Świadectwo walki ze złem i nawrócenia

Witam Zainteresowanych!
Znalezione obrazy dla zapytania: incognito
Witam Zainteresowanych!
Bieżąca Strona jest osobistym świadectwem, a poniższe treści ma na celu:
– demitologizację realizmu walki duchowej
– odfałszowanie postaw kojarzonych z fanatyzmem religijnym, a w dalszej perspektywie:
– ukazanie zagadnień związanych z nadchodzącym powtórnie Panem Jezusem i końcem świata

Skąd pomysł?

Idea i pierwsza wersja strony została opracowana począwszy od 14 maja 2000 roku, gdy miałem niespełna 18 lat, później niestety projekt został zawieszony w 2004 roku – wznowiony w 2016 roku w nowej odsłonie.
Treści
Początkowo były to treści z książki p.t. „Szatan istnieje naprawdę”. Dziś strona przechodzi konwersję w osobiste świadectwo wiary i blog.

Przestroga

Sam w pojedynkę z diabłem nie wygrasz – musisz pojednać się z Bogiem w Spowiedzi Świętej i poddać się próbom wiary.
Walka duchowa zaczyna się od momentu, gdy zaczynasz kwestionować upojenie, jakie oferuje:
-ciało
-świat
-szatan
Później zrywanie doklejonej, diabelskiej racjonalizującej świadomości i kwestionowanie „świętego spokoju” – to już wyraz odwagi, wtedy zaczyna się robić niebezpiecznie, jeśli polegasz wyłącznie na sobie…

„Dowód” na istnienie Boga

A jak nie wierzycie w Boga – odpowiedzcie sobie na absurdalne pytania – czy beze mnie istniałby świat? Co było wcześniej, świat, czy zamysł mojego istnienia?

Świadectwo osobistego nawrócenia

Tylko droga ku wolności z Chrystusem w Sakramentach Świętych daje wolność i moc do pokonywania słabości, radość i pokój. Pan Jezus daje pokój, jakiego świat dać nie może. I już tylko to jest dostatecznym powodem, by zerwać z grzechem i marnością, którą zjedzą robaki po końcu życia.

„Większa będzie w niebie radość z powodu jednego grzesznika, który się nawróci, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy pokuty nie potrzebują”.(Łk 15,7).

Życzę wiele łask Bożych, płynących z korzystania z darmo ofiarowanych Sakramentów Świętych, aby każdy „miał życie i to życie w obfitości”

ŚWIADECTWO

Słowem wstępu, dla krytycznego czytelnika…

Doświadczenia duchowe, które opisałem miały zawsze ścisły związek z rzeczywistością materialną. Należy odróżnić doświadczenia mające podłoże demoniczne oraz Boże. Potrzeba do tego nawet lat rozeznawania. Najbezpieczniejszą postawą jest odrzucić wszystko, co nienaturalnie zakłóca naturalny porządek naszego życia. Na przykład, żyję w małżeństwie, mam dzieci, a ukazałby mi się anioł i zaczął nakłaniać mnie do coraz większego radykalizmu wiary w podany niżej sposób:

  •  więcej modlitwy – bez czasu na odpoczynek
  •  propozycje nowych umartwień cielesnych i postów – bez poszanowania zdrowia, narażając na utratę życia, nie mógłbym służyć swojej rodzinie
  • krytyka duchownych i obmowy – bez pokory własnej żądałbym zmian i “powrotu” do korzeni
  • propozycje misji szczególnych i specjalnych w Kościele – np. bym był “prorokiem” czasów ostatecznych
  • kuszenie darami, które potwierdzać by miały nowy charakter mojego “powołania” – np. uzdrawiałbym, przepowiadał przyszłość, itd.
  • stopniowo przestawałbym zajmować się rodziną, powołaniem “zwykłym i codziennym” – bo musiałbym nadążać i gonić za wezwaniami do radykalizmu na pokaz
  • przestawałbym zauważać coraz bardziej jak odchodzę od wiary, a skupiam się na doświadczaniu wciąż niesyty nowych wizji, emocji, sensacji
  • na koniec, byłbym przekonany, że to mi się objawił Bóg, a więc tylko ja mam prawdziwe przesłanie dla świata…

Powyższe to ogólny, ale zarys tego, do czego zły duch próbował kusić mnie, czasem niestety mu się to udało.

Fałszywe proroctwa są często związane z szukaniem nie Boga, ale doświadczeń religijnych.

Spirytyzm to demoniczna „duchowość”. Diabeł podając się za objawienie Boże, zwodzi i łudzi specjalnymi „względami u Boga” i fałszywym wybraństwem do specjalnych misji.

Dziś po tak wielu poniżej opisanych doświadczeniach, pamiętam na słowa Pana Jezusa, choćbym nawet pełnił najdoskonalej Bożą Wolę mam powtarzać: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy wszystko co powinniśmy wykonać” Łk 17, 10

Okres dzieciństwa

Sen w wieku 4 lat

Zacznę od pewnego snu z dzieciństwa, gdy byłem w wieku około 4 lat. Wtedy po raz pierwszy doświadczyłem tego, że istnieje zły duch, a Bóg jest dobrym Ojcem. We śnie zły pojawił się jako “plastelinowy potwór”. Robił straszne miny i brzydko mówił. Niedługo potem przyszedł Bóg i potwór ten zaczął się topić, aż została po nim plama. Bóg jako Dobry i kochający Ojciec przyszedł, ale i odszedł zapewniając o tym, że czuwa nade mną.

Radiestezja, różdżkarstwo ojca

Mając troszkę więcej lat praktycznie co noc miałem problemy z zaśnięciem. Przy zgaszonym świetle ukazywały mi się potwory, nie mogłem usnąć bez zapalonego światła. I tu dobrze pamiętam, że ojciec w latach mojego dzieciństwa praktykował bardzo poważnie radiestezję i różdżkarstwo, wahadełka. Sam chciałem dla siebie wahadełko i ojciec mi dał. Pamiętam też zabawę “różdżkami” radiestezyjnymi. Okropne gdy przywołuję te wspomnienia widzę, jak te różdżki gdy ojciec szedł skręcały w tą, czy tamtą stronę. Te praktyki są surowo zakazane przez Kościół i otwierają na zniewolenia diabelskie oraz opętanie!

Jasnowidz z Oławy

Kolejną, poważną traumą w wymiarze duchowym mojego wczesnego dzieciństwa była znajomość rodziców z jasnowidzem z Oławy. Niesamowite były jego dary i zdolności. Miał widzieć Pana Jezusa, a nawet diabły. Zajmował się “diagnozą” chorób i ich “leczeniem”. Mojej mamie wmówił, że ona też ma dar przez dotyk ręką. Tarapaty mojej mamy były poważniejsze, bo później chodziła na seanse do innych uzdrowicieli – wracała z nich zawsze jako inna osoba, złowrogo nastawiona (a kojarzę może parę takich epizodów). W każdym bądź razie pewnego razu byłem z mamą w Oławie u “brata Ryszarda”. To był koszmar. W swoim mieszkaniu w jednym z pokoi przyjmował w kolejce wiele osób. Po długim oczekiwaniu przyszła i na nas kolej. Zbadał mnie po swojemu, coś przepowiedział… Błogosławił mnie i moich bliskich! Jako konsekwencja dziecięcej naiwności sam chciałem kiedyś zostać jasnowidzem – tak jak on! Od tego człowieka mama otrzymywała różne podarki. Jednym z nich był obrazek “cudownej” figury Matki Bożej. Według instrukcji brata Ryszarda, obrazek ten miał „grzać”, niby dając uzdrowienie (ćwiczyliśmy potem w domu takie zabobony! niestety…).

Róża duchowna

Gdy w 2000 roku rozpoczęło się moje pierwsze nawrócenie, ten obrazek stał na półce. Przeraziłem się jak przede mną, modlącym się na różańcu w tym czasie, upadł twarzą do ziemi za sprawą gwałtownego podmuchu wiatru wpadającego do pomieszczenia i otwierającego z hukiem lufcik okienny… Zdaje mi się, że ów jasnowidz propagował fałszywe objawienia w Oławie – nieuznane przez Kościół – oraz wizjonerki niewiadomego pochodzenia.

Katarzyna Szymon

Katarzyna Szymon – polska stygmatyczka | Dziecko Królowej Pokoju

Gdy redagując 15 czerwca 2016 niniejszy artykuł, pisząc tekst o “wizjonerkach” promowanych przez tego człowieka, za jakieś kilkanaście minut ujrzałem w serwisie „google images” zdjęcie przedstawiające tę wizjonerkę ze „stygmatami”! (było to inne zdjęcie niż powyższe). Nie szukałem żadnych wizjonerek, jedynie wpisałem w pole wyszukiwania słowo: „limpias” – aby znaleźć zdjęcie cudownego krzyża z miejscowości Limpias… Podczas kolejnego podejścia do niniejszych treści artykułu w dniu 19 czerwca 2016, w serwisie allegro wyszukiwałem następującej książki: „Myśli na każdy dzień roku Ojciec Pio” i w wynikach wyszukiwania jako druga pojawiła mi się książka:
KATARZYNA SZYMON STYGMATYCZKA+ 2 CIEKAWE PŁYTY DVD
W treści aukcji była fraza „Ojciec Pio” ale zrobiło mi się niedobrze i słabo…

Redaguję ponownie niniejszy tekst 14.czerwca 2020 i mam dreszcze… A w tamtej pierwszej chwili w pamięci ujrzałem kolorowe, wywołane tradycyjnie zdjęcia (z lat 80-tych) pochodzące od tego jasnowidza z Oławy, przedstawiające „stygmatyczkę” Katarzynę Szymon. Były to zdjęcia robione jej osobiście za życia, okropieństwo… Zdjęcia te, trzymane przez moją matkę gdzieś w kredensie, były przedmiotem mojej traumy z dzieciństwa. Zbroczone krwią ciało… okrutnie. Ta twarz, krwawiące oczy ze skrzepami krwi… Straszliwe doświadczenie widzieć te zdjęcia. Ponieważ zjawisko stygmatów wcale nie musi pochodzić od Boga, a proces oceny należy do Kościoła, jest dla mnie prawdopodobne, że stygmaty Katarzyny Szymon pochodziły od diabła. Przez tę osobę jak przez medium mówili zmarli!

Opisywany przeze mnie przypadek zbiegu okoliczności w wynikach wyszukiwania mógł też stanowić przedmiot dręczenia diabelskiego, jakiego byłem ofiarą. Takie sytuacje, częstych zbiegów okoliczności mogą stanowić pokusę przypisywania sobie zasług lub wybitnych zdolności. W ten sposób zły duch stara się ukazać, że “ma” i rozdaje „moc” albo potwierdza czyjeś „wybraństwo” w związku z fałszywą doniosłością dzieł pychy ludzkiej. A tylko Jezus jest Panem!! Precz z szatanem ojcem kłamstwa i pychy.
Jednym z kolejnych, niezatartych doświadczeń wczesnego dzieciństwa był mój sen, kiedy to obudziłem się we śnie tak jakbym wstał w nocy z łóżka. W tym momencie widzę jak figurka Matki Bożej stojąca na ołtarzyku ściennym, spada na ziemię i rozbija się na trzy części. Jest to figurka zakupiona w Gietrzwałdzie z wyglądu przypominająca Maryję z Guadalupe. Pośród tej sceny ze snu słyszałem szydercze śmiechy szatańskie i odczuwałem jakiś ogromny ciężar…
Okres szkolny, ministrantura, Komunia Święta i wydarzenie wypadku na rowerze, kiedy to ucierpiałem przebywając w szpitalu 2 tygodnie na obserwacji – miałem stwierdzony lekki wstrząs mózgu. Po wyjściu ze szpitala i doznaniu estetycznego uszczerbku na zdrowiu (oszpecona twarz), czas wakacji był trudnym powrotem do normalności. Mijały lata i pierwsze, fatalne skutki lektury młodzieżowych gazetek. To te pisemka, a także telewizja satelitarna lat 90-tych oraz środowisko koleżeńskie, wprowadziły mnie w pułapkę egoizmu.
Lata 1991-1994 – fascynacja muzyką zespołu Queen, Nirvana, Metallica. Zbierałem kasety audio, plakaty. Czytałem dwie biografie Queen, dostępne wtedy w księgarniach. Poznałem przy tym jak zdeprawowane było życie członków grupy Queen. Tak jak moi koledzy ja też powtarzałem za nimi: “tylko muzyka mnie interesuje”. Niestety, muzyka ta jest nośnikiem antywartości.
W piątej klasie szkoły podstawowej na wycieczce do Płocka w jednym z deptakowych sklepów z pamiątkami, kupiłem jakiś talizman mądrości i zacząłem go nosić. Od tamtego czasu coś złego zaczęło się ze mną dziać. Nosiłem ten talizman przez rok, może dwa. Zacząłem doświadczać niepokojących rzeczy. Z początku było to tylko pozorne polepszenie nauki, jednak później doszło coś obok, nazywam to „spłacaniem” złego za otrzymane „dary”… Myśli samobójcze, nieposłuszeństwo rodzicom, do tego w myślach pojawił się jakiś głos doradczy, ale to nie był głos sumienia. Traktowałem to z początku jako moją wyobraźnię, ale gdy zrozumiałem, że podszywał się za anioła stróża… Wtedy skojarzyłem to, co się ze mną działo z tym talizmanem. Zniszczyłem go i sytuacja się nieco odmieniła na dobre, lecz zranienia zostały na później… W tamtym czasie ćwiczyłem sztukę walki ze słowem “DO” w nazwie (“droga”, filozofia), co według znawców tematyki stanowiło duchowe zagrożenie.
Lata 1995-1998 za sprawą rosnącej fascynacji muzyką techno, nabawiłem się nerwicy natręctw. Objawiała się “burzą hormonów” i słuchaniem na słuchawkach, głośnikach. Strata czasu na iluzje i euforie, lecz padłem ofiarą uzależnienia od tej muzyki. Satanistyczne korzenie muzyki techno przedstawił w swym świadectwie Lech Dokowicz…
Szkoła średnia – tu się zaczęło wiele dziać, ponieważ byłem przekonany, że przed maturą będę decydował, czy pójdę do zakonu, czy też nie. Pod koniec 1998 roku kolega z ławki pożyczył mi kasetę formacji o nazwie 666. Na tamten czas był to numer 1 przebojów sceny Eurodance. Przed pierwszym utworem tej kasety nagrany był jakiś bełkot, którego oboje z kolegą nie rozumieliśmy. Gdy byłem sam w domu nagrałem ten utwór na komputer i w programie dźwiękowym cofnąłem do tyłu. I nagle ciarki, bo tekst okazał się zrozumiały. Był to czytany po angielsku fragment Apokalipsy, odnoszący się do bestii: “ (…) it is a man’s number. This number is six six six”). W momencie, gdy pomyślałem sobie: jutro powiem o tym swojemu koledze dla przestrogi, poczułem jakąś złowrogą obecność i myśl w głowie: „Nie powiesz mu!” – był to nakaz niby w myślach, wbrew któremu myślałem przeciwnie: A właśnie, że powiem! Po pewnym zmaganiu z tą myślą, za oknem strzelił grzmot, jakby od pioruna, ale bez błysku i bez żadnych oznak deszczu, czy burzy. Po tym strzale myśl była jedna, perfidna: „I tak już nic nie zdziałasz!” . Następnego dnia opowiedziałem koledze o tym, lecz nie o zmaganiu z diabłem. Poprosiłem żeby tej muzyki nie słuchał. Nie wiem z jakim skutkiem ostatecznym. Na moment redakcji tego tekstu (2016 rok) kolega ten chodzi do kościoła i ma wierzącą żonę. To dla mnie budujące, ponieważ z lat szkolnych pamiętam go jako osobę uzależnioną, a nawet sympatyzującą z satanizmem…
Od września 1999 roku do kwietnia 2000 roku zamykam się w sobie. Nie odzywam się ani słowem do rodziców. W tym czasie ćwiczę dziwne medytacje – wpływanie na stan umysłu przy użyciu fal dźwiękowych – a do tego autosugestia. Jeszcze trochę wcześniej na komputerze miałem program kart tarota. Stawiałem pytania i sobie dopowiadałem resztę… W tym okresie doświadczam wielkiej wrogości swoich najbliższych. Towarzyszą mi zjawiska parapsychiczne, diabelskie, np. sprawdzające się przeczucia lub wpływanie siłą woli, autosugestią na jakieś rzeczy, sprawy… myślenie magiczne. Doświadczam zmienionych stanów świadomości, a przy tym czuję jakieś byty duchowe. Pewnego razu, może dwa takie doświadczenia, w pewnych bardzo trudnych momentach w sercu tak jakby przemawiał do mnie „Pan Jezus”. Byłem też w X. 1999 w Ełku na spotkaniu z Ojcem Świętym jak pielgrzymował tam i wtedy pierwszy raz odczułem wielką radość i pokój jaka towarzyszyła Papieżowi. Byłem tym poruszony i chciałem iść za tym dobrem, ale nie starczyło sił ani przykładu bliskich.
Półroczne milczenie przerywa się pierwszego dnia po Wielkanocy w maju 2020 roku. Otwierają mi się oczy po lekturze książki „Szatan istnieje naprawdę”. Chociaż imprimatur miała tylko część tekstu, książka ta posłuży mi do utworzenia pierwszej strony w polskim internecie na temat realności istnienia szatana. Jej tytuł miał szokować i przyciągać satanistów, ludzi niewierzących, aby do tych ludzi kierować skuteczne informacje. Po tamtej Wielkanocy potrafiłem już przebaczyć rodzicom zaniedbanie z przed kilku lat. Ujrzałem jak nieprzebaczenie to potężna blokada duchowa. Jest to bardzo częste zranienie, na którym żeruje diabeł – tak to opisuje dziś egzorcysta, ks. Piotr Glas.
Wtedy to, gdy zacząłem przystępować do Spowiedzi Świętych i Komunii Świętych, „dary” szatańskie przestawały we mnie działać. Nie od razu całkowite uwolnienie… To był dopiero początek walki. Diabeł bardzo mocno domagał się mojej duszy z powrotem. Towarzyszyły mi potężne pokusy, natręctwa powodujące zwracanie uwagi wbrew mojej woli, narzucające się obrzydliwe skojarzenia… Przez fakt oddzielania się od nich, potęgowały siłę diabelskie ataki. Towarzyszyły mi przez to wyrzuty sumienia z powodu czegoś, co napływało samoistnie, a nie zawsze potrafiłem w porę odeprzeć. Uwalnianie się od zła było (i jest, ponieważ to proces rozłożony na całe życie) bardzo wymagające ode mnie ogromnego samozaparcia. Pod tym ciężarem nie raz upadałem, jednak powstawałem za każdym razem gdy zbliżyłem się do kratek konfesjonału… A było tych spowiedzi setki. Czasem co parę dni, po 15-30 minut przed konfesjonałem… Wypisywałem na kartkach swoje grzechy, odczytywałem je. A całkowite uwolnienie jakby nie przychodziło.
8 grudnia 2000 w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny byłem na Mszy Świętej. Wątpliwości, roztrząsanie grzechów, skrupuły… I ścisk w gardle przed przystąpieniem do Komunii Świętej. Klękam i już mam w ustach Pana Jezusa, a wtedy z całą mocą wzbraniam się, aby nie wypluć Komunii Świętej. Po tej walce Pan Jezus napełnił moją duszę spokojem, towarzyszyły mi łzy wzruszenia.

(Poniżej moja relacja opublikowana na stronie internetowej w 2001 roku tuż po wydarzeniu):

W wielkie Święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, w grudniu 2001, poszedłem do kościoła. W trakcie Mszy Św. od pewnego jej momentu NIE BYŁEM W STANIE SIĘ MODLIĆ!!!! ZACISNĘŁO MI TAK GARDŁO, ŻE SŁOWA NIE POTRAFIŁEM WYDUSIĆ! W głowie miałem rozpaczliwe myśli, szatan przedstawiał mi każdy grzech powszedni, jaki popełniłem po Spowiedzi i wyolbrzymiał go do miana grzechu ciężkiego, abym tylko nie przystąpił do Komunii Św. W myślach rodziły mi się bluźniercze słowa, skojarzenia, istny zamęt! Działał na mnie zazdrościami, pożądliwościami i to w kościele!@!!!!!
Wreszcie ocknąłem się jakby i w modlitwie do Boga zostawiłem Jemu interwencję. Po tym nagle poczułem, że mogę przystąpić do Komunii bez większych obaw. Z Bożą Łaską przemogłem ten diabelski skurcz, poszedłem do Komunii Św.
Idąc do Komunii jednak jakaś siła kazała mi zachowywać się jak opętany (wymachiwać rękami, krzyczeć, bluźnić, bić wszystkich w około). Nie czyniłem tego, lecz czułem wewnętrzny nakaz, czułem jak moja wolna wola wystawiana jest do granic wytrzymałości. Wreszcie doszedłem do kapłana. Kapłan udzielił mi Ciało Pana Jezusa, lecz jeszcze w tym momencie, gdy Komunię miałem w ustach, coś kazało mi wypluć Komunię Świętą! Nie uczyniłem tego jednak, bo wiara moja przemogła szatański atak.
Tak okropne jest działanie szatana, które nie ma nic wspólnego z jakimiś ludzkimi drwinami o czerwonym diabełku z różkami i kopytami. Zresztą diabeł za te drwiny się nie obrazi – podziękuje jeszcze, że tak ładnie się go umalowało, zakamuflowało…
Po przyjęciu Pana Jezusa w moim sercu zapanował natychmiastowy pokój; gdyby nie ludzie wokół rozpłakałbym się jak dziecko i zaczął wielbić Pana na głos!
Po Komunii Św. znowu zacisnęło mi gardło!!! Zacisnęło, ale z niewymówionego wzruszenia tym, co Pan uczynił w mojej duszy z chwilą Jego przyjścia!
Czy teraz rozumiesz, jaka walka rozgrywa się o nasze dusze? JEŚLI W SAMYM KOŚCIELE szatan tak działał!?!?!?
Nie będę rozwodził się tu wiele nad tym wydarzeniem. Przedstawiłem Wam to, co przeżyłem.
Kiedy my wreszcie wszyscy zrzucimy te maski, jakie ubieramy na codzień? Maski posępności, obojętności, nieczułości, interesowności, ignoranctwa, zamknięcia się nawet na dobre słowo… Kiedy wreszcie zaczniemy życ prawdziwym życiem, w łasce u Boga?! Wstańmy wszyscy z tego zombi-odrętwienia ducha!
Niech króluje Chrystus!

[koniec powyższej relacji z 2001 roku]

Noc z piątku na sobotę, 5 na 6 stycznia 2001. Opis jest relacją, którą spisałem i opublikowałem na stronie internetowej tuż po wydarzeniu. Zostawiam w oryginalnej formie.

Obudziłem się w stanie półsnu. Nie mogłem się ruszyć (!), zacząłem słyszeć wewnętrzny głos diabła! Czułem wyraźnie jego obecność! Czułem tą zewnętrzną świadomość, która w tamtej chwili jakby nade mną zapanowała. Szatan mówił tonem spokojnym i sugestywnym! Mówił tak szybko, że nawet nie mogłem spamiętać, co usłyszałem, było to raczej duchowe przeżycie, na pokładzie duchowej świadomości. W swoich słowach szatan wyśmiewał mnie, starał się dowieść, że wyznawana przeze mnie religia jest bez sensu, że moje działania przeciw niemu też nie mają sensu! Zapamiętałem wyraźnie tylko to, że ironicznie pytał się mnie: „I co teraz? (gdy jesteś w takim stanie)?”. Ten, który mówił do mnie, przewodniczył innym diabłom -słyszałem ich szydercze śmiechy wokół (chcę tylko dodać, że raz w programie tvn-u „Nie do wiary” był opisywany przypadek dziewczyny, która wiele razy znajdowała się w podobnej sytuacji!- szatan, jako główny duch i demony towarzyszące!!!, tylko że jej przeżycia były jeszcze straszniejsze – nie powołuję się tu na ten program, lecz cytuję gdyż taki fakt był opisywany). A ja nadal nie mogłem się poruszyć! Próbowałem się przekręcić na bok, ale NIE MOGŁEM! Byłem sam bezradny. Prawie natychmiast, gdy poczułem tą obecność, zacząłem się modlić. Najpierw: „W Imię Jezusa Chrystusa, idź precz szatanie! W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, idź precz szatanie!”. Po tych słowach, diabeł tylko trochę ustąpił. Jednak nadal przemawiał do mnie sugestywnymi, spokojnymi słowami; ciągle też słyszałem szydercze śmiechy wokół mnie. Czułem też za sobą, leżąc nieruchomo w łóżku jakby czyjąś rękę opierającą się po prawej stronie łóżka, spoczywającą na mojej głowie! Wiedziałem, że była czarna. Gdy słowa, które wypowiadałem nie pomogły, przypomniałem sobie, że Różaniec jest największą bronią przeciw atakom diabelskim. Zacząłem więc odmawiać: najpierw „Ojcze nasz”, potem 10 razy „Zdrowaś Maryjo”. Szatan przeszkodził mi jednak w tej modlitwie. Doprowadził do tego, że odmówiłem chyba tylko dwa razy „Zdrowaś Maryjo”. A czułem, jak jego moc ubywała. Przez cały czas tej udręki byłem pewny, że Pan Bóg nade mną czuwa i mnie nie opuści. Potem zacząłem od początku odmawiać Dziesiątkę Różańca. Krzyczałem, a nikt wokół z rodziny mnie nie słyszał! Z całej siły darłem się-a nikt nie reagował! Czułem, jak diabeł w czasie odmawiania modlitwy traci swą moc nade mną. Gdy w myślach skończyłem odmawiać dziesiątke, diabeł już prawie stracił nade mną kontrolę. Skończyłem modlitwę słowami: „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.”. W tej chwili diabły momentalnie odeszły ode mnie, nie słyszałem już ich, ani żadnych śmiechów. Zapanowała cisza. Mimo to byłem odrętwiały po tej duchowej udręce. Próbowałem coś robić, żeby się poruszyć i przebudzić z tego odrętwienia. Byłem w pełni świadomy całego wydarzenia. Gdy wszystkiego już próbowałem i nie dało to obudzenia (nie mogłem się ruszyć!), dostrzegłem że mogę ruszać tylko ustami… I to mi jakoś pomogło: najpierw poruszyłem głową, potem przekręciłem się na bok-poczułem ulgę, w końcu wyszedłem z tego stanu. Wychwalałem Pana Boga, że dał mi taką próbę, przez którą mogłem docenić znaczenie modlitwy. Dziękowałem Bogu, że mnie nie opuścił. Dziękowałem Maryi, Która wysłuchała moich modlitw Różańcowych. Chwała i cześć Bogu Wszechmogącemu! Gdy już ten koszmar się skończył, odwróciłem się na bok i usnąłem, doszczętnie wycieńczony…Nie żądam, żebyś mi uwierzył. Sami ocenicie, czy mówię prawdę. Chcę tylko żebyście wiedzieli, że to wydarzenie było pierwszym tak mocnym w moim życiu. Wcześniej przeżyłem jedną nadzwyczajną manifestację zła. Opisałem ją poniżej. Mówię wam, jeszcze jestem pod wrażeniem!!! :,,,,| Aż ciarki mi przechodzą po plecach, gdy wracam do tego wydarzenia! Dlatego też dla Was (szczególnie satanistów) należy się OSTRZEŻENIE!, byście zdali sobie sprawę z konsekwencji lekceważenia istnienia diabła bądź nawet nieświadomego się do niego zwracania. Jeśli mi, wierzącemu, próbował aż tak dokuczyć, to CO ON MUSI ROBIĆ Z WAMI, JAK WAMI MIOTA, JEŚLI SIĘ MU PODDAJECIE!?!?!? Nie sądźcie, że mam jakąś wybujałą wyobraźnię i dlatego mam te „widzenia”. Jeśli nie wierzycie mi, poczytajcie (znajdźcie jakąś książkę-może nawet w internecie) jak ludzie (nie tylko Święci) byli doświadczani przez szatana. Ze strony pisało już do mnie kilka osób opowiadając PRZERAŻAJĄCE doświadczenia, jakich doznali w życiu od diabła. Jeden np. bardzo poważny człowiek otwierał moją stronę aż siedem razy!, a gdy kopiował ze strony treści egzorcyzmu do św. Michała Archanioła, w domu zgasło mu światło! Przykładów mógłbym tu mnożyć wiele… Przecież życiorysy Świętych i Błogosławionych usiane są wręcz atakami złego. Szczególnym Błogosławionym jest Ojciec Pio. On nawet widział szatana!!! A jak cierpiał okrutne fizyczne tortury przez złego. A jak wam powiem, że opowiedziawszy moją historię koledze katolikowi (który nawrócił się z powrotem na katolicyzm w czasie studiów), odpowiedział mi, że przed swoim nawróceniem miał podobne przeżycia? Jednak wtedy nawet nie mógł się modlić! Przeczytajcie, co mi odpowiedział:Czesc.Dzieki za list ,to co opisujesz w swoim liscie nie jest mi obce doswiadczalem tego kilkakrotnie ,tylko ze ja nawet nie moglem sie wtedy modlic.Pamietal to bede do konca zycia ,zwlaszcza ze doswiadczalem tego glównie przed nawróceniem.Sądzę, że to wydarzenie miało dwie przyczyny: jedną bezpośrednią, drugą pośrednią. Ta pierwsza to fakt, że dokładnie 5.01.01 na moją stronę pierwszy raz wszedł ktoś odpowiedzialny za realizację programu telewizyjnego Tenbit.pl (https://pl.wikipedia.org/wiki/Tenbit.pl) . Dodam, że stwierdziłem ten fakt dopiero 10.01.01 (czyli po koszmarnej nocy z piątego, na szósty stycznia), kiedy to sprawdziłem statystyki licznika strony. Jaki w tym związek z moim przeżyciem? Przeczytajcie podstronę „O stronie” !!!!!!!!!!! (zaznaczam: jest to jakby dowód dla wszystkich, którzy nie wierzą w istnienie złych duchów).

[koniec relacji z 2001 roku]

W nawiązaniu do powyższego wagę zdarzeniu podkreśla fakt, że 11.01.2001 otrzymałem email od twórców programu telewizyjnego. Wytypowali moją stronę internetową i chcieli zaproponować mi udział w programie. Jego temat to: „zakazane strony”. Skontaktowała się ze mną telefonicznie osoba odpowiedzialna. Gwarantowany hotel w Warszawie na okoliczność występu w programie na żywo. Jednak odkryłem przed rozmówcą cele, jakie przyświecały mi w związku z tworzeniem strony na temat szatana. Były nimi przekonywanie co do realności istnienia złego ducha. Po tym telefonie kontakt z programem się urwał. Zdawało mi się, że telewizja czytała treści przeze mnie publikowane. Zwiedziona została szatą graficzną, która budziła sporo sensacji jak na początki internetu w Polsce. Do tego miała ona do 50 nowych wyświetleń dziennie, uczestniczyła w top listach WP.pl, gdzie plasowała się w wyszukiwarce wp.pl (kiedyś nie było google! a stron szukało się na wp) w pierwszej 20-stce popularności oraz chwilowo wśród pierwszej 10-tki… To był czas, gdy internet dopiero zaczynał być obecny w świadomości ludzi i traktowany jak nowinka. Dostęp do internetu był również bardzo ograniczony. Jednak już wtedy widziałem ile złego (promocja satanizmu, pornografii i wynaturzeń) szło tą drogą. Chciałem to powstrzymać. Widziałem wiele osób jak wchodziły na IRC, by rozmawiać o głupotach. Widziałem jak potrzebna jest obecność księży i internetowych katechetów.

Kolejna relacja z 2001 roku:

Przeżycie, które przydarzyło mi się parę miesięcy po styczniu 2001, było podobne do tego, które opisałem powyżej. Znowu obudziłem się w nocy, znowu byłem w stanie półsnu. Tym razem jednak przed swoim łóżkiem widziałem czarną postać! Była to postać zupełnie czarna, nie widziałem nawet dokładnie jej oczu. Strasznie się przeląkłem! Ten demon zaczął, jakby z daleka, obwiązywać mnie jakimś kablem, sznurem! Zacząłem krzyczeć! Najpierw nikt mnie nie słyszał, ale potem przezwyciężyłem w jakiś sposób tą niemoc i śpiący rodzice mogli mnie usłyszeć! Mama szybko przybiegła do mnie, zapaliła światło. Opowiedziałem jej, co właśnie przeżyłem. Potem za jakiś czas usnąłem.

Wówczas to poznałem jednego ojca franciszkanina. Jak ufam za jego wsparciem modlitewnym, w 2001 roku diabeł tak jakby fizycznie przestał mnie dręczyć i opuścił mnie podczas niedzielnej Mszy Świętej. Odczułem wielki spokój. W nocy z niedzieli na poniedziałek przyśnił mi się diabeł odgrażający się, że to nie koniec.

Niebywała relacja, lekko redagowana od tamtego czasu:

2001-2002 Słuchałem Radio Maryja, aż tu nagle siostra wkurzyła się na coś i wyłączyła to radio. Powiedziałem, żeby włączyła, bo za chwilę lub akurat się zaczął Apel Jasnogórski. Dobra, włączyła. Mówi do mnie: popatrz! Ja patrzę [ 666] na wyświetlaczu!, a zakres ustawiony na fale średnie MW – „sam” przełączył się na MW (fale średnie) z FM Radio Maryja! Na MW pod piątym ustawieniem zaprogramowane było to 666 kHz! Idąc tym tropem zobaczyłem pod którą pozycją było Radio Maryja na FM – było pod szóstą! – dlatego WYKLUCZAM PRZYPADKOWE PRZEŁĄCZENIE BĄDŹ USTAWIENIE PRZY POZYCJI 5-tej CZĘSTOTLIWOŚCI 666. „Przyznaj się, to ty ustawiłaś to teraz!”, lecz ona stanowczym głosem podkreśliła: „Nie ja!”. Cóż… mówiła prawdę. Sam przecież słyszałem i widziałem kątem oka, jak użyła tylko jednego przycisku do wyłączenia i włączenia tunera – przycisk POWER. Wypytałem resztę rodziny, czy to może oni nie spowodowali programacji pod 5 pozycją częstotliwości trzech szóstek – nie, oni tego nie zrobili. Czyżby to diabeł zaprogramował sobie własną częstotliwość w zakresie MW i to pod piątą pozycją programacji, a potem specjalnie ustawił w pamięci wyłączającego się sprzętu stację domyślną, która oznacza ostatnio słuchaną stację? Odpowiedź pozostawiam Tobie właśnie.

W okresie 2000-2001 miałem sen. Z początku był mało znaczący. Wtem do niego wszedł w jasności jakby Anioł, którego imienia nie poznałem. Poczułem się zakłopotany jego „pięknem”, ale nabrałem początkowo wątpliwości, bo jego twarz co prawda piękna, jednak jakby „dezintegrująca się”. W momencie snu pomyślałem jednak, że to Anioł. Powiedział do mnie: „Zobacz jak Pan Jezus przez ciebie cierpiał”. Podkreślone zdanie wcale nie od razu po śnie wydało mi się podejrzane… Jak to, przeze mnie? Przecież On dla mnie i za mnie cierpiał i to dobrowolnie z Miłości! Ale dalej w tym śnie zobaczyłem jak „anioł” trzyma książkę, otworzył ją i zobaczyłem oblicze Pana Jezusa jednak niepodobne do ludzkiego. Była to twarz tak zmasakrowana, oszpecona, jakby był to żywy trup. Wtedy to co ujrzałem wstrząsnęło mną, lecz dziś wiem, że to musiało być celowe diabelskie działanie. To oblicze było jeszcze bardziej przepełnione dramatem niż cudowny krucyfiks z Limpias, a jest to jedyne oblicze, które było podobne do tego ze snu. Historię puentuje fakt, że jakiś czas po tym śnie moja mama kupiła czasopismo o świętych – była na jego okładce postać św Michała Archanioła. Przeszły mnie dreszcze, ponieważ twarz Michała Archanioła z okładki odpowiadała dokładnie twarzy, którą pierwszy raz ujrzałem we śnie. Poniżej obraz z tej okładki (wybaczcie znak wodny, tylko taką wersję znalazłem w internecie).
22. Tworzenie strony internetowej o walce ze złem. W czasie tworzenia tej strony doświadczałem wielu gigantycznych pokus i nienawiści manifestującej się przez otoczenie i w moim wnętrzu, szarpanym raz to złudzeniami, raz pokusami. Gdy upadałem pod ciężarem pokus, jakby wszystko wracało do normy, nie działy się żadne „cuda”, ani przekraczanie praw fizyki. W chwili gdy wracałem do Konfesjonału, walka zaczynała się tuż po odejściu od niego. O dosłownie każdy milimetr mojej wolnej woli. Każdą myśl, choćby najmniejszą, każde spojrzenie, uczucie. To doświadczenie było jak istna gehenna, której nikt z otoczenia nie rozumiał. Jeden spowiednik, może nie jeden nawet, zalecił mi kontakt z psychiatrą. Nie poszedłem tam, bo wiedziałem że nie jestem chory. Zbyt wiele potwierdzeń na każde z tych zdarzeń! Zbyt wiele. Inny spowiednik, który przyznał że jest egzorcystą, rozeznał mój stan w konfesjonale. Wynikało z tego, że to dręczenie diabelskie.
23. Podczas prowadzenia strony o „walce ze złem”, wszedłem mimowolnie i naiwnie w… spirytyzm… Nagrywałem na komputerze fragmenty utworów różnych wykonawców, zwalniałem, odtwarzałem jakoś tam, by odkryć „przekazy podprogowe” w tych utworach. Według zwodniczej książki „szatan istnieje naprawdę” istnienie tych przekazów miało dowodzić złym intencjom artystów. Chciałem odkrywać ten proceder u współczesnych wykonawców. Zacząłem słyszeć w odpowiednio poddanych obróbce utworach jakieś szatańskie treści. Być może w większości ulegałem złudzeniom, ale przyszedł moment, gdy znalazłem gdzieś w internecie informacje o tym, że człowiek się podobno komunikuje także podświadomie i szukałem tych słów ukrytych w zwolnionym czyimś nagranym głosie, itp. Nawet dżingiel Radia Maryja w ten sposób spowolniłem i wyszukiwałem tam jakichś słów. Okazało się, że są słowa i to mnóstwo wulgarnych, obrzydliwych… Były to ukryte głosy, tak jakbym seans spirytystyczny zrobił z diabłem… Nie wiedziałem, że dzieje się to przez sam fakt obróbki, sądziłem że to było tam ukryte. Kiedyś nagrałem też głos jakiegoś posła SLD i zwolniłem… Głos był przerażający: „Jeśli to nagrywasz to masz prze….” i jakiś stek wulgaryzmów w ogóle wrzask i jazgot, to były takie właśnie nagrania. Nie opisuję tego by rozbudzać czyjąś fascynację, ale by przestrzec przed tym „niewinnym” sposobem na otwarcie się na spirytyzm, co może nawet doprowadzić do opętania.
24. W międzyczasie tych perypetii diabelskich, doświadczałem, a raczej godziłem się na ułudę otrzymywania „Bożych natchnień”. Jednak zawsze było to okupione diabelską agresją. W tej chwili już sam nie chcę nawet rozeznawać, czy tego rodzaju „podpowiedzi w sercu” są dobre (mówię o słowach poznawanych sercem, nawet na modlitwie!), wszystko odrzucam w myśl zaleceń św. Teresy z Avila – jeśli to pochodzi od Boga, to Bóg znajdzie sposób na realizację tych natchnień. Bóg wówczas doceni, że odrzuciło się takie, czy inne słowa z uwagi na słabość natury ludzkiej – ważniejsze jest wtedy zaufanie głosowi wiary – „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”
25. 2000-2004 – Diabelska agresja – w kościele, przy przyjmowaniu Sakramentów, przy pokusach, w zwykłych czynnościach… Do obsesji chciał zły doprowadzać przez wielokrotne ukazywanie trzech szóstek przed oczami. Do tego zdarzały się godziny w ciągu dnia, kiedy zły szczególnie dokuczał, często potykałem się o coś, coś przewracało się. Pamiętam jak szyba wyleciała z okna w pokoju podczas mojej nieobecności (niby przez wiatr…), ale dla mnie to nie było przypadkowe, bo akurat coś wtedy istotnego wydarzyło się na mojej „płaszczyźnie duchowej”… Właśnie, dużo rzeczy działo się jako konsekwencja udzielania się w internecie. Bez stosownej osłony, przegrywałem te potyczki. Sam dobrze nie przygotowałem się do obrony, a występowałem przeciw mocom zła… Pamiętam, że codzienny Różaniec święty był nadzieją i pomocą w tym trudnym czasie.
26. 21 kwiecień 2002 niedziela – wracałem pieszo z kościoła, była to niedziela Dobrego Pasterza. Nie lubię prezentować tego typu wydarzeń, bo słowa diabelskie na to nie zasługują by je prezentować. Lecz w trakcie tej drogi zauważyłem dzieci, które jakoś za mną zaczęły iść i się cieszyć, śmiać, ale coś było nie tak z nimi, dziwnie się zachowywały (może i to było złośliwe co robiły), obstąpiły mnie jakoś czy coś przeklinały nawet… Wtem po nich w sercu jakby głos: „Widzisz co chciałem ci przez to ukazać?” A ja sobie zrozumiałem w sercu, że to Pan Jezus przemawia, że mam wstąpić do zakonu i zająć się duszpasterstwem dzieci i młodzieży. Za chwilę dostałem jakieś objaśnienie: „Salezjanie lub Salwatorianie”. O kurcze, ja ich nawet nie znam, tylko św. Jana Bosco coś trochę kojarzyłem. Skąd taki pomysł… Wtedy to byłem nagrzany: „Panie, ale ja taki słaby jestem i niegodny, jak mam to uczynić?” – „Chcę żebyś zgadzał się na wszystko co postawię na twojej drodze” . „Panie, ale jak, taki nędzny jestem, czy będę uwolniony od tych moich nałogów i zła?” – „Na wszystko przyjdzie czas”. I tak się skończyło to „widzenie”.
Nie chcę w analizę tego wchodzić. Miałem sporo różnych wydarzeń w ciągu tego okresu życia, a to mógł być i zły, który chciał wytrącić mnie z pełnienia woli Bożej przez moją podatność i otwarcie na „nadprzyrodzone poznawanie” jako owoc mojej pychy.
27. grudzień 2002 – Marzec-Kwiecień 2003 – rekolekcje powołaniowe u Salezjanów. Poznaję wydawało mi się, że szlachetnego rekolekcjonistę, który mnie darzył sympatią spośród kandydatów do „prenowicjatu”. Jednak księdzem przewodniczącym okazał się kto inny, ksiądz który 21 lipca po 3 tygodniach wyrzucił mnie – 20 lipca przeszedłem „badanie” psychologiczne, które polegało nie tylko na testach, ale na wyciągnięciu wszystkich motywacji „kandydata” do prenowicjatu. I wyciągnęła… kobieta spisywała moje „wybraństwo” i nie dziwię się, że uznali mnie wtedy za szaleńca. Sam nie wiedziałem jak mam postąpić, nikt mnie nie pokierował jak mam duchowo postąpić – a powinienem to odrzucić! wszystko co jest podszeptem „niby” od Boga! Bo w tym diabeł pychą karmi ludzi słabej wiary i nieuformowanych. Ale rana za ten czas została, obecnie już tak nie dokucza, lecz wspominam tylko, jak brutalny odrzut był u Salezjanów w 2003 roku – nie tylko ja zostałem wtedy podobnie potraktowany. A potraktowany zostałem jak osoba upośledzona, bez prawa do obrony, do rozwoju i rozeznania głosu powołania. Zobaczyłem za to jak wygląda od środka życie w „zakonie”, którymi nie są w mojej opinii księża Salezjanie… To była dla mnie kapitulacja moich dotychczasowych wyobrażeń, nawet mając najlepsze zdanie o poczciwym świętym Janie Bosco, który wzorował się na Dobrym Pasterzu właśnie. A mi wyrzucano, że zbyt wiele chcę spędzać na adoracji Pana Jezusa w kaplicy. Ksiądz organizując wycieczkę do oo. Kamedułów z ironią pytał mnie, czy nie widzę tu swojego miejsca…
Nie chcę do tematu Salezjanów wracać, mam bardzo mieszane uczucia, które nie zostały uzdrowione przez przeszło 10 lat – nie oddałbym swojego dziecka do szkoły salezjańskiej – tyle w temacie.
28. Sierpień 2003 – po nieudanym podejściu do Salezjanów, przypomniałem sobie, że wciąż bardzo lubię ojców kapucynów i że św. Ojciec Pio jest taki cudowny… Motywacje były właśnie takie. Chciałem do nich pójść zanim miałem to „objawienie” o salezjanach… Głównie za sprawą tematu walki z szatanem przez świętego Ojca Pio – to była niezdrowa fascynacja, skupienie uwagi rozwoju duchowego na potyczkach z przeciwnikiem. Jednak żeby nie było wszystko poczytane mi za płyciznę duchową, gdy wstępowałem do postulatu OFMCap towarzyszyło mi przeświadczenie, że z radością mógłbym iść do trędowatych, by im posługiwać. To były zupełnie inne motywy niż te „nadprzyrodzone” z „objawienia” o Salezjanach.
29. 15-20 sierpnia 2003 rekolekcje powołaniowe przed wstąpieniem do postulatu u oo. kapucynów. Noc. Budzę się, będąc w ośrodku rekolekcyjnym Kraków-Olszanica, śpiąc na piętrowym łóżku na górze, od ujadania psów z sąsiedztwa. Psy się uciszają ani jeden już nie szczeka i co dziwne, już do rana żaden się nie odezwał. Patrzę na zegarek w komórce: 3:13. W tej chwili poczułem straszliwą obecność złych duchów. Złapałem za różaniec i zacząłem się modlić. Bałem się, że zostanę zrzucony z łóżka, w pomieszczeniu ciemno jak w grobie, ze mną w pomieszczeniu jeszcze 2 osoby. Nie było mowy o ucieczce. Przed zamkniętymi oczami i w ciemnościach nierozświetlonych żadnym światłem, wizje demonów, okropne twarze. W duchu modliłem się oddając pokłon Najświętszemu Sakramentowi, co odpędzało tylko na chwilę zajadłość złego. Odczuwałem okropne pokusy. Odczuwałem szatańską „słodycz” grzechu, były to tak intensywne uczucia jakich nigdy dotąd nie doświadczyłem. Uśmiechy szydercze i nawołujące do podążenia za pokusą. W ten sposób doświadczany modliłem się na różańcu cały wewnętrznie ściśnięty ze strachu, rozdygotany, a doświadczenie jakby nie miało końca i nie przestawało w swej intensywności. Walka trwała do godziny 5:25 – nie spoglądałem na komórkę bo byłem zupełnie sparaliżowany intensywnością modlitwy, jak bardzo opierałem się złym duchom. Chwyciłem za telefon tylko w chwili, gdy to dręczenie się skończyło. Mówiłem o tym doświadczeniu dotąd (czerwiec 2016) tylko paru osobom. Po tej nocy był dzień rekolekcji, przeznaczony na rozmowę z prowincjałem (o. Waligóra). Moja rozmowa skończyła się przyjęciem do postulatu OFMCap. Gdy po skończonej rozmowie poszedłem do kaplicy, by podziękować Bogu na zegarze była godzina 16:15… czyli dokładnie 13 godzin od chwili, gdy rozpoczęło się dręczenie.
Gdy słuchałem ostatnio Psalmu 59, skojarzyłem jak trafnie opisuje to, co doświadczyłem wtedy:
Ps 59
2 Wyrwij mnie, mój Boże, od moich nieprzyjaciół,
chroń mnie od powstających na mnie!
3 Wyrwij mnie od złoczyńców,
i od mężów krwawych mię wybaw!
4 Bo oto czyhają na moje życie,
możni przeciw mnie spiskują,
a we mnie nie ma zbrodni ani grzechu, o Panie,
5 bez mojej winy przybiegają i napastują.
Obudź się, wyjdź mi na spotkanie i zobacz,
6 bo Ty, Panie, Boże Zastępów, jesteś Bogiem Izraela.
Przebudź się, by skarcić wszystkie ludy,
nie miej litości dla wszystkich podłych buntowników.7 Wracają wieczorem,
warczą jak psy
i krążą po mieście.
8 Oto się chełpią swoimi ustami;
na ich wargach obelgi:
„Któż bowiem słyszy?”9 Lecz Ty, o Panie, z nich się śmiejesz,
szydzisz ze wszystkich pogan.10 Będę baczył na Ciebie, Mocy moja,
bo Ty, o Boże, jesteś moją warownią.
11 W swej łaskawości Bóg wychodzi mi naprzeciw,
Bóg sprawia, że mogę patrzeć na [klęskę] moich wrogów.
12 Wytrać ich, o Boże, niech lud mój nie zapomina!
Twoją mocą rozprosz ich i powal,
o Panie, nasza Tarczo!13 Grzech na ich ustach: to słowo ich warg.
Niech spęta ich własna pycha,
za złorzeczenia i kłamstwa, które rozgłaszają.
14 Wytrać ich w gniewie, wytrać, by już ich nie było,
by wiedziano, że Bóg króluje w Jakubie
i po krańce ziemi.15 Wracają wieczorem,
warczą jak psy
i krążą po mieście.
16 Włóczą się, szukając żeru;
skowyczą, gdy się nie nasycą.
17 A ja opiewać będę Twą potęgę
i rankiem będę się weselić z Twojej łaskawości,
bo stałeś się dla mnie warownią
i ucieczką w dniu mego ucisku.
18 Będę śpiewał Tobie, Mocy moja,
bo Ty, o Boże, jesteś moją warownią,
mój łaskawy Boże.
30. W postulacie -niestety za sprawą atmosfery rozprężenia i szukania na siłę w kandydatach socjopatów – stoczyłem walkę z własną pobożnością – i „wygrałem”. Utraciłem pobożność, dzięki której moje życie duchowe kwitło. Każdy odpowiedzialny za formację w domu zakonnym niech wie na przestrogę: pobożność to życie duszy. Gasząc pobożność, a nie formując ją, gasisz życie duchowe. W postulacie był tak wielki nacisk na formację „ludzką”, że nie wytrzymałem tej presji. Wotacja – każdy ze współkolegów z postulatu przesądzić mógł o losie drugiego kolegi. Ocena: Tak, raczej tak, Nie, raczej nie – plus opis. Chociaż zaliczyłem wotację tylko z kilkoma pozytywnymi ocenami (na 30), to „ojciec duchowy” postulatu (magister – w wieku 29 lat) uznał, że do niczego się nie nadaję i w razie jak się nie poprawię, to on mnie tu nie widzi. Nie był to ojciec bardzo doświadczony, ale nie odejmuję mu ani tego, ani jego postępowania. Po prostu wpadłem w wirówkę, która zamiast mnie oczyścić, zrobiła ze mnie „koktajl”, który miał wypić szatan z wielką satysfakcją. Powołania głos został zagłuszony, wyszły z człowieka ukryte wady i zmory. Odeszły pokusy, bo gdy człowiekowi wszystko obojętne, diabeł już nie musi o takiego człowieka walczyć – taki los mój podzieliło wielu kolegów w postulacie. Nad wyraz panujący liberalizm (brudne filmy, programy telewizyjne w salce rekreacyjnej) to jedno, ale nacisk na budowanie wspólnoty za wszelką cenę, był moim losem skazańca. Mówili nam, że jesteśmy jak w „szklarni” – pracy mało, modlić się tylko i rozeznawać. Nie tak, nie tak sobie to wyobrażałem. Przez ten zawód, pojawił się zawód do Pana Boga i zauroczenie w religijnej dziewczynie z parafii miejsca, które przeżyłem tuż przed wystąpieniem z postulatu. To przypieczętowało decyzję o wystąpieniu – rezygnacji z Drogi… Tylko jedna osoba odradzała tę decyzję – mało aktywizowany przeze mnie kierownik duchowy, jakiego tam miałem niby do dyspozycji, a nie potrafiłem z jego pomocy skorzystać, bo zamknąłem się w obliczu strachu przed tym, jak traktują „dziwaków” po przejściach (nie dając szans lub z góry określając – „ja ciebie nie widzę tutaj”, co powiedział mi br. Rafał Tański), nie mówiłem nic o swoich duchowych przejściach z diabłem i szatanem, i nawet z salezjanami. Zranienia, żale i przemoc jakiej doświadczyłem u Salezjanów, a następnie Kapucynów, zamknęła mnie na drogę odkrywania powołania.
31. Z postulatu wystąpiłem po kilku miesiącach. Nie doświadczałem już żadnych ataków diabelskich, ani innych podobnych rzeczy. Wciągnął mnie „świat” z jego sprawami. Życie duchowe nie kwitło w taki sposób, jak przed postulatem. Ile razy próbowałem wrócić do tematu walki duchowej, tyle zostawałem przygnieciony doświadczeniem, które było przeciwstawne Bogu. W ten sposób przeżyłem 11 lat, duchowe nieudactwo, szukanie swojego miejsca na tym świecie, pokonywanie słabości i uprzedzeń. I gdyby nie poniższe, trwałbym w tym „spokoju” po dziś dzień…
32. sierpień 2005 własni rodzice, zawiedzeni tym, że wystąpiłem z postulatu, a teraz znalazłem pracę i pracuję, staram się o doświadczenie zawodowe i start w życiu (a nawet odnaleźć musiałem stancję, by pracować tam gdzie pracę znalazłem), kazali mi się wynosić z domu. Na parę dni przed tym aktem pogardy, wędrując po internecie znalazłem obrazek małego dziecka, dokładnie taki jak wklejam niżej, z fragmentem Księgi Izajasza: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie.” (Iz 49, 14-15)Zmienili zamek nawet. To był dopiero wstrząs, ale czy oni to robili świadomie? Nawet nie wiem, czy dziś tego żałują, nie pytałem ich – ale do pełni pojednania droga jest utrudniona. Nie przypuszczałem, że mogą być matki, które zapominają o swoim niemowlęciu, praktycznie nic nie wiedziałem o skali aborcji. Dziś inaczej odczytuję ten motyw.
33. koniec 2005 roku – dałem się wciągnąć w internetowy hazard. Odkryłem niby metodę na przewidywanie kolorów ruletki… Jednak poza tym skrajnym upadkiem, zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że jakiś „głos” podpowiada mi jak mam obstawiać. To o czym mówię to nawet nie podobno, ale nic nowego wśród hazardzistów… Oczywiście emocje robią swoje, ale gdy taki wewnętrzny głos się nasila, a wręcz jest natarczywy, sam decydujesz czy za nim idziesz, czy nie. Ja na szczęście długo w tym nie trwałem. OD 25 EUR zainwestowanych środków udało mi się podbić kapitał na stole ruletki do 2000 EUR w jedną noc. Nie mam czym się chwalić! Po prostu był to efekt pychy, która mną owładnęła. Byłem tak pochłonięty tą swoją „metodą”, a szatańskie zniewolenie duchowe szło w parze z tym obłędem. I chociaż pieniądze te zostały w kasynie, dalej jakiś duch nieczysty próbował mnie namówić, że są jeszcze lepsze metody na wyciągnięcie z kasyna pieniędzy. Straszna to nauczka i piszę tylko jako przestrogę dla naiwnych…. Wyjście z tego nałogu nie przyszło też w jedną noc, a i wróciło za parę lat z kolejną naiwną „nadzieją” na łatwe zyski… Straszliwy to jest żer dla złego, dusza owładnięta hazardem… Możecie pytać czemu tak nisko upadłem… Nic mnie nie tłumaczy, kryzys i odejście od „lęku” w wierze, poszukiwanie „stabilności” emocjonalnej i duchowej, ale bez Boga na pierwszym miejscu… Straszna pomyłka i ułuda w jakiej żyłem.
34. 2011 – śni mi się scena niby z serialu „Z archiwum X”, że w brzuchu mam szklany pojemnik, a w nim embrion ludzki… Następnie ze snu przechodzi scena do świadomości okrucieństwa, jakiemu jestem poddawany; czułem się gorzej niżby świnia traktowana przez człowieka jak zwierzę, które jest poddawane jego władzy… Scena zachodziła w pomieszczeniu, ambulatorium, czy czymś podobnym. Rozkazywała mi w myślach istota „wyższa”, której nie mogłem się przeciwstawić, a wiedziałem, że jest w pobliżu. Zostałem w otępieniu zmuszony do powstania z miejsca, gdzie miała wcześniej miejsce jakaś forma mojej dezynfekcji. Czułem się jak coś na kształt zwierzęcia hodowlanego, które przechodzi przegląd i będzie za chwile włożone do klatki. Po przejściu w tym uciemiężeniu do innej części pomieszczenia i dotknięciu jakimś „mieczem” mojej szyi, obudziłem się w nocy w łóżku. Wtedy nie byłem w łasce uświęcającej. Jak strasznie może działać diabeł z ludźmi, którzy są oddani w jakąkolwiek niewolę lub zniewolenie! I to działanie to też wmawianie ludziom, że „ufoludki” człowiekiem zarządzają jak farmą… To jest ideologia new age, przez nią także diabeł oszukuje ludzi, by odciągnąć od Stwórcy.
35. przez okres 2007-2015 miałem więcej pretensji do Pana Boga niż dziękczynienia za wszystko, czym hojnie mnie obdarował. Po prostu stawiałem Bogu warunki swojego „oczyszczenia”, „nawrócenia”, wszystko tak perfidnie kamuflowałem… Ile w tym mojej ukrywanej pychy było. Myślałem, że pewien rozdział otworzył mi się w życiu i że będzie on usłany różami (święte małżeństwo), a jednak cały czas stałem w miejscu. Ani drgnąłem, a Bóg cierpliwy był na to wszystko…
36. lipiec 2015 – doświadczenie, które złamało mnie, odnalazłem się na skraju rozpaczy – zostałem opuszczony przez żonę z dzieckiem. Wyszedłem na „pustynię”. Podjąłem walkę z grzechem i nałogami. Moje mieszkanie było opętane, udałem się do księdza egzorcysty, który po modlitwie nad mieszkaniem (przy okazji modlitwy nade mną i żoną), uwolnił je z jakichś zależności. Przykładem tego było, że wielokrotnie w nocy budziłem się o godzinie 3:00 albo 3:13 punktualnie, czasem noc w noc. Już nawet nie patrzyłem na zegarek bo wiedziałem, że to ta godzina… Do tego, gdy pisałem z kimś wątpiąco na temat tego, że mieszkanie może być opętane, dosłownie w tym samym momencie coś głośno spadło za mną, a byłem sam w mieszkaniu. Do tego wiele przedmiotów w mieszkaniu było tak okultystycznych (kadzidełka, figurki, „zabawki” dziecięce, książki z bożkami sumeryjskimi, egipskimi, harry potter, sowy, różnego rodzaju przedmioty naprawdę… była tego masa… A to nie wszystko jeszcze. Myślałem, że się tego pozbyłem w sierpniu 2015, jednak dużo jeszcze zostało, dopiero w czerwcu 2016 ogarnąłem resztę….o czym poniżej.
37. Po lipcu 2015 przez 10 miesięcy starania o wierność Panu Bogu (codzienna Eucharystia, pielgrzymki, duchowa przemiana)… nadszedł czas na maj 2016 – diabeł zamanifestował się wtedy w bardzo perfidny sposób, wykorzystując moją „zwiększoną” pobożność (spisywałem słowa zasłyszane w sercu i słuchałem się instrukcji, jakie w sercu otrzymywałem, niby do wielkiej pobożności). Jednak odkrycie tego nastąpiło parę tygodni później na Spowiedzi u światłego ojca Franciszkanina. Jak bardzo dałem się omotać złemu…. Gorzka nauczka – przesadna „pobożność” w moim wydaniu płynąca z tego, co mi się podobało, a nie Bogu, też może wypływać z szatańskiego podstępu.
38. październik 2015- udział w spotkaniu na wieczorze uwielbieniowym z Marcinem Zielińskim, który opowiadał o swoich fantastycznych przeżyciach i na koniec zaczął się „modlić” o uzdrowienie. Włączyłem się w tą „modlitwę”… poczułem jakieś gorąco, a że byłem od paru miesięcy codziennie na Eucharystii, Bóg dodał do tego rozeznanie i złe samopoczucie – uciekłem stamtąd, bardzo przygnębiony. Miałem jednak rozeznanie, że ze straszliwą pychą miałem do czynienia. Gdy to opisuję wiem, że to doświadczenie było przyczynkiem do późniejszego, 14 maja 2016.
39. 14 maj-6 czerwiec 2016 – po czuwaniu w grupie Odnowy w Duchu Świętym na Jasnej Górze, z dnia na dzień zacząłem przejawiać nienaturalne stany ducha i umysłu – padłem ofiarą zwiedzenia diabelskiego. To znak, że pochodziło od złego, gdyż przychodziło stopniowo. Duch Święty przychodzi w jednym lśnieniu jak opisują Dzieje Apostolskie, gdy zstępuje i czyni to w Sakramentach Świętych. Zacząłem wpadać w zachwyty, odmawiać codziennie na klęczkach różańce przy kapliczkach kościoła, zacząłem spisywać wewnętrzne pouczenia i iść za nimi – np. w danej chwili miałem zasugerowane w myślach, co mam zrobić – było dużo dobrych z pozoru rzeczy, jednak moja niewola postępowała… Pod podszewką „objawień prywatnych”, które za pozwoleniem pewnego spowiednika (nie do końca chyba rozeznał to co się ze mną działo), mogłem zapisywać bez obawy że robię coś złego, diabeł wywrócił moją religijność do góry nogami. Podczas Mszy Świętej, w pracy, w domu.. gdy się tylko obudziłem…. dostawałem różnego rodzaju „natchnienia”, czasem po prostu „rozkazy”. A ja sądziłem, że to wszystko pochodzi od Pana Boga… Czasem rzeczy były sugerowane pobożne i do złudzenia potrzebne człowiekowi, duszom… Jednak dominował duch skrajności, ofiary bez namaszczenia, w pośpiechu, bez przemyślenia i roztropności… z pominięciem rzeczywistości mojego życia i powołania, rzeczywistości, która była na skraju upadku, a powinna być pierwszą sprawą, o którą podejmuję staranie… Byłem bezwolną marionetką w rękach złego możliwe, że 24h/dobę. Po 3 tygodniach żerowania na mojej świadomości, gdy byłem w stanie opłakanym, a dalej przekonany, że to Boże dopuszczenie do takich rzeczy (czułem się nawet wyznaczony do jakiejś misji w świecie, Kościele – tak wzniosłe rzeczy mi były przekazywane – poszedłem nawet do swojego księdza proboszcza upomnieć się o wystawienie Najświętszego Sakramentu podczas nabożeństw majowych… niby ok, ale to było jak z rozkazu wykonane…. „idź! powiedz jemu”… itp.). Jak wspomniałem, myślałem, że to ku dobru mojemu służy.
Na sam koniec tych trzech tygodniu, w czerwcu 2016 jako wynik stopniowego ujawniania się zła, dopuściłem się w końcu okropnego odstępstwa od Boga, bluźnierstw i świętokradztw uznając, że to od Boga pochodzi i ma mi w czymś pomóc coś zrozumieć większego… Po popełnieniu poważnych grzechów ciężkich, gdy zamiast „miodu” zapisywać zacząłem jawne bluźnierstwa, Matka Boża sama (pewnie za sprawą Różańca Świętego, który odmawiałem nieustannie) wyciągnęła mnie z tego obłędu… Po wizycie w Gietrzwałdzie wydarzyła się Spowiedź („jedź na [nazwa ulicy, gdzie był dyżur w konfesjonale] do spowiedzi z tym wszystkim”] – a właśnie jechałem już do domu w przeciwnym kierunku. I zawróciłem, i pojechałem tam, czekałem dosłownie niecałe 10 minut, a do konfesjonału przyszedł Ojciec Franciszkanin… Ta Spowiedź była już zupełnie innego rodzaju. Po tym wszystkim wskazówkom złego powiedziałem NIE, tak jak kiedyś w postulacie w 2003 roku, po lekturze „Drogi na Górę Karmel” św. Jana od Krzyża. Lecz duchowe rany zostały, szczególnie po tak głębokim upadku, jakiego doświadczyłem. Rozpoczęła się tydzień trwająca bardzo intensywna walka. Diabeł próbował ośmieszyć te starania w słowach, które dalej sączył do mojej głowy. Ja w to miejsce modliłem się aktami strzelistymi i piłem wodę ze źródełka z miejsca objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Do tego w drugim dniu tej walki, gdy przyjmowałem sól egzorcyzmowaną czułem wielki niepokój. Znikał za każdym przyjęciem tej soli. Podobnie przy przyjmowaniu Komunii Świętej odczuwałem strach przed Jej wypluciem, nawet mimowolnym! Przy piciu wody ze źródełka poświęconego przez Matkę Bożą w głowie miałem najgorsze bluźnierstwa, które ustawały po wypiciu tej wody. Wtedy piłem tamtą wodę co kilkadziesiąt minut. Modliłem się aktami strzelistymi: „Jezus jest Panem!” oraz psalmami: Pan jest Pasterzem moim, niczego mi nie braknie. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Pan obrońcą mego życia, przed kim miałbym czuć trwogę? – te modlitwy były moim ratunkiem. Gdy obudziłem się trzeciego dnia po tamtej spowiedzi, odczuwałem złe duchy jak się narzucają, doczepiają do mojej świadomości. Wszelki pozór znikł, poprzednio płynące jadowite „natchnienia” do wielkiej pobożności i na wyrost czynionej pokuty (może kiedyś tym się podzielę ku przestrodze), ustąpiły miejsca wielkim pokusom do bluźnierstw i świętokradztw. Odwołałem się do Maryi Niepokalanie Poczętej – wtedy zobaczyłem scenę jaka się rozegrała oczami duszy – diabeł mówi słowa do kogoś: „oto cyrograf winy” w kontekście takim, że na jego mocy może mi robić krzywdę. Jednak Moc Boża ten cyrograf wytrąciła szatanowi. 14 czerwca, kilka dni po tym wydarzeniu i gdy to piszę, słuchałem akatystu ku czci Bogurodzicy, a w nim padło to stwierdzenie jakie usłyszałem wtedy w sercu, lecz właśnie w tym Bożym kontekście:
Kondakion 11
U
dzielić pragnął łaski przebaczenia
za dawne winy Ten,
co długi wszystkich ludzi gładzi.
We własnej więc przybliżył się Osobie
do tych, co oddalili się od Jego łaski,
a potargawszy cyrograf ich winy,
słyszy z ust wszystkich wołanie:
Alleluja.
Alleluja, alleluja, alleluja
!

To stwierdzenie „cyrograf winy” pisane w cudzysłowiu, pojawiało się w Google wtedy tylko w jednym tekście, jednej modlitwy
Krzyżu, błogosławieństwo świata, nadziejo i pewne odkupienie, niegdyś znak przekleństwa, dziś jasna bramo nieba.
Na tobie wzniesiona została ofiara, która wszystko do siebie pociągnęła; domagał się. jej książę tego świata, choć nic w niej swego nie znalazł.
Wyrok twojego prawa zniszczył dawny cyrograf winy, zginęła stara niewola, prawdziwa wolność została przywrócona.
Piękno twej woni zwycięża wszystkie aromaty, słodycz twojego nektaru napełnia głębię serca.
Przez krzyż, Chryste, prosimy, przenieś nas tam, gdzie jest nagroda życia dla tych, których, przybity do krzyża, raczyłeś odkupić.św. Piotr Damiani (+ 1072)

Jeszcze co w google zawiera ten termin „cyrograf winy” – http://www.voxpatrum.pl/pdfy/Vox59/Paczkowski.pdf
Świętość utożsamiano ze zwycięstwem nad „starodawnym wężem” – szatanem. Cyryl Jerozolimski przypomina, że chrzest ratuje człowieka przed pożarciem przez smoka, czyli przed potępieniem. Zwycięstwo nad złem stało się udziałem Maryi Niepokalanej. Autor utożsamiany z Efremem Syryjczykiem pisze w następujący sposób:
„Zapomniała Ewa o truciźnie wszczepionej jej przez zabójczego smoka, który ją zwiódł i wtrącił w otchłań […]. Podstępu użył smok stary, wielką uczynił winę Ewy, nieroztropną przywodząc do upadku […]. Ewa ściągnęła na siebie winę – Maryja była od niej wolna”
(Ephraem Syrus, Carmen 18, 1, ed. E. Beck, CSCO 187, Louvain 1959, 179-180, tłum. W. Kania, OŻ 4, Kraków 1982, 36-37)
Rozwijając dalej ten metaforyczny obraz autor syryjski mówi:
„wąż, perfidny pisarz, spisał wielki cyrograf winy, na mocy którego kolejne pokolenia […] zostały dotknięte śmiercią. Podpisał go i opieczętował swoją perfidią. Z powodu oszustwa starodawny smok ujrzał, że wina Ewy została pomnożona”
Byłem po Spowiedzi Świętej, ale odczuwałem też pragnienie uzyskania odpustu zupełnego. Od poniedziałku (Spowiedź 6 czerwca) do soboty 11 czerwca walczyłem nieustannie się modląc. Wiedziałem, że otworzyłem swoje myśli i serce na działanie złego przez grzech i wykorzystuje on teraz we mnie liczne furtki, które zamknąć może jedynie Pan Bóg. W sobotę, dzień Matki Bożej, dostąpiłem łaski odpustu zupełnego, po którym wszystkie dręczenia zniknęły. Pojawiają się jeszcze w mojej głowie jakieś myśli o tamtych wydarzeniach i w tamtym kontekście, ale odczytuję je jako płynące z mojego serca, o które mam zabiegać by stale było wierne Bogu. Dziś wiem jednak, że walka trwa nadal i w niezwykłej zaciętości zły stara się wytrącić mnie z równowagi i oddać w niewolę grzechu. Są to też diabelskie podpowiedzi zasłyszane sercem, lecz jedna jest odpowiedź i jedno czuwanie: Modlitwa, Akt Strzelisty, Różaniec, Eucharystia, Sakramenty.
POWYŻSZE (te „objawienia”) od 15 maja 2016 zaczęły się po rozpoczęciu przeze mnie nowenny pompejańskiej w „beznadziejnej” intencji nawrócenia mojej żony i małżeństwa. Nie doświadczałem czegoś takiego wcześniej i to w tak usystematyzowanej formie (tych podszeptów do złego nie było prawie wcale). Zapisałem wiele stron „objawień” przez te niecałe 3 tygodnie. To była istna ruina obecnego systemu mojej duchowości… Diabeł wykorzystał moją pobożność, by wznosząc ją „do góry” rzucić ją i zniszczyć w otchłań.
Wszystko do tego było tak oszacowane i zmanipulowane abym wierzył, że ta moja nowenna wcale nie jest konieczna i że mam sobie ją odpuścić. Była to (sprawa tej nowenny) śmiertelnie poważna. Niestety na skutek tych wydarzeń przerwałem tę nowennę, lecz zacząłem ją od początku od 13 czerwca z nowym nastawieniem.

40. rok 2017 i 2018 – po cudach Maryi, a widocznymi są powrót żony i narodziny kolejnego dziecka żyję w innej rzeczywistości. Nowenna Pompejańska a przez nią wstawiennictwo Maryi, jest tym, co jest pewną drogą do cudu w życiu i należy żyć od teraz według tego światła i nie pogrążać się w ciemności.
KTÓŻ JAK BÓG!
AVE MARIA!!!!
41. Pośród odmętów zła, 5 czerwca 2016 roku, gdy ukląkłem w kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze, pomimo separacji mojej żony i braku w sercu otuchy, otrzymałem od naszej Matki Maryi proroctwo: „ZA ROK BĘDZIESZ MIAŁ SYNA”. Syn przyszedł na świat 25 lipca 2017 roku jako wymowny znak Maryi, która obietnicy dotrzymała. A że już w kwietniu 2017 roku dowiedziałem się, że mam syna, to Maryja dotrzymała obietnicy i w tej chwili gdy o tym piszę, środa po Wielkanocy 2020, to znak bym zabiegał o los dzieci poczętych, ponieważ każde dziecko nienarodzone już jest dzieckiem, które przynależy do rodziców.
42. 15 sierpnia 2016 roku ofiarowałem się Maryi według Traktatu św. Ludwika Marii.
43. 13 maja 2017 roku byłem kolejny raz na Jasnej Górze na obchodach 100-lecia Fatimy. Cud Słońca wychodzącego po pochmurnym dniu podczas Eucharystii i Podniesienia, Przeistoczenia – Słońce wyszło w tym momencie po nieobecności go aż do 14-stej godziny od samego rana!
Pojechałem tam też wiedząc, że Matka da mi odpowiedź w sercu. Jednak dopiero po powrocie, w mieszkaniu otrzymałem przeświadczenie, że kolejne dziecko jakie przyjdzie na świat, będzie to dziewczynka. Wówczas jeszcze żona nie urodziła syna, a już wiedziałem że będzie kolejne Dziecię. Córka przyszła na świat w grudniu 2018 roku.
44. Chociaż moje małżeństwo przechodziło ciężkie próby, nie ma takiej próby, której Bóg nie pomoże przejść. Maryja naszą Matką! Amen.

———
  1. „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie.” (Iz 49, 14-15) Ja nie zapomnę o Tobie
  2. Kondakion 11
    Udzielić pragnął łaski przebaczenia
    za dawne winy Ten,
    co długi wszystkich ludzi gładzi.
    We własnej więc przybliżył się Osobie
    do tych, co oddalili się od Jego łaski,
    a potargawszy cyrograf ich winy,
    słyszy z ust wszystkich wołanie:
    Alleluja.
    Alleluja, alleluja, alleluja!