Quo vadis, Bąkiewicz?

Logopit 1605385626784

Pacynki, szmacianki kontra tłuste, opasłe tuzy demokracji narodowo-ludowej.

Właściwie powyższy nagłówek winien stanowić drugi tytuł dla moich wynurzeń. Przejdę jednak do sedna. W trudnej ocenie bieżących realiów i tego, jak poradzić sobie w czasie pandemii koronawirusa, sprawy nie ułatwia przepowiadany od lat przez “starszych i mędrszych” tranzyt ruchu narodowego w stronę anarchii i rewolucji. Zdawałoby się, że obecnie stałem się cynikiem, łgarzem, bezwzględnym i wyrachowanym oportunistą w kręgach związanych z prawidłami słusznej sprawy narodowej, ale przyznam się, że to za sprawą mej ciekawości. Nie stroniłem od duchowego wspierania obrońców kościołów w przesileniu politycznym po ogłoszeniu przez trybunał konstytucyjny jakże ważnego wyroku w sprawie ochrony życia od poczęcia. Nie zabieram głosu w formie wypowiedzi pisemnej na temat wystąpień feministek, ponieważ na tym etapie prawidłowo i z determinacją na znaczenie konfliktów psychologicznych u młodych ludzi wskazuje Kościół polski. Martwi mnie jedynie rozgłos i posłuch wobec inicjatyw Roberta Bąkiewicza i jego ekipy.

Cytując Pana Bąkiewicza z 2019 roku:

Tych ludzi musimy zatrzymać, aresztować, dać im najlepszych obrońców i oskarżyć ich zgodnie z prawdą, zgodnie z prawdą ich osądzić, a jak zasłużą, to skazać na śmierć

My musimy zacząć tworzyć, w przenośni oczywiście, podziemne państwo. Równoległe państwo, które będzie tworzyło równoległe szkolnictwo.

Cytaty za: Narodowcy chcą stworzyć państwo podziemne. Przywrócić karę śmierci i skazywać “zdrajców i łobuzów” https://lodz.wyborcza.pl/lodz/7,35136,25000794,roty-rosna-razno.html , https://www.facebook.com/wyborcza/posts/10156879818633557/ 

Nie będę tu nawet odwoływał się do faszyzmu, ale porównania takie pokazują niezwykle trafne podobieństwa, gdzie narodowości towarzyszy ideologia wyzwoleńcza jako niemalże kult, ponad wybiórczo traktowanym prawem.  Prawem, które stanowi przeszkodę, a nie instrument do zapewnienia realizacji wolności obywatelskich.

(* Poniżej jako barwna ilustracja do powyższego tekstu: link do wideo z zamieszek pod empikiem w Warszawie z 11.11.2020.

https://www.facebook.com/168129753785590/videos/360532391688068/

Wilczy szaniec zaprasza owce na grilla z baraniny

Jestem zdania, że celem inicjatorów ruchu Straż Narodowa jest przekonanie teraz wszystkich zrekrutowanych w pokojowym zrywie, potulnych baranków i owieczek do zasilenia pierwszej linii frontu walki ideologicznej. Dając zwykłym, pozytywnie nastawionym ludziom “oręże jedności” w obronie kościołów, nie podobna nie skorzystać z tanio zdobytej, “nowej krwi” dla budowania skrajnego zaplecza mężów i mężyn racji bantu(sic!)-stanu, mających zasilić pożyteczne “doły” ruchu marsz niepodległości.

Wystawianie przez ruch i wspieranie frontmen-a, poważanego za sprzeciw wobec rygorów i szykan ze strony aparatu władzy, przy publicznych komunikatach zachęty do łamania prawa (prawa związanego z obostrzeniami na czas epidemii oraz prawa w postaci braku zgody na manifestację od ratusza miasta Warszawa) to dosyć ryzykowne zajęcie. Ryzykowne, jeśli nie zna się skutków takich wystąpień i nie posiada się tak zwanego “zaplecza” pośród obozu władzy

Prawe i sprawiedliwe nie wszystko co jest z nazwy narodowe

Cóż poradzić, jeśli państwo nieudolnie zarządzane nie zawsze egzekwuje prawo…  Wzywać możemy co najwyżej do zaprzestania zaniechań, sami pozostając co najwyżej biernymi. Jednak w tej chwili prawdziwą woltę niesprawiedliwości rozogniają ci, który wytrychem nieposłuszeństwa społecznego na te zaniechania budują front jedności, a w istocie rzeczy są to tylko i wyłącznie kontrabandy gniewu i sprzeciwu, trawiącego pewne grupy ludzi.

Każde prawo sprawiedliwe, stanowione przez demokratycznie wybrany organ jest z natury swej emanacją woli narodu. Etatyści od stwierdzania, które prawo jest słuszne, a które słuszniejsze być nie musi, grają w tę samą grę jak świnie z utopii Orwellowskiej Folwark zwierzęcy. Nasi trybunowie sprawiedliwości w postaci bąkiewiczowskich zastępów wcielają adekwatne do okoliczności rezolucje. Unikają zagadnień cywilizacyjnych jednocześnie trąbiąc i waląc w tarabany za jej pierwszoliniową obroną. Jednym z tych pomijanych zagadnień jest segmentacja ról społecznych, aby społeczeństwo obywatelskie mogło sprawnie nieść ciężar sterowania państwem. Eliminacja po kolei, każdej z kolejnych, niepodporządkowanych sobie dziedzin życia społecznego w myśl realizacji postulatu “unaradawiania” przestrzeni publicznej, wiąże się w chwili obecnej z zagrożeniem dla bezpieczeństwa i zdrowia publicznego przez masowe zbiegowisko w czasie kryzysu pandemii. Lekarze na tak zaaranżowanym polu bitwy nie są już potrzebni, by stawiać diagnozy ratujące życie. Od tego mają już swoje, oddolne struktury, karmiące mlekiem idei kolejne szwadrony straceńców, co rzucają “swój życia los na stos, na stos”.

Dzielą i rządzą…

Doceniam zatroskanie o dobro kraju, wnikliwość badaczy historii, odgruzowanie pamięci i tożsamości u Polaków. Lecz “są w Ojczyźnie rachunki krzywd” (za K. Baczyńskim), które będą istniały póki istnieje państwo – twór niedoskonały, choć niezmiernie pożyteczny w cywilizowanym społeczeństwie. Głos nastrojów społecznych powinien wyrażać się w publicznej debacie na równych prawach, co do tego nie mam wątpliwości. Zainicjowane jednak mechanizmy państwowotwórcze raz puszczone w ruch mają to do siebie, że każdy przejaw zagrażający tej emanacji woli Narodu będzie nie tylko bacznie śledzony przez  uprzywilejowane do tego instytucje państwowe i samorządowe, ale i uprzedzane będą wszelkie możliwe scenariusze konkretnych, politycznych decyzji. Takiej świadomości nie posiadają młodzi i żądni daleko idącej sprawiedliwości społecznej członkowie ruchu narodowego. Nie są na tyle ugruntowani w swojej własnej, osobistej dojrzałości, przez co przenoszą krótkim doświadczeniem okraszony schemat sensacyjnego i emocjonalnego stanu swojego umysłu na stosunki panujące w społeczeństwie. Nie sposób nie zrozumieć więc działań zapobiegawczych ze strony prawomocnych organów władzy.  Organa te doskonale zdają sobie sprawę z oddolnych napięć i frustracji. Dlatego też wykorzystują na swoją korzyść przewagę na każdym polu w łatwym organizowaniu przyszłego poparcia i cementowania duopolu na rynku partyjnym.

Wilk syty póki owca cała

Dlatego jeszcze mocniej stwierdzam, że w imię posłuchu lotnych haseł o dobru Ojczyzny wyrzuca się ze świadomości młodych Polaków, iż takie rozruchy radykalizujące nastroje społeczne bardziej służą aparatowi władzy. Władza korzysta z dwóch gotowych scenariuszy i za każdym razem zgarnia całą pulę w wyborach oraz dodatkowy bonus. Poniżej omówię szczegółowo pierwszy z nich.

Pierwszym sposobem na utrzymanie status quo władzy jest zniechęcenie do wysiłku wyborczego w imię krótkiej drogi rewolucyjnych działań. Drugim jest “podstawienie” własnych liderów opozycji i dochodzi do sytuacji, kiedy opozycja kontrolowana działa w roli odstraszacza do podejmowania aktywności politycznej przez utalentowane i wybitne jednostki. Na poczet przyszłych korzyści w ten sposób wytypowani za kuluarami sejmowymi i partyjnymi racjonalizatorzy zrywów narodowych, są podprowadzani do pewnych, początkowo nieistotnych ról w politycznym życiu metodą kija i marchewki. Proces ten kończy się z chwilą osiągnięcia docelowego pułapu aktywności tak wyrzeźbionego profilu działalności kandydata. Wtedy poparcie go się reguluje i nie dopuszcza do dalszej ekspansji. Następnie paliwem dla nakręconej marną zdobyczą kontrolowanej opozycji jest tworzenie frontu sprzeciwu. Gniew wywołuje pozytywny oddźwięk, ponieważ pobudza do działania i skupia wokół postulatów skojarzonych z wiarą w ideę, która niestety jest intelektualnym celem krótkiego zasięgu i nie ma (i nie będzie mieć) odpowiedniej siły rażenia. Dopóki trwa rekrutacja nowych rezunów tak powstałej, “oddolnej” relokacji potencjału patriotów, mają oni paliwo do utwierdzania w słuszności podejmowania wyrzeczeń i dawania wiary w nigdy do końca nierozwinięte wizje realnego przejęcia władzy. Bieżący aparat władzy nie musi nawet trudzić się nad zwerbowaniem kandydata według klucza personalnego. Wystarczy prowadzenie ochotnika po ścieżce drobnych awansów, przypadkowych, drobnych “zaniechań” aparatu władzy, co utrudnia nawet śledzenie genezy takiego ruchu.

Rewolucja niejedno ma imię

Każda forma agitacji sprzeciwu i budowania frontu jednoczącego wokół przeważnie uchodzących za wybitnych patriotów, de facto odbywa się pod znanymi od wieków hasłami. Pokojowe wyrażanie przekonań nie może być okazją do narzucania ich innym, a tak się niestety stało w przypadku pana Bąkiewicza, który teraz dysponuje już nie tylko armią zawodowych narodowców, lecz w swoje pospolite ruszenie wciągnął zwykłych, pozytywnie usposobionych Polaków. Wykorzystując trwające obecnie znaczne osłabienie odporności psychicznej w całym społeczeństwie, ruch marsz niepodległości na upartego powołuje się na drzemiącą w narodzie siłę. Podczas gdy wewnętrznie osłabione państwo traci energię na wzniecaniu wyrazów buntu, pomieszanego z brakiem solidarności społecznej (covidowcy kontra antymaseczkowcy), Polacy tracą zmysł praworządności, utożsamiając się powoli z hasłami rewolucyjnymi. Polacy zatracili również zmysł tego, co należy robić w ramach demokracji – udać się do wyborów. Ilu z nas to rozumie? Podejrzewam, że wielu, lecz nie mamy pomysłu jak pokojowo zmienić rządy, dlatego po raz kolejny wygrywają ci sami.

Dlatego też jest na rękę władzy tworzenie fałszywej flagi w postaci zbierania wszystkich szabel na pokład z pośród nieprzekonanych i utrzymywanie w dobrej kondycji garstki zapaleńców, a raczej zapalników. Skoro potrafią mobilizować swoje szeregi do (choćby biernego) poparcia kandydata pierwszego sortu w wyborach, to są i będą przydatni. Skoro potrafią wyciągać na ulice rzesze pospolitych ludzi (trybunów ludowych), odciążając państwo od zadań obrony interesu publicznego i egzekwowania przestrzegania norm prawa… itd.

Gdy rewolucja się wypala, zwycięża marazm ukontentowanych obywateli

Na fundamencie ogólnoludzkim oraz państwowotwórczym, jedynie przeskok ku cywilizacji lub odwrót od niej będzie źródłem napięć. Ale już symptomy zapoczątkowanych znacznie wcześniej przez decydentów procesów stwarzają wrażenie, że nadeszła okazja do przewrotu. Na tym przedpolu adepci stający w szranki z “bezwzględnie złą” władzą potrafią sami uwiarygadniać się przez poczynania autorytarne, a kreujące siebie samych na emanację woli ludu. Dlatego wiara w narodowo-wyzwoleńcze zrywy i nieuchronna konfrontacja stawia Naród zawsze na straconej pozycji.

Staranne przygotowania, jak i celowe zaniedbania władzy, wyparliśmy już ze świadomości zbudowanym “po wieki” poparciem polityki 500 i 300 plus. Nie szkodzi, że doprowadziliśmy jako społeczeństwo do legitymizacji władzy sprawowanej przez ciągle tych samych złodziei majątku publicznego. W takim obrocie spraw ucieczka do przodu jest na rękę partiom duopolu ( PiS/PO), gdyż to nie władza zaciąga spiralę zadłużenia i roszczeń, ale jakaś tam nieokrzesana garstka narodowców, kobiet, kogokolwiek w tym celu rzucą, liczy się zrzucenie odpowiedzialności i obarczenie winą tych, co na krawędzi i włosku wiązali koniec z końcem i dali się urzec wizją narodowego przewrotu.  Ich osobista klęska i oburzenie kontestowane w skali całego kraju ustąpi miejsca rozsądkowi, gdzie “umęczony przez motłoch” naród odetchnie przy urnie wyborczej, wybierając “pax romana”. Ci ostatni nawet rzekną, że nasza władza jest sprawiedliwa, bo dzięki niej kolejna “kasta” utraciła przewagę lub przywileje, a nasz grant socjalny jest dalej niezagrożony.

Błędne koło rewolucji i restauracji

Segmentacja skali oraz rozciągnięcia w czasie działań aparatu władzy została tak skonstruowana, że w tej chwili każde działanie, czy opór destabilizują państwo i czynią najsłabsze jednostki wiernymi wyznawcami wszelkiej maści idei “ku pokrzepieniu serc”. Wszystko podczas gdy jesteśmy w żywe oczy okradani przez rozmaitych handlarzy, ślepa wiara doprowadza do przyjmowania narzuconych motywacji jako swoje własne, wyprowadzone z historycznych doświadczeń, tradycji i martyrologii. Tradycją nie jest jednak łamanie prawa, zamieszki, postulowanie kary śmierci, choćby w najszczytniejszym celu i okolicznościach.

Diagnozy rzutujące na przyszłość

W chwili obecnej odpowiedzialności za wybranie tych, a nie innych władz nie zatrzymamy, ni cofniemy. Kolejny zaś czynny opór wobec władzy zabetonuje jej poparcie u ludzi, którzy tak jak ja wolą stać na uboczu, by nie dać się sprowokować i przeżyć godziwie. Diagnozą fałszywą zostaliśmy wykarmieni przez kontrolowaną opozycję antysystemową na całe lata wstecz i do przodu. Począwszy od Kukiza, na Braunie i Bąkiewiczu skończywszy.

Koronawirus był śmiertelnym zagrożeniem dla naszej Ojczyzny, natomiast tej “gry” w swej epatystycznej i paternalistycznej małostkowości nie podjęli antysystemowcy.

Oni zgoła wprowadzili walkę z ograniczaniem “wolności” obywatelskich, jakby wirus miał charakter stanu umysłu, jakby wszyscy na około się mylili, natomiast oświeceni publikacjami z zachodu (“partyjna” książeczka Brauna pod tytułem: “Fałszywa pandemia” wyd. Osuchowa to zbiór zagranicznych publikacji) Braunowie i konfederackie Bosaki, na całej linii za doprowadzenie do obecnej sytuacji zapaści kraju, przez wpuszczenie koronawirusa i niezamknięcie granic począwszy od marca bieżącego roku, ponoszą wespół z PiS-em i innymi dyletantami całą odpowiedzialność. Dziś tego się nie da zatrzymać. Populistyczne hasła narodowościowe nie działają już dziś jako żar “Świętej miłości kochanej Ojczyzny”, ale jak… pożar w Czarnobylu.

Zbiorowa iluzja autodestrukcyjnej sekty

Myślę, że analizy tęgich głów nasto- i dwudziestolatków, realizujących się odtwórczo w rekonstrukcjach ruchów narodowych i patriotycznych, choć wektor tych analiz jest w słuszną stronę skierowany, muska co najwyżej powierzchnię tego oceanu, po którym nasz Titanic dryfuje. Przykładanie natomiast ich własnych, wyśrubowanych i dobrze naoliwionych narzędzi do wyrobionych przekładni sterowania państwem, które przemieszczają się dla obserwatorów pozornie siłą bezładnego pędu, jest dla nich co najwyżej zabawą w teatr cieni, podczas gdy demiurgowie ponad wszystkimi piszą kolejne dzieła w kopernikańskim stylu: “O obrotach sfer niebieskich”. Współuczestnictwo w takiej zbiorowej iluzji, jeśli nie nazwać tego samobójczego aktu zdradą, to jest zdecydowanie odrealnieniem zbiorowym. I tak się właśnie rozgrywa frajerów, co poniżej uzasadnię.  Ta garstka wallenrodzkiego, bieżącego, sfrustowanego owczego pędu, chcąc nakłonić resztę nieprzekonanych, posługując się wytartymi sloganami wyzwoleńczymi, idealnie spełni rolę pionków szachowych, realizując drobny element gry zawodowego gracza, często zagrywkę (przewrót społeczny), albo czasem i szach mat (brudna robota). Dlatego też formując jednolity front ojczyźniany, śpiewają o “wysączeniu krwi z piersi i pieśni”, posługując się tą, czy inaczej ubraną frazeologią. Ten wulgarny język rzezi narodowych zrywów (od śpiewek o powstaniach XIX wiecznych, po pienia o dzielnym samobójstwie Warszawy 1944 roku, aż po stawianie w kanonie świeckich świętych narodu polskiego tzw. żołnierzy wyklętych oraz stawiających opór w momencie stanu wojennego) świadczy o istnieniu uniwersalnego języka ojczyźnianych komunikatów. Nie jest to jednak język migowy, ale są to znaki dymne i zadymne. Ślą je od lat obydwie strony: opozycja w stosunku do władzy i sama władza. Dlatego w tę nutę grają z sukcesem socjaliści obecnych czasów, wprowadzając kult, wobec którego fundamentaliści wcale nie stanowią realnego zagrożenia, ponieważ zgodnie z planem mobilizują niezdecydowany elektorat do pójścia i oddania głosu na partie dominujące.

Padlinożercy wszystkich krajów…

Proszę się nie obawiać o moje daleko idące zaangażowanie w dobro Ojczyzny pomimo bezobjawowego przebiegu. Zmierzam teraz do umiejscowienia nakreślonego wyżej sporu w realiach geopolitycznych. W myśl agendy depopulacji ludzkości, pozbawienie rokujących na przetrwanie narodu podstaw jego funkcjonowania, a więc oparcia na organizacji w strukturach państwowych, stanowić ma ratunek dla całej ludzkości. Mówiąc o zaplanowanych zgoła przez decydentów zbrodniach na Polakach ustalmy jedno: w dzisiejszych czasach odgruzowanie zniszczonych miast nie jest zbyt opłacalne. Decydenci na szczytach władzy ponadpaństwowej dwoją się i troją jedynie nad tym, jak stworzyć sprzyjające ku temu warunki, aby obronić nie tyle świat przed Polską, ale by Polacy sami sobie i przy okazji mniejszościom nie wyrządzili szkody. Pal licho, że część z nich zginie marnie przez paraliż państwa, uzasadniony niestosowaniem się do zaleceń sanitarnych zgodnie z wyrocznią biegłych od tak zwanej “fałszywej pandemii”. Chodzi przede wszystkim o zbiorowe samobójstwo tego narodu, gdzie zaszczepienie idei narodowo-wyzwoleńczej stanie się niezbędnym, a na dodatek ekologicznym biopaliwem samounicestwienia. Powiedzą następnie o nas: ci Polacy sami tego chcieli. Popatrzcie, jak odradzający się nacjonalizm stał się drugą twarzą tego kraju. Czy taki lud barbarzyński zasługuje na własne państwo? Albo rzecz bliższa: zobaczcie, jak Polacy – husaria , a nie może dać sobie rady ze służbą zdrowia. Widzieliśmy, protestowali w całym kraju, nie chcieli nosić masek – głupi to naród – rzekną słusznie…

Diagnozowanie psychozy z objawów w postaci zasłaniania maską nosa, ust, brody, czoła…

Skąd tak masowe i zbiorowe halucynacje o odbieraniu wolności? Zamiast cieszyć się okazją do zbudowania siły wewnętrznej państwa polskiego, igrzyska na Wiejskiej rozgrywają sami doborowi lekkoatleci, od lewa do prawa w sztafecie przekazując sobie pochodnię ducha narodowego. Innymi słowy, występami swymi mamią, tumanią i przestraszają coraz to nowi komicy z cyrku na Wiejskiej, czy szukający swego szczęścia uchodźcy, desantowani z tonących statków pod banderą “naród”, zatapianych w porcie docelowym “wolność” z załogą i pasażerami na pokładzie. Czy warto takim cyrkowym trupom i ulicznym halabardzistom, czy gawędziarzom (jak Braun, czy Bąkiewicz) użyczać oliwy do ich pochodni.  Podobne nieroztropnie zachowanie gani sam Chrystus w Ewangelii z ostatniej niedzieli.

Rzym już cały płonie, mógł rzec Neron, sam zaś śpiewając i grając na lirze na prywatnej scenie. Podobnie nasi narodowcy, skorzy są do wystawiania pod wiatr biało-czerwonych proporczyków zamiast żagli, a w to miejsce z pasją oddają się kultywowaniu wierszoklectwa o imponderabiliach (jak pan Winnicki) lub erystyki Szopenhauera (jak mój szanowny dyskutant z forum Straży Narodowej). Czy celowo kalectwo uprawiania demagogii w celu reanimacji upadających idei, ma dziś dodać nam odwagi? Czy jest to przyczynek do samozagłady podczas naśladowania biblijnych Azariasza, Szadraka i Miszaela w płomieniach czekając na potwierdzenie wybraństwa z Nieba? No cóż, skoro wyznawana jest triada zasad, nie zaś Trójca Osób… Odkąd Bóg w tej samej randze jak Honor występuje, który to zyskuje rangę świętą i niepodważalną, to pytam: czemu winna jest Ojczyzna, we krwi regularnie kąpana, aby zasłużyć na ten honor i umiłowanie Boskie? Tak wyglądają realia kultu narodowo-wyzwoleńczego, gdzie prawdą podstawową jest, że świętym nie jest się za życia, ale dopiero staje się nim w zaświatach. Stąd nie dziwi wciąż deklarowana gotowość narodowców do chrzestu krwi dla świadectwa wiary w sprawę Honoru Ojczyzny, tylko szkoda że w tej triadzie Bóg okazuje się raczej niekatolickim Bogiem.

Jest to kult zaiste, totemiczny (lubo używana figura retoryczna posła Grzegorza B.), jednakże tutaj wódz plemienia składa krwawe ofiary z… ochotników. Taką drogą nas wiedzie zawżdy i przeważnie Braun, katolik znany z przypominania demokratycznie wybranym przedstawicielom Narodu o tradycji do wieszania na latarniach, czy też nieukrywający sympatii do polskiej szarży pod Kircholmem i na koniec: swoim czynnym zaangażowaniem w poparcie “demokratycznych przemian” na Białorusi. Wszystko po to, by niepostrzeżenie wstrzelić się na mównicę, nawiązać do scenariusza obrad na Wiejskiej (brak inicjatywy ustawodawczej, tak jak by tego oczekiwał PiS) i freudowsko się być może chcąc, nie chcąc umieć pomylić przez szukanie okazji do powtórzenia uścisku dłoni z tym, czy innym Morawieckim.

Vox pro populi plebeium et pauperum

Jesteście wychowankami PiS-u i wpisujecie się w ich pokrętne scenariusze. Macie co do tego jeszcze wątpliwości? Jeśli tak, to buta słów “A więc wojna…”, “wszystkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy”, czy “wszyscy jesteśmy żołnierzami” z pewnością wynagrodzą wam, moi rodacy hipokryzję i obłudę obecnych rządzących, jak staniecie jednego dnia i w jednej linii, niepytani o imię. Nikt z was nie czyni żadnego dobra dla Ojczyzny, angażując się w demonstracje “siły narodu”; narodu, który ma obecnie dość innych problemów na głowie i nie potrzeba mu urządzania zawadiackich jatek, psujących nasze sąsiedzkie relacje z państwami ościennymi, co jest tylko pretekstem, aby dobre imię Polski na zewnątrz szkalowano, w obliczu braku realnych sojuszy z państwami ościennymi, a w myśl narodowej buty i mocarstwowych zapędów bez pokrycia

Sami pasiecie niedźwiedzia i wilka oraz dolewacie oliwy do ognia nie tylko sponsorując fiestę narodowo-wyzwoleńczą, ale podważając przy tym prawną legislatywę narodu, jaką jest głos w wyborach i fundament cywilizacji oparty o rządy prawa. Powołujecie się na przekraczanie norm i sprawiedliwości, sami je gwałcąc. Podobnie jak grupa na Facebook-u “Straż Niepodległości”, która nie publikuje krytycznych, merytorycznych analiz, zagrażających popularności ruchu. W taki też sposób wspomniana grupa, powołana przez frontmenów akcji “marsz niepodległości” stała się kolejnym zagrożeniem dla wolności słowa oraz wylęgarnią fermentu rewolucyjnego pośród pospolitych obrońców kościołów… Tego jeszcze nie było, tego jeszcze nie grali. Dalej będziecie blokować ulice, zamiast urządzać demonstracje pod domami polityków. Dajecie się wodzić przez sponsorowane ideowo długie ramię partii PiS-PO.

Post Scriptum

Przyczynkiem do publikacji poniższego wpisu stała się dyskusja na forum grupy facebookowej Straż (tak zwana- red.) Narodowa, na której za trzecią nieudaną próbą walki o wolność słowa przez próbę publikacji linka do powyższego materiału, zostałem zbanowany

grupa straz narodowa dostalem bana

Addendum

Poniżej publikuję nieopublikowane wpisy na grupie “Straż narodowa”, które administratorzy odrzucili bez podania przyczyny.

straznarodowa
Nieopublikowany wpis przez grupę Straż Narodowa

 

straz narodowa
straz narodowa – nieopublikowany wpis

 

straz narodowa3
straz narodowa trzecie podejście

Epidemia dwóch prędkości

2predkosci

W niniejszym artykule pragnę skupić uwagę na zjawisku tendencyjnego stosunku do obostrzeń sanitarno-epidemiologicznych w Kościele polskim. Będę opisywał żywe odczucia, nie zaś ściśle trzymał się serwisów informacyjnych z ostatnich paru miesięcy.
Poniższe piszę już po “doniesieniu Kościołowi” o tych obserwacjach (powiadomienie kurii mojej archidiecezji warmińskiej, komentarze do Tweet-ów Konferencji Episkopatu Polski i jej przewodniczącego abp S. Gądeckiego). Ponieważ wspomniane działania nie odniosły rezultatu, a sytuacja poniższa trwa nieprzerwanie, publikuję i oświadczam co następuje. Jedynym moim celem jest pobudzenie do refleksji nad tymi sprawami u osób duchownych, odpowiedzialnych za duszpasterstwa oraz głos solidarności z wiernymi, podobnie jak ja doświadczającymi zaniechań duszpasterskich w dobie pandemii koronawirusa.

Utopia zgniłych sojuszy z władzą państwową.

Kościół w Polsce, działając przez organ kolegialny Konferencji Episkopatu Polski, wykazał się gwałtownymi i pochopnymi decyzjami począwszy od marca 2020. W moim odczuciu zabrakło strategicznego planowania po stronie Kościoła i niezależnie podejmowanych decyzji. Zabrakło planu na sytuację kryzysową. Dławienie od lutego 2020, szczególnie we Włoszech, publicznych praktyk kościelnych, zostało zbagatelizowane przez polskie duchowieństwo. Nie wyciągnięto w porę wniosków jak do podobnej, czy gorszej nawet sytuacji przygotować Kościół w Polsce. Oparto się na przekonaniu, że Kościół powinien w sytuacji epidemii przerzucić ciężar decyzyjny na państwo w myśl postanowień Konkordatu i podporządkować się dyrektywom władzy cywilnej. Wnioskuję to po synchronizacji ogłoszeń Episkopatu i rządu. Wierni zaś, czy członkowie Episkopatu, mieliby zawsze oparcie dla swej niezaradności przez przerzucenie wprost odpowiedzialności na władzę państwową. Przez oportunistyczną realizację dyrektyw władz publicznych Kościół, postulujący programowo swe żywe zainteresowanie sprawami społecznymi, wobec sytuacji kryzysowej przerzuciłby tę troskę na instytucje publiczne. Nic jednak za darmo. Państwo w tym względzie otrzymałoby ewangeliczną promesę: ofiarności szpitalników w stylu św. Kamila, św. Matki Teresy, oraz naukę św. Jana Pawła II ku pokrzepieniu serc – jak doskonale wypełniły się te okoliczności poprzez spontaniczny marsz zakonnic do opuszczonych przez personel DPS-ów, a także synergia Kościoła i państwa w świętowaniu dwu rocznic: śmierci i urodzin św. Jana Pawła II (a wszystko to w okresie eskalacji obostrzeń!).

 

To dlatego Kościół otrzymał na dalszym etapie zamknięcia względną swobodę działalności (a nawet niepisaną promesę organizacji uroczystości prymicyjnych oraz pierwszokomunijnych).

Obawiam się, że częścią deal-u było nieoprotestowanie procesu wyborów w dobie pandemii.

W każdym razie swoboda działalności Kościoła w Polsce była nieporównywalna z obostrzeniami jakie poniosły Włochy.

Choć kościoły we Włoszech były zamknięte, księża do swoich Parafian wychodzili…

Podobnie było i na Słowacji.

A w Polsce kościołów nie zamknięto, jedynie paru biskupów zakazało Mszy Świętych dla wiernych w swoich diecezjach, co nie zaszkodziło kompromisowi najwyższej władzy duchownej ze świecką nomenklaturą państwa prawa.

https://fakty.interia.pl/raporty/raport-koronawirus-chiny/polska/news-biskup-gliwicki-jan-kopiec-odwolal-wszystkie-msze-z-wiernymi,nId,4381468

Palenie w piecu meblami, drzwiami i oknami

Stan duchowny, ongiś uchodzący za elitarną klasę społeczną, dziś podporządkowany bywa koniunkturze i często splotom osobistych ambicji. Kościół w Polsce jednak w swej możliwej, “wallenrodzkiej” nadgorliwości uczynił znacznie więcej, a może nie to co powinien na początku. W pierwszym rzucie “negocjacji” z rządem pozwolono na redukcję nie praktyk, ale pobożności wobec Sacrum. A przecież wystarczyło tylko wstrzymać praktyki w myśl zaleceń sanitarnych (oraz przykładu płynącego z Włoch). Zamiast tego prawem precedensu przyznano rację rewolucyjnym wypaczeniom, wprowadzanym uprzednio gdzie indziej w Kościele zawsze z pogwałceniem wielowiekowej tradycji Kościoła. Tak więc podążając za ciosem redukcji nie ilości, a “jakości” praktyk, pierwszym zaleceniem Episkopatu w dobie epidemii w Polsce, zaraz po wysuszeniu kropielnic, było formalne dokończenie procesu degradacji pobożności eucharystycznej przez liberalizację obrzędów udzielania Komunii Świętej. Przez pierwsze takie w historii Kościoła polskiego “zalecenie” Komunii na rękę, zwieńczeniu uległ pewien proces. Kresem działań, które “reformatorzy” wdrażali za milczącym przyzwoleniem ogółu, jest właśnie praktyka Komunii na rękę. Do działań i zaniechań uprzednich zaliczam: “wyrzucenie” Tabernakulum z prezbiteriów nowowybudowanych i istniejących kościołów, usuwanie balasek z kościołów i nie instalowanie ich w nowych kościołach, udzielanie Komunii na stojąco oraz episkopalne zatwierdzenie możliwości jej przyjęcia na rękę “na żądanie” wiernego, Spowiedź “za pokwitowaniem” przy okazji obrzędów sakramentalnych, koncerty muzycznych zespołów świeckich w kościołach oraz protestantyzacja oprawy Eucharystycznej, “stadionowa” pobożność, itd. Wobec Najświętszej Ofiary jaką jest Golgota Chrystusa i wobec miejsca Jej sprawowania, uczyniono już w Polsce dosłownie wszystko, co możliwe. A zakończono ów proces gremialnym zaleceniem KEP do udzielania Komunii Świętej wprost na rękę.

Is Communion in the Hand a Sin? | matt fradd

Wyjaśniam ukryte znaczenie tego sprzeniewierzenia się. Nie doszło do zatrzymania praktyk, lecz uczyniono gwałt na pobożności, by – moim zdaniem – tą “kartą przetargową” przebłagać bezlitosny aparat państwa. Na dowód tego podaję dwa przykłady. Pierwszym z nich jest to, że nie wprowadzono żadnych, niezależnych od tych państwowych (co jest przecież możliwe), ścisłych reżimów sanitarnych w kościołach. Mogłyby one funkcjonować niezależnie od narzuconych przez państwo – z poszanowaniem państwowych oczywiście w myśl Konkordatu. Takie wewnątrzkościelne normy obowiązywać miałyby jednakowo wiernych, jak i księży. Drugi przykład wynika z tego, że nie doszła do mnie żadna informacja (od paru miesięcy obserwuję profil Twitter-a KEP: @EpiskopatNews) o prowadzeniu przez KEP w obliczu pandemii działań tak niezbędnych i oczywistych jak koordynowanie dystrybucji środków ochrony osobistej oraz preparatów do dezynfekcji dla całego duchowieństwa w Polsce oraz służby liturgicznej.
Inne przykłady miały już tylko za zadanie kamuflowanie powszechnego wycofania się duchowieństwa z pierwszej linii frontu. Wynegocjowano na przykład z rządem to, żeby księża nie musieli sprawować Eucharystii w maskach, czy rękawiczkach – jeden z “sukcesów negocjacyjnych” (sic!)… Wykluczono przeprowadzenie świadomej, wewnątrzkościelnej interwencji kryzysowej i postawiono na decentralizację, a może to bardziej decentralizacja stoi za tą dezorganizacją…? Zabrakło wszakże siły przekazu w postaci dobrego przykładu płynącego “z góry”. Przyczyniła się w mojej ocenie do tego stanu rola mediów katolickich, skażonych przez powszechny ”dudaizm”. Szczególnie wyraźnie widoczne jest zespawanie ośrodka mediów toruńskich z obozem rządzącym, widoczne np. przez pozbawienie prof. Mirosława Piotrowskiego roli felietonisty TV TRWAM i RM. Zlekceważono dydaktyczne znaczenie aktywnego kreowania świadomych postaw przez wspólny głos pasterzy i wiernych. Stosowano wybieg “heroizmu wiary”, który przyświecał okupacyjnemu Kościołowi przy sprawowaniu Eucharystii. Uśpiono zatem nade wszystko czujność na zagrożenie epidemiologiczne po pierwsze u duchowieństwa, a w konsekwencji u wiernych.
Powyższe oraz inne działania wybiły w jednym momencie i stłamsiły głosy za bardzo gorliwe (Prymas Polski metropolita gnieźnieński Wojciech Polak od początku nazwał lekceważenie nałożonych norm sanitarnych jako grzech przeciwko V przykazaniu), głosy “zacofane” (np. głos abp A. Dzięgi o tym, że “Chrystus nie zaraża”), a także potężny głos “ukamienowanego” przez rzecznika KEP parę tygodni wcześniej, abp Lengi (z własnej praktyki duszpasterskiej podawał przykłady ludzi, którzy aby tylko mieć okazję uczcić Najświętszy Sakrament bez możliwości nawet udziału w Eucharystii, podróżowali w tym celu setki kilometrów). Chociaż, prócz głosu księdza Prymasa, były to głosy nie postulujące wprost ochrony epidemicznej, a stawiające temat w kategoriach wiary w cud oddalenia ryzyka zakażenia przez samego Boga, nie doszło po stronie Kolegium Biskupów do zbudowania konstruktywnej alternatywy. Widoczne byłoby to w konsekwentnym narzucaniu duchownym odpowiedzialnego i adekwatnego programu duszpasterstwa w okresie pandemii, w ramach bezpośredniej relacji posłuszeństwa pasterzom.
Jako wierny sam nie mogłem liczyć na zapewnienie ciągłości duszpasterskiej w lokalnym Kościele, zostałem zepchnięty do podziemia swej wiary. Poza powyższą niekonsekwencją w obszarze obostrzeń epidemicznych doznałem dodatkowego zawodu. Odczułem doniosły brak odważnego wyjścia naprzeciw okolicznościom u swojego duszpasterza. Nie mogło być mowy o wyjściu z jego strony do wiernych “na ulicę” z Sakramentami, aby w trudnym czasie zapewnić im dodatkowy komfort psychiczny i pokazać widoczne wsparcie, zaznaczyć realną obecność.
Ujrzałem również jak w jednym momencie powszechnie uderzono w spełniane przeze mnie praktyki pobożnościowe: Komunia święta tylko na klęcząco i do ust oraz odłączenie od sieci komórkowej i internetu w ramach świętowania Dnia Pańskiego.

https://www.facebook.com/petycjaokomunieswnakleczacoidoust

https://www.facebook.com/niedzieladlaboga

Za sprawą zaleceń do pozostawaniu w domu doszło do masowego transmitowania Eucharystii i ex cathedra promowania udziału w celebracjach za pośrednictwem telewizji i internetu. Nie do pomyślenia dla mnie, odłączającego się od mediów na czas niedzieli, by spędzić czas z Bogiem i rodziną. Słyszę wielkie wołanie Opatrzności Bożej w inicjatywach, jakie z wyraźnego natchnienia opublikowałem w internecie na parę miesięcy przed eskalacją sytuacji epidemicznej. Wokół inicjatyw “petycji o Komunię Świętą na klęcząco i do ust” oraz “Niedziela dla Boga” zebrałem w tamtym okresie dwie grupy ponad 100 internetowych fanów każdej z tych inicjatyw.

Osobista relacja

Obserwowałem własną oraz okoliczną wspólnotę parafialną, a także przez internetowe środki przekazu, jak księża proboszczowie od marca 2020 w swoich parafiach poczuli się jak szeryfowie na Dzikim Zachodzie. Były przykłady pozytywne, górę wzięły jednak negatywne wzorce. W imię wytycznych Episkopatu, pozwalających na luzowanie reżimów praktyk pobożnościowych, księża samowolnie zakazywali udzielania Komunii do ust, odcinali się od kontaktu z parafianami, dowolnie interpretowali zalecenia sanitarno-epidemiologiczne. Już w marcu 2020 osobiście musiałem interweniować w kurii metropolitarnej archidiecezji warmińskiej na okoliczność zakazu udzielania Komunii do ust w jednej z parafii mojego dekanatu. Była to skuteczna interwencja, ale reakcja owego proboszcza była dla mnie upokarzająca. Podobnej reakcji doświadczyłem podczas niedzielnej Mszy Świętej w swojej parafii, gdzie jako czwarta na 5 dozwolonych osób biorąc udział w Eucharystii, poczułem się wykluczony przez proboszcza, który przed obrzędem Komunii wręcz narzucił narrację o tym, że to wyraz budowania wspólnoty i jedności w parafii to, że wszyscy przyjąć mają za chwilę Komunię Świętą na rękę. Gdy wtedy przyjąłem Komunię na klęcząco i do ust, poczułem się tak jakby wykluczony z parafii oraz postawiony w roli buntownika… Ale bez przesady, wiedziałem, że nie mogę się mylić – bo ksiądz nie nałożył maski, nie zdezynfekował rąk!
Jednak w ciągu tygodnia po tym wydarzeniu, jak ostatni raz przyjąłem Eucharystię (i nie przyjmuję Jej do tej chwili z powodu nieposzanowania zaleceń sanitarnych przez księdza), realnie zacząłem obawiać się o swoje zdrowie i skorzystałem z dyspensy. Nie interesowałem się również zbytnio tym, czy mój proboszcz dalej rażąco łamie zalecenia sanitarne (nie nosząc maski, nie dezynfekując rąk przed udzielaniem Komunii Świętej). Lecz uderzyło we mnie od początku jego wycofanie – nie odpowiadał wcześniej, ani później na maile, telefonu nie odbierał. Ostatecznie ksiądz podał w ogłoszeniach internetowej strony adres email do umówienia się na indywidualny termin Spowiedzi… Nie zaakceptowałem takiej formy duszpasterstwa.

Nieco wcześniej, tuż po wydaniu pierwszego dokumentu KEP o dyspensie, w następującą po tym sobotę próbowałem dowiedzieć się u proboszcza jak będzie wyglądał udział we Mszy Świętej. W ciągu tej soboty pojawiła się dyspensa abp metropolity na stronie internetowej archidiecezji i tylko w ten sposób mogłem się dowiedzieć jak zachować się w niedzielę. Ciekaw byłem skąd (z telewizji?) mają się dowiedzieć inni parafianie o tym, że tym razem nie będzie Eucharystii w niedzielę. Do księdza na plebanię nie chciałem wyjść, bo obawiałem się (z rodziną) o zakażenie przez wychodzenie z domu. O dziwo, w poniedziałek teściowa przekazała mojej żonie, że pisałem do księdza email… Nie chcę opisywać jak mogło dojść do tego, że teściowa dowiedziała się o tym. Zostałem potraktowany tak, jakbym był parafianinem drugiej kategorii. Nie, nie pisałem do proboszcza wcześniej w tym okresie żadnych listów, nic obraźliwego. Wystąpiłem tylko z protestem na praktykę Komunii Świętej na rękę parę miesięcy przed pandemią i zostałem przy tym moralnie upokorzony. Do tego doszła skarga, którą napisałem do kurii na księdza z tego samego dekanatu, który w swojej parafii zakazał udzielania Komunii do ust – ten fakt był z pewnością znany memu księdzu proboszczowi, ponieważ jest dziekanem.
Tak więc od dnia ogłoszenia pierwszej dyspensy związanej z limitem wiernych do 50 osób w kościele, jako wierny musiałem pokornie czekać na ogłoszenia parafialne podane na stronie internetowej, ale już po niedzieli. Utrudniony kontakt połączony z odcięciem się od wiernych – tego doświadczyłem u swojego proboszcza w momencie pierwszego tak poważnego kryzysu w Kościele polskim. Zacząłem unikać myślenia o Spowiedzi, zadbałem bardziej o życie wiarą i według Rad Ewangelicznych – ale głodu eucharystycznego nikt “syty” nie zrozumie. Nie było u nas żadnego udzielania Komunii Świętej na zewnątrz kościoła, spowiedzi na otwartym powietrzu, czy nawet aktualnych ogłoszeń na pozorowanej stronie internetowej mojej parafii.
Księdzu owemu proponowałem również wdrożenie i uruchomienie transmisji internetowych Mszy Świętej dla parafian w okresie najtrudniejszym, marcu-kwietniu… bezskutecznie.

Pierwsze, osobiste reakcje na znoszenie obostrzeń

Dalszy obraz zażenowania to moment stopniowego znoszenia ograniczeń z końca kwietnia 2020. Wtedy od 1 maja wróciłem do praktyki uczestnictwa w Eucharystii, jednak stojąc na zewnątrz kościoła. Nie przystępowałem i nie przystępuję przy tym do Komunii, choć miałem i mam Jej wielkie pragnienie. Nie mogłem z czystym sumieniem iść do Komunii wchodząc do kościoła, gdzie:
– już była przepisami wyznaczona liczba wiernych
– ksiądz ani nie nosił maski, ani nie wiem, czy dezynfekował ręce – bo tego nie ogłaszał ani razu
– nie wszyscy noszą maski…
Tak wygląda od tamtego momentu każda moja niedzielna Eucharystia. Ksiądz proboszcz pomimo kierowania do niego listów email z prośbą o zakładanie maski oraz udzielanie Eucharystii w wejściu do kościoła, nie reaguje na to wcale. Od paru niedziel w ogóle już nie modli się o ustanie epidemii, nawet w modlitwie wiernych (!).
Powyższe zachowania są gorszące, nawet samo o nich mówienie z intencją szkodzenia w ten sposób Kościołowi. Ale tłumaczenie komuś z zewnątrz, że doznaję należytej opieki i troski duszpasterskiej, co jest nieprawdą, byłoby z pewnością naruszeniem sprawiedliwości i zaniechaniem upominania błądzących. Chyba bardziej w tym momencie umarłemu kadzidło okazało by się potrzebniejsze niż milczenie o powyższych zaniedbaniach.

Nie wszędzie palą krzesłami, stołami, drzwiami i oknami…

Zadziwia mnie, jak krytykowani przeze mnie przede wszystkim za pentekostalne formacje religijne oraz “youtuber-skie” dokonania księża jezuici z Łodzi potrafili ogarnąć ten początkowy bałagan i chaos. Wprowadzili kontrowersyjną (dla mnie niewolniczą) “tacę elektroniczną”. Zastosowali bieżącą komunikację z wiernymi w internecie. Wprowadzili nawet dwa rodzaje kolejki do Komunii – uznając potrzebę wiernych, chcących przyjąć Ciało Pana Jezusa godniej. Gdzie indziej zaś w Polsce poprzez internet obserwowałem organizowanie “tradycyjnej” Mszy Świętej (z obowiązkiem udzielania Komunii wiernym wyłącznie na kolanach i do ust), błogosławieństwa kapłanów Najświętszym Sakramentem z wież kościołów, z samolotów, przez szyberdachy aut, spowiedzi święte mobilne (przez okna w samochodach), organizowanie co pół godziny Mszy Świętej przez całą niedzielę – by obejść limity wiernych, itd. Ta ostatnia praktyka to ewenement, bo ksiądz może według KPK odprawić maksymalnie trzy Msze Święte w ciągu dnia (trynacja), jednak po tej zdecydowanie pozytywnej decyzji Episkopatu limit ten miał nie obowiązywać. Według moich obserwacji niewielu księży wyszło z tą możliwością do swoich wiernych, ale te promienne przykłady niech będą wielkim wyrzutem sumienia dla wszelkich zamkniętych po plebaniach duchownych.

Ci, którzy mówią raz tak, raz nie…

Epidemia COVID-19 po ustaniu obowiązkowej kwarantanny narodowej i zaprzestaniu egzekwowania obostrzeń sanitarnych, zbiera obecnie coraz śmielsze żniwo w Polsce. Z dnia na dzień rośnie dzienna liczba nowych zakażeń koronawirusem (na dzień 8 czerwca stwierdzono jednego dnia 600 nowych zakażeń). Obserwuję, jak unisono Episkopat uderza w dzwony wraz z władzą rządową.

Odblokowanie gospodarki, odblokowanie tacy – jeden dzwon… Zniesione limity wiernych w świątyniach, klientów w sklepach i kinach – kolejny dzwon. Doszło jednak w tym okresie do kilkukrotnego przestawienia wektorów zmian, co spowodowało rozchwianie społeczeństwa. Najpierw czegoś zakazywano, potem to znoszono przeciwstawnymi opiniami i prognozami. Przedstawiciele władzy wprost prowokowali do takiego stanu przez rażące obchody rocznicy smoleńskiej, czy wizyty Kaczyńskiego na grobie matki.
Teraz zaś zdezorientowani ludzie jeszcze większego wstrętu nabrali do obowiązujących wcześniej, racjonalnych działań w celu zatrzymania rozprzestrzeniania się epidemii. A przy tym przemilczane są fakty wskazujące na to, że sytuacja epidemiczna wcale nie została opanowana. Ostentacyjne, “oddolne”, “rewolucyjne” zgromadzenia, podburzanie do buntu przez kontrolowaną opozycję antyrządową, tak naprawdę uczyniły większy wyłom w solidarności społecznej niż legalne działania wtedy, gdy obowiązywały ścisłe reżimy sanitarne. Szaleńcze teorie spiskowe i antyszczepionkowe fobie doprowadziły do bankructwa ideę solidarności z najsłabszymi, dotkniętymi niedołęstwem, niepełnosprawnością, czy zwykłą starością. Brak wyobraźni w łańcuchu redystrybucji dóbr i usług oraz swobodne przemieszczanie się osób prowadzi do lawinowego zjawiska zakażeń wśród najbardziej narażonych wspólnot, grup zawodowych, czy instytutów zakonnych i parafii.
Po wprowadzeniu kwarantanny w samym sekretariacie KEP (gdy jeden z interesantów okazał się mieć wynik pozytywny na SARS-COV-2), przewodniczący KEP abp Gądecki w przeddzień obchodów uroczystości Bożego Ciała, dopiero wtedy wrócił do dialektyki “przestrzegania norm sanitarnych”. Nie wskazał jednak, kto miałby tych norm przestrzegać, wierni, czy duchowni. Pielgrzymka łowicka dotarła do Częstochowy, ale nie obyło się bez zgrzytów… Jeden z biskupów stwierdził nawet, że dyscyplina sanitarna wśród wiernych w czasie organizowanych pielgrzymek mogłaby całkowicie wykluczyć ryzyko zakażenia.

Czy aby tylko u wiernych, ponieważ “konsekrowane ręce nie roznoszą wirusa”? – parafrazując kontrowersyjną wypowiedź ks. prof. T. Guza.

W opublikowanym przed uroczystością Bożego Ciała komunikacie KEP  widnieje żelazne podtrzymanie tej filozofii:

„W kontekście zbliżającej się Uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa – mając na uwadze zdrowie i życie naszych rodaków – zwracam się do wszystkich uczestników uroczystości religijnych z gorącym apelem o konsekwentne stosowanie się do aktualnych zaleceń sanitarnych. W sposób szczególny proszę o zasłanianie ust i nosa lub zachowanie dystansu 2 metrów od innych uczestników zgromadzenia. Wskazania te obowiązują wszystkich uczestników liturgii, z wyjątkiem celebransów”.

Ciekawy artykuł na powyższy temat jako uzupełnienie :

http://wiez.com.pl/2020/04/06/komunia-moze-jednak-roznosic-zarazki/

Zapalniki społecznej rewolty

Masowe “zrzucanie masek” promują również prowadzący kampanię prezydencką niektórzy kandydaci. Nie zasłaniają twarzy, organizując masowe wiece poparcia w ramach kampanii, na których fotografują się z kandydatem w bezpośredniej bliskości. I to bez jakichkolwiek środków ochrony osobistej, czy nawet objawów skrępowania taką postawą…

Po stronie zaś wiernych, ogarniętych manią narodowo-wyzwoleńczej rewolty, czy “przedmurza chrześcijaństwa”, nakładanie ograniczeń na wolności obywatelskie nie jest historycznie do pogodzenia i uzasadnione statystycznie. Podobne, neo-prawicowe formacje w ramach obrony zagrożonych według nich wolności obywatelskich, odgradzają się od społeczeństwa za barykadą: strzelnicy, kaplicy, mennicy, i innych “imponderabilów”. Pomimo de facto godzenia przez nich samych w promulgowane pryncypia: ochrony osób starych, ubogich, wdów i sierot…, ci sami rozpowszechniają powszechne rozprężenie w zakresie społecznego dystansowania, nienoszenia masek i niestosowania innych środków ochronnych przed skażeniem. Uprawiają demagogię porównywania okresu komunistycznej dyktatury stanu wojennego ze stanem zagrożenia epidemicznego. Tworzą wrażenie, że Kościół w Polsce dogadał się z rządem pod względem wycofania się z praktyk religijnych – temat ten szerzej omówiłem w artykule: “Koronowani krytycy hierarchii”. Jedna rzecz, która zasługuje na wytłuszczenie: ci wszyscy, wierni jak i duchowieństwo, stosują znany w psychologii mechanizm wyparcia wobec własnej odpowiedzialności za zdrowie swoje i najbliższych.
Zrzucenie odpowiedzialności na rząd w kwestii reżimów sanitarnych to ślepe poddaństwo wobec otoczki propagandowej. Podejmowane są w ramach takiej propagandy działania na rzecz ratowania wizerunku władz przy przeciekających do opinii publicznej rażących zaniedbaniach i trwonieniu funduszy do walki z epidemią.

Ta sytuacja przez zespawanie z polityką rządu, dotyczy także ratowania swojego wizerunku przez hierarchów kościelnych.
Władza państwowa dopuszcza jednak przy tym do skrajnej subiektywizacji poglądów u ludzi. Konsekwencją jest mitologizacja i odrealnienie w dziedzinie zagrożenia epidemicznego. Epidemia koronawirusa jest już coraz częściej przedmiotem wiary lub niewiary. Głoszących zaś potrzebę kontynuowania polityki lockdown nazywa się coraz śmielej świrusami lub heretykami, zależnie czy osoba ta należy do hierarchii kościelnej, czy do establishmentu frakcji rządzącej.

Puenta

Pośród poglądów głoszonych przez teoretyków relacji społecznych (socjologów) i ekspertów od duszpasterstwa (hierarchów) w płaszczyźnie społecznej wytworzyła się próżnia. Nikt nie ma odwagi przejąć pełnej inicjatywy w celu wyprowadzenia narodu polskiego z rosnących statystyk skażeń i umieralności. Działania drążące skałę, czy drażniące lwa, przyjmują już kształt paranoidalnych konstrukcji nie do zrealizowania. Letalny stan świadomości społeczeństwa o realnym zagrożeniu pandemią, podtrzymywany jest przez błędne i sprzecznie postawione diagnozy. Trwa rozprężenie, którego rezultatem będzie powtórzenie scenariuszy z krajów w tej chwili przeżywających poważne turbulencje, także w wymiarze społecznych niepokojów. Epidemiolog profesor Gut, określił obecny stan w Polsce jako zmierzający do przymusowego “wyłapywania” zakażonych i umieszczania ich w izolatoriach. Do takiego stanu rzeczy przyzwyczajane jest coraz bardziej społeczeństwo przez radykalizowanie nastrojów społecznych. Buta i arogancja rządzących oraz wprowadzanie kolejnych instytucji prawnych (jak np. wprowadzenie zagranicznych agencji ochrony do obrony w czasie kryzysu strategicznych obiektów infrastruktury państwa), zmierzają do otwartej konfrontacji ze społeczeństwem i realizacji wizji profesora Guta.

Prof. Gut: Mamy powszechne rozprzężenie i wiele osób kwestionuje groźbę zachorowań. Możliwe, że trzeba będzie rozważyć stosowanie nowego typu kwarantanny, już nie w domu, ale kwarantannę przymusową w izolatoriach.

Za:

https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus-w-polsce-ile-brakuje-do-powrotu-zakazow-ekspert-mowi-o-przymusie-zamykania-ludzi-w-izolatoriach-6519594909689473a

 

 

Apel

Open Source Against COVID-19

Jako mój gorący apel w ramach braterskiej miłości bliźniego proszę: noście maski, unikajcie jedni drugich w otwartej przestrzeni, nie tylko w zamkniętej. Zwracajcie jedni drugim uwagę na nienoszenie przez nich masek. Trwoga przed skażeniem nie jest przejawem braku wiary, ale roztropności i odpowiedzialności za drugich. Jeśli Ty nie zadbasz w ten sposób o siebie, nikt nie zadba także i o Ciebie.

Dnia 11 czerwca 2020 w uroczystość Bożego Ciała.

Piotr – czuwajcie.pl

Koronowani krytycy hierarchii

koronawirus

PCH24. PL w kwestii promocji odruchów fundamentalistycznych

Nie tylko przykrymi są wypowiedzi Krystiana Kratiuka, “mecenasa” konserwatyzmu katolickiego w odsłonie tropiciela dekompozycji Kościoła katolickiego na wielu frontach, a także sympatyka lub nawet postulatora wprowadzenia monarchii w Polsce (na jakiej drodze, samo-ustąpienia prezydenta?) –  lecz są to wypowiedzi dalece oburzające. Skupię się tutaj tylko na jego szczujni z okresu wprowadzania obostrzeń w związku z początkiem pandemii koronawirusa.

https://www.pch24.pl/za-limit-pieciu-osob-na-mszy-wielkanocnej-podziekujmy-premierowi-i-prymasowi,75256,i.html

“Gdy Mateusz Morawiecki zostawał szefem polskiego rządu, deklarował, że chce chrystianizować Europę. A do historii przejdzie jako ten, który zabronił Polakom pójść do kościoła w Wielkanoc. Ale polityk to polityk – co jednak powiedzieć o postawie prymasa?”

Tak brzmi nagłówek wypowiedzi Krystiana Kratiuka, natomiast kończy się wyjątkowo dosadnie:

Wszak kiedy jeszcze dwa tygodnie wcześniej wolno było wejść do kościoła właśnie pięćdziesięciu osobom, w niedzielnych Mszach brało udział ledwie kilkanaście czy dwadzieścia kilka osób – i wcale nie były to osoby starsze czy w podeszłym wieku, ale katolicy pragnący Mszy i Komunii. Bo jest ich nieco więcej (również właśnie wśród młodych) niż pięcioro na parafię. Było ich niewielu dzięki czemu i tak zachowywali między sobą nie dwumetrowe, ale i dziesięciometrowe odstępy! Ale teraz, w Wielkanoc, te osoby już do kościoła nie wejdą.

 

Podziękujmy za to premierowi. I prymasowi.

Skąd zatem uzasadnienie z ust Kratiuka dla odmawiania prawa do bezpieczeństwa osobom starszym, które żyją w społeczeństwie i polegają szczególnie na pracy ludzi młodych? Skoro epidemia roznosi się kropelkowo – bo jak by inaczej – to dlaczego dochodzi do skażeń w DPS-ach, szpitalach, domach osób samotnych?
Jakże tak można… izolować we własnej świadomości osoby starsze, że im nic się nie stanie, a młodzi wcale i nigdy nie zaniosą im wirusa? Skąd ta wiara i pewność? Wydawać by się mogło, że od praktykowania wiary w sposób mechanicystyczny, daleki od posłuszeństwa z synowskim oddaniem!

To kpina z Eucharystii. Eucharystia zawiera w sobie Ofiarę Syna Bożego w doskonałym posłuszeństwie Bogu Ojcu. W Kościele władzę sprawują biskupi, nie zaś wierni świeccy. Poświęcanie na “ołtarzu” własnej religijności obowiązku troski w pierwszym rzędzie o bezpieczeństwo i przeżycie trudnego czasu przez osoby starsze, tworzy zarzewie  buntowniczej rewolucji w duszpasterstwach. A dzieje się to w buńczucznym geście “przybijania” na “drzwiach” Kościoła swoich prywatnych tez i przez publiczne “dowalenie” Prymasowi.

Element szerszego nieposłuszeństwa

Tu i ówdzie, pod jedną fałszywą przesłanką, a mianowicie wierności tradycji pisanej przez duże T, ten sam “duch Lutra” w odsłonie sedewakantyzmu, odmawia poddania się pasterskiej dyscyplinie wobec legalnie wybranych następców Apostołów. Podobnie i w postawie Kratiuka brak jednego z kryterium sensus fidei jako dziecięcej ufności w prawdę o Opatrzności Bożej, wymagającej od wiernego heroicznego często zaufania, poddawanego próbom wynikającym z Bożego dopuszczenia. Po stronie reprezentowanej przez ostracyzm pana Kratiuka, przejawia się wyłącznie nieustanna “reanimacja” i “resuscytacja” Kościoła w agonii, jak gdzie indziej autor wyżej wspomnianego tekstu próbuje określać obecny, czy niedaleki stan dwutysiącletniej instytucji.

Sprzyjające środowisko dla rewolucyjnych idei

Takiej zapaleńczej misji wyzywania na pojedynki najwyższych Hierarchów Kościoła i przypadkom sekundowania atakującym w Pasterzy, wtórują stanowiska osób publicznych. Jedną z  cytowanych wypowiedzi w artykule Kratiuka są słowa mecenasa Jerzego Kwaśniewskiego, utyskującego na paniczne reakcje władz. Tak jakby wyłącznie brak konkordancji systemu prawnego w obliczu nowej ustawy o przeciwdziałaniu epidemii, nie przystawał do pogodzenia żelaznej logiki prawa rzymskiego z tą samą logiką… prawa kanonicznego. Jednak podchwycona w ramach konwenansu wystawiania żagli po cudzy wiatr wypowiedź mecenasa, staje się pretekstem do dalszych tego typu wybiegów w przestrzeni medialnej.

Ci sami, którzy wołali do tej pory o zaprzestanie na arenie prawa działań, które wymierzone są w najsłabsze jednostki społeczeństwa – jak starcy, chorzy, niepełnosprawni, samotni, nienarodzeni, itd. – ci sami w jednej chwili oczekują od władz państwowych równego traktowania w dostępie do usług i dóbr, i o zgrozo: do wymuszenia możliwości uczestniczenia w “gwarantowanych” im przez wiarę praktykach religijnych, według ich własnych kryteriów bezpieczeństwa. Takim chwytem, a raczej petycją o zniesienie obostrzeń na czas Triduum Paschalnego zabłysnęła fundacja Życie i Rodzina. Kuriozalne w możliwych skutkach przedsięwzięcie fundacji Kai Godek godziło przecież w naszą solidarność społeczną z najuboższymi, a także księżmi, chcącymi również przetrwać w najlepszej kondycji trudny czas, by móc przygotować się lepiej do wyzwań stojących przed duszpasterstwem w dramatycznych warunkach.

Jak bardzo złudne jest dążenie za wszelką cenę do otwarcia kościołów i ślepe zapatrzenie w wyimaginowane normy sanitarne, pisane z księżyca… Co niektórzy odwołują się dziś nawet do naśladowania męczenników, przywołując do porządku “niewiernych”, by szli na Eucharystię godząc się na ewentualną śmierć swoją (o bliskich trochę szafują oszczędnie….), na śmierć w obliczu przeheroicznej “próby” wiary. Próbą wiary chcą nas teraz teraz właśnie skonfundować tacy Kratiukowie i jakże zacni “tradycyjni” klerykałowie, wprowadzając istotny dysonans poznawczy w dziedzinie moralności chrześcijańskiej z zakresu miłości bliźniego i stosowania V przykazania w praktyce. A na dodatek, snując intrygę derogacji prawa kościelnego (“podziękujmy za to (…) prymasowi”) i państwowego na rzecz nieograniczonej wolności nie sumienia, ale “wyznawania”.

Nie wystarczy jednak publiczny cynizm “proroków” Kościoła walczącego… z: modernizmem, masonami, progresistami, i resztą świata. Trzeba wg nich podważyć po równo poczynania: legalnej władzy w tym kraju oraz przy okazji zbesztać Prymasa, skoro bez przyłbicy “dogaduje się” z władzami (zamiast naśladować np. nieskalany w ich mniemaniu wzór Prymasa Wyszyńskiego z gestem słów: NON POSSUMUS!). Za co to wszystko? Za wypowiadanie niewygodnej dla tradycjonalistycznej “egzegezy” narracji.

Brońmy naszych Pasterzy!

A ja staję tutaj w obronie księdza Prymasa! Poniższe Jego słowa są całkowicie zrozumiałe dla osób wiedzących, że Kościół katolicki (powszechny), to nie “ja i moja rodzina” (z wypartym szkodzeniem sobie i bliskim), lecz także i społeczności osób starszych, schorowanych, samotnych i często polegających właśnie na sposób dziecięctwa Królestwa Bożego – na zaleceniach i opiece bezpośredniej Kościoła:

ks. abp. Wojciech Polak, Prymas Polski
abp. Wojciech Polak

Łamanie zakazów podczas epidemii jest naruszaniem piątego przykazania, w którym jesteśmy obowiązani dbać i strzec życia innych i własnego. 

Tempus fugit…

Czas weryfikuje, że Kościół polski się nie mylił. Bieżące doniesienia o zakażeniach DPS-ów, o spieszących z pomocą siostrach zakonnych i innych duchownych w liczbie 3000 (ta liczba wciąż rośnie), o wielu zachorowaniach wśród polskich księży i biskupów, zakonnic, to wszystko jest obrazem rosnącej wszak skali epidemii.

A niestety, bezczelne wpisywanie przez Pańskich fanów na hejt-listę nie któregoś z polskich biskupów, ale samego Prymasa Panie Krystianie, to jest owoc pańskiej bieżącej działalności… choć na pozór dalej pod “patronatem” św. Michała Archanioła (protektora Kościoła Świętego).

“qui vos audit me audit et qui vos spernit me spernit qui autem me spernit spernit eum qui me misit” Lk 10:16 (VUL)

Na koniec… spieszę z odpowiedzią – jako ten głos, który i tak być może odfiltruje Pan jako odosobniony i niewart uwzględnienia – na Pana pytanie-donos:

 Ilu Polaków – zastraszonych restrykcjami czy też przestraszonych wirusem – rzeczywiście poszłoby do kościołów w Wielkanoc, wiedząc że może w nich być nie do pięciu ale do pięćdziesięciu osób?

Odpowiadam zatem – w mega skali poszedł Pan na łatwiznę. To nie wymaga wiele intelektu, by odnaleźć odpowiedź naturalną – żaden katolik wiernie słuchający Pasterzy, choćby tylko przez minimum posłuchu względem ich kompetencji oraz władzy pasterskiej – żaden by nie wziął udziału w Eucharystii.

 

Korona Brauna

Kolejni sympatycy wprowadzenia monarchii. Tym razem jako…

Więcej o podpuszczce ideologicznej formacji Grzegorza Brauna tutaj:

Partia Korona Grzegorza Brauna – więcej plusów ujemnych…

oraz tutaj:

Konfederacja Gietrzwałdzka – szczyt katolickiej nauki społecznej? Polemika.

 

Piotr
-czuwajcie.pl

O. Augustyn Pelanowski przepowiedział pandemię koronawirusa

UWAGA.

Poniższej cytowany film “Proroctwo” był opublikowany jeszcze zanim o. Augustyn Pelanowski dopuścił się karygodnej postawy wobec Kościoła Świętego i swojego zakonu oo. Paulinów. Stąd poniższy materiał niech pozostanie tutaj jako materiał pod rozwagę. Módlmy się za o. Augustyna, który obecnie błądzi. Oświadczenie zakonu paulińskiego znajdziecie tutaj:

W związku z propagowanymi przez o. Augustyna Pelanowskiego poglądami stojącymi w jaskrawej sprzeczności z niektórymi prawdami doktryny katolickiej oraz szacunkiem należnym Ojcu Świętemu Franciszkowi, Zakon św. Pawła I Pustelnika (Paulini) oświadcza, iż zdecydowanie odcina się od prywatnych poglądów wyżej wymienionego kapłana.

Jednocześnie zwracamy uwagę, iż o. Augustyn łamie śluby zakonne, zarówno poprzez publikacje, na które nie otrzymał zgody, jak również przez trwającą ponad 11 miesięcy samowolną nieobecność w klasztorze.

Wyrażamy głębokie ubolewanie z powodu zamętu i zgorszenia, jakie w dusze wiernych wprowadzić może indywidualna działalność o. Pelanowskiego. Jednocześnie informujemy, że już wcześniej podjęte zostały kroki przewidziane przez Kodeks Prawa Kanonicznego.

W duchu braterstwa trwamy w modlitwie za o. Augustyna.

o. Paweł Przygodzki

Sekretarz Generalny Zakonu Paulinów

Częstochowa – Jasna Góra, 30 listopada 2019 r.

 


 

W wywiadzie dla powstającego filmu “Proroctwo” z początku 2017 roku Ojciec Augustyn Pelanowski OSSPE dał wyraz nadchodzącym czasom. Minęły dokładnie trzy lata, a mamy do czynienia z wypełnieniem poniższych słów:

https://youtu.be/770B_px7xtI

“Na modlitwie, Pan mi pokazał, że dojdzie do oczyszczenia, przez ogień, wodę, nie wiem co mi chciał przez to powiedzieć. Naiwnością byłoby myśleć, że będzie tak, jak jest i że trzeba sobie odłożyć kwotę na starość. Jeszcze raz powiem, że współczuję bardzo ludziom, którzy sobie odłożyli miliony i miliardy w bankach. Ci, najwięcej stracą. Najubożsi przetrwają. I rodziny. Co wcale nie deprecjonuje osób samotnie żyjących, tylko np. tych którzy niszczą rodzinę. Życie samotne jest równie piękne jak w rodzinie. Nie rodziny, w sensie np. ojciec, matka plus jedno dziecko, tylko rodziny są otwarte na życie – to mi pokazał. Które się nie boją żyć. Dlatego, że tacy ludzie są bardzo… Nie umiem tego nazwać, jak mi to pokazał… Że ci ludzie są wytrwali. Nie poddają się śmierci, dlatego, że będzie pandemia, także rozpaczy. Jeśli ktoś żyje w komforcie, nie wytrzyma tego. Obrazowo, mógłbym to tak powiedzieć: ludzie będą szukali miejsca na cmentarzu, żeby tam żyć, żeby się tam ukryć. Przed życiem.”

 

Proroctwo jeszcze nie do końca wypełnione

Czyż nie wypełnia się to wszystko na naszych oczach? Czyż o. Augustyn Pelanowski nie mówi o wydarzeniach z jakimi mamy do czynienia? Ależ tak, lecz… Słowa o tym, że będą osoby, które nie wytrzymają samej kwestii pozbawienia komfortu, jeszcze się nie wypełniły. To, co u nas się zaczyna, to dopiero początek. Biedni – przywykli do skromnego stylu życia – im nie grozi psychiczne załamanie. Widmo recesji uderzy po kieszeniach gromadzących oszczędności w bankach. To wszystko ma nadejść dopiero. Zanim to, próbie poddawane będą nasze relacje rodzinne, ale i wytrwałość. Nie jest łatwo przebywać w domu bez kontaktu z otoczeniem.  Do tego brak opieki medycznej, pozbawienie pacjentów leczenia ratującego ich życie… To są okoliczności sprzyjające do życia “na cmentarzu”, jako odskoczni od problemów, z jakimi ludzie przyjdą się zmagać.

 

 

Koronawirusowe zapalenie wiary

Koronawirusowe zapalenie wiary

Doniesienia o chorobie i epidemii śledzę nieustannie od początku stycznia 2020 roku, kiedy to Twitter zaczął podpowiadać coraz częściej w statystykach tagów najczęściej komentowany wątek. Tytułem wstępu: nie chcę urażać nikogo bezpośrednimi krytycznymi ocenami, lecz mało jest publicystów, którzy chętnie wyrażają jednoznaczne opinie.

koronawirus
koronawirus to również choroba duszy

Tak, to jest kara Boża.

Nie dam jednoznacznej odpowiedzi tutaj. Od stycznia wydawało mi się, że Chińczycy w rozwoju technologicznym pogubili się. To zaś, co ich spotkało jest efektem wielu zaniedbań na gruncie duchowym. Przypomnijmy, tuż przed epidemią w Państwie Środka, rozgorzały prześladowania Kościoła katolickiego. Nic nie znaczył dla decydentów nawet gest Stolicy Apostolskiej wobec kościoła patriotycznego. Chciano wyrżnąć w pień resztówkę ukrytych katolików… To nie jest główny motyw, wszak aborcja  w tym kraju zbiera największe żniwo przez politykę jednego dziecka. Rzeź pogania rzeź, krwawy mord i wyzysk… Do tego azjatycka mentalność i komunistyczny reżim, który w sposób niebywały kontroluje swych obywateli. Znane są mi relacje internetowe o roli sztucznej inteligencji w inwigilacji na masową skalę.

Nie, to nie jest kara Boża.

Jednak czy słuszne jest stawianie zarzutów co do ilości czynów niegodziwych wobec tak licznego kraju?
Myślę, że wielu z nas mylnie uważa, że im więcej ludzi, tym Pan Bóg nie jest w stanie nami pokierować i dać wszystkim szansę nawrócenia. Dlatego myślę, że nawet bez drastycznej kary jak epidemia, Pan Bóg potrafi okazać ludziom drogę nawrócenia. Tylko do jakiego stopnia człowiek wie, ile Pan Bóg może dłużej powstrzymywać człowieka przed losem, który sam wybiera?
Los człowieka oczami osoby bez wiary jest chaosem, który kontrolują najsilniejsi. Według nich tracą czas bierni w nadziei, że brak działania w końcu będzie ich siłą. W przemocowej walce zaś udaje się przeżyć nielicznym.

A zatem, “karą Bożą” może być co najwyżej to, że ludzie nie zwrócili się do Boga o pomoc. Jest też niesprawiedliwy osąd ludzi, o którym wspomina Apokalipsa, gdzie ludzie mimo zesłanej kary jeszcze bardziej bluźnili Bogu. Brak podstaw do stwierdzenia, że człowiek jest temu wszystkiemu winien, że nie dał posłuchu wierze? Już sam fatalny stan i kondycja człowieka jest dla niego karą w wielu przypadkach. I to największą, bo żył dotąd w przekonaniu, że żył dobrze. Był dobrym człowiekiem nawet, a wielu nie ma takich zasług dla społeczeństwa jak ten/ta dotknięty/a słabością niesłusznie…

Chorzy na nudę?

Dyspensa od braku udziału w Eucharystii niedzielnej nie wystarczy. Ludzie dalej podróżują, przemieszczają się. Są tak ogarnięci dotychczasowymi nawykami, że działają one teraz na nich i na innych zabójczo. Przyglądam się właśnie autu pozostawionemu pod moim blokiem (na mazurach – 20 zachorowań) – rejestracja wskazuje na Kalisz – jedno z największych skupisk zachorowań w Polsce- na granicy województw łódzkiego (91) i wielkopolskiego (31), gdzie w mazowieckim na ten moment (21 marca) jest wykrytych 127 przypadków zachorowań.

Choroba śmiertelna duszy

Koronawirus to już nie tylko choroba ciała. To także choroba duszy, umysłu, serca. Co ich obchodzą przesądy i zabobony, jeżdżą tu i tam, nowe auto, pieniądz w garści, nic ich nie gryzie, ani nie szczypie. Tak właśnie wygląda brak solidarności w trudnym czasie. Tak wygląda nieodpowiedzialność ludzka. I w ten sposób koronawirus zabija duszę już nie ofiar cielesnych, ale roznosicieli i ludzi nie chcących żyć w społeczeństwie z jego ograniczeniami i restrykcjami. Pieniądz zrywa wszelkie bariery – tak ich nauczono z przekazu telewizyjnego. Teraz ta sama telewizja próbuje usadzić ich w domach… przed “home video”, VOD, itd. Świat i jego migawki uchwycone na filmach, a mówiące o zwycięstwie konsumpcji nad biedą i poniżeniem, to kroplówka dla ich serc. Dla ludzi niegdyś ogarniętych manią zysku, dziś to samo jest ślepym zaułkiem niezrealizowanych obietnic tego świata. Stąd bezmyślność i “wszystko mi jedno” jako recepta na ból umarłej duszy…

Lekarstwo, które się ogranicza

To Eucharystia i żywa obecność Boga w Najświętszym Sakramencie. Nie należy jednak wątpić z powodu ograniczeń w dostępie do Eucharystii. Dobro społeczne wymaga poświęceń choćby znoszenia izolacji i dbania przez to szczególnie o najstarszych i najsłabszych.

 

Piotr

 

antykoncepcja – milcząco przyzwalamy na ludobójstwo

Przesłanie, którego nie chcą zrozumieć – antykoncepcja to aborcja

Jako społeczeństwo niestety. Ale czy Ty, internauto, matko, ojcze, mężu, żono, albo osobo wrogo nastawiona do zakładania rodziny – czy masz świadomość wyrządzanej krzywdy i niegodziwości?

Mam ogromny wyrzut do mas katolików, którzy powinni upomnieć się o los niewinnych dzieci. Masa z nich jest ekskomunikowana godząc się na aborcję, ją pochwalając, nawet o tym nie wiedząc. Kuleje świadomość, że aborcja to nie tylko wyrywanie z ciała kobiety rozwijającego się dziecka, ale to już metoda walki by poronienie miało miejsce tuż po poczęciu.

A co z tymi, którzy winni stać w duszpasterstwach na straży nie tylko czystości obyczajów, ale prawdy o otaczającym świecie?

Wyrzut wobec katolików

Z definicji antykoncepcja hormonalna nią nie jest, co udowadniam na stronie https://atakuje.pl. Mimo wszystko odwiedzający tę stronę nie czują się wezwani do propagowania odważnych ocen moralnych tam wygłoszonych. Jak ma się propagować coś, co nie trafia do świadomości wierzących? Czy niewierząca osoba jest w ogóle zdolna do pogłębionej refleksji nad zbrodniczym prawem i praktykami? Prawo zbrodnicze obowiązuje w Polsce, lecz większości to nie interesuje. Są zdeprawowani moralnie, zepsuci ci, którzy głosują na PiS i wszystkie formacje na lewo od nich. Godzą ich rękami w fundament cywilizacji łacińskiej – prawo do życia i ochronę bezbronnych. Żaden leniwy ksiądz ani pasterz, którzy raz na kilka lat coś powiedzą wbrew status quo , żadna taka osoba nie powtarza “w porę i nie w porę” (2 Tm 4,2), bez ustanku. Bo sprawy przyziemne i troska o byt doczesny przesłaniają im perspektywy moralne, które cierpią niebyt w przestrzeni publicznej.

antykoncepcja to aborcja
atakuje.pl

Smutne moje refleksje po 2 miesiącach propagowania w Sieci tej inicjatywy, jak to ją nazwałem – ATAKUJE. Akronim wiele znaczy, bo nie tylko temat aborcji farmakologicznej powinien być piętnowany, ale sam brak walki o życie jako pierwszy temat homilii, z którym kapłan winien iść do wiernych. Bierzmowany zaś jako żołnierz Chrystusa, winien brać udział w życiu społecznym, posłany do innych, walcząc o prawdę.

Troska o nasz los wieczny

Bójcie się Boga! Bez naprawy podstaw upadłej mentalności ufundowanej zgniłymi kompromisami, wasze ogryzione po śmierci przez robactwo kości przy powszechnym zmartwychwstaniu obloką się znowu w ciało, lecz tym razem robak wasz nie umrze i ogień trawiący was nie zagaśnie (Mk 9,43) .

piekło
piekło

Vincent Lambert w agonii – triumf cywilizacji śmierci

Od 2 lipca w agonii pozostaje człowiek, Vincent Lambert. Skazano go na śmierć głodową. Ile będzie takich scen za 5-10 lat, kiedy nikt nie upomni się o chorych i opuszczonych starców i kaleki? Hitleryzm  zatacza dziejowe koło. Oto eugenicy biją triumfy.

Opuszczony przez rodzinę Vincent niechybnie umrze.

Komentarz jaki znalazłem w internecie oddaje dramatyzm, ale czy zupełnie?

Dynia  09 lip, 16:43
Straszne… Choruję m. in. na dystrofię Ullricha, poruszam się na wózku i słabo widzę. Bardzo boję się o swoją przyszłość, że ktoś też postanowi zagłodzić mnie w majestacie prawa, nie pytając mnie o zdanie ani moich bliskich. Rodzice chcieli się przecież opiekować człowiekiem, a tutaj sąd im tego zabrania. Żal żyć w takim świecie. Nawet zwierzęta się usypia, a nie głodzi na śmierć.
Teraz kolej na zdrowych, których państwo nie ma za co wyżywić – oby nie. Nie pozwól Panie Boże by źli ludzie zwyciężali nad dobrymi!
———–
Komentarze w sieci do tego okrucieństwa:

Msza Trydencka w Gietrzwałdzie

W programie dnia pokutnego w Gietrzwałdzie 01.07.2019 o godzinie 16:00 została odprawiona Msza Święta w nadzwyczajnej formie Rytu Rzymskiego.

Byłem uczestnikiem tej formy Mszy Świętej drugi raz w życiu. Za pierwszym razem wyszedłem w jej trakcie, nie mogąc odnaleźć się w tej modlitwie. Jednak teraz, w miniony poniedziałek, przeżyłem Tę Eucharystię w całości.

Msza Święta cudowna i majestatyczna, czułem że szacunek do Eucharystii jest w każdym geście tej liturgii, w Jej porządku, harmonii, tym co stanowi pauzy, milczenie, śpiew po łacinie. To naprawdę tak wygląda. W ten sposób łatwiej zagłębić się w modlitwę. Nikt nie rozprasza, nie przerywa. Wszyscy wpatrzeni są w jeden punkt – w ołtarz, do którego kapłan zwrócony jest twarzą, a tyłem do wiernych.
Wiele piękna i szacunku należnego Eucharystii, tej Tajemnicy..
Jednak oczywiście: skutki dla duszy są te same, tu nie mam wątpliwości. Choć z innego pułapu wchodzi się na szczyt, Szczytem Eucharystii jest Ta sama Ofiara Jezusa Chrystusa.

 

Partia Korona Grzegorza Brauna – więcej plusów ujemnych…

Partia Korona Grzegorza Brauna – zaczynem przewrotu społecznego?

Od lipca 2019 mamy nową partię, założoną przez Grzegorza Brauna-  Konfederacja Korony Polskiej (w skrócie Korona).

Co najważniejsze to wartości, z jakimi idzie ta partia. Lecz czy są to wartości czysto katolickie w zgodzie z duchem i nauczaniem Kościoła katolickiego?

Plusy dodatnie:

  • pro life (lecz bez Kai Godek od sierpnia 2019), obrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci
  • ochrona rodziny przed zagrożeniami (lgbt, demoralizacja, wyzysk fiskalny, itp.)
  • współpraca świeckich i duchownych fundamentem stosunków państwo-Kościół
  • transformacja ustrojowa i rozbrat z państwem opresyjnym
  • stop niecywilizowanym, narzuconym roszczeniom majątkowym

Plusy ujemne:

  • rozdrobnienie i konieczność wchodzenia w “koalicję koalicji”: Konfederacja z Korwinami i całą tłuszczą arogantów
  • poszanowanie przez formację zasad demokracji i innych “idiokracji”
  • nieświadomy elektorat, brak przygotowanego gruntu, wieloletniej pracy organicznej
  • brak systematyzacji ideologicznej, nieostre pojęcia i hasła
  • cicha nadzieja na zaangażowanie kleru

Dopiski z 13/02/2020:

  • konsekwentna polityka historyczna i buńczuczna polityka wolty kopernikańskiej wobec dawnych i obecnych mocarstw politycznych, a brak osadzenia we współczesnych realiach rynków kapitału, brak lobbingu na rzecz polskich interesów z “wrogimi” państwami, umacnianie antagonizmów narodowościowych
  • dążenie do pełnej militaryzacji kraju zamiast odbudowy gospodarki i przemysłu ciężkiego
  • “bratanie się” z PiS przez gesty “miłosierdzia” (poniżej relacja)

Minusy dodatnie

  • Nieszablonowość i bezwzględna walka z poprawnością polityczną, a przy tym (co smutne i trwoży) brak wyważonego języka wobec wyborców z nawykami i nałogami oraz przeszłością jako zwolenników wielkich ugrupowań
  • Poleganie na ekscentrykach z kręgu Konfederacji i używanie przez Brauna wobec nich sloganów: “czcigodni współkoalicjanci” – nie uważam ich za czci godnych, po prostu są graczami w jednej drużynie

Minusy ujemne:

  • brak tworzenia oddolnych struktur, skupienie wokół Warszawy i Gdańska
  • postulaty wprowadzenia kary śmierci – niezgodne z nauczaniem Kościoła katolickiego – polecam swój artykuł, na który p. Braun i ekpipa nie raczyli odpowiedzieć: https://czuwajcie.pl/konfederacja-gietrzwaldzka-polemika/
  • izolacja na każdym gruncie od wyborców (nie odpowiedzieli wcale na mój email w kwestii mojego zainteresowania formami współpracy),
  • przejawy fundamentalizmu (podział na modernistów i tradycjonalistów)
  • prowokowanie marzeń o przewrocie politycznym z udziałem wojska

Od sierpnia 2019 – bez wsparcia przez Kaję Godek. Tłuszcza intelektualistów niejednoznacznie wypowiadała się na temat całkowitego zakazu aborcji.

Moja ocena – odradzam!


Moje relacje dotyczące powyższego wpisu: