują szczególny wstręt do symboli i prawd religijnych. Władze kościelne, weryfikując przypadek opętania, łączą ten symptom z ewentualnym występowaniem fenomenów fizycznych, często towarzyszących opętaniu – niewytłumaczalnego odoru; znacznego obniżenia temperatury; telepatycznego wnikania w sprawy natury czysto religijnej i moralnej; nienaturalnego, całkowicie eliminującego zmarszczki napięcia skóry; dziwacznego wykrzywienia twarzy, a także innych zmian fizycznych; niezwykłego zachowania; „opętańczej grawitacji” (osoby opętanej nie można ruszyć z miejsca, ludzie zebrani wokół niej poddani są dławiącemu przeciążeniu); lewitacji (opętany swobodnie unosi się nad ziemią, krzesłem albo łóżkiem); samoistnego trzaskania mebli i drzwi, prucia tkanin itd.
Jeżeli po zestawieniu wszelkich występujących w danej sprawie symptomów, okazuje się, że medycyna i psychologia nie są w stanie zapewnić satysfakcjonującego wyjaśnienia, zazwyczaj zapada decyzja o odwołaniu się do egzorcyzmów.
O ile wiem, nigdy nie powstał żaden urzędowy spis egzorcystów, obejmujący ich biogramy i charakterystyki, toteż nie jesteśmy w stanie nakreślić sylwetki „typowego egzorcysty”. Możemy jednak dość wiernie określić typ człowieka, któremu powierza się uwolnienie opętanego od złego ducha. Zwykle jest on aktywnie zaangażowany w pracę na rzecz parafii. Rzadko bywa on uczonym lub katechetą. Rzadko też jest kapłanem tuż po święceniach. Jeżeli można określić średnią wieku egzorcystów, mieści się ona w granicach pięćdziesięciu i sześćdziesięciu pięciu lat. Takiego człowieka nie musi cechować dobra kondycja fizyczna ani niezwykły intelekt, ani też dyplomy z psychologii i filozofii, nie jest również konieczna wysoka kultura osobista. Piętnastu egzorcystom, których miałem okazję poznać, brakowało zwłaszcza żywej wyobraźni i głębokiej wiedzy z zakresu nauk humanistycznych. Wszyscy byli wrażliwymi ludźmi, stojącymi dość twardo na ziemi. Mimo iż jest oczywiście, wiele wyjątków, głównymi czynnikami, o nadaniu kapłanowi funkcji egzorcysty są jego kwalifikacje moralne, sposób bycia i wiara – cechy nie tyle wyuczone lub wypracowane, co naturalnie przyrodzone takiemu człowiekowi. Mówiąc językiem religii, są to cechy związane ze szczególną łaską.
Odprawiania egzorcyzmów nie można nauczyć się na kursach. Radzi się powszechnie – choć nie zawsze jest to możliwe albo praktyczne – żeby kapłan, przed podjęciem się takiego zadania, asystował przy egzorcyzmach starszemu i mającemu już pewne doświadczenie księdzu. Jeżeli weryfikacja potwierdzi, iż miało miejsce opętanie, egzorcysta sam podejmuje dalsze decyzje i dokonuje wszelkich niezbędnych przygotowań. W niektórych diecezjach do niego należy też wybór asystującego kapłana. Zawsze sam wyznacza pomocników spoza kleru, a także czas i miejsce egzorcyzmów.
Miejscem tym jest zazwyczaj dom osoby opętanej, gdyż przeważnie tylko krewni i najbliżsi przyjaciele są w stanie dać jej troskę i miłość w tak niepokojących okolicznościach. Najczęściej wybiera się pokój, który ma specjalne znaczenie dla tej osoby, nierzadko jej sypialnię lub ulubiony kącik. Widać tu wyraźnie pewien aspekt opętania i działania ducha: ścisły związek pomiędzy duchem i miejscem. Problem ducha i miejsca przejawia się na wiele różnych sposobów i występuje podczas wszystkich egzorcyzmów. Teologowie opracowali wyjaśnienie tej zagadki. Trzeba jednak uznać za fakt, że te dwa czynniki są ze sobą związane.
Wybrany pokój należy maksymalnie oczyścić ze wszystkiego, co można poruszyć. Jedną z form agresji występujących podczas odprawiania egzorcyzmów, i to bardzo często spotykaną, jest wprawianie w ruch przedmiotów, zarówno lekkich, jak i ciężkich, kołysanie nimi, rozrzucanie albo ciskanie ich po pokoju, tak, aby wywołać hałas, względnie trafić nimi kapłana, opętanego lub asystentów. Nierzadko ludzie uczestniczący w egzorcyzmach odnoszą poważne rany. Należy więc usunąć wszystkie dywany, chodniki, obrazy, zasłony, stoły, krzesła, skrzynie, kufry, pościel, biurka i świeczniki. Często zdarza się też, że drzwi same zatrzaskują się i otwierają, ale wtedy nie można ich zabić ani zabezpieczyć, gdyż egzorcyzmy mogą trwać wiele dni. Trzeba je jednak zakryć, ponieważ praktyka dowodzi, iż energia fizyczna, mająca swe źródło w pokoju opętanego, błyskawicznie wpływa na ich najbliższe otoczenie. Okna są dokładnie zamknięte; czasem należy je zabić deskami, żeby uniemożliwić latającym przedmiotom ich wybicie i zapobiec poważniejszym wypadkom (opętani niekiedy próbują przez nie wyskoczyć; energia fizyczna może pchać ku nim egzorcystę lub jego asystentów).
Łóżko albo kozetkę przeważnie zostawia się w pokoju (albo wstawia tam, jeżeli zachodzi taka konieczność) i tam właśnie kładzie się opętanego. Potrzebny jest także niewielki stoliczek. Na nim umieszcza się krucyfiks – otoczony ze wszystkich stron świecami – wodę święconą i modlitewnik. Czasem dochodzi do tego relikwia lub obrazek uważany za szczególnie święty albo bardzo istotny dla opętanego. Ostatnio, tak w Stanach Zjednoczonych, jak i za granicą, coraz częściej używa się również magnetofonu. Umieszcza się go na podłodze, w szufladzie albo – jeśli nie jest zbyt nieporęczny – wiesza asystentowi na szyi.
Młodszego kapłana, asystującego egzorcyście, wybierają zwykle władze diecezji. Przechodzi on w ten sposób swoiste szkolenie. Rejestruje słowa i działanie egzorcysty, zwraca mu uwagę na popełnione błędy, pomaga w chwili słabości, a nawet zastępuje, jeśli tamten umrze, zemdleje lub ucieknie, względnie jeśli jego siły – fizyczne lub psychiczne – znajdą się na wyczerpaniu. Wszystko to zdarzało się już podczas egzorcyzmów.
Pozostali pomocnicy są wybierani spoza kleru. Bardzo często znajduje się pośród nich lekarz, jako że wszyscy uczestnicy egzorcyzmów narażeni są na przemęczenie, szok i obrażenia fizyczne. Liczba tych asystentów zależy od tego, jak silnego oporu spodziewa się egzorcysta. Przeważnie jest ich czterech. Oczywiście, na zapadłej wsi albo na odległych placówkach misyjnych, a czasem nawet w wielkich ośrodkach miejskich, może być trudno o pomocników. Żadnego z nich nie ma pod ręką, brakuje też czasu na ich zwerbowanie. Egzorcysta musi iść sam. Doświadczenie uczy go, jak gwałtownych ataków może się spodziewać i, że opętanych, dla ich własnego dobra, należy niekiedy obezwładniać siłą. Dlatego też pomocnicy muszą być dość krzepcy. Co więcej, przydatny bywa także kaftan bezpieczeństwa, choć częściej używa się skórzanych pasów albo sznurów.
Kapłan musi upewnić się, że jego pomocnicy nie są w okresie egzorcyzmów, obciążeni świadomie popełnionymi grzechami, gdyż ich także może atakować zły duch, choć nie tak bezpośrednio i nieustannie, jak egzorcystę. Każdego ich grzechu użyje jako broni. Egzorcysta musi również nabrać pewności, że jego asystentów nie osłabi ani nie pozbawi całkiem sił obsceniczne zachowanie albo niewyobrażalnie plugawy język. Nie mogą blednąc na widok krwi, ekskrementów i uryny; muszą umieć znieść najobrzydliwsze obelgi i publiczne wywrzaskiwanie ich najwstydliwszych sekretów. Zawsze się tak dzieje podczas egzorcyzmów.
Pomocnikom należy przekazać trzy zasadnicze reguły: muszą wykonywać natychmiast i bez oporów wszystkie polecenia egzorcysty, choćby wydawały im się absurdalne i nieludzkie; nie mogą samowolnie podejmować żadnych działań; nie wolno im też pod żadnym pozorem rozmawiać z opętanym.
Jednakże nawet najprzezorniejszy egzorcysta nie jest w stanie przygotować swych pomocników na wszystko, co może ich czekać. Mimo iż zły duch nie atakuje ich tak intensywnie i bezpośrednio, jak kapłana, nierzadko zdarza się, że wycofują się – albo są wynoszeni – w trakcie odprawiania egzorcyzmów. Doświadczony egzorcysta często decyduje się nawet na kilka próbnych podejść do tego zadania, w myśl zasady głoszącej, że przezorny jest zawsze ubezpieczony – przynajmniej do pewnego stopnia.
Czas trwania egzorcyzmów narzucają zwykle okoliczności. Przeważnie dąży się do tego, by zaczynać je najwcześniej, jak to tylko możliwe. Wszyscy, którzy się w nie angażują, powinni swobodnie dysponować swym czasem. Egzorcyzmy trwające krócej niż kilka godzin należą do rzadkości – częściej zajmuje to dziesięć do dwunastu godzin. Bywa, że trwają dwa lub trzy dni. Sporadycznie – nawet kilka tygodni.
Kiedy już się zaczną, tylko coś naprawdę wyjątkowego może spowodować, że zostaną przerwane, chociaż obecni w pokoju mogą go opuszczać pojedynczo na kilka chwil, by przynieść coś do jedzenia, nieco odpocząć lub pójść do łazienki. (W tej książce opisany jest pewien nietypowy przypadek, kiedy zaistniała taka zwłoka. Zaangażowany weń kapłan wolałby sto razy odprawiać klasyczne egzorcyzmy, niż mierzyć się z szaloną agresją, która spowodowała tę przerwę.)
Tylko egzorcysta i asystujący mu ksiądz muszą przywdziewać na czas egzorcyzmów rytualne ubiory. Obaj mają na sobie długie czarne sutanny, sięgające aż do stóp. Zakładają na nie długie do pasa, białe komże. Na szyjach mają wąskie fioletowe stuły, których końce zwieszają się luźno, sięgając aż do pasa.
Zazwyczaj, asystujący ksiądz i pozostali pomocnicy przygotowują pokój, kierując się wskazówkami przekazanymi im przez egzorcystę. Towarzysząc osobie opętanej, czekają potem na głównego kapłana, który zawsze przychodzi na końcu, samotnie.
Nie istnieje żaden leksykon egzorcyzmów; nie ma podręcznika, ani zestawu reguł, ani też kompendium wiedzy o złym duchu, którymi można by się kierować. Kościół opracował wprawdzie oficjalny tekst egzorcyzmów, ale to zaledwie kanwa działania. Całość można przeczytać na głos w dwadzieścia minut. Zapewnia on jedynie dokładną formułę, uzupełnioną o pewne modlitwy i rytuały, tak by egzorcysta dysponował pewnym wzorcem, którego powinien przestrzegać, zwracając się do złego ducha. W praktyce, podczas całego procesu bardzo dużo zależy od kapłana.
A jednak wszyscy egzorcyści, z którymi rozmawiałem, przyznają, iż egzorcyzmy, niezależnie od czasu ich trwania, przebiegają według pewnego powtarzającego się schematu.
Jeden z najbardziej doświadczonych egzorcystów, jakich znałem, nauczyciel bohatera pierwszego z opisanych w tej książce przypadków, nadał nazwy poszczególnym stadiom egzorcyzmów. Nazwy te oddają ogólny sens, skutki zdarzeń albo s intencje ich uczestników, nie odzwierciedlają jednak specyficznych metod, jakimi posługują się zły duch i egzorcysta. Ów i kapłan, którego nazwałem Conor, wyliczył następujące etapy:
Obecność, Pozór, Przełom, Głos, Starcie i Wygnanie. Stadia, które kryją się pod tymi nazwami, występują w dziewięciu przypadkach na dziesięć.
Od wejścia egzorcysty atmosfera w pokoju wyraźnie się zmienia. Jeżeli w grę wchodzi prawdziwe opętanie, od tego momentu aż do końca egzorcyzmów wszyscy, którzy się tam znajdują, mają poczucie Obecności jakiejś obcej istoty. Ta niewątpliwa oznaka działania złego ducha jest równie niewytłumaczalna i jednoznaczna, co nieunikniona. Wszystkie znaki świadczące o opętaniu, zarówno te jaskrawe i groteskowe, jak również te subtelne i wątpliwe, bledną wobec tej Obecności.
Nie sposób udowodnić jej istnienia, ale wszyscy ją wyczuwają. Żeby to pojąć, trzeba jej doświadczyć; nie można jej nigdzie umiejscowić – ani we wnętrzu opętanego, ani nad nim, ani też obok niego. Nie kryje się w kącie ani pod łóżkiem, nie wisi w powietrzu.
Owa Obecność nie kojarzy się z żadnym określonym miejscem i to jeszcze potęguje grozę. To coś najzupełniej obcego. Nie „on” ani „ona”, ani też „ono”. Czasami wydaje się, że obecna jest jedna istota, kiedy indziej – że wiele. Kiedy się odzywa, raz mówi o sobie ,,ja”, innym razem: ,,my”, używa słów „moje” i „nasze”. Obecność – niewidzialna i nieuchwytna – atakuje człowieczeństwo znajdujących się w pokoju ludzi. Można zdobyć się na logiczne myślenie i wyrzucić z siebie wszelkie wyobrażenia o niej; można sobie powiedzieć: „To tylko wyobraźnia. Ostrożnie! Bez paniki!” I może nawet przyjdzie chwila ulgi. Ale potem, po kilkusekundowej przerwie, Obecność powraca jako bezgłośny syk we wnętrzu mózgu, jako nie wyartykułowana groźba wymierzona w twą jaźń. Wydaje się, że jest groźbą samą w sobie, intensywnie dążącą do zguby, nienawidzącą dla samej nienawiści i łaknącą zniszczenia.
Podczas wczesnych stadiów egzorcyzmów zły duch robi wszystko, aby ukryć się za opętanym, innymi słowy, aby wydać się tą samą osobą i osobowością, co jego ofiara. To jest właśnie Pozór.
Pierwszym zadaniem kapłana jest zburzenie tych pozorów, zmuszenie ducha, by objawił się otwarcie jako istota odrębna od opętanego – i żeby podał swe imię, jako że wszystkie zawłaszczające duchy przybierają imiona, które zazwyczaj (choć nie zawsze) związane są ze sposobem, w jaki wpływają na swoje ofiary.
Kiedy egzorcysta przystępuje do tego zadania, zły duch może milczeć albo przemawiać głosem opętanego, odwołując się do jego dawniejszych doświadczeń i wspomnień. Często robi to zręcznie, posługując się szczegółami, których nie zna nikt poza jego ofiarą. To rozbraja, a nawet budzi litość. Czasem sprawia, że wszyscy, nie wyłączając samego egzorcysty, czują, i że to on, kapłan, jest prawdziwym katem, poddającym niewinnego człowieka morderczym rygorom. Kamuflaż ten wykorzystuje nawet maniery i charakterystyczne cechy opętanego.
Bywa, że egzorcysta całymi dniami nie może przełamać bariery Pozoru. Ale dopóki tego nie zrobi, nie może posunąć się dalej. Jeżeli nie zdoła jej strzaskać, przegrał. Może powiedzie się jego następcy. On jednak został pobity.
Każdy egzorcysta podczas fazy Pozoru dowiaduje się, że ma do czynienia z mocą, która bywa zarówno nadzwyczaj przemyślna, jak i wybitnie inteligentna, to znów popełniająca rażące błędy (co prowokuje do dalszego rozważania kwestii jej zbiorowej tożsamości), zarazem wysoce niebezpieczna i straszliwie podatna na ciosy.
Co najdziwniejsze, ów duch – czy też moc – zna szereg najbardziej osobistych i intymnych sekretów wszystkich osób znajdujących się w pokoju, a jednocześnie wykazuje znaczne braki orientacji w tym, co dzieje się na bieżąco.
Kapłan nie może się upajać drobnymi zwycięstwami ani stawiać na domniemaną głupotę przeciwnika. Musi być gotów na to, że wszystkie jego grzechy, błędy i słabości zawrócą mu w głowie albo zostaną ujawnione pełnym głosem. Nie może kajać się za swą przeszłość ani burzyć się, kiedy jego najpiękniejsze wspomnienia są wzgardliwie wytykane i oblepiane najwstrętniejszym brudem; nie może dać się odwieść od naczelnego celu, jakim jest uwolnienie osoby opętanej. Za wszelką cenę, musi uniknąć wdawania się w pyskówki lub spory logiczne z opętanym. Takie pokusy zdarzają się częściej, niż się wydaje, i są, w istocie, potencjalnie fatalną pułapką, która może nie tylko uniemożliwić egzorcyzmy, ale i dosłownie zdruzgotać egzorcystę.
Dlatego też, kiedy Pozory pryskają, opętany zaczyna zachowywać się coraz gwałtowniej i ohydniej. Otwiera się coś w rodzaju niewidzialnego luku, z którego sypie się niemożliwa do zaakceptowania przez człowieka, beznamiętna agresja. To nieokiełznany strumień plugawych obelg, któremu nierzadko towarzyszą wybuchy furii, rzucanie się, zgrzytanie zębami, miotanie się po pokoju, a nawet próby fizycznej napaści na egzorcystę.
Zaczyna się wówczas nowy etap walki – Przełom, który rzuca przeciwko egzorcyście jedno z najtrudniejszych do zniesienia zagrożeń: chaos. Całkowity i przerażający chaos. Rzadko zdarza się, by egzorcysta choć na moment temu nie uległ, uwikłany w pomieszanie wszystkich zmysłów.
Wydaje mu się, że jego uszy czują plugawe słowa. Wydaje się mu, że jego oczy słyszą agresywne dźwięki i obelżywe wrzaski. Wydaje mu się, że jego nos wyczuwa smak przeraźliwej kakofonii. Zmysły odbierają nie to, co powinny odbierać. Nerwy i ścięgna napinają się; uczestnicy i świadkowie tych zdarzeń walczą, by się nie poddać. Chwilami wpadają w popłoch – boją się, że nieodwracalnie pogrążają się w obłędzie. Ten narastający atak chaosu dotyka ich wszystkich. Jednakże to egzorcysta usiłuje okiełznać tę burzę i dlatego on jest głównym celem ataku.
Do Przełomu dochodzi w momencie, w którym pryska Pozór. Duch nie posługuje się już głosem opętanego, choć z ust ofiary może się wydobywać nowy, obcy głos. Tak było w przypadku Thomasa Wu; to właśnie zaskoczyło kapitana. Dźwięk, który wówczas powstaje, często w niczym nie przypomina ludzkiego głosu.
Podczas Przełomu duch po raz pierwszy mówi o opętanym jako o odrębnej istocie. Po raz pierwszy występuje we własnym imieniu, mówiąc na przemian „ja” albo „my”, „nasz” albo „mój”.
O dojściu do Przełomu częstokroć świadczy też pojawienie się tego, co ojciec Conor nazwał Głosem.
Głos to chaotyczny, męczący bełkot. Pierwsze sylaby wydają się być początkiem jakiegoś słowa, wymawianego powoli i tubalnie – jakby w zwolnionym tempie. Próbujesz wyłowić sens tego słowa i opada cię zimny strach – pojmujesz, że to nie jest głos człowieka. Ale już jesteś zdekoncentrowany i ogłuszony nagłym natłokiem dźwięków, kąśliwych ech, szeptów, śmiechów, parsknięć i jęków, powtarzających każdą zgłoskę. Biją cię po uszach, a ów nieludzki głos niespiesznie przechodzi do następnej sylaby, którą również usiłujesz wychwycić, zastanawiając się wciąż nad pierwszą. I znów dźwięczą kłujące pogłosy, a przeciwnik wypowiada trzecią sylabę… Jeżeli egzorcyzmy mają być kontynuowane, należy uciszyć Głos. To wymaga od egzorcysty ogromnego wysiłku woli. Kapłan musi zapanować nad sobą i zażądać od złego ducha, by umilkł, a potem czytelnie podał swoje imię.
Jak wszystko, co wiąże się z wypędzeniem Złego, i to wyzwanie kapłan rzuca z własnej woli, ale w imię Jezusa i Jego Kościoła. Ten, kto czyni to w swoim własnym imieniu albo powołuje się na swoją moc, prowokuje swą własną klęskę, i Zwykła ludzka siła, przez nikogo nie wspierana, nie zdoła sprostać nadprzyrodzonej. (Należy pamiętać, że to, co nazywamy tu siłą nadprzyrodzoną, nie ma nic wspólnego z tzw. „poltergeistem”.)
Zazwyczaj w tym momencie i w chwili, gdy Głos zamiera, egzorcysta czuje ogromny napór jakiejś zagadkowej mocy. Po raz pierwszy staje o krok od osobistego i czołowego zderzenia z „wolą Królestwa”, o krok od Starcia.
Wszyscy z własnego doświadczenia wiemy, że pojedynkowi woli zawsze towarzyszy odczuwalny, intuicyjny kontakt. To dwukierunkowe połączenie, rozmowa bez słów. Starcie jest sercem tego specyficznego, przerażającego połączenia, jądrem tego szczególnego pojedynku egzorcysty ze złym duchem.
Mimo iż będzie to bolesne, kapłan musi dążyć do Starcia. Musi je sprowokować. Jeśli nie może przeciwstawić swej woli zlej istocie, zmuszając ją do tego samego, przegrywa.
Sens tej rozgrywki pomiędzy egzorcystą i zachłannym duchem jest prosty. Czy totalnie obca, wroga człowiekowi siła zwycięży? Czy przerwie, hałaśliwa i bezlitosna, kruchą barierę, dzielącą ją od samotnego egzorcysty i zagarnie go? A może – protestując i opierając się przymusowi, silniejszemu od jego usztywnionej woli – zatrzyma się, poda swe imię, cofnie się, odstąpi i zniknie, ulotni się z powrotem do zagadkowej otchłani, której nie chciałby zgłębić żaden człowiek? Jeśli egzorcysta zaszedł tak daleko, to pomimo wszelkich nacisków i najstraszliwszego bólu musi iść na całego. Zdobył przewagę. Zmusił złego ducha do podniesienia przyłbicy. Jeśli do tej pory nie udało mu się poznać imienia tamtego, teraz musi tego dokonać. Później zaś, zdaniem części egzorcystów, musi wydobyć od niego jak najwięcej informacji. Jak wynika z obserwacji, im więcej zły duch zmuszony będzie ujawnić podczas Starcia i tuż po nim, tym pewniejsze i łatwiejsze będzie Wygnanie, kiedy nadejdzie właściwy moment. Zapewne to przymuszenie ducha do jak najpełniejszego wyjawienia swej tożsamości jest świadectwem dominacji woli kapłana nad wolą jego przeciwnika.
Wiele pytań budzi kwestia agresji wyzwalającej się podczas egzorcyzmów – owych zmagań fizycznych i psychicznych, które mogą nawet prowadzić do śmierci. Dlaczego duch tak walczy? Czemu nie odejdzie i nie przeniesie się cichcem w jakieś inne miejsce albo do kogoś innego? Wszak wygląda na to, że i on nie wychodzi z tych zmagań bez szwanku?
W dziejach egzorcyzmów, raz po raz, pojawia się intrygujący problem związku ducha z miejscem – zagadkowa sprawa o której już wspomniałem, opisując przygotowanie pokoju. Duchy nieczyste, wypędzane przez Jezusa, niepokoiły się o to, dokąd trafią. We wszelkich zapisach, podobnie jak w kilku egzorcyzmach przywoływanych w tej książce, zachłanne duchy popadają w rozpacz: „Dokąd pójdziemy?”, „My także musimy mieć nasz dom.”, ,,Nawet Pomazaniec dopuścił nas do świń.”, „Stąd… musimy już odejść.” Kiedy zły duch zadomowi się u kogoś, niechętnie rezygnuje z tego miejsca. Zanim ustąpi, walczy na wszelkie sposoby, zwodzi, grozi nawet zabiciem swego „gospodarza”. To, jak gwałtowne będą te zmagania, zależy prawdopodobnie od wielu czynników. Można wyróżnić dwa z nich: inteligencję ducha i stopień, w jakim opętał on swą ofiarę.
Niezależnie od owych czynników, jeżeli egzorcysta zmusi przeciwnika do ujawnienia się i wytrzyma pierwsze chwile Starcia, po czym, zgodnie z liturgią, potępi go i wezwie do odejścia, z miejsca spotka się z nader pokrętnym oporem i otwartą agresją, rezygnującą z wszelkich subtelności.
W tym momencie osoba opętana pojmuje już w jakiś sposób, co w nią wstąpiło. Nierzadko staje się polem bitwy trwającej aż do końca egzorcyzmów, znosząc niepojęte wprost kary i ogromne napięcie. Niekiedy egzorcysta ma szansę zwrócić się bezpośrednio do opętanego – zachęcić go, by użył tej cząstki własnej woli, której nie opanował jeszcze duch – i włączył się do walki przeciwko tamtemu. Żadne zwierzę przyciśnięte do ziemi nie broni się tak przed wyssaniem jego krwi przez żarłocznego i silniejszego okrutnika, jak człowiek w takiej chwili. Chorobliwy wygląd i nienaturalne zachowanie opętanego w takich chwilach uznać należy za objaw jego dążności do wyzwolenia się, desperacką oznakę wewnętrznej walki, dowód na to, że tym razem się zbuntował. To, co go opętało, protestuje przeciwko oporowi swej ofiary i perspektywie wygnania, ale zmuszone jest się odsłonić. Opętany miota się gwałtownie, a wygląd jego ulega tak potwornym zmianom, że nie sposób pojąć, jak ów człowiek może to wytrzymać. Egzorcysta również wszystkie swe siły rzuca do ataku. Zły duch, czując się zagrożony, przywołuje na pomoc wyższą inteligencję i próbuje zwabić kapłana na pole zaminowane sytuacjami, z których nie wywikła się żaden człowiek.
Zmęczenie oraz najmniejsze nawet wątpliwości natury religijnej, z którymi egzorcysta zwykle sobie radzi, mogą sprawić, że jego umysł oślepi nagle straszliwe światło, którego nie będzie umiał stłumić – światło, które spali korzenie jego zdrowego rozsądku i zmieni go w najusłużniejszego z niewolników, desperacko pragnącego uwolnić się od życia doczesnego.
To tylko niektóre z pułapek i niebezpieczeństw grożących każdemu egzorcyście. Kapłan musi znosić wszelkie rodzaje bólu. Musi pokonać coś, co jest niesamowite, ale nie pociągające, coś inteligentnego, ale patrzącego krzywo, istotę, która wydaje się być odwrócona do góry nogami i wywrócona na lewą stronę, i to nieprzypadkowo. To wszystko wygląda na koszmarny sen, nie jest nim jednak i nie pozwala na zbawienne przebudzenie.
Jest atakowany przez odór, tak straszliwy, że wielu egzorcystów, nie panując nad sobą wymiotuje. Ciało jego znosi dotkliwy ból, a dusza cierpi prawdziwe katusze. Aż nadto dobitnie uzmysławia sobie, że dotyka czegoś absolutnie nieczystego, totalnie nieludzkiego.
To, co sensowne, może nagle zamienić się w nonsens. Beznadzieja jawi się jako jedyna nadzieja. Śmierć, okrucieństwo i wzgarda są oczywistością. Wszystko, co kształtne lub piękne, staje się iluzją. Wydaje się, że w człowieczym świecie nic nigdy nie było na swoim miejscu. Atmosfera, która otacza egzorcystę, przypomina dom wariatów spotęgowany do granic absurdu.
Jeżeli – pomimo tego, że jego emocjami, wyobraźnią i ciałem zawładnął straszliwy ból – wola egzorcysty nie ugnie się podczas Starcia, zbliża się on do ostatecznego spełnienia swej roli autoryzowanego przedstawiciela Jezusa. Nie powołując się na swą moc i nie czerpiąc z tego żadnych przywilejów, po raz ostatni wzywa złego ducha, by ustąpił, uwolnił opętanego i oddalił się. I tak się dzieje, jeśli egzorcyzmy odniosły skutek. Opętany wraca do siebie. Wszyscy obecni w pokoju czują, że coś się zmienia. Nagle zupełnie znika wrażenie czyjejś Obecności. Czasem słychać jeszcze oddalające się głosy albo inne dźwięki, czasem panuje martwa cisza. Uwolniony od złego ducha może być u kresu sił, może też budzić się, jak z jakiegoś koszmarnego snu albo omdlenia. Czasem pamięta wszystko, przez co przeszedł, czasem nie pamięta nic.
Inaczej egzorcyści ci nie rozstają się całkiem ze swą przerażającą pracą. Noszą w sobie dokuczliwe pytania i gorzkie konflikty, którymi nie mogą podzielić się z rodziną, przyjaciółmi, zwierzchnikiem albo terapeutą. Ich osobiste obrażenia znajdują się poza zasięgiem kojących słów, tkwią tam, gdzie nie dotrze żadna pocieszająca myśl. Egzorcyści swoje cierpienia dzielą tylko z Bogiem. Ale i to nie przychodzi im łatwo. Dzielą je poprzez wiarę, a nie bezpośrednią rozmowę.
Ale tylko w ten sposób ci ludzie, na pozór zwyczajni i pospolici, są w stanie przetrwać dni cichego strachu i noce bez snu, lata strawione na wyczekiwaniu, którymi płacą za sukces i które nieustannie przypominają im o tym, że niegdyś jakaś istota ludzka wróciła do siebie, gdyż z własnej woli zdecydowali się stawić czoła uosobieniu nienawiści.
Pięć przypadków, które opisałem w dalszej części książki, wydarzyło się naprawdę. Dzieje uwikłanych w nie ludzi opowiadani w oparciu o wyczerpujące wywiady z nimi samymi, ich przyjaciółmi i krewnymi, a także wieloma innymi osobami, bezpośrednio lub pośrednio zaangażowanymi w te wydarzenia. Wiarygodność każdego z tych wywiadów została szczegółowo sprawdzona, o ile tylko było to możliwe. Przebieg egzorcyzmów odtworzony jest na podstawie taśm magnetofonowych i opartych na nich zapisów. Z zasadniczych powodów został zrelacjonowany pokrótce: żadne z tych egzorcyzmów nie trwały krócej niż dwanaście godzin.
Te pięć przypadków wybrałem z daleko większej liczby znanych mi i dostępnych, gdyż są one, razem i z osobna, dramatycznym odzwierciedleniem sposobu, w jaki uosobione i inteligentne zło chytrze wykorzystuje bieżące kaprysy i mody, wnika w krąg codziennych zainteresowań zwyczajnych ludzi. Żaden czternasto-, piętnasto- czy szesnastowieczny przypadek, przepojony dość romantyczną atmosferą, nie wyraziłby tego w należyty sposób. Wprost przeciwnie, bez trudu moglibyśmy potraktować takie opowieści jak bajki wymyślone po to, by wyrazić lęki lub mrzonki „prymitywniejszych” ludzi z „mniej wyrafinowanych” czasów. W każdym z przedstawionych tu przypadków występuje, jako istotny element, jakiś dobrze nam znany problem czy pogląd. U opętanego rozrasta się on do przerażających granic.
W pierwszej relacji, zatytułowanej „Przyjaciel Zło i Uśmiechnięty”, sugeruje się, że nie ma zasadniczej różnicy pomiędzy dobrem a złem, a nawet pomiędzy istnieniem a nieistnieniem; że wszystkie wartości zależą tylko od indywidualnych preferencji człowieka.
W przypadku „Ojca Gnata i pana Pewniaka kuszącą ideą, podchwyconą przez złego ducha, było to, że wszystkie tajemnice można wyjaśnić w sposób „naturalny” (tzn. racjonalny, naukowy lub wymierny), a zatem nie istnieje nic, czego człowiek nie mógłby zrozumieć, nie ma też żadnych prawd, które nie byłyby dostępne dla ludzkiego umysłu.
W „Dziewicy i Dziewkorobie” walka skupiła się na pewnych wielkich, głębokich i tajemniczych ,,darach” naszej natury i układów społecznych – w tym przypadku, na kwestii płci i człowieczej miłości. Prowadzący tę sprawę kapłan na kilka miesięcy przed swą śmiercią, podczas jednej z najważniejszych rozmów w moim życiu, powiedział: „Ptak nie dlatego lata, że ma skrzydła. On ma skrzydła, dlatego że lata”. Wierzę, że niewiązanie tej tajemniczej prawdy ze sprawą naszej płci i seksualności grozi nieobliczalnymi konsekwencjami.
„Wujek Ponto i Grzybiarz” przynosi nam przykład tego, co może być udziałem wielu członków naszego społeczeństwa – mimo iż ani oni, ani otaczający ich ludzie, nie dostrzegają tego stanu rzeczy. Rzecz w tym, że upowszechnił się dziś pewien indywidualizm, czysto personalistyczne interpretowanie ludzkiego życia, dalece wykraczające poza to, co zwykliśmy nazywać samolubstwem i egotyzmem. Tą drogą tysiące ludzi wpadają w pułapkę anormalnego, obsesyjnego zachowania, wiodącą tylko ku destrukcji.
W „Kogucie i Żółwiu” występuje fatalne (niemal dosłownie – fatalne) utożsamienie ducha z psychiką, pomieszanie pojęć dotyczących tych naszych sfer i przymiotów, które same w sobie są wymierne, ale najpełniej pozwalają objawić się duchowi. Gdyby wszystko, co bierze się w nas z ducha, było jedynie tworem ludzkiej psychiki i nie miało głębszego znaczenia, miłość sprowadziłaby się tylko do interakcji chemicznej, a jej sens zostałby zabity.
We wszystkich przypadkach jedną z podstawowych cech opętania jest pomieszanie pojęć. Seks mylony jest z płciowością. Duch utożsamiany jest z psychiką. Wartości moralne – z brakiem wszelkich wartości. Tajemnica mylona jest z nieprawdą. I zawsze znajduje się logiczny argument, który nic nie wyjaśnia, a tylko wciąga w pułapkę, rodzi dezorientację i ją karmi, czyniąc z niej podstawowe narzędzie walki z egzorcystą. Jak się zdaje, pomieszanie pojęć to główna broń zła.
Wiele jeszcze można powiedzieć na temat istoty opętania. Nie wszystko można zawrzeć w jednym tomie. Ale opętanie i egzorcyzmy mają głębokie znaczenie, którego nie można sprowadzić do kategorii niesamowitych, przerażających opowieści. To elementy rzeczywistości, która przenika codzienne życie zwyczajnych ludzi. Żadne studium przypadków opętania i egzorcyzmów, zgodne z optyką Kościoła, nie byłoby adekwatne bez skrótowego choćby scharakteryzowania – z punktu widzenia chrześcijaństwa – tej rzeczywistości: tego, co niesie ze sobą opętanie, i sposobu, w jaki ten proces degradacji rozwija się u poszczególnych jednostek. Niniejsze studium nie jest próbą znalezienia odpowiedzi na największą zagadkę opętania: dlaczego ten właśnie człowiek, a nie inny, pada ofiarą diabolicznego ataku, wiodącego do częściowego lub całkowitego opętania. Odpowiedzi takiej na pewno nie należy szukać w psychologii, genetyce czy socjologii. Jej zasadniczymi elementami będą: kwestia wolnego wyboru, jaki podejmuje każda jednostka i [ ludzkie powołanie, jakie człowiek otrzymuje od Boga, ilość talentów, które ma pomnożyć dla swojego zbawienia-a co za tym idzie: różne konsekwencje złego użytku z talentów].
Wszystkich ludzi uwikłanych w poniższe wydarzenia poznałem osobiście; okazali mi jak najdalej idącą pomoc w zamian za to, że nazwiska ich, ich rodzin i przyjaciół nie zostaną ujawnione. A zatem wszystkie nazwiska i nazwy miejsc zostały zmienione, a wszelkie inne wskazówki, pozwalające je zidentyfikować, zatarte. Ewentualne podobieństwo pomiędzy opisanymi tu przypadkami a innymi, które również gdzieś miały miejsce, jest niezamierzone i czysto przypadkowe.

1P 5, 8-9 Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!