Strzeżcie się orędzi z Trevignano Romano

trevignano romano

Zakaz działalności dla ks. Grzegorza Bliźniaka

Artykułem poniższym pragnę przestrzec łatwowiernych i bezkrytycznie ufających w „objawienia i przepowiednie” wiernych Kościoła.

Zakaz działalności dla Stowarzyszenia Misjonarzy Jezusa Miłosiernego

Codzienna „Światowa modlitwa” z Trevignano

Zacznę od opisu tej przedziwnej formuły głoszonego orędzia. Układanie nowych modlitw na „nowe czasy” musi budzić już opór świadomych wierzących – w myśl zasady: lex orandi, lex credendi (prawo modlitwy, prawem wiary).  Tekst praktykowanej modlitwy rozpoczyna się znakiem krzyża i inwokacją do Boga Ojca z przebłagalnym wezwaniem o przebaczenie.

1. „Przebaczenie za popełnione błędy

Listę powodów do przebaczenia otwiera „przebaczenie za popełnione błędy„. Koliduje to już mocno z dogmatyką Kościoła, która naucza o grzechu i o winie. Mówienie zaś o błędach subiektywizuje odczucie osoby, która tak się modli. Zniekształca osąd moralny czynu. W pierwszym rzędzie nie ma tu obrazy Boga. Osąd płynący z wypaczonego sumienia zajmuje miejsce przykazań Boskich, czy teologii moralnej. To również próba zmiękczenia istniejącego problemu bez poniesienia wszystkich konsekwencji tych błędów, tak jakby intencją było ocieplenie relacji z Panem Bogiem.

2. „Przebaczenie za to, że oddaliliśmy się od Ciebie”

Na pierwszym planie skutki doczesne czynu ludzkiego, a nie cześć i wieczna chwała Boża – co jest obecne w modlitwie „Ojcze nasz…”.

„Przebaczenie bluźnierstw skierowanych do Ciebie”

Bluźnierstwa wymienione w kolejności dalszej mogą wskazywać, że decyzja o odejściu od Boga jest gorsza niż walka z Nim.

„Przebaczenie za złe traktowanie przyrody, (…)”

Niekwestionowany czerwony alert. Pominięcie przykazania miłości „bliźniego swego jak siebie samego”. Przemilczanie zbrodni mających miejsce na świecie, jak aborcja, wojny, niewolnictwo… itd.

„(…) którą nam pozostawiłeś, prawie jak raj.”

Królestwo Boże nie jest z tego świata (J 18, 33b-37), a więc o jakim raju jest mowa? O ziemskim raju. Lecz: Gdzie serce twoje, tam skarb twój (Mt 6,19-23). Gdzie więc lepiej mieć swój skarb i gdzie tęsknić?

„Przebacz nam nasze grzechy”

Ale to dopiero po „przebaczeniu za złe traktowanie przyrody”...

„przebacz tym, którzy pozwolili na zamknięcie miejsc kultu odbierając nam możliwość otrzymania Chleba życia wiecznego.”

Modlitwa i ocena postępowania w jednym. Trwa niezrozumienie niektórych wiernych w związku z decyzjami hierarchów, a te słowa nie sprzyjają posłuszeństwu.

„O! Ty Ojcze, który w swoim nieskończonym Miłosierdziu mimo wszystko napełniałeś nas miłością (…)”

Tryb dokonany, a więc koniec świata bliski – modlitwa ogłasza i wymusza na Bogu czas kary.

„Spraw, by w tym okresie Męki Pańskiej, Duch Święty zstąpił na tą ziemię rozdartą przez zło

Ciężkie do interpretacji wizje pseudo-apokaliptyczne… Gdy zaś w modlitwie Ojcze Nasz występuje tylko jeden podobny passus: „Ale nas zbaw ode złego” (Mt 6,13)

„Pokornie prosimy Cię, abyś oświecił Papieża,”

Trudna rzecz, kiedy objawienie prywatne wzywa do modlitwy o oświecenie Papieża. Stąd może płynąć sugestia, że Papież potrzebuje oświecenia bardziej niż wiary…

„aby mógł poświęcić Świat i Rosję Niepokalanemu Sercu Maryi tak jak wyraźnie Najświętsza Maryja Panna prosiła o to w Fatimie.”

Jak to było z tym poświęceniem przez papieża Franciszka w 2022? Nie wiem, czy głosiciele z Trevigniano Romano aby uznali to poświęcenie, lecz to, że 1 postulat został spełniony nie mówi jeszcze o tym, że reszta jest właściwie sformułowana.

„Ojcze Mój, wylej Krew Odkupienia na tą naszą ludzkość.”

Bóg pragnie naszego zbawienia, ale nie zbawi bez udziału grzesznika. Pierwej należy okazać Bogu wdzięczność za tylu niewdzięcznych. Nie ma czegoś takiego jak powszechne zbawienie, mamy się modlić by nikt nie trafił do piekła. Aby tak się nie stało Bóg ustanowił porządek łaski, gdzie przez Sakramenty święte udziela nam zbawiennych łask. Nie zaś „hurtowo” wszystkich obmywa we Krwi swego Syna.

„Matko Przenajświętsza, zwracamy się do Ciebie jako do matki nas wszystkich: chroń wszystkie swoje dzieci, przygarniając je do swojego Niepokalanego Serca, naszego jedynego bezpiecznego schronienia.”

Matka Boża jest Matką dla słuchaczy Słowa Bożego, mających jednego Ojca w Bogu. Modlitwa do Boga Ojca z pominięciem modlitwy do Syna. Wezwanie powinno być wg mnie zrównoważone wezwaniem do Najświętszego Serca Pana Jezusa.  Jest za to…

„Ojcze, miej Miłosierdzie dla nas i całego świata. Amen”

Element „nowego” nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, które również zawiera wątpliwości.


Kościół o prawdziwości rzekomych objawień

Biskup miejsca przestrzega. W miejscu tym zaczyna kręcić się biznes bez błogosławieństwa księdza biskupa (film poniżej).

„Oczywiście, to wszystko jest nienormalne. Ja jej nie potępiłem tylko dlatego, żeby nie robić jej reklamy” –  biskup miejsca Rossi (za: deon.pl)

Do tego dochodzi krytyka Kościoła, szczególnie Watykanu (wrzesień 2016) i straszenie kataklizmem (trzęsieniem ziemi w Rzymie i Watykanie) jako przesłanie tych orędzi.

(Więcej: https://deon.pl/kosciol/biskup-z-trevignano-romano-przeciwko-rzekomym-objawieniom,821538)


Reakcje internetowych propagatorów orędzi z Trevignano Romano

Jestem blokowany! po wysłaniu do autora strony na Facebook https://www.facebook.com/Domniemane-objawienia-Matki-Bo%C5%BCej-w-Trevignano-Romano-105250017750298/ powyższego mojego wpisu na blogu, zostałem zablokowany.

Po wysłaniu komentarza poddającego w wątpliwość prawdziwość orędzi na stronie facebook „3 dni ciemności” https://www.facebook.com/3dni.ciemnosci.TDC/ , zostałem pozbawiony możliwości dodawania komentarzy.

PRZESTRZEGAM przed powyższymi stronami, propagatorami i innymi osobami, które zdają się budować kapitał na ideologii „osaczonej twierdzy”.


Wydawnictwa, audycje, strony, działalność osób – skażone przez propagowanie Trevigniano Romano

esprit
esprit – wpis na Facebook-u

GŁOS ROZSĄDKU

ks. Marcin Wosiek SDB

o. Wit Piotr Chlondowski OFM

Oława – Oławskie „objawienia” – komunikat

Oława – komunikat o fałszywych objawieniach oraz krótka analiza tamtejszych wydarzeń

(źródło tekstu nieznane)

„Stowarzyszenie Ducha Świętego” z siedzibą w Oławie zostało zarejestrowane 16 czerwca 1999 r. we Wrocławiu na wniosek Kazimierza Domańskiego. Zarejestrowane stowarzyszenie nie ma aprobaty kompetentnej władzy kościelnej, czyli biskupa archidiecezji wrocławskiej. W związku z tym Kuria Metropolitarna we Wrocławiu wydała komunikat podpisany przez Kardynała Henryka Gulbinowicza, określający stosunek Kościoła do rzekomych objawień Matki Bożej w Oławie oraz do wspomnianego „Stowarzyszenia”.
Komunikat przypomina najpierw oświadczenie Konferencji Episkopatu Polski z 17 stycznia 1986 r., w którym biskupi zwrócili się do duchowieństwa i wiernych, aby zaprzestali gromadzenia się w Oławie, gdyż rzekome objawienia nie mają nic wspólnego z nadprzyrodzonością. Według oceny Kościoła są one fałszywe, wprowadzają w błąd, godzą w zasady wiary i są wykorzystywane przeciwko Kościołowi katolickiemu.
Mając na uwadze, iż „Stowarzyszenie Ducha Świętego” zostało zarejestrowane bez zgody władzy kościelnej, komunikat stwierdza, iż „zgodnie z nauką Kościoła katolickiego, wyrażoną w Prawie kanonicznym w kanonie 1374, każdy ’kto zapisuje się do stowarzyszenia działającego w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi, powinien być ukarany sprawiedliwą karą; kto zaś popiera tego rodzaju stowarzyszenia lub nim kieruje, powinien być ukarany interdyktem’. Stosownie do brzmienia tego kanonu – czytamy dalej w komunikacie – za zapisującego się do stowarzyszenia uznaje się tego, kto świadomie i dobrowolnie zgłasza swoją przynależność do niego w charakterze członka, niezależnie czy przyjęcie dokonuje się przy zachowaniu formalności czy bez nich. Natomiast stowarzyszenie popiera ten, kto przyczynia się do jego rozwoju, tzn. popiera je, werbuje członków, wspomaga materialnie, aktywnie uczestniczy w jego spotkaniach, w realizowaniu jego programów itp.„.
Komunikat wyjaśnia następnie, jakie konsekwencje prawne ma przynależność czy też poparcie udzielone „Stowarzyszeniu”. Kara interdyktu w stosunku do osób świeckich obejmuje zakaz przyjmowania sakramentów, ponadto ukarany powinien być usunięty od udziału w czynnościach liturgicznych albo czynność liturgiczna powinna być przerwana. Wierni świeccy uczestnicząc i przyjmując sakramenty w miejscu rzekomych objawień czynią to niegodziwie i świętokradzko oraz ściągają na siebie karę interdyktu, czyli nie mogą w swoich parafiach otrzymać rozgrzeszenia, godziwie przystąpić do Komunii św., być rodzicem chrzestnym lub świadkiem bierzmowania, otrzymać pogrzebu katolickiego. Każdy wierny, który ściągną na siebie taką karę, może zostać od niej uwolniony tylko przez biskupa diecezjalnego lub przez wyznaczonego przez niego kapłana.

KOMUNIKAT Kurii Wrocławskiej

Kuria Metropolitalna Wrocławska
ul. Katedralna 13
50-328 Wrocław
tel. (071) 32-71-111: fax (071) 22-82-69               Wrocław, dnia 14 grudnia 1999 r.

L.dz. 1946/99

KOMUNIKAT W SPRAWIE OŁAWY

Kuria Metropolitalna Wrocławska, po wcześniej uzyskanej informacji o zaistniałym fakcie, podaje do wiadomości, że dnia 16 czerwca 1999 r. Sąd Okręgowy we Wrocławiu na wniosek Kazimierza Domańskiego z Oławy zarejestrował „Stowarzyszenie Ducha Świętego” w Oławie, którego prezesem został uprzednio wybrany Kazimierz Domański a wiceprezesem jego żona Bronisława Domańska.

Zarejestrowane stowarzyszenie nie ma aprobaty kompetentnej Władzy Kościelnej, tj. Biskupa Archidiecezji Wrocławskiej, ponieważ nie spełnia warunków wymaganych przez prawo kanoniczne i dlatego nie może być uznane za katolickie.

Powstanie tego stowarzyszenia jest kolejnym etapem w trwającej już od 1985 r. sprawy rzekomych objawień Matki Bożej w Oławie. Od tego czasu stanowisko Kościoła w tej kwestii nie uległo zmianie. Wszystkich wiernych katolików obowiązuje zatem nadal oświadczenie Konferencji Episkopatu Polski z 17 stycznia 1986 r., w którym Biskupi zwrócili się do duchowieństwa i wiernych, aby zaprzestali gromadzenia się w Oławie i przez to nie dawali poparcia tym rzekomym objawieniom, ponieważ nie mają one nic wspólnego z nadprzyrodzonością; według oceny Kościoła Katolickiego są fałszywe, wprowadzają w błąd opinię publiczną. godzą w zasady wiary i są wykorzystywane przeciwko Kościołowi katolickiemu. Ponadto, cała działalność Kazimierza Domańskiego jest prowadzona z uporem i samowolnie, bez łączności z władzami Kościoła rzymskokatolickiego, mimo wielokrotnych upomnień i przestróg oraz zakazów wydawanych przez Władze Kościelne Archidiecezji Wrocławskiej.

W związku z zarejestrowaniem powyższego stowarzyszenia Metropolitalna Kuria Wrocławska informuje duchowieństwo i wiernych, że zgodnie z nauką Kościoła katolickiego wyrażoną w Prawie kanonicznym w kanonie 1374, każdy – „Kto zapisuje się do stowarzyszenia działającego w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi, powinien być ukarany sprawiedliwą karą: kto zaś popiera tego rodzaju stowarzyszenie lub nim kieruje, powinien być ukarany interdyktem”.

Stosownie do brzmienia tegoż kanonu za zapisującego się do stowarzyszenia uznaje się tego. kto świadomie i dobrowolnie zgłasza swoją przynależność do niego w charakterze członka, niezależnie czy przyjęcie dokonuje się przy zachowaniu formalności czy bez nich. Natomiast stowarzyszenie popiera ten. kto przyczynia się do jego rozwoju, tzn. propaguje je, werbuje członków, wspomaga materialnie. aktywnie uczestniczy w jego spotkaniach, w realizowaniu jego programów itp.

Prawo Kościoła Katolickiego poucza, że kara zwana interdyktem, którą powinien być ukarany ten, kto popiera tego rodzaju stowarzyszenia lub nimi kieruje, zabrania: 1. udziału w sprawowaniu Ofiary eucharystycznej i wszelkich innych obrzędów religijnych; 2. sprawowania sakramentów (chrzest, Eucharystia, pokuta, małżeństwo) i sakramentaliów (pogrzeb katolicki, poświęcenia przedmiotów religijnych); 3. przyjmowania sakramentów (chrzest, Eucharystia, pokuta, małżeństwo); ponadto, ukarany powinien być usunięty od udziału w czynności liturgicznej albo czynność liturgiczna powinna być przerwana (por. kan. 1332 KPK).

Oznacza to, że w wypadku sprawowania sakramentów świętych, uczestnictwa w nich lub przyjmowanie ich przez znajdujących się w karze interdyktu jest świętokradztwem. A zatem, kapłani sprawujący sakramenty święte w ramach „Stowarzyszenia Ducha Świętego” w Oławie, a także w miejscu rzekomych objawień w Oławie czynią to świętokradzko i niegodziwie, podpadając jednocześnie pod stosowne kary. Wierni świeccy natomiast uczestnicząc i przyjmując te sakramenty w podanych okolicznościach czynią to również niegodziwie i świętokradzko oraz ściągają na siebie karę interdyktu, czyli nie mogą w swoich parafiach otrzymać rozgrzeszenia, godziwie przystępować do Komunii św., być rodzicem chrzestnym lub świadkiem bierzmowania, otrzymać pogrzebu katolickiego.

Każdy wierny, który ściągnął na siebie taką karę, może zostać od niej uwolniony tylko przez Biskupa diecezjalnego lub przez wyznaczonego przez niego kapłana.

Niniejszym Komunikatem Kuria Metropolitalna we Wrocławiu informuje i przestrzega wszystkich wiernych Kościoła rzymskokatolickiego o konsekwencjach przynależności do sekt i stowarzyszeń religijnych nie zatwierdzonych przez Kościół Katolicki. Przynależność ta grozi popadnięciem w ciężkie kary kościelne. Wszystkich Kuria Arcybiskupia Wrocławska upomina, by w czas wycofali się z fałszywej drogi, niezgodnej z prawem kanonicznym i zasadami wiary Kościoła Katolickiego.

+ Henryk Kardynał Gulbinowicz
Arcybiskup Metropolita Wrocławski

Analiza wydarzeń oławskich

ORĘDZIA OŁAWSKIE A NAUKA KOŚCIOŁA
JEZUS WYCHODZI Z KONSEKROWANEJ HOSTII?
CO JEST NAJWAŻNIEJSZE DLA GODNEGO PRZYJĘCIA JEZUSA W KOMUNII ŚW.?
KILKA WNIOSKÓW: 
	1. BŁĘDNA NAUKA
	2. NIEPRAWDZIWY OBRAZ BOGA
	3. KARYKATURA MATKI BOŻEJ
	4. KRYTYKA OJCA ŚWIĘTEGO I KOŚCIOŁA
DLACZEGO ORĘDZIA OŁAWSKIE SĄ SZKODLIWE? 
OBJAWIENIA OŁAWSKIE NIE SĄ PRAWDZIWE, POPIERAŁY BOWIEM FAŁSZYWEGO PROROKA: MAŁEGO KAMYKA 
KIM JEST LANSOWANY PRZEZ 4 LATA W OŁAWIE MAŁY KAMYK? 	1. Tytuły Małego Kamyka 
							2. Rola Małego Kamyka 
							3. Mały Kamyk głosi błędne nauki – Oława to popiera 
							4. Kontakty wizjonera z Oławy z Małym Kamykiem 
							5. Po 4 latach Oława uznaje orędzia Kamyka za szatańskie... 
							6. Oława... rehabilituje Małego Kamyka 
WĄTPLIWOŚCI CO DO POCHODZENIA PRZEKAZÓW W OŁAWIE OD BOGA 	1. Dlaczego niebo nie ostrzegło wcześniej wizjonera oławskiego przed Małym Kamykiem? 
								2. Kto był autorem oławskiego orędzia nr 71: Niebo czy pan Domański? 
								3. Czyżby niebo nie znało treści orędzi Małego Kamyka sprzed 1987 roku? 
SPÓŹNIONE ODCIĘCIE SIĘ OŁAWY OD ORĘDZI MAŁEGO KAMYKA 
WNIOSKI

Kiedy Bóg mówi, pragnie nas utwierdzić w prawdzie i w miłości. Ten, który jest samą Prawdą i samą Miłością nigdy nie wprowadza w błąd. Jeśli jakieś objawienie jest prawdziwe, Bóg sam lub za pośrednictwem świętych, np. Maryi, pragnie nam przypomnieć jakąś ważną prawdę objawioną w Piśmie św. i przekazywaną przez Kościół. Bóg, Najwyższa Prawda, nigdy nie objawia się, by wprowadzić kogoś w błąd lub po to, by wywoływać zamęt, by zaprzeczać jakiejś nauce głoszonej przez Jego Kościół. Jeśli zaś treść orędzi jakiegoś wizjonera do tego się sprowadza, znaczy to bez wątpliwości, iż nie pochodzą one od Boga.

 
ORĘDZIA OŁAWSKIE A NAUKA KOŚCIOŁA
Przypatrzmy się dla przykładu, jaką naukę o Eucharystii głoszą orędzia oławskie. Bez wątpienia panu Kazimierzowi Domańskiemu, wizjonerowi z Oławy, chodzi o nauczenie szacunku do tego Sakramentu, co oczywiście jest rzeczą szlachetną. W orędziach przypomina on więc m. in. o konieczności zajmowania postawy klęczącej w czasie przyjmowania Komunii św. Powtarza to od 1983 roku tak często, iż ma się wrażenie, że jest to najważniejsza sprawa. I tak np. jedynie postawa klęcząca wyraża pokorę i – jak wynika z oławskich orędzi – jest warunkiem, by być dzieckiem Jezusa, by On był obecny oraz by przyszedł do człowieka i udzielił mu obfitych łask. Gdy zaś człowiek nie klęczy, Chrystus odwraca się od niego, a kapłan, który udzielał Komunii św. na stojąco będzie – zgodnie ze słowami przekazywanymi w Oławie – surowo ukarany po śmierci.
Rozważmy dokładniej powyższe, zaskakujące dla wierzącego katolika pouczenia oławskiego wizjonera. Przypatrzmy się uważnie, co w oławskich orędziach zostało powiedziane o tym cudownym Sakramencie Obecności Chrystusa, w którym prawdziwy Bóg i Człowiek przychodzi z miłością do serca ludzkiego, aby je uświęcić, oczyścić, udoskonalić i zbawić.
Wspomniany wizjoner z Oławy – uzasadniając konieczność postawy klęczącej przy Komunii św. – podaje naukę o Eucharystii, która ośmiesza naszego Zbawiciela i z tego powodu nie może pochodzić od żadnego posłańca z Nieba: ani – jak utrzymuje pan Domański – od Jezusa, ani od Maryi, ani od żadnego innego świętego.
Ewangelista św. Łukasz podkreśla, jak bardzo Jezus Chrystus chciał ustanowić Eucharystię, jak tęsknił za nią, aby móc wewnętrznie, w sposób nadprzyrodzony zjednoczyć się ze Swymi umiłowanymi uczniami. Powiedział: «Gorąco pragnąłem spożyć Paschę z wami» (Łk 22,15). Również dzisiaj kochający nas Jezus z tęsknotą czeka na każdego człowieka, pragnie wejść do jego serca za pośrednictwem ustanowionego przez Siebie sakramentu. Tę tęsknotę wywołuje w Nim niepojęta dla nas miłość. A czego dowiadujemy się z orędzi pana Domańskiego?

 
JEZUS WYCHODZI Z KONSEKROWANEJ HOSTII?

Orędzia oławskie uczą między innymi tego, że Chrystus odwraca się i odchodzi od człowieka, który nie klęczy w czasie Komunii św. I tak na przykład w orędziu nr 133 z 30.01.93 znajdują się rzekome słowa Maryi: „Mój synu, kiedy wiernym podawane jest Ciało Pana Jezusa na stojąco i kapłan sprzeciwia się, gdy ktoś klęka i podaje Ciało Pana Jezusa na stojąco, wtedy Jezus Chrystus odchodzi, odwraca się od tego, który przyjmuje Jego Ciało na stojąco, bo Pan Jezus przekazuje Moim sługom, aby Jego Ciało podawali na klęcząco i do ust, i aby wierni tylko tak przyjmowali.”
Pan Domański posuwa się więc do absurdalnego stwierdzenia, że Chrystus jest obecny w Eucharystii, gdy Komunia św. jest podawana na klęcząco i do ust, natomiast, gdy ktoś nie uklęknie – Chrystus odchodzi. I tak w tym samym orędziu (nr 133 z 30.01.93) czytamy: „Naród polski przyjmuje Ciało Pana Jezusa na klęcząco i do ust i wtedy Jezus Chrystus jest obecny.” Tak więc, według orędzi oławskich, klęczenie przy Komunii św. powoduje, że Zbawiciel jest obecny. Gdy ktoś natomiast nie klęczy – Chrystus odwraca się i odchodzi…
Nauka o obecności Chrystusa, gdy ktoś klęczy, i o odwracaniu się Pana Jezusa, gdy ktoś nie przyjmuje Komunii św. na klęcząco, nie jest żadną „niezręcznością językową” oławskiego wizjonera, ponieważ wyraźnie potwierdza ją np. w orędziu nr 175 z 14.04.95, a więc wygłoszonym 2 lata później: „Strasznie się dzieje na ziemi. Niektórzy kapłani są nieposłuszni Panu Jezusowi i podają wiernym Ciało Pana Jezusa na stojąco i do ręki. Kapłan ma podawać Ciało Pana Jezusa na klęcząco i do ust, bo kiedy nieposłuszeństwo jest w świątyni Pan Jezus się odwraca. Podają hostię, ale Pan Jezus odwraca się, bo nie ma pokory u wiernych, nie ma modlitwy.”
Zauważmy, że sam Ojciec Święty wielokrotnie udziela Komunii św. na stojąco. Cóż więc wtedy się dzieje? Przyjmując rzekome objawienia oławskie trzeby by powiedzieć, że w czasie rozdzielania Komunii św. przez Następcę św. Piotra, Pan Jezus odwraca się i odchodzi. Nie ma więc Komunii św., bo słowo to oznacza zjednoczenie z Jezusem przychodzącym pod postaciami eucharystycznymi.
Nauka wypływająca z orędzi pana Domańskiego sprzeciwia się wyraźnie prawdzie wiary o stałej obecności Chrystusa pod postaciami eucharystycznymi aż do ich zniszczenia. Prawdę tę przekazuje się nawet najmniejszym dzieciom przygotowującym się do przyjęcia tego Sakramentu. Czyni się to w tym celu, aby ukształtować w nich wiarę w stałą obecność Boga-Człowieka pod konsekrowanymi postaciami i nauczyć szacunku oraz miłości do przychodzącego Zbawiciela.
Zgodnie z nauką Kościoła Chrystus obecny jest pod postaciami chleba i wina aż do ich zniszczenia. Nigdy więc nie porzuca postaci eucharystycznych, nie odwraca i nie odchodzi, nawet gdy ktoś w świętokradzki sposób Go znieważa. Nie ucieka od człowieka Ten, który pozwolił się ubiczować, ukoronować cierniem i przybić do krzyża! Stała obecność Chrystusa pod postaciami eucharystycznymi to wierność Chrystusa-Miłości.
Bóg nigdy nie odwraca się od człowieka! Tylko człowiek może się odwrócić od Nieskończonej Miłości. To odwrócenie dokonuje się jednak tylko przez popełnienie grzechu ciężkiego, czyli śmiertelnego, i trwanie w nim. Z pewnością takim grzechem odwracającym nas od Boga nie jest przyjmowanie Komunii św. na stojąco.
W Oławie dowiadujemy się jeszcze jednej zaskakującej rzeczy, którą trudno pogodzić z wiarą i nauczaniem Kościoła. Otóż kiedy klęczymy, spełniamy – według pana Domańskiego – warunek, aby być dziećmi Jezusa! I tak 1.01.87 (orędzie nr 41) czytamy: „Ci, którzy przyjmują Moje Ciało na klęcząco są Moimi dziećmi”.
Zaskakująca to nauka dla wierzącego katolika! Źródłem jej nie jest na pewno żaden katechizm czy dokument Kościoła i w żadnym wypadku nie mógł jej objawić ktoś przychodzący bezpośrednio z nieba. Powyższą naukę odnajdujemy nieco wcześniej u Katarzyny Szymon. W orędziu przez nią przekazanym czytamy: „Kto będzie przyjmował Moje Ciało na stojąco nie będzie Moim dzieckiem” (30.09.84). Wydaje się więc, że częste kontakty z «Katarzynką» miały wpływ na treść orędzi wygłaszanych przez pana Domańskiego.
Tymczasem z prawdziwego Bożego objawienia wiemy, że dziećmi Bożymi stajemy się dzięki łasce usprawiedliwienia otrzymywanej w sakramencie chrztu świętego. Kiedy zaś rozważamy orędzia oławskie, nasuwa się pytanie: Czyżby ochrzczeni przestawali być dziećmi Bożymi dlatego tylko, że w czasie Komunii św. stoją? Czy taka nauka – podobnie zresztą jak i wyjaśnienia o „odwracającym się Jezusie” – nie ośmiesza Boga i Jego nieskończonej miłości do nas? Czy nie zaciemnia prawdy o Bogu, kochającym i miłosiernym Ojcu, o Jego niepojętej miłości do człowieka? Czyż Go nie ranią słowa z oławskich orędzi, tak bardzo fałszujące Jego obraz, zamieniające Boga Miłości w obraźliwą istotę?

 
CO JEST NAJWAŻNIEJSZE DLA GODNEGO PRZYJĘCIA JEZUSA W KOMUNII ŚW.?

Częstotliwość powtarzania – nie tylko zresztą w Oławie – nakazu przyjmowania Komunii św. na klęcząco sugeruje, że jest to coś najważniejszego, co trzeba zrobić, aby zbliżyć się godnie do Stołu Pańskiego. Przy tym mocnym akcencie położonym na klęczenie, gdzieś na dalszy plan schodzi miłość do Jezusa, postawa przyjaźni wobec Niego, tęsknota za Najświętszym Sakramentem, wdzięczność za to, że przychodzi On do grzesznika w gościnę, uwielbienie Pana wszechświata itp. W orędziach oławskich i innych fałszywych objawieniach wszystko to znajduje się gdzieś na marginesie. W centrum natomiast jest klęczenie. Jest ono bardziej zaakcentowane niż stan duszy, a przecież może się ono z łatwością stać czymś tylko zewnętrznym, formalistycznym, bezdusznym. Czy rzeczywiście tego oczekuje od nas Jezus?
Według pana Domańskiego od klęczenia w czasie Komunii św. zależy nie tylko to, czy Jezus przychodzi do nas lub się od nas odwraca, nie tylko to, czy uznaje nas lub nie uznaje za Swoje dzieci. Klęczenie ma ponadto wpływać na wielkość otrzymywanych w tym Sakramencie łask. Postawa klęcząca miałaby tak wpływać na owocność Komunii św., że – jak czytamy w orędziu nr 102 – gdy na klęcząco przyjmowana jest Komunia św., wówczas udzielane są największe łaski i – co zaskakuje najbardziej – właśnie wtedy Jezus wchodzi do serc ludzkich: „Tam gdzie byłeś, tam było podawane Ciało Mego Syna na klęcząco i do ust, bo wtenczas kiedy lud klęka przed Chrystusem ma największe łaski i wtenczas wchodzi Jezus Chrystus do ludzkich serc” (24.03.91).

 
KILKA WNIOSKÓW:



1. BŁĘDNA NAUKA

Bez wątpienia nauczanie K. Domańskiego o potrzebie pokory i szacunku poprzez klęczącą postawę w czasie Komunii św. jest cennym przypomnieniem w obliczu częstego dziś lekceważenia Najświętszego Sakramentu. Podawana jednak przy tej okazji nauka o obecności Jezusa, gdy się klęczy, o odwracaniu się Jezusa, gdy się nie klęczy, o wchodzeniu do ludzkich serc, gdy się jest na kolanach, o największych łaskach, gdy komunikuje się na klęcząco oraz o byciu dzieckiem Jezusa tylko wtedy, gdy się klęczy jest błędna. Pouczenia te niezgodne są z nauczaniem Kościoła, a więc nie mogą być „przekazywane z Nieba”, nie mogą pochodzić od Boga. Nauka ta wprowadza wiernych w błąd, prowadzi do zamętu, zaprzecza nauczaniu Kościoła, podważa słuszność postępowania Ojca Świętego, który również udziela Komunii św. na stojąco. Przede wszystkim jednak orędzia oławskie w sposób karykaturalny przedstawiają Boga, Stwórcę i Ojca, ośmieszają Go w oczach Jego dzieci. Trudno przyjąć, że w Oławie rzeczywiście przychodzi Chrystus lub Jego Matka, by mówić rzeczy ośmieszające Najwiętszy Sakrament i w karykaturalny sposób przedstawiające Niepojętą Miłość Bożą.
Głoszona przez pana Domańskiego nauka może też być powodem różnych niepokojów, przeżywanych przez osoby, które np. nie mogą przyjąć Komunii św. na klęcząco z powodu tłoku lub innych okoliczności, pomimo wielkiego wewnętrznego ukorzenia się przed Panem, miłości do Niego i duchowego przygotowania na Jego przyjęcie.

2. NIEPRAWDZIWY OBRAZ BOGA

Nauka podawana systematycznie od 1983 roku do dziś w Oławie, jak i – niemalże w tych samych słowach – przez Weronikę Leuken z Bayside (np. 14.07.79), Katarzynę Szymon (np. 30.09.84), Stanisława Kaczmara w Chotyńcu (np. 4.11.89) fałszuje obraz Jezusa Chrystusa. Czyni z Niego Istotę patrzącą nie na serce człowieka, lecz na jego postawy zewnętrzne. Nie jest to więc Chrystus, którego znamy z Ewangelii, dla którego serce człowieka liczy się bardziej niż zewnętrzne gesty, postawy, zwyczaje. Gdyby Chrystusowi tak bardzo zależało na tym, co zewnętrzne, nie wypowiedziałby tych wstrząsających słów do faryzeuszów, których zewnętrzne zachowanie było bez zarzutu: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dbacie o czystość zewnętrznej strony kubka i misy, a wewnątrz pełne są zdzierstwa i niepowściągliwości. Faryzeuszu ślepy! Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości” (Mt 23,25-28).
Największym złem wyrządzanym przez nieprawdziwe objawienia – w tym oławskie – jest więc fałszowanie pojęcia, obrazu Boga u wierzących, ukazywanie Jego karykatury. Zbawiciel – w orędziach mówiących o Eucharystii – jest przedstawiony jako istota obraźliwa, działająca według zasady: „jak ty mnie, tak i ja tobie”, a więc: nie klęczysz, to znaczy nie masz pokory, a ja w takim razie się odwrócę, nie wejdę do twojego serca. Czyż takie przedstawianie Jezusa nie przyćmiewa Jego niepojętej miłości do nas, nie fałszuje prawdy o Jego kochającym Sercu?
Orędzia z Oławy czynią z najlepszego Boga istotę małostkową, zapatrzoną w zewnętrzną postawę człowieka, gotową odwrócić się od niego, gdy nie klęczy przy Komunii. Nauka to wręcz bluźniercza, znieważająca Boga, zakrywająca Jego Niezwykłą Miłość. Zamiast znanego z Ewangelii Boga Dobroci, orędzia fałszywych wizjonerów ukazują nam kogoś, kto je takiego Chrystusa, który się obraża, grozi? Kto potrafi zawierzyć, zaufać bez reszty, oddać swoje życie, poddać się kierownictwu takiej niestałej istoty? Kto prawdziwie pokocha kogoś tak małostkowego? Z drugiej strony, orędzia nieprawdziwe uczą, że aby przypodobać się Bogu i Jego Matce należy przede wszystkim zwracać uwagę na to, co zewnętrzne, na postawy i gesty, które przecież są niczym, jeśli serce człowieka dalekie jest od Boga.
Nie można więc usprawiedliwić wygłaszania nauk – tak szkodliwych, burzących miłość i zaufanie do kochającego nas Jezusa – troską o okazywanie Bogu szacunku poprzez postawy zewnętrzne. Orędzia i pouczenia deformujące w wierzących pojęcie Boga nie mogą pochodzić od Niego ani od Jego posłańców.

3. KARYKATURA MATKI BOŻEJ

Karykaturalnie i w sposób znieważający przedstawiony jest w Oławie nie tylko Jezus, ale również i Jego Matka. Cóż bowiem obiecuje Ona kapłanom komunikującym wiernych na stojąco? To, że będą im się palić palce po śmierci. Wizjoner oławski w przekazie nr 12 ostrzega z powagą: „Matka Boża upominała się, że Komunię Świętą należy przyjmować na klęcząco, kapłani, którzy poleceń Matki Bożej nie wykonują, za to po śmierci ich dwa palce będą się palić w ogniu” (15.08.84). Nieco później zacznie panu Domańskiemu wtórować Mały Kamyk (np. 4.07.87) oraz wizjoner z Chotyńca (np. 8.09.90), głosząc podobną naukę o palących się palcach kapłanów. Element strasznej i długiej kary czyśćcowej za udzielanie Komunii św. na stojąco znajduje się również u Katarzyny Szymon (marzec 1982).
Można by powiedzieć, że fałszywi wizjonerzy podobni są do murarzy, którzy układają cegły rękami, a nogami kopią i walą wzniesiony przez siebie mur. Tak się dzieje między innymi w Oławie. Dlaczego? Otóż tamtejsze orędzia z jednej strony zachęcają do modlitwy, przypominają o konieczności odmawiania Różańca i wielu innych potrzebnych modlitw, z drugiej zaś rysują przed wierzącymi taką karykaturę Boga i Maryi, że niszczą zaufanie do tych kochających Istot, uniemożliwiając tym samym głęboki kontakt z Nimi. Deformowanie obrazu Boga, Maryi i świętych przez fałszywe orędzia, w tym i przez oławskie, utrudnia wierzącym wewnętrzne, pełne ufności i zawierzenia rzucenie się w ramiona kochającego Jezusa i Jego Najświętszej Matki.

4. KRYTYKA OJCA ŚWIĘTEGO I KOŚCIOŁA

Chociaż orędzia oławskie wprost tego nie mówią, jednak straszenie karą po śmierci odnosi się również do Ojca Świętego, który komunikuje wiernych na stojąco. Fakt ten wiąże się z jeszcze jedną ważną sprawą. Nieprawdziwe objawienia – w tym niestety i oławskie – nie tylko deformują u wierzących obraz Boga, Maryi i świętych, ale ponadto w subtelny sposób godzą w Ojca Świętego i Kościół. Dzieje się tak pomimo oficjalnego wyrażania poparcia i zachęcania do modlitwy za niego oraz za cały Kościół. Fałszywi wizjonerzy, piętnując np. udzielanie Komunii św. na stojąco wykazują pośrednio, że to co czyni Ojciec Święty – na mocy własnego rozeznania i zgodnie z obowiązującymi przepisami liturgicznymi – jest potępiane przez Jezusa, Jego Matkę, pociąga za sobą odwracanie się Zbawiciela od wiernych i staje się przyczyną palenia się palców po śmierci wielu kapłanów!
Tak więc fałszywi wizjonerzy, również p. Domański, podważają autorytet Jana Pawła II, człowieka tak bardzo zatroskanego o cześć dla Jezusa w Eucharystii, pomimo słownych deklaracji tychże wizjonerów o wierności i miłości do Papieża oraz zapewnień o ich zatroskaniu o Kościół Chrystusowy na ziemi. Jest to jeszcze jeden argument za tym, że przedstawiane przez nich orędzia nie pochodzą od Boga. Kto bowiem bezpośrednio lub pośrednio godzi w Wikariusza Chrystusa, ten nie mówi z natchnienia Bożego, a w żadnym wypadku nie przekazuje autentycznych objawień.

 

DLACZEGO ORĘDZIA OŁAWSKIE SĄ SZKODLIWE?

Szkodliwość tych orędzi polega przede wszystkim na utrwalaniu w ich zwolennikach fałszywego pojęcia Boga: mściwego, obraźliwego, patrzącego głównie na zewnętrzne formy ludzkiego zachowania, np. odwracającego się i odchodzącego od człowieka, jeśli nie klęczy przy Komunii św. Rysowanie takiego obrazu Boga przed zwolennikami fałszywych objawień prowadzi do stopniowego niszczenia w wierzących postawy dziecięcej ufności, na wytworzeniu której tak bardzo zależy Jezusowi oraz Duchowi Świętemu. Św. Paweł przypomina nam, że Duch Święty pragnie wyzwolić nas z niewolniczego lęku wobec Boga i wytworzyć w nas ogromną ufność wobec Niego. Duch Święty skłania nas do tego, abyśmy odrzucili paraliżujący nas strach i zwrócili się do Boga słowami Ojcze, Abba, to znaczy „Tatusiu” (Rz 8,15-16: „Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: Abba, Ojcze! Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi.”)
Fałszywe orędzia, w tym i oławskie, niszczą w wierzących dzieło Ducha Świętego, ponieważ zamiast ufności rodzą strach wobec Boga.
Inną szkodliwą funkcją orędzi oławskich jest odstraszanie ludzi stojących na zewnątrz Kościoła od Boga. Czyż mogą zachęcić kogoś do powrotu do Boga orędzia, które – jak o tym już pisaliśmy – mówią o Chrystusie odchodzącym, odwracającym się od osób nie przyjmujących Komunii św. na klęcząco, o palących się po śmierci palcach kapłanów, którzy udzielają Komunii na stojąco (a więc i Ojcu Świętemu, jeśli kara miałaby dosięgnąć wszystkich bez wyjątku!).
Chciałbym jeszcze raz z naciskiem podkreślić, że przyjmowanie Komunii św. na klęcząco jest rzeczą dobrą i godną polecenia, której nie zamierzam w żaden sposób krytykować. Wręcz przeciwnie, zachęcam wszystkich wierzących do przyjmowania Komunii św. na kolanach, a przede wszystkim z wielką pokorą, miłością i wdzięcznością.
Natomiast nieprawdziwe i ośmieszające wręcz Chrystusa są uzasadnienia, przedstawiane w oławskich orędziach dla ukazania potrzeby klęczenia przy Komunii św. Uzasadnienia te ukazują Jezusa jako istotę obraźliwą, łatwo odwracającą się od człowieka, odchodzącą od niego, zwracającą uwagę głównie na postawy zewnętrzne czy wręcz wychodzącą z konsekrowanych Hostii, gdy ktoś nie klęczy (np. orędzia nr 133, 175 i inne) – dlatego nie mogą pochodzić od Boga.
Przejdźmy teraz do kolejnej sprawy, która wyraźnie wskazuje nam na pochodzenie orędzi z Oławy:

 

OBJAWIENIA OŁAWSKIE NIE SĄ PRAWDZIWE, POPIERAŁY BOWIEM FAŁSZYWEGO PROROKA: MAŁEGO KAMYKA


Oprócz malowania przed wiernymi zamiast Boga prawdziwego – Jego groteskowej karykatury, można podać jeszcze inny powód fałszywości objawień oławskich. Jest nim popieranie przez orędzia z Oławy fałszywych wizjonerów, robienie im reklamy, zachęcanie do słuchania ich. Przez to orędzia zwodziły wierzących. Zanalizujmy szczegółowo orędzia z Oławy, w których pan Domański lansuje jednego z najbardziej niebezpiecznych wizjonerów-zwodzicieli naszych czasów, jakim jest Mały Kamyk z Nowra w Australii.

 
KIM JEST LANSOWANY PRZEZ 4 LATA W OŁAWIE MAŁY KAMYK?
Nie da się w kilku zdaniach zawrzeć i wyczerpać tak obszernego tematu, jakim jest postać i treść nauczania Małego Kamyka. Można pokusić się jedynie o krótki szkic.
Tytuły Małego Kamyka.
Głoszone przez fałszywego wizjonera, zwanego Małym Kamykiem z Nowra, orędzia oraz tytuły w nich zawarte ujawniają „zachwyt nieba” nad jego postacią.      Oto kilka z nich: Książę Apostołów Ostatnich Czasów, Mały Kamyk Miłości, Słodki Mały Kamyk miłości, Mały Kwiatuszek, Mała Skała Miłości, Nasza słodka skała (19.03.89), Anioł Światłości dla świata (7.10.88; 4.02.89), ostatni Prorok dla świętej Matki Kościoła w tych ostatnich dniach (7.10.88), o którym mówił Jezus Chrystus i Prorocy Starego Testamentu (1.01.89), kotwica jedności (26.08.89), Mały Kamyk Bożej Miłości pochodzącej od Boskiego Syna (18.05.90), światło dla Kościoła na ziemi i dla świata (13.10.91), Siła dla Mego Kościoła, Światło serca Bożego dla dzieci świata… (17.10.91), prorok końca czasów (31.12.91) itd… itd…
Najwyższy chyba zachwyt niebios nad Małym Kamykiem i jego misją ujawnia się w orędziu z 1.10.87, danym rzekomo przed obrazem Matki Bożej na Jasnej Górze, w obecności p. Domańskiego. Sam wizjoner tak je relacjonuje: „…Matka Boska powiedziała, jak jest uszczęśliwiona, żeśmy tu przybyli…” Dodała, „że moje przybycie do Polski przyniesie wiele łask temu krajowi, doda odwagi narodowi polskiemu i dopomoże mu w przyszłości, ponieważ jak powiedziała Matka Boska… dzięki Polsce Kościół odniesie zwycięstwo, a zwłaszcza dzięki Sanktuarium w Częstochowie, jak również Objawieniom w Oławie. Matka Boska powiedziała, że te dwa Sanktuaria uratują Polskę i będą światłem dla Kościoła… powiedziała również, że pewnego dnia powrócę do Polski, ponieważ Matka Boska życzy sobie, abym umieścił Koronę na Głowie Matki Boskiej, koronując ją na Królową Polski, co ma nastąpić w Częstochowie, bowiem to Sanktuarium zostanie ocalone.” „…ukazała mi blizny na Swym Obliczu… powiedziała też, że pewnego dnia ja, Mały Kamyk, uleczę te blizny, ale nie powiedziała jak. …powiedziała, jak bardzo mnie kocha i zdumiała mnie, kiedy dodała, że jest dla Niej wielkim zaszczytem, że ja przybyłem do tego Narodu i dodała, że ten naród zrozumie kiedyś, jak wielki zaszczyt go spotkał, że przyszły Wikariusz Chrystusa [czyli Mały Kamyk] też przybył do Częstochowy. …ogromnie kocha Domańskiego i dodała, że my obaj jesteśmy przez nią wyróżnieni i że Ona obudzi w naszych sercach nadzwyczajną miłość…”
Rola Małego Kamyka…
Jaką rolę miałby odegrać Mały Kamyk, skoro całe niebo – także w Oławie do 25 maja 1989 – roku rozpływało się w zachwytach? Przede wszystkim ma być przyszłym papieżem, Piotrem II, który uratuje cały Kościół. Zanim się to stanie ma zjednoczyć wszystkich wizjonerów świata. Nie są to jednak jedyne zadania. W międzyczasie bowiem niebo nakazało Małemu Kamykowi, żonatemu ojcu czworga dzieci, zawierać małżeństwa mistyczne. Jedno z nich, z 17-letnią Bettiną – dalekie od „mistycznego” związku – doprowadziło do ostatecznego rozpadu jego małżeństwa i założenia nowej rodziny. Wszystko to stało się w imię rzekomej wielkiej misji, której wielu nie potrafi zrozumieć, a dla której Bóg gotów był rzekomo „zawiesić prawa moralne” w odniesieniu do Małego Kamyka.
Mały Kamyk głosi błędne nauki – Oława to popiera.
Z orędzi fałszywego wizjonera, Małego Kamyka, możemy dowiedzieć się różnych „dziwnych” rzeczy, które z pewnością nie pochodzą od Boga Prawdy ani od Jego posłańców. Oto kilka „ciekawostek” bardzo podejrzanych z punktu widzenia nauki katolickiej:
W orędziu z 13.07.84 Mały Kamyk głosi, że Lucyfer był związany w piekle przez 1000 lat do roku 1940. Wynikałoby z tego, że wcześniej nie mógł kusić ludzi na ziemi. Choć głosi tak dziwaczne rzeczy, zyskuje sobie poparcie Oławy. I tak „Maryja” przekazuje przez pana Domańskiego, przez 4 lata, że autentycznie działa przez Małego Kamyka: „W Polsce oraz w Australii przez Małego Kamyka upominam ciągle cały świat” (2.02.86).
Fałszywy wizjoner z Nowra, Kamyk, twierdzi też błędnie, że św. Józef oraz rodzice Maryi zostali wzięci do nieba z duszą i ciałem. Maryja miała mu powiedzieć: „Moje drogie dziecko, chcę ci ujawnić, tobie i Moim wybranym dziś tu obecnym, cudowną tajemnicę niebieską. Ojcowie Kościoła pisali o tym przez wieki, chodzi o wzięcie do Nieba św. Józefa, Mojego oblubieńca, jak i Mojej matki i Mojego ojca. Oni również są w Niebie z duszą i ciałem…” (13.07.84).
Wygłaszanie podobnych nauk wcale nie przeszkadza Oławie w wielokrotnym uznawaniu orędzi Małego Kamyka za prawdziwe i konieczne do przekazania całemu światu: „Przekaż całemu światu, że ty i Mały Kamyk macie przekazywać orędzia. Ja i Mój Syn wybraliśmy was, aby uratować cały świat. …ty i Mały Kamyk musicie nadal jeździć do różnych krajów, aby ludzie otrzymali łaskę uzdrowienia od Boga…” (orędzie oławskie z 25.03.86, nr 31).
Mały Kamyk twierdzi, że Jezus zmartwychwstały cierpi fizycznie: „Choć Jego Ciało powstało z martwych, On cierpi ciągle fizycznie, jak wy sami cierpicie, drogie dzieci, kiedy jesteście chore…” (6.09.86). Pomimo głoszenia przez Małego Kamyka takiej błędnej nauki, orędzia oławskie uznają jego posłannictwo za wyjątkowe, pan Domański nadal otrzymuje bowiem zapewnienia z nieba: „Ty, Moje dziecko i Kamyk, macie największą misję” (16.07.87, nr 47).
Z orędzi Małego Kamyka dowiadujemy się m. in. że „w Kościele jest 6.666 kapłanów, którzy są Judaszami…” (27.06.87). Wizjoner ten posuwa się również do stwierdzenia, że ruch charyzmatyczny – tyle razy popierany przez Jana Pawła II – nie jest prawdziwy: „…Ruch Charyzmatyczny nie jest od Boga. Diabeł, Lucyfer przyniósł to do naszych dzieci w przebraniu Anioła Światłości, by wiele naszych dzieci wtrącić w ciemność” (25.01.85). W innym orędziu Mały Kamyk przekazuje, że ruch „charyzmatyczny wywołuje wiele zamieszania, dlatego że ma poparcie wielu biskupów i kapłanów. Stąd też wydaje się, że jest prawdziwy. Ale na nieszczęście nie jest prawdziwy” (28.05.87).
Ani podawanie precyzyjnej ilości kapłanów-Judaszów, ani negatywna ocena ruchu charyzmatycznego – jakże różna od pozytywnej oceny dokonanej przez Ojca Świętego – nie rodzi wątpliwości w wizjonerze z Oławy. W swoim orędziu p. Domański w 1987 roku zapewnia o bliskim uznaniu przez Kościół: „Wkrótce objawienia Matki Bożej w Oławie i Australii będą zatwierdzone.” (1.10.87)
Kontakty wizjonera z Oławy z Małym Kamykiem.
Obaj wizjonerzy, Domański i Mały Kamyk, nie tylko się wzajemnie popierali swoimi orędziami, lecz ponadto spotykali się i wspólnie podróżowali. Mały Kamyk tak ocenia jedną ze swoich podróży do Polski (od 30.09 do 2.10.1987): „W ciągu dwu i pół dnia pobytu w Polsce mogłem spotkać się z Domańskim z Oławy i bardzo krótko z Biernackim. Wszyscy ci wizjonerzy z Polski zjednoczyli się teraz ze mną włącznie ze Slipkiem, wizjonerką ze Szczecina i innymi prywatnymi wizjonerami” (2.10.87).
Za przyjazne wypowiedzi i uznanie misji Małego Kamyka przez orędzia oławskie, odwzajemnia się on wobec pana Domańskiego swoim wsparciem. I tak np. w orędziu Małego Kamyka z 13.12.86 czytamy: „Wybrałam już kilku wielkich proroków w Polsce, Moich umiłowanych synów Domańskiego i Biernackiego.” Dalej orędzie to wyjaśnia: «Siedmioro moich dzieci będzie mieć w nadchodzącym roku pierwszeństwo, jeśli chodzi o wyciągnięcie po jednym mieczu z Mojego Niepokalanego Serca. Ty, mój synu, będziesz jednym z nich… Inny miecz będzie dany… Domańskiemu i Biernackiemu w Polsce.»
Po 4 latach Oława uznaje orędzia Kamyka za szatańskie…
Trwające przez 4 lata poparcie udzielane przez Oławę fałszywemu wizjonerowi z Australii – a tym samym pociąganie innych do pójścia za nim i słuchania go – nagle się załamało. Pan Domański uświadomił sobie widocznie wyraźnie, że głównym posłannictwem Małego Kamyka jest „papiestwo”, tzn. że uważa się on za przyszłego papieża Piotra II, który – po śmierci Jana Pawła II – ocali Kościół.
To odkrycie pana Domańskiego znalazło swoje odbicie w orędziu oławskim z 25.05.1989, w którym Maryja miała pouczyć: „Mój synu, przekaż, że Mały Kamyk miał ci przekazać o nieprawdziwości objawień w Nowra od 1987 roku, kiedy ogłosił, że on będzie papieżem, to nie są przekazy od Mego Syna i ode Mnie. To były przekazy od złego ducha. Jego misja była tylko wyłącznie o Zakonie Świętego Szarbela. Kiedy przyjechałeś do Toronto otrzymałeś przekazy od Mego Syna i ode Mnie, że Małego Kamyka przekazy są nieprawdziwe od kiedy ogłosił, że będzie papieżem. Mój synu, módlcie się za niego, bo on potrzebuje dużo modlitwy (…) Wiele zakłóceń powstało w Kościele z tego powodu, że się powołał, że będzie papieżem. Kościół musi ogłosić o nieprawdziwości objawień w Australii.” Orędzie oławskie nr 72 z 8.06.89 jeszcze raz zdecydowanie potwierdza szatańskie pochodzenie tych przekazów Kamyka, w których zapowiada on, że będzie papieżem: „Mój synu kiedy jeździłeś z Małym Kamykiem miałeś przekazane w orędziach o nim. On jest Moim dzieckiem i przekaż, aby ogłosił o nieprawdziwości, że będzie papieżem. Bo te myśli jemu podsunął zły duch.”
Oława… rehabilituje Małego Kamyka.
Po tych dwóch orędziach, „niebo” zniżające się w Oławie musiało się zorientować, że „przesadziło” nieco uznając wszystkie orędzia Małego Kamyka od 1987 roku za nieprawdziwe i szatańskie. Z pewnością była w tym przesada, bo przecież również w roku 1987 aż do 25.05.89 w Oławie nie szczędzono pochwał pod adresem Małego Kamyka, potwierdzając nieustannie prawdziwość jego misji, orędzi i wizji, zachęcając do podążania za jego nauczaniem! To ciągłe popieranie Kamyka przez różne postacie „zstępujące z nieba” do Oławy widać wyraźnie w orędziach np. z 6.06.87; 16.07.87; 1.10.87; 7.10.87; 16.11.87; 8.12.87; 2.01.88; 2.02.88; 8.06.88; 10.06.88; 1.01.89; 16.04.89; 22.04.89. Tak więc przekaz nr 73 z 16.07.89 pana Domańskiego świadczy, że niebo w Oławie jakby „ocknęło się” i spostrzegło nieostrożność wyrażoną w słowach „o nieprawdziwości objawień w Nowra od 1987 roku”. Zaczęło więc rehabilitować Małego Kamyka, stwierdzając, że jednak tak źle nie było, gdyż niektóre jego przekazy po 1987 roku nadal były prawdziwe! Wizjoner z Oławy tak bowiem pisze: „Pytałem Matkę Bożą o sprawę Małego Kamyka, bo w 71 orędziu Matki Bożej w Oławie było podane, że od 1987 r., kiedy ogłosił, że będzie papieżem, stracił łaski. Matka Boża powiedziała, że on (Mały Kamyk) ma nadal przekazy, ale gdyby nadal dowodził o swoim papiestwie, to przekazy, w których to czynił będzie, nie są od Mego Syna ani ode Mnie. Matko Boża, przepraszam Pana Jezusa i Ciebie za to, że tak podałem w 71 orędziu o Kamyku. Matka Boża powiedziała: Dobrze, Mój synu, że zwróciłeś się z tym do Mnie. Módl się za Małego Kamyka i za to miejsce objawień w Nowrze, bo na tym miejscu ma powstać wielka świątynia…” (16.07.89).

 
WĄTPLIWOŚCI CO DO POCHODZENIA PRZEKAZÓW W OŁAWIE OD BOGA
Trzy powyższe orędzia rodzą poważne wątpliwości, co do pochodzenia przekazów oławskich od Boga. Oto one:

1. Dlaczego niebo nie ostrzegło wcześniej wizjonera oławskiego przed Małym Kamykiem?
Dlaczego w orędziach oławskich między 1987 a 1989 rokiem – a więc przez 2,5 roku – niebo nie ostrzegało, że szatan od dawna zwodził Małego Kamyka podsuwając mu myśli, że będzie papieżem? Przeciwnie, wszyscy posłańcy niebiescy „schodzący do Oławy” ustawicznie zapewniali przez Domańskiego o prawdziwości misji i orędzi Małego Kamyka (np. nr 53, 54 z 1988 roku), co następnie zostało odwołane, a potem znowu ponownie częściowo potwierdzone.
Co więcej, pan Domański spotykał się jeszcze w 1988 i 1989 roku z Małym Kamykiem. „Niebo” jednak nie tylko nic nie powiedziało o nieprawdziwości orędzi Małego Kamyka, ale wyrażało swoje zadowolenie, potwierdzając niezmiennie autentyczność misji australijskiego wizjonera oraz innego fałszerza, zwanego Trumpeterem. Świadczy o tym orędzie oławskie nr 53 z 2.01.88. Podana jest w nim następująca, wyraźnie przychylna ocena „niebios” dotycząca spotkania się trzech fałszywych wizjonerów (Kamyka, Trumpetera i Domańskiego): „To spotkanie z Małym Kamykiem i Trumpeterem oraz z tobą w Oławie jeszcze bardziej was złączyło. W misji Kamyka i Trumpetera w Polsce, a szczególnie na Jasnej Górze przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, otrzymali oni wiele łask i jeszcze bardziej w swoim kraju przez to zostali wzmocnieni.”
Zaskakujące w orędziu oławskim nr 71 jest też to, że „niebo”, zamiast wytłumaczyć się inteligentnie ze swego dwuletniego oszukiwania pana Domańskiego i pielgrzymów udających się do Oławy co do Małego Kamyka, na tego ostatniego zrzuca odpowiedzialność: on sam miał się przyznać do swego oszustwa! I tak we wspomnianym orędziu „Maryja” mówi do pana Domańskiego: „Mój synu, przekaż, że Mały Kamyk miał ci przekazać o nieprawdziwości objawień w Nowra (czyli w miejscu działalności Małego Kamyka) od 1987 roku, kiedy ogłosił, że on będzie papieżem, to nie są przekazy od Mego Syna i ode Mnie. To były przekazy od złego ducha.”
Z orędzia wynika, że Mały Kamyk miał się przyznać panu Domańskiemu do swoich oszustw i szatańskich objawień, lecz tego nie zrobił. Ponieważ tego nie uczynił, dlatego nie tylko pan Domański był w błędzie sądząc, że wizjoner z Australii to ktoś wyjątkowy, ale i niebo trwało w niewiedzy, wznosząc aż do 25.05.89 w Oławie peany na cześć fałszywego proroka z Nowra. Ponieważ Mały Kamyk nie przyznał się do swoich oszustw, więc – można się domyślić – on ponosi odpowiedzialność za to, że jeszcze przez 2,5 roku był reklamowany w Oławie przez „niebo” jako wizjoner przekazujący autentyczne objawienia, co niewątpliwie wprowadziło w błąd wielu pielgrzymów udających się w dobrej woli do miejsca tych rzekomych objawień.

2. Kto był autorem oławskiego orędzia nr 71: Niebo czy pan Domański?
Zadziwiające jest przepraszanie Maryi przez pana Domańskiego za „nieścisłości” z orędzia nr 71: „Matko Boża, przepraszam Pana Jezusa i Ciebie za to, że tak podałem w 71 orędziu o Kamyku” (16.07.89). Powstaje w związku z tym pytanie: orędzia oławskie pochodzą od Boga czy od pana Domańskiego, skoro stwierdza on: „tak podałem w 71 orędziu o Kamyku”?
Wydaje się, że niejasne orędzia oławskie nr 71, 72, i 73 mówiące raz o nieautentyczności, a potem o częściowej prawdziwości orędzi Małego Kamyka, są próbą ratowania przez oławskiego wizjonera bardzo niezręcznej sytuacji: przez ponad 2 lata (a właściwie przez cztery!), posłańcy „z nieba” reklamowali fałszywego australijskiego wizjonera! Jakże więc mogli przychodzić z nieba, skoro odznaczali się taką ignorancją?

3. Czyżby niebo nie znało treści orędzi Małego Kamyka sprzed 1987 roku?
Kolejna sprawa, która podważa autentyczność orędzi oławskich to fakt, iż „niebo” mylnie rozpoznało, że Mały Kamyk dopiero od 1987 roku zaczął ujawniać swoją misję przyszłego papieża Piotra II. W rzeczywistości czynił to w swoich orędziach znacznie wcześniej.
Otóż „Maryja” ostrzegła 25.05.89 w Oławie pana Domańskiego, że Mały Kamyk ma nieprawdziwe orędzia „od 1987 roku, kiedy ogłosił, że on będzie papieżem…”. Uważna lektura orędzi samego Małego Kamyka wskazuje jednak, że znacznie wcześniej – bo od 1984 roku – niedwuznacznie, konsekwentnie i regularnie „niebo” sygnalizowało mu tę rzekomą przyszłą funkcję! Mały Kamyk, od pierwszych publicznych orędzi, konsekwentnie zmierzał do zaplanowanego celu, znajdującego wyraźne odbicie w większości jego orędzi od 1984 roku: przekonać swych zwolenników, że on ma stanąć na czele wszystkich wizjonerów, a następnie prowadzić lud Boży jako Papież Piotr II, bowiem jedynie on zdolny jest przeprowadzić Kościół przez „najciemniejsze godziny” jego historii (np. orędzia z Nowra z 18.05.84; 2.11.84; 13.11.84; 13.05.85; 29.09.85; 24.05.86; 5.07.86; 6.09.86; 4.10.86; 1.11.86; 25.11.86; 6.12.86).
Dlaczego więc Maryja nie zauważyła tego ani przed 1987, ani przed 1989 rokiem? Co więcej, dlaczego nie pamiętała „własnych słów”, np. z 13.05.85, które „osobiście” skierowała do Małego Kamyka: „…wielki i święty Wikariusz będzie w ukryciu: Papież Piotr II, kiedy antypapież będzie królował na stolicy Piotrowej. Ten Papież Piotr II będzie ostatnim Papieżem całej historii i poprowadzi Kościół w ten ciemny okres, w czas ciemności, w ostatnich chwilach historii ludzkości. Ta historia wkrótce rozegra się na waszych oczach, więc patrzcie i uważajcie, módlcie się i czyńcie pokutę, wtedy Duch Święty was oświeci. Módlcie się też za przyszłego papieża, drogie dzieci, ponieważ on potrzebuje waszych modlitw. On nie jest w tym czasie kapłanem. To ojciec zwykłej rodziny, a jednak zna misję, jaka jest mu powierzona i zna ją również nasz Wikariusz Jan Paweł II…”. Kogo miała „Maryja” na myśli – mówiąc powyższe słowa – jeśli nie Małego Kamyka?
Zdecydowane przeciwstawienie się Małemu Kamykowi w Oławie dopiero 25 maja 1989 i zastosowana w orędziach oławskich argumentacja stanowi dowód, że orędzia te nie mogą pochodzić z nieba, a sam pan Domański nie zdawał sobie sprawy, co właściwie głosi australijski fałszywy wizjoner. Uświadomienie sobie, tuż po ich wspólnej podróży – która miała miejsce w kwietniu 1989 – faktu, że Mały Kamyk z Australii chce być następcą Jana Pawła II, doprowadziło Domańskiego do – widocznej w orędziach – paniki. Stąd w Oławie najpierw odcięcie się od Małego Kamyka (orędzia nr 71, 72), a potem zawiłe tłumaczenia, które z jego orędzi są nadal prawdziwe (te, w których nie mówi o swoim papiestwie; nr 73). Następnie pojawiła się jeszcze próba zrzucenia odpowiedzialności na tych, którzy przepisują orędzia Małego Kamyka i dopisują do nich własne nieprawdziwe zdania (orędzie nr 74), by wreszcie, po latach, ostatecznie podzielić historię Małego Kamyka na okres kiedy miał przekazy i czas obecny, kiedy już ich nie ma (nr 123).

 

SPÓŹNIONE ODCIĘCIE SIĘ OŁAWY OD ORĘDZI MAŁEGO KAMYKA
Chociaż – jak już zaznaczyliśmy – po 25 maja 1989 roku pojawiały się jeszcze w orędziach oławskich próby rehabilitowania Małego Kamyka, jednak od tego czasu kończy się robienie reklamy temu fałszywemu prorokowi z Nowra. W przekazach oławskich z roku 1990 panuje milczenie co do jego osoby. W 1991 pojawia się wezwanie do modlitwy za niego, sektą są nazwani ci, którzy modlą się o nowego papieża, a pan Domański otrzymuje pochwały od „Maryi” za to, że odłączył się ostatecznie od zwolenników Małego Kamyka: „Mój synu, dobrze, że jesteś odłączony od tej grupy, że z tą grupą nie masz żadnej łączności, bo ciebie prowadzi Jezus Chrystus i Jezus Chrystus chce, aby służyć Kościołowi Świętemu, bo w każdym kościele w tabernakulum jest Jezus Chrystus i Ja, Matka Boża.” (nr 102 z 24.03.91).
Jeszcze w 1992 Oława uznaje, że Mały Kamyk przez jakiś czas miał prawdziwe objawienia.
Wizjoner oławski nie wyzwolił się jednak całkowicie z problemów związanych z Małym Kamykiem, któremu sam zrobił w Polsce doskonałą reklamę. O tych kłopotach może świadczyć orędzie nr 123 (z 16.07.92): „Mój synu, tu (do Oławy) przychodzi jedna niewiasta i powoduje zakłócenia, bo rozdaje orędzia Kamyka, z okresu, kiedy miał przekazy, ale teraz on nie ma przekazów, a oni rozdają to wiernym, jakby miał je nadal. Przekaż, aby ta niewiasta upokorzyła się. Ona jest w podeszłym wieku i chodzi z laską. Ona zakłóca spokój. Mój synu, dzisiaj powiedziała jej jedna osoba, aby ona tych orędzi nie rozdawała, tych wstecznych, bo on wtedy miał przekazy, ale teraz już ich nie ma.”. Dziwny – jak na pouczenie posłańca z nieba – jest brak logiki w słowach orędzia, niemniej postawa pana Domańskiego wobec Małego Kamyka jest jednoznaczna: teraz nie ma przekazów, natomiast w przeszłości je otrzymywał. Tymi słowami „niebo” znowu przyznaje, że Mały Kamyk w przeszłości otrzymywał prawdziwe objawienia.

 
WNIOSKI
Popieranie Małego Kamyka przez Oławę odbiera całą wiarygodność tamtejszym orędziom. Trudno sobie wyobrazić, aby ktoś z nieba przychodził do pana Domańskiego po to tylko, by robić reklamę fałszywemu wizjonerowi – Małemu Kamykowi i tym samym zwodzić ludzi.
Wspieranie przez Oławę fałszywych wizjonerów, takich jak Mały Kamyk, Trumpeter, Biernacki i innych, świadczy, że orędzia oławskie nie mogą pochodzić od nieomylnego Boga. Jeśli bowiem Bóg lub posłani przez niego święci faktycznie komuś się objawiają, to czynią to w celu odnowienia duchowego, rozbudzenia miłości, przypomnienia jakiejś zapomnianej przez ludzi prawdy, objawionej już wcześniej w Piśmie św. itp. Bóg nie objawia się ani też nie posyła kogoś z nieba dla robienia reklamy fałszerzom, którzy zwodzą ludzi, rozszerzają nauki niezgodne z autentycznym Objawieniem i nauczaniem Kościoła.
Jezus powiedział: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.” (Mt 5,37). Według tych słów wszystkie kłamstwa i krętactwa pochodzą od Złego, czyli od szatana. Czy w orędziach oławskich „tak” zawsze znaczy „tak”, a „nie” – zawsze „nie”? To, co było mówione w Oławie prawie przez 4 lata na temat Małego Kamyka – a nawet jeszcze w orędziu nr 123 z 16.07.92 – nie było prawdą, a więc nie pochodziło od Boga.
Orędzia oławskie ośmieszają Jezusa, Maryję i innych świętych, którzy tam się rzekomo ukazują, aby nas pouczać. Jakże bowiem ktoś przychodzący z nieba raz może mówić – i to przez długi okres czasu – że Mały Kamyk ma prawdziwe objawienia oraz wyjątkową misję do spełnienia, potem temu zaprzeczać, następnie znowu częściowo to odwoływać? Postacie rzekomo zstępujące z nieba do Oławy nie realizują słów Chrystusa: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie.” Skoro w orędziach oławskich „tak” nie znaczy „tak”, zaś „nie” – nie znaczy „nie”, więc nie pochodzą one od Boga ani od Jego posłańców.

(ks. Michał Kaszowski)

Garabandal – zapowiedź zniszczenia Fatimy

Garabandal – artykuł Adama Branickiego

I ujrzałem Niewiastę siedzącą na Bestii szkarłatnej, pełnej imion bluźnierczych, maj ącej siedem głów i dziesięć rogów. A Niewiasta była odziana w purpurę i szkarłat, cała zdobna w złoto, drogi kamień i perły, miała w swej ręce złoty puchar pełen obrzydliwości i brudów swego nierządu. A na jej czole wypisane imię – tajemnica.
(Ap, 17, 3-5)

Negatywne stanowisko Kościoła nt. Garabandal

Magisterium Kościoła uznaje z założenia możliwość objawień prywatnych pochodzących od Boga, tym niemniej uznawanie bądź nieuznawanie objawień prywatnych za autentyczne w żaden sposób nie wpływa na prawdziwość naszej Wiary. Ta fundamentalna zasada, będąca od zawsze elementem nauczania Kościoła katolickiego, pozwoli nam już na wstępie nabrać pewnego dystansu do wszystkich objawień prywatnych, a już szczególnie do tych, które nie uzyskały aprobaty Kościoła. Do tego rodzaju zjawień należą przede wszystkim ciągnące się od przeszło 15 lat „objawienia” tzw. Gospy z Medjugorie, o których poprzedni biskup Mostaru Pavao Zanić wyraził się w następujący sposób: Błogosławiona Dziewica nie ukazuje się w Medjugorie, objawienia są błędem, franciszkanie pozostają w kłamstwie. Wszystkie te osoby powinny teraz powiedzieć: «Oczywiście, wymyśliliśmy to wszystko».

Przesłanie z Medjugorie zawiera błędy doktrynalne i z tego chociażby powodu nie może pochodzić od Boga. Jednakże pomijając już nieprawowierność przekazu, wypadki medjugorskie zdają się posiadać jeszcze inny, o tyle charakterystyczny, co niepokojący rys: zdają się swoją niezwykłością, długim czasem trwania, nagłośnieniem przez ogólnoświatowe środki masowego przekazu stopniowo ograniczać, a nawet wypierać skierowane do całego świata przesłanie Najświętszej Maryi Panny z Fatimy. Warto przy tym zwrócić uwagę, że w historii objawień maryjnych naszego wieku były już wypadki, które pretendowały do uzupełnienia, spełnienia, a nawet reduplikacji Fatimy. Mowa tutaj o tzw. objawieniach Matki Bożej w Garabandal.

Garabandal

Garabandal jest małą, liczącą niespełna 300 mieszkańców wioską, malowniczo położoną w prowincji Santander, w hiszpańskich Pirenejach. W niemalże doskonale zamkniętym, czteroletnim cyklu od niedzieli 18 czerwca 1961 r. do 18 czerwca 1965 r. miały tam miejsce wydarzenia, które jak do tej pory doczekały się jednoznacznie negatywnego stanowiska następujących po sobie biskupów diecezjalnych, popartego przez św. Oficjum, a później przez Kongregację Doktryny Wiary. Zjawiska, o których mowa, określane są najczęściej jako objawienia Matki Bożej z góry Karmel i św. Michała Archanioła?, a stały się udziałem czterech dziewczynek-wizjonerek w wieku od 11 do 12 lat: Conchity Gonzalez, Marii Dolores (Marii-Loli) Mazon, Hiacynty Gonzalez oraz Marii Cruz Gonzalez.

Stanowisko władz kościelnych w sprawie wypadków garabandalskich sprowadzało się od początku, tak jak w przypadku Medjugorie, do stwierdzenia, że wszystkie fakty, jakie się wydarzyły we wspomnianej miejscowości, dają się wyjaśnić w sposób naturalny. Na przestrzeni siedmiu lat, od 17 sierpnia 1961 r. do 8 maja 1967 r. ordynariat santanderski wydał na ten temat pięć not informacyjnych, z których każda podważała nadprzyrodzony charakter wydarzeń. Stanowisko to uzyskało poparcie kardynała Ottavianiego, pro-prefekta Kongregacji św. Oficjum, który oficjalnie uznał wyniki prac ordynariatu santanderskiego za w pełni satysfakcjonujące, a co za tym idzie, nie znalazł powodów dla bezpośredniej interwencji św. Oficjum. Oto treść listu kardynała Ottavianiego adresowanego do ówczesnego ordynariusza Santanderu, biskupa Vincente Puchol Montis:

Ekscelencjo,
Listem z ubiegłego października przesłał Ekscelencja tejże Kongregacji dokumenty zebrane przez Komisję Diecezjalną oraz normy wydane przez Ekscelencję na temat „Objawień”, jakie rzekomo miały miejsce w Garabandal.
Ta św. Kongregacja zbadała starannie i uważnie całą dokumentację, łącznie z nadesłaną z innych miejscowości, i doszła ostatecznie do wniosku, iż sprawa sama została już dokładnie zbadana i załatwiona przez Ekscelencję. W rezultacie nie ma powodu, aby św. Kongregacja sama interweniowała.
Dziękuję Ekscelencji za staranność i roztropność, jakiej dał dowód w załatwieniu rzeczonej sprawy. Cieszę się, iż mogę przy okazji wyrazić Ekscelencji własny szacunek i osobiste oddanie.

(-) A. Kard. Ottaviani
pro-prefekt
Rzym, dnia 7 marca 1967.

W grudniu 1977 roku nowy biskup Santanderu Juan Antonio del Val potwierdził decyzje swoich poprzedników, a w roku 1985 ustanowił komisję dla ponownego kanonicznego zbadania wypadków garabandalskich. Badanie zakończyło się sporządzeniem oficjalnej dokumentacji, która została wysłana do Rzymu pod koniec listopada 1991 r. Konkluzja komisji była zgodna z wcześniejszymi orzeczeniami. Następca biskupa del Val, bp José Vilaplaua po objęciu diecezji santanderskiej 29 września 1991 r. zwrócił się do Kongregacji Doktryny Wiary z prośbą o stanowisko w sprawie „objawień” w Garabandal. 28 listopada 1992 r. otrzymał odpowiedź, w której Kongregacja podziela stanowisko św. Oficjum z lat sześćdziesiątych, tj. uznaje wszystkie poprzednie orzeczenia oraz wyniki pracy komisji za satysfakcjonujące, a co za tym idzie, nie znajduje powodów do bezpośredniego zajmowania głosu w tej sprawie.

Bp José Vilaplaua w liście z 11 października 1996 przypomniał wszystkie dotychczasowe orzeczenia w sprawie wypadków garabandalskich, a swoje stanowisko, tym razem ostateczne, zawarł w krótkim potwierdzeniu poprzednich decyzji: „Podzielam i akceptuję decyzje moich poprzedników oraz stanowisko Stolicy Apostolskiej. Co do celebracji Eucharystycznych w Garabandal podtrzymuję decyzje moich poprzedników i zarządzam, aby Msze były odprawiane tylko w kościele parafialnym, przy czym niedopuszczalne są odniesienia do domniemanych objawień „.

Zjawiska garabandalskie zostały poddane wnikliwej analizie teologicznej m.in. przez zmarłego niedawno ks. Józefa Warszawskiego, polskiego jezuitę, który jesienią 1965 roku, tuż po ustaniu cyklu zjawisk, udał się do Garabandal, wszechstronnie zbadał „objawienia”, a wyniki swojej pracy zawarł w książce pt. Garabandal ? objawienie Boże czy mamienie szatańskie (Rzym, 1970, nakładem Autora). Ponieważ wyniki analiz ks. Warszawskiego są u nas mało znane, postanowiliśmy przybliżyć je naszym Czytelnikom, tym bardziej, że charakter, atrybuty, a przede wszystkim cel wypadków garabandalskich do złudzenia przypomina dzisiejsze „objawienia” w Medjugorie. Drugim powodem, dla którego wracamy do Garabandalu, jest metodologia przyjęta przez ks. Warszawskiego w badaniu omawianych zjawisk w naszym przekonaniu jest ona wzorem prawidłowej, katolickiej analizy wszystkich wypadków pretendujących do rangi Bożych objawień.

Garabandalskie „mensaje”

Zjawienia garabandalskie rozpoczęły się 18 czerwca 1961 roku o godz. 1930. Wtedy to najpierw Conchicie, a potem wszystkim czterem dziewczynkom-wizjonerkom ukazał się „anioł”, jakkolwiek bez żadnej komunikacji słownej. Trzy dni później nastąpiła powtórna wizja „anioła”. Z polecenia miejscowego proboszcza dziewczynki zapytały: „Kim jesteś i po co przychodzisz”, lecz nie uzyskały żadnej odpowiedzi. Zanim „anioł” przemówił, ukazał się dziewczynkom jeszcze dwa razy, przy czym pod jego postacią figurował niezrozumiały dla wizjonerek podpis z liter i rzymskich cyfr. Dopiero 1 lipca „anioł” zaczął mówić przedstawił się jako „św. Michał” i zapowiedział nadejście „Dziewicy” „z góry Karmel”. Następnego dnia, w niedzielę o godz. 18:00 pojawiła się po raz pierwszy 'Dziewica”, w towarzystwie dwóch aniołów  bliźniaków   „św. Michałów”. W trójkącie na świetlistym czerwonym tle patrzące oko i podpis z liter wschodnich.

Od tej pory zjawiała się dziewczynkom z różną częstotliwością, a towarzyszyły temu nadzwyczajne wydarzenia opisane w dalszej części artykułu. Dopiero 18 października 1961 roku nastąpił pierwszy przekaz tzw. mensaje garabandalskiej Dziewicy: Macie składać wiele ofiar! Macie czynić wielką pokutę! Macie nawiedzać często Najświętszy Sakrament! Ale przede wszystkim macie być dobrymi! Jeśli tego czynić nie będziecie, nastąpi na was wielkie pokaranie. Kielich się wypełnia! Jeśli się nie odmienicie, kara Boża przypadnie na was!

Na drugie mensaje Dziewica kazała czekać dziewczynkom aż do 19 czerwca 1962 roku: Dziewica przekazała nam przesłanie dla całego świata. Oto ono: Dziewica powiedziała nam, że nie obawiamy się pokarania, gdyż zlekceważyłyśmy jej pierwsze przesłanie żyjąc tak, jakby go nie było. Teraz nadejdzie kara, gdyż świat się nie poprawił; teraz kiedy Dziewica powtórzyła to przesłanie już drugi raz, myśmy ją zignorowały. Świat jest coraz gorszy i musi się zmienić, lecz nie zmienia się nic a nic.

Dwa dni później następuje trzeci przekaz o bardzo podobnej treści co poprzednio. Dziewica sygnalizuje, że kielich się wypełnia, a kara jest coraz bliżej. Wizja kary powoduje u dziewczynek krzyki przerażenia, a nawrócenia wśród wiernych. 29 czerwca ukazuje się ?anioł? i zapowiada cud, przy czym po jego datę odsyła dziewczynki do Dziewicy. Ta ukazuje się i odsyła wizjonerki do bezosobowego głosu, który wskazuje datę 18 lipca. Tego dnia następuje cud widzialnego „wykomunikowania” Conchity przez anioła.

Następne, a zarazem ostatnie mensaje dla całego świata zapowiada Dziewica samej Conchicie dopiero 1 stycznia 1965 roku. Następuje ono w niedzielę 18 stycznia o godz. 2345 w obecności tłumów. Ku zaskoczeniu wszystkich obecnych przekazicielem tego mensaje jest nie Dziewica, lecz anioł:

Ponieważ moje objawienie z 18 października 1961 r. nie zostało wypełnione i przekazane światu, powiem wam, że to przesłanie jest już ostatnim. Tak jak przedtem kielich się wypełniał, tak teraz się przelewa. Wielu kardynałów, wielu biskupów i księży jest na drodze do potępienia, pociągając za sobą wiele dusz. Coraz to mniejszą i mniejszą cześć oddaje się Eucharystii. Powinniśmy uniknąć gniewu Bożego spełniając dobre uczynki. Jeśli ze szczerym sercem będziecie prosić Boga o przebaczenie, przebaczy wam. Ja, Matka wasza błagam was przez posła mego św. Michała, byście się poprawiali, gdyż jest to już ostatnie ostrzeżenie. Bardzo was kocham i nie chcę waszego potępienia. Proście nas my wam uzyskamy. Powinniście składać wiele ofiar. Rozważajcie mękę Jezusa.

Już po zakończeniu całego zasadniczego cyklu zjawisk Dziewica ukazała się samej Conchicie i wyjaśniła przyczynę, dla której to nie ona sama, lecz anioł ogłosił ostatnie mensaje: Wiesz Conchita dlaczegom nie przyszła osobiście, by tobie zakomunikować objawienie dla całego świata  Zbytnią czułam boleść, by to uczynić.

Dziewica w czasie jednej ze swoich lokucji zapowiedziała zdziałanie cudu, który będzie ostatecznym zwieńczeniem objawień. Datę cudu zna tylko Conchita; Dziewica zabroniła dziewczynce ujawnienia daty, tym niemniej wiadomo, że będzie to wielki znak na niebie, większy niż w Fatimie, a nastąpi w czwartek między 7 a 17 kwietnia o godz. 830. Będzie to dzień świętego Męczennika za Eucharystię. Zapytana przez ks. Warszawskiego czy długo jeszcze będziemy czekać na znak (był to rok 1965), Conchita odpowiedziała: Raczej nie.

Zaskakujące proroctwa

Podczas kilku ekstaz, Conchita Gonzalez otrzymała od garabandalskiej Dziewicy zaskakujące przesłanie, według którego po Janie XXIII pozostaje jeszcze trzech papieży, a potem nadejdzie Koniec Czasów. Czy koniec czasów jest tożsamy z końcem świata   Wizjonerka nie umiała udzielić odpowiedzi na to intrygujące pytanie, lecz zawsze powtarzała, że usłyszała od Dziewicy o końcu czasów, nie o końcu świata. Zwolennicy prawdziwości wypadków garabandalskich podejmują próby wyjaśnienia tego zagadkowego proroctwa. O. Eusebio Garcia de Pesquera, wielki wyznawca objawień z Garabandal pisze między innymi: Skoro trzeci papież po Janie XXIII będzie «ostatnim», jak będzie mógł istnieć Kościół bez Ojca Świętego  Skoro nie będzie papieża, czy Chrystus powróci wtedy na ziemię?.

Jednakże mimo (niezbyt częstych) prób wyjaśnienia, garabandalskie proroctwo dotyczące papieży do dzisiaj pozostaje tym, czym było od początku tajemnicą. Równie zaskakująca jest ocena Soboru Watykańskiego II dokonana przez Dziewicę tuż przed jego uroczystym otwarciem. Oto słowa Conchity, spisane z nagrania magnetofonowego dokonanego podczas ekstazy w dniu 26 września 1962 r. (otwarcie Soboru nastąpiło 11 października): Sobór będzie największy ze wszystkich. Odniesie sukces. Ach, jak dobrze! W ten sposób zostaniesz lepiej poznana i będziesz bardziej zadowolona.

Zaś w sam poranek inauguracji Soboru Dziewica ukazała się Conchicie śmiejąc się. Czy uśmiechała się (?) kontemplując przyszłość Kościoła (?) zastanawia się o. de Pesquera. Być może, lecz jak pogodzić zapowiedź kryzysu kapłaństwa zawartą w ostatnim mensaje z radością wobec ceremonii otwarcia Vaticanum II 

„Nie oprze się tej wizji nikt”

Niezależnie od pozostawionych przez Dziewicę przekazów skierowanych do całego świata, a także tych przeznaczonych tylko dla wizjonerek, podczas zjawisk garabandalskich zanotowano ogromną wręcz liczbę wydarzeń, które swoją katolicką wymową mogą przekonać do prawdziwości objawień nawet największych sceptyków. Wszystkie te cudowne zjawiska zostały potwierdzone przez wiarygodnych świadków, wiele z nich zostało zarejestrowanych, a ich autentyczności nie sposób zakwestionować. Oto tylko niektóre z nich:

  • Chrzest żydówki. Podczas jednej z wizji, mieszkańcy Garabandal postanowili zweryfikować autentyczność ukazującej się Dziewicy. Polecili Marii-Loli, jednej z wizjonerek, wylać na Matkę Boską zawartość naczynia z wodą święconą. Oto relacja jednego z naocznych świadków: Była podczas tego objawienia obecna młoda żydówka. Liczyła ze 20 lat. Nie była w Garabandal po raz pierwszy. Nie była jednakże i katoliczką. Otóż dziwnym zbiegiem okoliczności woda święcona, rzucona przez Mariolę na Matkę Boską, nie opadła prosto na ziemię, tak jak powinna była prawem naturalnym spadać, tylko niezrozumiałym ukosem spadła właśnie na ową, nieochrzczoną jeszcze, żydóweczkę. Uderzyło to wszystkich. Żydóweczka zaś sama wzięła to za znak z góry i po powrocie do domu kazała się ochrzcić w kościele.
  • Ucałowanie puderniczki. Podczas objawień dziewczynki w ekstazie bardzo często dawały Dziewicy różne przedmioty do pocałowania; były to najczęściej różańce, obrazki, krzyżyki i medaliki. Po pocałowaniu ich przez Dziewicę wizjonerki w ekstatycznym transie bezbłędnie zwracały przedmioty ich właścicielom, mimo, iż przedtem nie miały pojęcia od kogo pochodzą. Pewnego razu ktoś chcąc wypróbować zjawę położył na tacy wśród wielu innych przedmiotów damską puderniczkę, spodziewając się zapewne, że Dziewica zgromi wizjonerkę, która poda jej do pocałowania ten przedmiot pustoty i zbytku. Nic takiego nie nastąpiło. Pierwszym przedmiotem, którego Dziewica zażądała do pocałowania była właśnie owa puderniczka. Zapytana przez dziewczynkę dlaczego ucałowała ten przedmiot, ?Dziewica? odpowiedziała: Bo to jest mego Syna. Później okazało się, że w puderniczce przenoszono Najświętszy Sakrament podczas komunistycznej rewolucji w Hiszpanii.
  • Nawrócenie protestanta. Niemiecki protestant, Maksym Foerschler-Entermann nawrócił się po tym, jak jedna z wizjonerek, Hiacynta, w ekstazie wizyjnej podała mu krzyż ucałowany przez Dziewicę. Oto fragment jego relacji: O. Ramon wybierał się właśnie do Loyoli. Ojciec wie: miejsce nawrócenia waszego św. Ignacego. Miał dawać rekolekcje. Chciał, żebym z nim pojechał. Ja zaś sobie myślałem: Co mnie tam. Ja protestant. Tam wszystko dyszy papizmem. (…) Ale potem jakoś mnie tknęło i powiedziałem sobie: Pojadę do Garabandal i poproszę tak sobie w duchu ową Virgen, że jeśli to naprawdę Ona, by mi dała znać, iż chce, żebym pojechał na rekolekcje. I jak sobie powiedziałem, tak i zrobiłem. (…) Było to około pół do czwartej z rana, jak później stwierdziłem. Szła w ekstazie. Weszła w zamilkłe z nagła towarzystwo obecnych gości i jakby nikogo nie widząc w zebranym tłumie, jakby nikogo nie było prócz mnie idzie prosto ku mnie. A przystąpiwszy do mnie (…) podaje mi krzyż do pocałowania. Podaje mnie jednemu! Nikomu innemu nie podała. Co miałem pomy śleć ! (…) Spakowałem manatki i 19-go marca zacząłem rekolekcje.
  • Cudowne uzdrowienie. Hiszpański jezuita, o. Ramon Andreu, wielki przeciwnik objawień, miał wypadek samochodowy w drodze do Garabandal. Po dotarciu na miejsce lekarze stwierdzili złamanie piszczeli, a co najmniej podłużne pęknięcie kości. Tej samej nocy chorego o. Andreu odwiedziła w ekstazie Hiacynta i dała mu krzyż do pocałowania mówiąc: Ojcze (…) Dziewica mi powiedziała, że Ojciec czuje się źle, ale kazała donieść, że wszystko będzie dobrze i że Ojciec odprawi mszę św. Następnego dnia rano lekarze ze zdumieniem stwierdzili, że obrzęk zmalał, a pacjent przestał odczuwać ból. O. Andreu udał się o własnych siłach do miejscowego kościoła, aby odprawić Mszę św.
  • Śmierć ekstatyczna. Brat wspomnianego o. Andreu, a zarazem jego współbrat zakonny Luis Maria był profesorem dogmatyki. W roku 1961 przebywając w Garabanadal był świadkiem jednej z ekstaz. W pewnym momencie zobaczył to samo co dziewczynki, czyli wizję Dziewicy. Następnego dnia jadąc samochodem w towarzystwie czterech innych osób był bardzo spokojny, a zarazem wzruszony widzeniem, które otrzymał poprzedniego dnia. W pewnym momencie zatrzymał się i powtórzył: To jest najszczęśliwszy dzień mego życia, a następnie wedle relacji o. Ramona Andreu: Gospodarz wozu zdawało mu się, że słyszy jakby rzężenie  zapytał zaniepokojony: co Ojcu jest  Kierowca, spojrzawszy bratu w oczy, zawołał: Z Ojcem jest źle! Podwieźli go do miejscowej kliniki. Tu już tylko stwierdzono śmierć.
  • Lewitacje. Podczas wizji dziewczynki wielokrotnie stawały się przedmiotem zjawisk, które przekraczały prawa natury. Jest wielu świadków, którzy relacjonują, jak Conchita unosiła się nad ziemią; wypadki te zostały zresztą zarejestrowane na zdjęciach i ta śmach video. Podczas jednej z lewitacji trzeźwy świadek tych wydarzeń próbował ruszyć z miejsca unoszącą się nad ziemią dziewczynkę: bezskutecznie. Jego konkluzja brzmiała: Tego ta mała nie robi.

Kryterium oceny zjawisk

Kościół katolicki, analizując jakiekolwiek objawienia, stosował zawsze procedurę stopniowej eliminacji. Szukając przyczyny sprawczej danego zjawiska, kolejno wyłączał wszystkie możliwe hipotezy aż do momentu, kiedy pozostała ta jedyna możliwa do przyjęcia. Zgodnie ze wspomnianą procedurą, ks. Warszawski rozpoczął swoją analizę od rozpatrzenia możliwości naturalnego pochodzenia wypadków. Po wysłuchaniu opinii lekarzy wielu specjalności zaangażowanych w badanie zjawisk garabandalskich stwierdził, że nie sposób sprowadzać zjawisk wizyjnych, które tam się dokonywały, do ewentualnego podłoża psychopatologicznego i chorobliwego dziewczynek; niemożliwa do przyjęcia jest również hipoteza o autosugestii dzieci czy też zbiorowej sugestii mas. Lekarze stwierdzili między innymi, (…) że absolutny komplet zjawisk parapsychicznych, takich jak telepatia, poznanie przyszłości, poznanie przeszłości, poznanie sumienia, przenoszenie się i lewitacja, towarzyszył ekstazom przy równie absolutnej, somatyczno – psychicznej normalności dziewczynek.

Należało również wykluczyć możliwość oszustwa czy podstępu. Na tym etapie konkluzja ks. Warszawskiego brzmiała następująco: ?Nadzwyczajność tych zjawisk, jak choćby tylko okazana w nich fizyczna moc, która przerastała znane z normalnego życia moce przyrodzone jednostek, zwłaszcza zaś dominanta intelektualna, przekraczająca zarówno siły psychiczne wizjonerek, jak zebranych wkoło nich tłumów, nakazują określać ów czynnik jako pierwiastek nie tylko niesłychanej mocy fizycznej, lecz przede wszystkim niebywałej inteligencji. Bezustanne wreszcie apele ku czynnikom i zagadnieniom nadprzyrodzonym, jakie w trakcie dokonywania się tych zjawisk stawały się udziałem ich uczestników, przymuszają nadto zwłaszcza przy uwzględnianiu ich charakteru przerastającego znane przyrodzone przyczyny do upatrywania w owym czynniku pierwiastka o mocy nadprzyrodzonej, tj. zstępującego ze świata zjawisk nadzwyczajnych.

Jeżeli przyczyną sprawczą garabandalskich zjawień był czynnik natury nadprzyrodzonej, to w grę wchodziła tylko jedna alternatywa: albo za tymi wydarzeniami stoi duch dobry, albo też duch zły. Metoda, która pozwala na rozwiązanie tego dylematu, polega na wnioskowaniu z jakości skutków o jakości przyczyny. Reguła ta, zwana przez katolickich mistyków regułą rozpoznawania duchów, została następująco scharakteryzowana przez św. Ignacego z Loyoli: Taktyką złego anioła jest wślizgiwać się do wnętrza duszy nabożnej zgodnie z zastanymi w niej pojęciami, by tak skaptowaną uwieść z kolei do sobie właściwych celów.

Dla rozpoznania tedy jakości działającego ducha winna taka dusza zwrócić bacznie uwagę na cały zasięg myśli sugerowanej przez działającego w niej ducha. Jeśli tedy spostrzeże, iż zarówno początek zasugerowanej myśli, jak i też środkowy jej przebieg, a w końcu sam jej finał składają się z elementów wyłącznie dobrych, zmierzających ku dobru, znakiem to będzie, iż działa tu duch dobry; jeśli zaś w owym ciągu sugerowanej myśli zarysował się choćby odcień zła, znakiem to będzie oczywistym, iż działa za nią duch zła?.

Wspomnianą zasadę zastosował ks. Warszawski do zjawisk garabandalskich: prześledził okoliczności ich początku, zbadał cechy charakterystyczne całego ich przebiegu oraz cel, ku któremu zmierzają i sugestię, którą zawierają.

Okoliczności początku

Jak wspomniano powyżej, pierwsze objawienie anioła przebiegało bez słów. Uderzające są okoliczności tej pierwszej wizji, która miała miejsce w niedzielny wieczór, po dopiero co odbytych w miejscowym kościele nieszporach. Wtedy to właśnie cztery dziewczynki-wizjonerki udały się do sadu kraść jabłka. Spożywając owoc kradzieży dziewczynki mówiły: Urządziłyśmy radość szatanowi. Tym, co od razu zwraca uwagę w przypadku tych okoliczności jest niemalże doskonała analogia z rozpoczęciem objawień z Medjugorie tam dzieci dostąpiły pierwszych wizji gdy poszły potajemnie palić papierosy.

Ogromny kontrast w odniesieniu do okoliczności pierwszych objawień fatimskich Franciszek, Hiacynta i Łucja po raz pierwszy zobaczyli Anioła Pokoju pilnując pasących się owiec i odmawiając różaniec. Tak więc okolicznością, która towarzyszyła pierwszym zjawieniom garabandalskiego anioła był grzech wizjonerek: Godzina była około 1920. Kusiciel począł je faktycznie kusić, gdy zapowiadała się zacierająca wszystko ciemnia nocy. Zjawa garabandalska naprawdę obrała sobie jako swój czas nie jasność południa, tylko nadciągający z górskich oddali właściwy zmierzch dnia. Kusić i skusić do grzechu a równocześnie obrać sobie taką właśnie chwilę popełnionego grzechu za moment objawiania się i zapoczątkowania serii widzeń przestrzegających przed grzechem to zakrawa istotnie na wcale szatański pomysł.

Jeszcze bardziej uderzające są atrybuty i wygląd objawiającego się anioła. Zgodnie z relacją dziewczynek, usłyszały one szurgot w pobliskich kamieniach, który napełnił je lękiem. Nie rzuciły się jednak do ucieczki, lecz jednogłośnie stwierdziły: To diabeł!, po czym zaczęły w stronę zasłyszanego szurgotu ciskać kamieniami. Czy instynktownie pojmowały istotę zjawiska nie wiadomo, lecz wspomniany szurgot będący od zawsze atrybutem złego ducha zdaje się posiadać dosyć jednoznaczne analogie historyczne:

Mimo woli bowiem owo zjawisko przypomina podobny szurgot, jaki doznał twórca protestantyzmu Marcin Luter, i to również w krytycznych dla niego momentach, przeżywanych na zamku wartburskim. Szurgotało mu wieczorem i nocą w pokoju, szurgotało przy łóżku, szurgotało w końcu na schodach i to z takim hałasem, jakby kto furę beczek zwalał z góry na dół. Zachowanie się znowu Lutra w owej chwili jakże łudząco jest podobne w istotnych szczegółach do zachowania się dziewczynek: nie uciekał. A chociaż nie ciskał rzeczywistymi kamieniami, wyszedł przecież na schody i zaczął ciskać pod adresem szatana słowami: Jesteś, to bądź sobie. A potem podobnie jak dziewczynki garabandalskie wzbudzał w sobie myśli religijne.

Wygląd anioła stanowił chyba najbardziej zaskakujący element tej początkowej wizji. Garabandalski św. Michał Archanioł objawił się bowiem dziewczynkom w postaci dziewięcioletniego chłopczyka o przerażającej (terribile jak ją konsekwentnie określały wizjonerki) twarzy, skrzydełkach stojących oddzielnie jak gdyby po bokach figurki oraz dłońmi ustawionymi grzbietem do widza, z paznokciami przyciętymi tępo jak łopatki.

Trochę dziwne atrybuty jak na Księcia Wojska Niebieskiego. Każda wizja anioła jest rzecz jasna wizją pseudocielesną, gdyż aniołowie nie posiadają ciała, niemniej jednak trudno sobie wyobrazić, aby Pan Bóg, chcąc przemówić do wyobraźni dziewczynek, zesłał im św. Michała w podobnej postaci. Kościół katolicki wyobraża sobie św. Michała w postaci rycerza w zbroi, miażdżącego łeb szatana. Odzwierciedla to istotne przymioty tego Archanioła Bożego. Atrybuty garabandalskiego anioła, odzwierciedlające siłę (paznokcie), straszność (twarz) i zabawność (wiek, skrzydełka) są co najwyżej parodią, kpiną i ośmieszeniem postaci Księcia Wojska Niebieskiego.

Podpis z liter i rzymskich cyfr, który ukazał się zarówno pod postacią anioła jak też i później Dziewicy pozostał tajemnicą do dnia dzisiejszego. Dziewczynki wielokrotnie wypytywały o jego znaczenie, lecz nigdy nie uzyskały odpowiedzi. Anioł odsyłał je do Dziewicy, Dziewica do anioła, powiększając jedynie ciekawość wizjonerek. Szukając paralel do tego zjawiska pisze ks. Warszawski obracamy się przecież stale w supozycji działania złego ducha znajdujemy wyłącznie jedną, tj. paralelę kabały.

Równie dziwne są atrybuty związane z pierwszą wizją Dziewicy: Trójkąt z patrzącym okiem to wyobrażenie starca wieków na pewno zaś nie prawdziwej Matki Boskiej. Przykuwa on z dala oko turysty na wieży londyńskiej świątyni masońskiej. Figuruje pod nim również podpis z najczcigodniejszego z orientalnych języków, choć niezrozumiałego dla ogółu mieszkańców tego miasta czy tego kraju, tj. hebrajskiego. Emblemat znowu czerwonego ognia czy płomienia, to typowy emblemat zdobiący wielokrotnie malowaną postać złego ducha.

Charakterystyczne cechy przebiegu „objawień”

Jedną z najbardziej charakterystycznych cech wypadków garabandalskich jest fakt, że miały one miejsce prawie zawsze w godzinach wieczorno-nocnych. Jest to rys bez precedensu w historii prawdziwych objawień Matki Bożej i trudno go uznać za atrybut właściwy Duchowi światłości. Innym rzucającym się w oczy elementem zjawisk jest ich sceniczność. Naoczni świadkowie ekstatycznych wizji dziewczynek zgodnie stwierdzali, że poruszały się one jakby na scenie, z charakterystycznym automatyzmem: Śpiewały równo i modliły się równo, równo układały ramiona, jak gdyby lalki. Wspomniana scena nie jest przenośnią: był to dosłownie ograniczony obszar, na którym dokonywały się wizje. Zdarzało się, że któraś z dziewczynek wypadała ze sceny natychmiast wypadając z ekstazy, po czym wracała, jakąś ogromną siłą wciągana w obszar wydarzeń.

Garabandalskie objawienia były ponadto, jak wspomniano powyżej, pełne zjawisk parapsychicznych odgadywanie przeszłych i przyszłych wydarzeń, nieomylne zwracanie znalezionych przedmiotów ich właścicielom, telepatia, lewitacje, materializacje (cud widzialnego wykomunikowania Conchity), marszo-biegi, kołyso-spady. Wszystkie te elementy w połączeniu z faktem, że u dziewczynek stwierdzono nieprawdopodobne wręcz zdolności mediumistyczne wskazują, że objawienia garabandalskie miały charakter wybitnie spirytystyczny wspomniane powyżej zjawiska dość powszechnie towarzyszą seansom spirytystycznym.

Duch spirytystyczny stojący za tymi wydarzeniami jawił się z efektów specjalnych jakie wywoływał, jako duch niepokoju, zamieszania, gwałtowności: Chwytał upatrzoną czwórkę dziewczynek w szpony tak zwanych ekstaz, które były zwykłymi fluidalnymi pętaniami, i dalej nimi obracać do woli, bez sensu, bez namaszczenia i bez spokoju, po to tylko, by je za chwilę wypuścić z transu i ponownie pochwycić w obręcz bezwzględnej uległości. (…) Z kolei zadzierał im głowy w okropnym wykrzywieniu do tyłu, potwornym wprost chwytem za kark, znanym z tylu innych zjawisk metapsychicznych nakładając im dla zmylenia i niepoznaki anielskie twarze.

Rozpędzał je na wszystkie strony, rozkraczając niekoniecznie najprzyzwoiciej nogi, i pędził, i gnał przed sobą, jak na poły już opętańców, jakby sam był opętany: raz przodem, raz tyłem, to znowu na kolanach, to na siedzeniu, brakowało jedynie chodzenia na głowie. Za to nie brakło zdjęć fotograficznych robionych z dołu w czasie lewitacji i publikowanych w paryskim Matchu. Na domiar wszystkiego począł ciskać i rzucać dziewczynkami o ziemię, jakby się wściekał wściekaniem niepohamowanym. Stale na kolana. Postawa klęcząca przed nim. Z przymusu. A jeśli nie klęcząca, tedy głową o bruk. A wszystko z hukiem i trzaskiem. Niech się roztrzaska, co chrześcijańskie. Naprawdę krążący lew ryczący, szukający kogo by pożarł (1 P 5, 8).

Głębsza analiza struktury zjawisk garabandalskich doprowadza do jeszcze bardziej zaskakującego wniosku: zarówno na podstawie mensaje skierowanych do całego świata, jak również w oparciu o prywatne lokucje, będące udziałem dziewczynek, trudno ostatecznie powiedzieć kto był właściwym przekazicielem i autorem przesłania: anioł czy Dziewica.

Najbardziej uderzający jest fakt, że anioł, który 18 czerwca 1961 r. przybył do Garabandal, aby obwieścić nadejście Dziewicy wraz z przesłaniem dla całego świata, nie tylko że po wypełnieniu tego posłannictwa nie zniknął z areny wydarzeń, lecz był tym, który cztery lata później, na zakończenie ?objawień? ogłosił kulminacyjne mensaje! Podobnego wypadku nie zna historia prawdziwych objawień maryjnych: hierarchia niebieska zostaje tu w ewidentny sposób zniszczona.

Jak można sobie wyobrazić, żeby ten, którego powołaniem jest obwieścić nadejście Królowej Niebieskiej, ostatecznie zajął miejsce tej Królowej i ogłosił Jej przesłanie, posługując się przy tym pełnym hipokryzji sformułowaniem: Proście nas my wam uzyskamy. Autorem takiego scenariusza może być jedynie zły duch, pełen nienawiści do Matki Najświętszej, która zdeptała mu łeb, w swojej perwersyjnej ambicji pragnący zająć Jej miejsce. Duch ten, czy to pod postacią anioła, czy też Dziewicy od samego początku domagał się wiary od dziewczynek, od świadków, od całego świata. Nie chciał poddać się osądowi Kościoła. Czy wierzycie? pytał bez przerwy. Nie zdziałał żadnego cudu, który stanowiłby ostateczny Boży podpis pod objawieniami, mimo zapewnień, że cud nastąpi i będzie większy niż w Fatimie.

Zamiast tego raczył dziewczynki takimi oto zapewnieniami i rozkazami: Jam jest Maryja, Dziewica (…), a istnieje tylko jedna Dziewica. (..) Trwajcie w Bogu lecz także ze mną. Przekazywał proroctwa dotyczące papiestwa i końca świata, wobec których wierni do dzisiaj gubią się w domysłach. Zaś podczas spirytystycznego wykomunikowania Conchity domagał się czci należnej samemu Bogu: Odmów Confiteor i rozważ kogo przyjmujesz. Pycha, zasadniczy przymiot Dziewicy i anioła odsłania bardziej niż cokolwiek tego, który ukrywał się pod tymi postaciami i był właściwym sprawcą garabandalskich wydarzeń. Trzeba przyznać, że udało mu się (i w dalszym ciągu się udaje) zwieść wiele pobożnych dusz. Wydaje się, że tym należy tłumaczyć głośny śmiech garabandalskiej Dziewicy. Szczególnie wymowny śmiech wobec inauguracji Vaticanum II. Bowiem według relacji jednej z dziewczynek: Kiedym rozmawiała z Dziewicą (?) ta śmiała się bardzo.

Cel? zniszczenie Fatimy

Najbardziej tajemniczym aspektem całej sprawy garabandalskiej jest cel, jaki przy świecał złemu duchowi w realizacji tego przedziwnego scenariusza. Charakterystyczne dla szatana dążenie do imitacji dzieł Bożych, powodowane pychą pragnienie odbierania czci Bożej chociażby przez pewien czas  Wydaje się, że byłoby to wystarczającym uzasadnieniem dla koncesji, jakie poczynił zły duch podczas serii objawień (chrzest żydówki, nawrócenia, zachęcanie do modlitwy i pokuty).

Jednakże głębsza analiza całości zjawisk, jak również ich istotnych szczegółów skłania do stwierdzenia, że nadrzędnym celem diabła była tutaj imitacja, ośmieszenie, a w końcu zniszczenie w duszach katolickich wiernych przesłania Najświętszej Marii Panny z Fatimy, które jest zgodnie ze słowami samej Matki Bożej jedynym ratunkiem dla świata.

Garabandal i Fatima są do siebie uderzająco podobne, zarówno w ogólnym zarysie, jak i w najdrobniejszych szczegółach. Zwraca jednak uwagę fakt, że treść objawień garabandalskich wcale nie stanowi uzupełnienia ani dopełnienia przesłania Naszej Pani z Fatimy, przeciwnie, wymowa garabandalskich mensaje jest o wiele słabsza.

Za to wrażenia zmysłowe towarzyszące zjawiskom garabandalskim, ich nieprawdopodobne nagromadzenie, wszechogarniająca atmosfera niezwykłości, mnogość efektów specjalnych wręcz bije na głowę autentyczne Objawienia fatimskie. Mało tego, autor wydarzeń garabandalskich zdaje się sugerować już samym faktem nowych objawień, jakoby czegoś zabrakło przesłaniu z Fatimy, stąd konieczne jest jego uzupełnienie; mówi przy tym wprost o nowym cudzie, który będzie większy niż w Fatimie. Wraz z tym cudem ma nadejść nowa era w historii zbawienia?.

Era Fatimy, mówią wyznawcy Garabandalu, zakończyła się wraz z końcem zimnej wojny, teraz jesteśmy w erze Garabandalu. Oto więc zasadniczy cel garabandalskiego ducha: ludzkość zamiast wypełnić żądania Najświętszej Maryi Panny z Fatimy ma czekać na cud, który wyznaczy nową erę.

Nie brakuje więc dzisiaj apostołów Garabandalu, którzy na serio przejęli się szatańskim mamieniem Dziewicy i anioła do chwili obecnej działa założone w 1964 r. międzynarodowe Garabandalskie Centrum Św. Michała dla Naszej Pani z Góry Karmel (nazwa doskonale oddaje schizofrenię garabandalskiego ducha!), a Australijskie Centrum Garabandalskie ogłasza, że w grudniu 1998 roku odbędzie się w Melbourne już ósma z kolei konferencja poświęcona garabandalskim objawieniom.

18 lipca 1991 r. Conchita Gonzalez spotkała się w Nowym Jorku z prawosławną histeryczką Vassulą Ryden. Ta ostatnia jest gorącą wyznawczynią Garabandalu, co znalazło wyraz w jej niekończącej się objawieniowej epopei Prawdziwe życie w Bogu, spisanej według autorki pismem automatycznym, jako przekaz rzekomo od samego Pana Jezusa Chrystusa. W wielu miejscach tego bluźnierczego dzieła znajdujemy jednoznaczne potwierdzenie prawdziwości objawień w Garabandal, a w niektórych wręcz nawoływania do uświęcania Garabandal.

Niezależnie od tego, działa cała rzesza aktywnych wyznawców Medjugorie, które jako parodia autentycznych objawień Matki Najświętszej zdaje się dzisiaj zajmować miejsce Garabandalu. O. Eusebio Garcia de Pesquera pisze o tym wprost: Wydarzenia te (z Medjugorie) tak są podobne do garabandalskich, że według pewnego wybitnego portugalskiego kapłana, dobrego znawcy przedmiotu może chodzić o to samo objawienie w dwóch fazach. Sądzi on również, że może nie byłoby Mediugorje, gdyby Maryja znalazła u nas lepsze przyjęcie w Garabandal.

Zjawiska garabandalskie i medjugorskie oprócz wielu zasadniczych podobieństw posiadają jeden wspólny mianownik: zmierzają do zniszczenia Fatimy poprzez jej ordynarną reduplikację. Już dzisiaj na tle powtarzających się od 15 [red: do dziś od lat 80-tych] lat dzień w dzień charyzmatycznych, ekumenicznych „objawień” medjugorskiej „Gospy”, przesłanie Matki Bożej Fatimskiej wydaje się być czymś odległym i mniej oczywistym.

Niech historia Garabandalu pozwoli nam nabrać zdrowego dystansu do Medjugorie i wielu innych współczesnych zjawisk, które nęcą swoją niezwykłością i cudownością (…)…

Wątpliwości na temat Medjugorje

mirjana

Wątpliwości na temat Medjugorje

Na podstawie tekstu Tomasza Kubiaka

Na całej kuli ziemskiej, tu słabiej, tam bardziej zaciekle toczy się walka przeciwko Kościołowi i szczęściu dusz. Wróg ukazuje się w rozmaitej szacie i pod różnymi nazwami. Patrząc na rozlewające się zło, nieraz przygnębienie przyciska duszę. Do czego to dojdzie Co będzie za lat kilka? Chciałoby się przeniknąć wzrokiem przyszłości, czy zabłyśnie tam jeszcze światło?
Św. Maksymilian Maria Kolbe

Fenomen Medjugorie

Geneza i miejsce zjawisk

Medjugorie to mała wioska położona w Chorwacji. Za sprawą objawień Gospy, które trwają od 1981 r., Medjugorie jest znane na całym świecie. W dniu 24 czerwca 1981 r. na wzgórzu koło Medjugorie, trzy dziewczynki Ivanka (ur. 1966 r.), Mirjana (ur. 1965 r.) oraz Vicka (ur. 1964) miały ujrzeć zjawę, którą nazwały Matką Bożą. Później do trójki dziewczynek dołączyli jeszcze Ivan (ur. 1965 r.), Maria (ur. 1965 r.) i Jakov (ur. 1971 r.); oni także mieli widzieć zjawę. Od tej pory, codziennie do dnia dzisiejszego, cała szóstka widzi Matkę Bożą; otrzymują oni orędzia, aby przekazać je całemu światu oraz 10 tajemnic, z których większość dotyczy przyszłości świata i Kościoła. Jak twierdzą niektórzy, geneza zjawisk medjugorskich sięga jednak maja 1981 r., kiedy to na kongresie charyzmatyków, w którym uczestniczył późniejszy opiekun wizjonerów z Medjugorie o. Tomislav Vlasić, charyzmatycy o światowej sławie siostra McKenna i o. Tardiff przewidzieli objawienia w Medjugorie. Siostra McKenna twierdzi, że miała wtedy widzenie o. Vlasića siedzącego na tronie pośród rzeszy wiernych. Obecny na kongresie o. Tardiff powiedział o. Vlasićowi: nie bój się, wysyłam ci Matkę.

Treść objawień

Jednym z pierwszych, a zarazem podstawowych zarzutów wobec objawień w Medjugorie jest niesubordynacja wizjonerów i opiekujących się nimi franciszkanów wobec ordynariusza miejsca. Konflikt franciszkanów z biskupem Mostaru sięga jeszcze lat dwudziestych naszego stulecia. Podczas tureckiej okupacji tych terenów usunięto duchowieństwo diecezjalne, a rolę duszpasterzy parafialnych przejęli franciszkanie. W latach dwudziestych Stolica Apostolska postanowiła odbudować strukturę parafialną diecezji, zniszczoną wcześniej przez Turków. Franciszkanów poproszono o rezygnację z kierowania wieloma parafiami, jednak nie chcieli oni uznać decyzji Stolicy Apostolskiej, co zakończyło się nawet zasuspendowaniem oraz wydaleniem z zakonu dwóch franciszkanów o. Prusiny i o. Vego. Ukaranych zakonników poparła później Gospa, nazywając ich prawdziwymi świętymi, a biskupa wezwała do nawrócenia. Poprzedni ordynariusz diecezji Mostaru, bp Zanić, uznał, iż jest to jeden z głównych dowodów na to, że objawienia w Medjugorie nie pochodzą od Boga, bo przecież Matka Boża nie mogłaby zachęcać do buntu przeciwko prawowitej hierarchii kościelnej.
Nawet życzliwy wobec Medjugorie kardynał Franjo Franić przyznał, że jest to wielki błąd, bowiem franciszkanie, powołując się na Matkę Bożą, zbagatelizowali decyzję biskupa i sprawują dalej sakramenty.

Stałym motywem objawień są treści raczej niezgodne z wiarą katolicką. Już w samookreśleniu się Gospy widać niezgodność z nauką Kościoła. Gospa mówi: „Wiatr jest moim znakiem. Przychodzę w wietrze. Kiedy wieje wiatr, wiedzcie, że jestem z wami. (…) Jestem z wami w wietrze.”. Jeszcze nigdy w historii Kościoła Matka Boża nie była kojarzona z wiatrem.
W dniu 24 lipca 1982 r. Gospa zaprzecza zmartwychwstaniu ciał, mówi, że po śmierci ciało wzięte z ziemi ulega rozkładowi i nigdy nie odżyje. Człowiek otrzymuje ciało przemienione. Innym razem (22 sierpnia 1981 r.) mówi ona o tym, że Jezus był prześladowany za swą wiarę co może sugerować, iż Pan Jezus nie był Bogiem, bowiem Chrystus Pan poniósł męczeństwo dla naszego zbawienia, nie zaś jako ofiara prześladowań religijnych. W dzień drugiego objawienia (25 czerwca 1981 r.) Gospa domagała się ustanowienia w dniu 25 czerwca święta Królowej Pokoju. Jeszcze nigdy w historii Kościoła nie zdarzyło się, by Matka Boża występowała z żądaniem ustanowienia własnego święta. W dniu 24 czerwca 1986 r. Zjawa przekazała każdemu z obecnych w Medjugorie „specjalne błogosławieństwo”. Każdy pielgrzym może go udzielać innym, a ci następnym itd. Błogosławieństwo to polega na nakładaniu rąk na głowę lub nakreśleniu krzyżyka na czole z wypowiedzeniem formuły (jedynie w myślach): „Przekazuję tobie specjalne błogosławieństwo Matki Bożej Królowej Pokoju z Medjugorie, a ty przekaż je innym. Otrzymujesz w tym momencie łaskę macierzyńską Maryi, siłę nawrócenia, uzdrowienia wewnętrznego i fizycznego. Od dziś żyj głównym przesłaniem i orędziami”. Wygląda to jak parodia święceń kapłańskich albo jakiś supersakrament. O. Vlasić twierdzi, że to błogosławieństwo jest największym darem danym Medjugorie przez Gospę, większym niż orędzia. Zadziwiające jest tu podobieństwo do naszej polskiej Oławy, gdzie wizjoner udziela podobnego błogosławieństwa.

Ponadto objawienia te cechują liczne sprzeczności; towarzyszą im nawet śmieszności.
Na początku wizjonerzy twierdzili, że Matka Boża powróci do nich jeszcze trzy razy, mija już jednak prawie 20 lat od pierwszego ukazania się Gospy, a końca tych objawień nie widać. Jej objawienia mają trwać do końca życia wizjonerów, z których najstarszy ma dziś zaledwie 35 lat! Zacytujmy ponownie kard. Franića: „Trzeba zająć się poważnie i krytycznie badaniem treści i formy orędzia. Młodzi świadkowie Ťobjawieńť nie zawsze referują dosłownie orędzie Matki Bożej, czasem podają swoje myśli, nieraz powtarzają orędzia otrzymane przed rokiem czy trzema laty w sposób nieco odmienny.”
Wizjonerzy zadają też Gospie liczne pytania. Często objawienie polega na rozmowie z Gospą. Mamy tu doczynienia z niespotykaną w historii objawień Maryjnych, karykaturą Matki Bożej. W miejsce pokornej Niepokalanej, którą znamy z Pisma Świętego czy z prawdziwych objawień w Lourdes czy Fatimie, pojawia się „gadająca” Gospa. Odpowiada ona na absurdalne pytania w stylu: Kto zdobędzie mistrzostwo Jugosławii w piłce nożnej? czy też: Gdzie jest mój zgubiony pierścionek?.
Zdarzało się, że wzbudzała u wizjonerów uczucie strachu i przerażenia. Znany nam ks. Józef Warszawski SI, który poza Garabandalem zajmował się także sprawą Medjugorie, opowiadał kiedyś, jak podczas jednego z medjugorskich objawień Gospa, ku przerażeniu wizjonerów, ukazała dzieciom wizerunek szatana przybierając jego postać!

Antyteza Fatimy?

Zwolennicy Medjugorie zapytani o to, czy Medjugorie nie stanowi zagrożenia dla Fatimy odpowiadają, że objawienia w Lourdes były rano, w Fatimie były w południe, a Medjugorie wieczorem. Ma to dowodzić ich wzajemnego uzupełniania się. Zdaniem o. Slavko Barbarića, Matka Boża z Medjugorie przychodzi z tym samym celem co w Fatimie, ale w pewnym zmienionym rytmie, który jest przystosowany do naszego współczesnego rytmu. Według niego, nie ma sensu jeździć gdzieś daleko, w odległe miejsca (do Fatimy i Lourdes), kiedy ma się sanktuaria Matki Bożej u siebie (chodzi zapewne o Medjugorie).

Ks. Jan Wójtowicz w swojej książce pt. Problem: Medjugorie, będącą chyba jedyną tego typu pozycją w Polsce, analizuje medjugorskie objawienia posługując się kryteriami teologicznymi. Autor dochodzi do wniosku, że pochodzą one od złego ducha. Ks. Wójtowicz pisze, że bezpośrednim celem medjugorskich objawień jest zdominowanie, usunięcie w cień i pomniejszenie znaczenia Fatimy i Lourdes przede wszystkim przez ciągłe, aktualne trwanie objawień, które wzbudzają ustawicznie sensację, grającą na ciekawości ludzkiej zwłaszcza do rzeczy nadzwyczajnych, i organizowaną coraz szerzej aktywną propagandę oto skutek i cel: osiągnąć strumień pielgrzymów od Lourdes i Fatimy gdzie Ťnic ciekawegoť się nie dzieje, skierować ich do Medjugorie i  uczynić z nich ślepo oddanych Ťwyznawcówť i propagatorów „pysznego medjugorskiego ŤWiatruť”. Jest to więc Ťtajemny planť pychy żądnej hołdu, Ťplan, którego nie odgadniecieť, o którym Zjawa tak często wspomina.

Rzeczywiście przez fakt, iż objawienia w Medjugorie trwają już tak długo, swoją sensacyjnością przyciągają rzesze pielgrzymów. W tym aspekcie widać sprzeczność pomiędzy Medjugorie a Lourdes, La Salette czy Fatimą, gdzie objawienia trwały krótko, a treść orędzi była jasna i konkretna, poruszająca najważniejsze dla świata sprawy, zawierająca pełnię tego, co przez objawienie pragnęła przekazać ludziom Matka Boża.
Nieporównywalne jest także życie wizjonerów. Życie św. Bernadetty cechowała wielka dyskrecja, Hiacynta i Franciszek z Fatimy są dla nas wzorem do naśladowania, siostra Łucja pokorna i ukryta w klasztorze. A wizjonerzy z Medjugorie jakie prowadzą życie? Żadne z nich nie wybrało życia zakonnego czy kapłańskiego. Znane są kłamstwa wizjonerów z Medjugorie, wygłupy Jakova podczas Mszy św.; Ivanka wyszła za mąż i robi interesy w barze dla pielgrzymów itd. Ich opiekunowie, ojcowie Vlasić i Vego także nie zasługują na miano prawdziwych świętych, jak mówi Gospa. O. Vlasić jest ojcem dziecka zakonnicy, zaś o. Vego porzucił kapłaństwo i żyje z byłą siostrą zakonną w konkubinacie.
Objawienia w Medjugorie charakteryzuje ponadto fakt, iż wszystko zaczęło się od grzechu. Najpierw wizjonerki zeszły się na potajemnym paleniu papierosów, natomiast chłopiec ukradł jabłka sąsiadowi. Niemal identycznie było w Garabandal, gdzie wszystko zaczęło się także od kradzieży jabłek.

Badanie kanoniczne i wyrok Kościoła

Bp Pavao Zanić zarządził przeprowadzenie badania kanonicznego w Medjugorie. Pierwsze badanie, przeprowadzone przez komisję diecezjalną, miało miejsce w latach 1983-1984. Pierwsze rezultaty badań przedstawiono 24 marca 1984 r.; czytamy tam m.in.:

  1. Unikać oświadczeń i publikacji niekrytycznych i pochwalnych na temat objawień.
  2. Nie powinno się organizować pielgrzymek do Medjugorie.
  3. Nie wyróżniać w jakiś sposób świadków objawień i nie pozwalać, by występowali w kościołach, zanim nie ukaże się oficjalne orzeczenie.
  4. Powstrzymać się od udzielania wyjaśnień prasie.

Od 18 stycznia 1987 r. do 10 marca 1991 r. tym problemem zajmowała się także Komisja Episkopatu Jugosławii, która uznała, że nie można stwierdzić, aby w Medjugorie miały miejsce zjawiska i objawienia pochodzenia nadprzyrodzonego.

23 marca 1996 r. zabrała głos Kongregacja Nauki Wiary, która przypomniała stanowisko Episkopatu Jugosławii z 1991 r. W liście Kongregacji czytamy:

Z tego, co tu powiedziano, wynika, że nie należy organizować oficjalnych, tak parafialnych, jak diecezjalnych pielgrzymek do Medjugorie, rozumianego jako miejsce autentycznych objawień maryjnych, bo byłoby to niezgodne z tym, co stwierdzili poprzednio biskupi byłej Jugosławii w oświadczeniu, któreśmy tu zacytowali.

2 października 1997 r. ordynariusz Mostaru, biskup Radko Perić odpowiedział na zapytanie redaktora naczelnego pisma Famille Chretienne w sprawie Medjugorie:

Jeśli chodzi o poruszoną sprawę dotyczącą stanowiska wyżej wymienionej Kurii Diecezjalnej w odniesieniu do tak zwanych zjawień czy objawień w Medjugorie, a w szczególności co do zasady: Non constat de supernaturalitate (Nie jest pewne, że to jest nadprzyrodzone) czy Constat de non supernaturalitate (Jest pewne, że to nie jest nadprzyrodzone), mogę orzec co następuje:

  • Druga Komisja diecezjalna, która pracowała od 1984 do 1986, wyraźnie przegłosowała zdecydowaną większością 2 maja 1986 na rzecz Non constat de supernaturalitate (11 głosów negatywnych, 2 pozytywne, 1 nieważny, 1 wstrzymujący się).
  • Deklaracja Konferencji Episkopatu z 1991 mówi: Na podstawie dotychczasowych badań nie jest możliwe stwierdzienie, że chodzi o zjawienia lub objawienia nadprzyrodzone.
  • Kongregacja ds. Nauki Wiary, cytując w całości Deklarację Biskupów byłej Jugosławii w dwu jednakowych listach przesłanych do Biskupów francuskich, mówi: Z tego co tu powiedziano wynika, że nie należy organizować oficjalnych, tak parafialnych, jak diecezjalnych pielgrzymek do Medjugorie, rozumianego jako miejsca autentycznych objawień maryjnych, bo byłoby to niezgodne z tym co stwierdzili poprzednio Biskupi b. Jugosławii w oświadczeniu, któreśmy tu zacytowali.
  • Na podstawie poważnych studiów dotyczących tej sprawy prowadzonych przez 30 naszych uczonych (trzech Komisji), w oparciu o moje pięcioletnie doświadczenie w Diecezji, biorąc pod uwagę gorszące nieposłuszeństwa związane z tą sprawą, kłamstwa pojawiające się od czasu do czasu w ustach Madonny, niezwykłe powtórzenia orędzi od ponad 16 lat, dziwny sposób, w jaki kierownicy duchowi tak zwanych widzących prowadzą ich przez świat, czyniąc im propagandę, oraz praktykę, że Madonna zjawia się na fiat ( niech przybędzie!) widzących moje przekonanie i stanowisko nie jest tylko: Non constat de supernaturalitate, lecz:

    Constat de non supernaturalitate

    (zjawień i objawień w Medjugorie).

  1. Jestem jednak otwarty na badania, które chciałaby podjąć Stolica Święta jako najwyższa Instancja Kościoła katolickiego, aby wydać najwyższy i ostateczny osąd sprawy, przede wszystkim ze względu na dobro dusz oraz ze względu na cześć Kościoła i cześć dla Matki Bożej.

(-) Radko Perić

Znana jest także wypowiedź Kongregacji Nauki Wiary dla polskich biskupów przebywających z wizytą ad limina w Rzymie w kwietniu 1998 r.:

  1. Nadal obowiązuje, że niczego nadprzyrodzonego nie można się w tych objawieniach dopatrywać.
  2. Należy informować wiernych, że Medjugorje jest miejscem modlitwy, ale nie objawień.
  3. Nadal obowiązuje zakaz urządzania oficjalnych pielgrzymek.
  4. To, co mówi istota objawiająca się Gospa zawiera sprzeczności, jest więc niepoważne, podobnie postawa i wypowiedzi widzących.
  5. Aktualny ordynariusz Mostaru zajmuje stanowisko negatywne.
  6. Wobec rozpowszechnionej szeroko propagandy i popularnych pielgrzymek sprawa jest poważna i delikatna, i wymaga roztropnego postępowania.

Reakcje

Biskup Pavao Zanić w liście do ojca Hugha z 17 sierpnia 1987 r. pisał: Są jednakże tacy, którzy się pospieszyli, uprzedzając osąd Kościoła. Ogłosili Ťcuda i zjawiska nadprzyrodzoneť, a z ołtarza głosili prywatne objawienia, co jest zakazane aż do czasu, gdy Kościół uzna te objawienia za autentyczne. Z tego też względu wiele środowisk wstrzymało się z organizowaniem pielgrzymek, czekając na osąd Kościoła. Najpierw Komisja ds. Medjugorie 24 marca 1984 r. wysłała ostrzeżenie. Bez rezultatu. Potem Konferencja Biskupów, w październiku tego samego roku, zakazała organizowania oficjalnych pielgrzymek do Medjugorie (Ťoficjalnieť oznacza organizowanie wspólne i zbieranie osób). Bez skutku. Następnie, w Rzymie, Kongregacja Doktryny Wiary 23 maja 1985 r. wysłała do Konferencji Biskupów Włoskich list z prośbą o podejmowanie wysiłków w celu ograniczenia pielgrzymek organizowanych z Włoch do Medjugorie, a także wszelkiego rodzaju propagandy. Również bezskutecznie. Wreszcie, J.E. kard. Franjo Kuharić i ja osobiście, w imieniu Konferencji Biskupów Jugosławii, 9 stycznia 1987 r. ogłosiliśmy publicznie deklarację: ŤNie jest dozwolone organizowanie pielgrzymek i innych manifestacji motywowanych nadprzyrodzonym charakterem, który mógłby być przypisywany wydarzeniom w Medjugorieť. Jest to deklaracja najwyższej wagi kościelnej i winna być respektowana.

Niestety, opis sytuacji zaprezentowany w liście bpa Zanića nie zmienił się nawet teraz, kiedy to jego następca bp Perić orzekł, iż objawienia w Medjugorie nie są nadprzyrodzone. Wciąż do Medjugorie podążają pielgrzymki z całego świata, w tym także z Polski. Na murach jednego z krakowskich kościołów możemy co kilka dni przeczytać nowe orędzia z Medjugorie. Polskie parafie organizują pielgrzymki, to samo czyni (niestety) Radio Maryja. W propagowanie Medjugorie włączył się nawet ks. prałat Szymborski, duszpasterz grupy indultowej z Warszawy. Także liczni hierarchowie Kościoła ignorują stanowisko ordynariusza i Stolicy Świętej. Przykładem może być m.in. arcybiskup wiedeński, kardynał Christopher Schönborn, który w swej książce Danke Maria opublikował szesnaście świadectw ludzi, którzy wybrali życie kapłańskie lub zakonne dzięki wizycie w Medjugorie. Ma to jego zdaniem dowodzić prawdziwości tych objawień. Propagatorzy Medjugorie skrzętnie odnotowują każdy gest poparcia ze strony hierarchii, ich uwadze nie uszły także pozytywne wypowiedzi polskich hierarchów kardynała Józefa Glempa czy bpa Zbigniewa Kraszewskiego.

Cała afera wokół Medjugorie jest jeszcze jednym sprawdzianem prawdziwej jedności Kościoła katolickiego. Poszczególne episkopaty powinny odpowiedzieć na wezwania Stolicy Świętej i zakazać pielgrzymek do Medjugorie. W interesie Kościoła i zbawienia dusz leży też to, aby Stolica Apostolska odpowiedziała na apel bpa Perića i jak najszybciej rozwiązała tę sprawę. Z pewnością w pełni nastąpi to z chwilą zakończenia się „objawień”.


Znalezione w internecie:
1. http://www.unitypublishing.com/Apparitions/MedjugorjiLies.html

2.

http://www.therecord.com.au/news/uncertainty-over-medjugorje-event/

3. http://www.medjugorje.ws/en/articles/wayne-weible-medjugorje-the-last-apparition-mary-earth/

4. https://veritasomniavincittruthconquersall.wordpress.com/tag/medjugorje-phenomenon/

5. https://www.guardacon.me/Default.asp?A=Blog&p=570&T=Fotografie+particolari+o+straordinarie%253A+la+guida+tecnica