Zasady moralne katolickich wydawców internetowych

Do wydawców

Drogi wydawco katolicki lub twórco treści. Jeśli twierdzisz, że nie masz grzechu, gdy włączasz monetyzację dla swoich treści, przyjrzyj się uważnie co akceptujesz. Są to treści reklamowe często sprzeczne z wiarą i moralnością. Jeśli używasz poniższych systemów, ten artykuł tyczy się Ciebie:

  1. Reklamy AdSense
  2. Reklamy na You Tube

Nie możecie służyć Bogu i mamonie (Łk 16,13)

  • Treści reklamowe zwykle nie odpowiadają treściom publikacji.
    Wiele razy spotkałem się z publikacjami modlitw, rozważań homiletycznych, a wśród nich wpleciona reklama niszczyła cały owoc duchowy jaki miał się pojawić. Niestety, losowo wyświetlane reklamy często są lubieżne, zmysłowe – uczą pogańskich zwyczajów.
    Podobnie do wyrastającego pośród cierni i chwastów zboża – Słowo Boże jest skutecznie zagłuszone i nie może ono wydać plonu. Trudno o jakiekolwiek owoce również u samego wydawcy.
  • Tworzenie alternatywy wobec treści głównej.
    To nieprawda, że ludzie przeklikają reklamę i zapomną o niej. Ocieranie się odbiorców o treści dwuznaczne nie buduje nowej świadomości w człowieku, a nadto bardziej świadomi mają Ciebie za człowieka podążającego za duchem tego świata. Przez to tracisz kontrolę nad przekazem – robi się on dwuznaczny i kompromitujący.
    Tak ważne jest, by zachować czystość serca, intencji, woli. W rozważaniu duchowym element reklamowy skutecznie wytrąca naszą uwagę od treści głównej. Dzieje się to z samej istoty konstrukcji na jakiej zasadza się zbudowany przekaz reklamowy – na zbudowaniu emocjonalnego wzmocnienia, które ma przekonać co do słuszności wybrania oferty. Komercjalizacja życia religijnego nie może wydać dobrych owoców, szczególnie gdy jest nastawiona na efekt bądź zysk- np. pozyskanie wiernego
  • Usprawiedliwianie się ponoszeniem kosztów prowadzenia działalności lub serwisu.
    Nie spodziewajmy się, że „biznes religijny” nie stworzy ci konkurencji. Znajdą się inni, którzy pójdą w Twoje ślady – znajdą się tacy, którzy zdominują Twój rynek lub wejdą wprost w Twoją niszę, o którą nie zabiegasz jak powinieneś – czyli „idąc z duchem czasu”. Prawa rynkowe zaczną wtedy obowiązywać jeśli się im poddasz, to jest nastawisz się na zysk i komercję, robienie kariery.

Kto was słucha, Mnie słucha. (Łk 10,16)

  • Zgodność przekazu z nauczaniem Kościoła.
    Nie będzie żadnych dobrych owoców jeśli treści będą wychodziły poza ramy nauczania Kościoła.
  • Zgoda władz kościelnych na działalność.
    Według litery prawa kanonicznego, jedynie biskup może nauczać wiernych w swej diecezji. Jeśli inicjatywa zatem dotyczy dużej grupy wiernych, powinna uzyskać aprobatę władz kościelnych (delegat biskupa do spraw duszpasterstwa diecezjalnego, czy też zgoda ze strony powołanego w tym celu ciała w Episkopacie). Według mnie osobiste świadectwo jakie składa wierny (pisząc bloga, działając na internetowych forach) podlega takim samym zasadom. Najlepiej jest współpracować z własnym duszpasterzem w tej, czy innej inicjatywie.
  • Świadectwo przykładnego, chrześcijańskiego życia.
    A więc spójność przekazu z życiem chrześcijańskim jakie prowadzi zaangażowana osoba.

Adhortacja apostolska o roli świeckich w życiu Kościoła

https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/adhortacje/christifideles.html#p1

Wyłącz reklamy na YouTube już teraz!

https://support.google.com/youtube/answer/6332943?hl=pl

Świat mangi

manga

Świat mangi

Czym jest manga? Na tak postawione pytanie nie ma prostej odpowiedzi, bo rzeczywistość mangi jest charakterystyczna przede wszystkim dla Japonii. Dla naszej europejskiej kultury i tradycji stanowi zjawisko całkiem nowe i obce. Manga jest czymś magicznym, kultowym, oferuje niesamowitą ilość wątków, wyrazistych postaci, wydarzeń tak barwnych, że chcąc je objąć wszystkie, trzeba znać kulturę Japonii, jej tradycje, zwyczaje, obrzędy. Przede wszystkim jednak trzeba zapoznać się z shintoizmem, który nad manga sprawuje duchową pieczę.

Poza dobrem i złem

Dzieła, które powstają pod patronatem mangi, znajdują się na swoistych „listach przebojów”, otrzymują nagrody, wyróżnienia. Niektóre uznawane są przez znawców tematu za „absolutną klasykę” w mangowym świecie. Kryterium takiej klasyfikacji to liczba sprzedanych egzemplarzy zarówno komiksów, jak i filmów mangi oraz ich atrakcyjność pod względem tematyki oraz techniki wykonania. Przykładem takiego tytułu jest „Saint Seiya” (Święty Wojownik), który oceniono jako „najgorętszy tytuł na liście wszech czasów, wywołujący wiele sporów i kontrowersji, historia, wobec której nie można przejść obojętnie”. Jaki świat przedstawia manga? Wystarczy przyjrzeć się imionom i opisom Bohaterów mangowej rzeczywistości. Oto kilka z nich.
Hydra – posiada zatruty szpon; Marin –Demoniczny Dzwon; Kiki – coś bardzo dziwnego – wstrętny dzieciuch; Mu – znachor i telekinetyk. To tylko kilka wybranych charakterystyk i to najłagodniejszych, większość z nich zaskakuje swoją brutalnością, przemocą, agresją. Ale taki Jest świat mangi; świat, w którym trwa nieustanna walka; świat, w którym nie istnieje podział na dobrych i złych bohaterów; świat, w którym te pierwiastki mieszają się cały czas ze sobą, bo jak mówi jeden z bohaterów mangowej bajki: „Nic nie jest albo białe albo czarne. W każdym tkwi połączenie tych kolorów”. Nie ma więc wyraźnego dobra, nie ma jednoznacznego zła.

Moc i energia

Najczęstszym zwrotem, który można usłyszeć i zobaczyć w tym świecie, jest słowo „energia”, ale nie rozumiana jako bezpostaciowa, niematerialna. Energia jest realna, można ją w każdej chwili zmaterializować, ulepić z niej broń i zaatakować przeciwnika. Powstaje przez kumulację wewnętrznej energii, która tkwi w człowieku i jest do opanowania na drodze hipnozy albo przez stan latencji (uśpionego czuwania). Jeden z bohaterów mangi, Pegasus, który ma tylko 13 lat, ale wygląda na co najmniej 30, jest już dojrzałym wojownikiem, który do perfekcji opanował sztukę posiadania własnej energii i używania jej w Galaktycznej Wojnie. Trzeba pamiętać, że większość mangowych bohaterów zawsze z kimś i o coś walczy – najczęściej jednak między sobą, bo cechą ich zachowań jest zdrada lub przekupstwo stosowane przez przeciwników.

Znane wątki, ale inne treści

Ciekawe, że twórcy mangi wykorzystują do swoich filmów wątki z mitologii greckiej oraz z chrześcijaństwa. Często jednak, jak w przypadku „Saint Seiya”, by nie budzić określonych skojarzeń lub nie prowokować, zamiast dosłownego tłumaczenia (Święty Kapłan) używają zwrotu Święty Wojownik, Święty Patron. Gdyby nawet pokusić się o znalezienie wspólnych wątków z mitologią, to oprócz używanych nazw nic nie pozostanie, bo do mangowej interpretacji wniknęły takie terminy jak reinkarnacja, materia czysta, moc, czyli zwroty całkowicie obce cywilizacji zachodniej. Oto przykład.
W jednym z odcinków możemy dowiedzieć się, że narodziło się dziecko, dziewczynka, która jest reinkarnacją Bogini Mądrości. W tym czasie mistrz Sanktuarium, któremu powierzono losy Dziecka do czasu, gdy osiągnie Moc i Energię i stanie jako władca przed swym ludem, zostaje zamordowany przez swego brata bliźniaka. On z kolei został zawładnięty przez reinkarnację ducha Aresa, który oszukał wszystkich poprzez wcielenie się w dato dorosłej osoby zamiast w ciało dziecka.

Groźny synkretyzm

Manga dzieli się na różne gatunki. W Polsce najbardziej znanym mangowym serialem jest „Sailor Moon”, czyli „Czarodziejki z Księżyca”, związane z tzw. gatunkiem „mistycznych wojowników”, którzy trenują wschodnie sztuki walki.
To wystarczająca reklama dla tych sportów, tym bardziej że serial oglądają dzieci, które chciałyby kontynuować w życiu codziennym obejrzane w filmie postawy bohaterów. Rzekomo walczą oni ze złem, są bardzo normalni. Opowieści, w których występują, są jednak zlepkiem różnych tradycji kulturowych i religijnych, często deprecjonujących czy wartościujących religie. Wyczuwalne są wpływy hinduizmu (w nazwach: Rygweda, Samawede), chińskich legend, żydowskich nazw kabalistycznych, chrześcijaństwa (Neon Genesis Ewangelion). I choć autorzy twierdzą, że to tylko puste nazwy, że zostały wykorzystane, by okrasić całość mangowej fikcji, jest to nieprawda.
Przez taki synkretyzm dla najmłodszych prowadzona jest bardzo skuteczna polityka wychowawcza, za którą stoją określone cele – uświadomienie dzieciom, że oto nadchodzi „nowe”, które będzie zlepkiem tego wszystkiego, z czym spotykają się na co dzień w różnych sferach swego życia, od religii począwszy, a na telewizji skończywszy. Jeśli do tego dołożymy jeszcze super-techniczne rozwiązania stosowane w mangowym świecie, zarówno w komiksach, ale przede wszystkim w filmach oraz emocjonalne zaangażowanie, stworzenie odpowiedniego napięcia, to nie dziwi popularność mangi, również w Polsce.

Komercja w świecie mangi

W Japonii istnieje największy rynek komiksowy na świecie. Japończycy produkują też najwięcej filmów animowanych, zaś rozpiętość rynkowa i tematyczna nie ma sobie równych nigdzie indziej, Jest to wynikiem fascynacji Japończyków komiksami. W konsekwencji chcą też swoich ulubionych bohaterów oglądać w ruchu. Jednocześnie animacja jest o wiele tańsza od filmu fabularnego, za to przynosi większe zyski. Dlatego anime i manga stanowią integralną część życia Japończyków – Japonia to prawdziwy „raj” dla wielbicieli animacji.
Anime dzieli się na trzy podstawowe rynki:
– wieloodcinkowe seriale telewizyjne,
– rynek wideo wraz z nośnikami cyfrowymi, gdzie filmy określa się OAV (Original Animation Video),
– rynek produkcji kinowych wysokobudżetowych.
Do najpopularniejszych anime, znanych też poza granicami Japonii, należą „Sailor Moon” („Czarodziejki z Księżyca”) oraz „Dragonball”. „Czarodziejki” zdobyły popularność w całej Europie Zachodniej. W Polsce istnieje osobny rynek dystrybucyjny sprzedający anime na kasetach wideo (np. Manga Entertaintment).

Spotkanie z New Age

Japońskie kreskówki są tak brutalne, że nie można ich nawet porównywać z pełnymi przemocy kreskówkami amerykańskimi. I jedne i drugie stanowią krok ku degeneracji dzieci. A rzekome głębokie treści, ciekawe scenariusze czy „sztuka” animacji to spotkanie z okultyzmem, demonologią, New Agę w najczystszej postaci.
Z polską wersją komiksową „Czarodziejek” mogły się dzieci spotkać już w 1992 r. Ładna i estetyczna okładka, a w środku kreska, którą delektować się powinniśmy na równi z tekstem. Tak zachwalają swój produkt wydawcy. Jakże obca polskiej kulturze była ta pierwsza manga proponowana naszym dzieciom. Jej duch przesiąknięty jest treściami kosmopolitycznymi, które mają zastępować zasady zdrowego rozsądku i patriotyzm. Wyobraźnia uruchomiona tą mangą i przez nią inspirowana musi spowodować (są na to już dowody), że dzieci zrezygnują z tradycyjnego systemu wartości, by sięgnąć do tego, co zostało im zainfekowane aż z Japonii.

Zachwiany świat wartości

Manga zazwyczaj poprzedza anime i tak było w przypadku „Czarodziejek” z Księżyca. Wersje animowane są dłuższe, uzupełnione dodatkowymi elementami nieobecnymi w mandze, z której wyrosły. Ponieważ anime jest ruchoma, jest też bardziej szczegółowa, dynamiczna, ale i nie ukrywa niedopowiedzianych wydarzeń. Proszę zwrócić uwagę np. na takie teksty Mówi 13-letnia bohaterka: „Dziewczyny muszą być wolne i silne, one bronią chłopaków, których bardzo kochają”. Główną część bajki stanowi wątek miłosny: Czarodziejki zakochują się od pierwszego wejrzenia, a potem szczegółowo opowiadają o swych wzlotach i upadkach miłosnych. Jedna z bohaterek jest bardzo męska. W czasie jednego ze spotkań z inną bohaterką, nawiązuje z nią przyjaźń, dość dziwną, bo przypominającą bardziej romans niż koleżeństwo (dochodzi nawet do intymnego pocałunku). Czy to nie przykład relatywizmu i permisywizmu moralnego wkładanego dzieciom do głowy?
Innym razem Mamoru (jeden z bohaterów) pokazywany jest często nago, a nad nim pochylony jest jego przyjaciel Usagi, który w jednej z mang śpi w łóżku z wybrańcem swego serca… Bez komentarza.
Czarodziejki noszą też dziwne amulety, talizmany, nieustannie walczą z antybohaterami. Są to prymitywni mordercy, żądni ludzkiej energii witalnej czy czystych serc, ale mający dosyć rozwinięte osobowości. Bo w mandze nie ma zła ani złych postaci. Świat wartości jest wyraźnie zachwiany.
Znawcy tematu wyraźnie chcą oddzielić mangę od anime. Manga jest w 88 proc. czarno-biała. anime prawie w 100 proc. kolorowa i ruchoma. Odbiorcami mangi w Japonii nie są tylko dzieci, ale również dorośli, przy czym sceny zawierające seks bądź przemoc są obecnie w mangach i dla dorosłych, i dla dzieci. Ich celem jest zawsze szokowanie. Nie ma więc też możliwości porównywania japońskich produkcji z produkcjami amerykańskimi, bo są to dwa różne światy.

Antoni Leśniak
(źródło: Nasz Dziennik – z lat 2000-2002)


Anima i Manga – japońskie tsunami nad Polską (cz. I)

Moja córka od pewnego czasu chodzi na spotkania do Stowarzyszenia Animy i Mangi. Co to jest?

Jest to jedno z pytań, zadanych telefonicznie dyżurującym w Punkcie Informacyjnym o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych w Białymstoku.

Słowo manga ( dawny zapis mangha) pochodzi z języka japońskiego i oznacza w wolnym tłumaczeniu „niepohamowane obrazy”. Jest to swoisty japoński styl rysowania oraz wizualnej narracji. Dzisiaj tym słowem określa się japońskie komiksy. Słowo anime oznacza zaś japoński film animowany oparty na mandze. Charakterystycznymi cechami anime są nienaturalnie duże oczy i dziwne, a zarazem imponujące fryzury. W polskiej telewizji mogliśmy oglądać przez dłuższy czas japoński serial anime „Czarodziejka z Księżyca”. Z tego typu gatunkiem związane są również popularne dziś „Pokemony”.

Anima i Manga posiada obecnie bardzo wielu sympatyków. Powstają Kluby i Stowarzyszenia Animy i Mangi. Zwolennicy tego gatunku uważają animę, powstałą na bazie mangi za fenomen na skalę światową . Twierdzą, że jest to jednocześnie i produkcja masowa i niepowtarzalna sztuka, popkultura i historia, kicz i dzieło, rzeczywistość i fantazja jednocześnie. Należy zaznaczyć, że tego typu produkcja skierowana jest nie tylko do dzieci, ale również do dorosłych. Anima i manga dzieli się bowiem na wiele gatunków. I tak np. „Shojo” jest mangą dla dziewcząt (charakteryzuje ją kwiecistość i wątek miłosny), „shonen” – dla chłopców, zaś „hentai” to manga erotyczna dla dorosłych.

Nie należy dziwić się, że anima i manga zyskuje dziś coraz to nowych zwolenników. Filmy tego typu mogą rzeczywiście zaskakiwać i przyciągać widza swoją różnorodnością, rysunkiem, akcją. Propagatorzy tego gatunku podkreślają, że w przeciwieństwie do komiksu w stylu amerykańskim, postacie tworzone w mandze są pełniejsze i bez względu na to czy są pozytywne, czy negatywne, mają swoistą osobowość. Każda z tych postaci jest tak pomyślana, aby była mieszanką sprzeczności. I rzeczywiście, w porównaniu z amerykańskim scenariuszem, gdzie praktycznie od razu wiadomo, kto jest zły, a kto dobry i jakie będzie zakończenie, manga jest nieprzewidywalna, w niej zdarzyć się może wszystko.

Aby jednak zrozumieć dlaczego tak się dzieje, powinniśmy uświadomić sobie, że manga jest wytworem kultury Japonii, jej tradycji, zwyczajów, obrzędów, które bardzo ściśle wiążą się z narodową religią Japończyków, shintoizmem.

Shintoizm jest religią skoncentrowaną na siłach natury, uznawanych za przejaw nadprzyrodzonej energii. Zjawiska przyrody: słońce, burzę, piorun, morze lub takie zjawiska dobroczynne jak zwierzęta, góry, kamienie, żywność, ryż, drzewa, źródła pojmowano jako uduchowione czy zamieszkane przez duchy, które czynnie oddziałują na życie ludzkie. Dlatego podstawowym pojęciem shintoizmu jest kami czyli istota wyższa, obdarzona ponadludzką siłą (bóstwo, duch). Stąd właśnie samo słowo shintoizm tłumaczy się jako „droga ustanowiona przez bóstwa”, „ład ustanowiony przez kami”.

Shintoistyczny kult połączony z takimi formami wierzeń popularnych, jak wywoływanie duchów, wróżbiarstwo, przesądy, magia lecznicza, legł u podstaw mangi. Nic więc dziwnego, że świat mangi, to świat, w którym toczy się nieustanna walka, w którym istnieje co prawda podział na dobrych i złych bohaterów, ale nie jest on jednoznaczny, ponieważ pierwiastki dobra i zła mieszają się ze sobą. Takie rozumienie świata wynika z zupełnie obcej nam koncepcji, zgodnie z którą dobro jest drugą stroną zła i odwrotnie. W kulturze Wschodu nie ma znanego nam z Biblii bezkompromisowego zwalczania się sił światła i ciemności, Boga i szatana.

Manga uruchamia wyobraźnię, oddziałuje niezwykle mocno i sugestywnie na psychikę. To oddziaływanie niezauważalnie zmienia sposób myślenia i działania odbiorców, prowadząc do stopniowego odrzucania dotychczasowego systemu wartości. (c.d.n.)

Joanna Jarzębińska-Szczebiot
Marek Szczebiot
( https://archibial.pl/czas/nr137/art/anima.htm )


Anima i Manga – japońskie tsunami nad Polską (cz. II)

Pokemony

Jednym z najbardziej znanych przykładów filmu z rodzaju animy i mangi jest film i serial o pokemonach czyli „kieszonkowych potworkach”, bo tak można przetłumaczyć skrót pochodzący od angielskiego zwrotu „pocket monsters”.

Pokemony znane są nie tylko z serialu i obecnie już dwóch filmów pełnometrażowych. Wizerunki tych stworków na okrągłych kartonikach możemy w dużych ilościach znaleźć w kieszeniach ubrań naszych dzieci, na ich biurkach, w piórnikach. Owe kartoniki dzieci znajdują w chipsach. Zresztą słowo „znajdują” jest w tym przypadku bardzo łagodne. Należałoby raczej powiedzieć, że dzieci „polują” na nie. Poszukiwania są dodatkowo podsycane przez reklamy telewizyjne. Zdarzają się przypadki, że paczka pełna chipsów wędruje do kosza na śmieci po wyjęciu z niej obrazka z pokemonem. Oprócz wizerunków pokemonów w chipsach, dzieci zbierają również karty, które można kupić osobno lub jako dodatek do jednego z wielu czasopism pt. „Pokemon”. Zarówno karty jak i okrągłe kartoniki służą do gry oraz do wymiany. Wiele różnych firm, wykorzystując masowe zainteresowanie dzieci pokemonami, zarabia ogromne pieniądze, ozdabiając swoje produkty wizerunkami tych dziwnych stworków.

O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego dzieci z taką pasją zbierają pokemony?

Wszystko zaczęło się od japońskiego filmu, którego bohaterem jest chłopiec o imieniu Ash. Marzy on o tym, aby zostać najlepszym trenerem pokemonów na świecie. Aby zrealizować swoje marzenia musi złapać jak najwięcej dzikich pokemonów. Nie jest to jednak proste, gdyż każdy z nich posiada specjalne moce i zdolności. Chcąc schwytać nowego pokemona, Ash musi wystawić do walki już oswojone pokemony, które posiada.

Kim albo czym są pokemony? To fantastyczne postacie, które żyją w świecie ludzi. Jest ich wiele. Dotychczas wyróżniono piętnaście gatunków związanych z żywiołami. Są pokemony wodne, elektryczne, lodowe, roślinne, walczące, toksyczne, ziemne, psychiczne, upiorne itp. Każdy pokemon jest więc przypisany do jakiegoś żywiołu i ma sobie właściwe sposoby i metody walki, którymi może pokonać przeciwnika np. uderzanie, pisk, trujący gaz, mrożenie ofiary, wywoływanie zamieszania, zjadanie snów, hipnoza, paraliżowanie. Pokemony mogą też ewoluować dzięki doświadczeniom nabytym w walce, tzn. zmieniają swój wygląd, stają się silniejsze i nabywają nowych zdolności. Pomimo swoich straszliwych możliwości i mocy są przedstawiane jako istoty sympatyczne, godne zaufania i bliskie człowiekowi. Mamy tu więc do czynienia z mieszaniem się wartości, co dotychczas było obce naszej kulturze, wyrosłej na tradycjach chrześcijańskich.

Ten zdawałoby się fantastyczny świat staje się bardziej zrozumiały, jeśli spojrzymy nań przez pryzmat kultury i systemu wierzeń Japonii – shintoizmu. Religia ta polega głównie na oddawaniu czci naturze, której elementy, takie jak ziemia, słońce, woda, skały, drzewa są personifikowane i czczone. Wierzy się, że za mocami przyrody kryją się bóstwa i demony, przy czym zło wcale nie musi być jednoznacznie złe, a dobro – jednoznacznie dobre.

W filmie o pokemonach zachęca się dzieci, aby grały w gry, w których będą miały okazję naśladować Asha – głównego bohatera, tzn. będą mogły zostać Pokemon Trenerami a nawet Mistrzami Pokemonów. W tym celu muszą nie tylko „złapać” i „wytrenować” jak największą ilość pokemonów, ale też przy ich pomocy pokonać innych Pokemon Trenerów. Kiedy gracze ustawiają swoje pokemony do walki, posługują się takimi mocami, jakie przypisane są danemu pokemonowi, a więc walczą przy pomocy gniewu, trucizny, ognia. Mogą też atakować wysyłając przekleństwo amnezji, zamieszania, paraliżu albo ospałości. Wiele gatunków pokemonów obdarzonych jest mocami parapsychicznymi: hipnozą, czytaniem myśli, teleportacją, wywoływaniem bólu głowy itp.

Ktoś może wzruszyć ramionami i powiedzieć: „Przecież to tylko zabawa”. Tak, to prawda, to tylko zabawa, ale zabawa w zabijanie, niszczenie, rzucanie przekleństw, zaklęć czy czarów. Pamiętajmy, że jedną z form uczenia się w okresie dzieciństwa jest właśnie zabawa, zaś w zabawie z pokemonami chodzi głównie o zdobywanie władzy. Im więcej pokemonów posiada gracz, tym większą może poszczycić się mocą. Dzieci gromadzą ją staczając pojedynki z innymi graczami i zdobywając punkty. Chęć bycia najlepszym doprowadza do tego, że dzieci zaczynają uciekać się do pobić i kradzieży, aby tylko zdobyć upragnione karty z pokemonami. Oto kilka przykładów. „W Nowym Jorku dziewięciolatek uderzył nożem trzynastolatka w kłótni o karty. Czternastolatek w Kanadzie został zraniony nożem w ramię w podobnych okolicznościach. Na Florydzie pewien trzynastolatek został wyrzucony ze szkoły za to, że zaatakował nauczyciela, który chciał mu odebrać karty. Pewna nauczycielka z Connecticut opowiadała o jedenastolatku, który zaatakował innego chłopca żyletką. Kiedy z nim rozmawiała stwierdził, że był zainspirowany różnymi pokemonami, które atakują swoich przeciwników raniąc ich ostrymi narzędziami. Powiedział też, że chce zdobyć władzę nad swoimi kolegami z klasy.”1

Niech powyższe przykłady będą przestrogą przed pewną modą, w tym wypadku na pokemony. Moda ta z pewnością wcześniej czy później przeminie, ale spustoszenie, jakie poczyni w psychice i sumieniach naszych dzieci pozostanie, kształtując ich postawy wobec życia i otaczającego świata.

Joanna Jarzębińska-Szczebiot
Marek Szczebiot
( https://archibial.pl/czas/nr138/art/pokemon.htm )

1 Jackson J.P. Handel duszami naszych dzieci. Studium o Pokemonie. Wrocław, 2001, s. 28-29.


Koronawirusowe zapalenie wiary

koronawirus

Koronawirusowe zapalenie wiary

Doniesienia o chorobie i epidemii śledzę nieustannie od początku stycznia 2020 roku, kiedy to Twitter zaczął podpowiadać coraz częściej w statystykach tagów najczęściej komentowany wątek. Tytułem wstępu: nie chcę urażać nikogo bezpośrednimi krytycznymi ocenami, lecz mało jest publicystów, którzy chętnie wyrażają jednoznaczne opinie.

koronawirus
koronawirus to również choroba duszy

Tak, to jest kara Boża.

Nie dam jednoznacznej odpowiedzi tutaj. Od stycznia wydawało mi się, że Chińczycy w rozwoju technologicznym pogubili się. To zaś, co ich spotkało jest efektem wielu zaniedbań na gruncie duchowym. Przypomnijmy, tuż przed epidemią w Państwie Środka, rozgorzały prześladowania Kościoła katolickiego. Nic nie znaczył dla decydentów nawet gest Stolicy Apostolskiej wobec kościoła patriotycznego. Chciano wyrżnąć w pień resztówkę ukrytych katolików… To nie jest główny motyw, wszak aborcja  w tym kraju zbiera największe żniwo przez politykę jednego dziecka. Rzeź pogania rzeź, krwawy mord i wyzysk… Do tego azjatycka mentalność i komunistyczny reżim, który w sposób niebywały kontroluje swych obywateli. Znane są mi relacje internetowe o roli sztucznej inteligencji w inwigilacji na masową skalę.

Nie, to nie jest kara Boża.

Jednak czy słuszne jest stawianie zarzutów co do ilości czynów niegodziwych wobec tak licznego kraju?
Myślę, że wielu z nas mylnie uważa, że im więcej ludzi, tym Pan Bóg nie jest w stanie nami pokierować i dać wszystkim szansę nawrócenia. Dlatego myślę, że nawet bez drastycznej kary jak epidemia, Pan Bóg potrafi okazać ludziom drogę nawrócenia. Tylko do jakiego stopnia człowiek wie, ile Pan Bóg może dłużej powstrzymywać człowieka przed losem, który sam wybiera?
Los człowieka oczami osoby bez wiary jest chaosem, który kontrolują najsilniejsi. Według nich tracą czas bierni w nadziei, że brak działania w końcu będzie ich siłą. W przemocowej walce zaś udaje się przeżyć nielicznym.

A zatem, „karą Bożą” może być co najwyżej to, że ludzie nie zwrócili się do Boga o pomoc. Jest też niesprawiedliwy osąd ludzi, o którym wspomina Apokalipsa, gdzie ludzie mimo zesłanej kary jeszcze bardziej bluźnili Bogu. Brak podstaw do stwierdzenia, że człowiek jest temu wszystkiemu winien, że nie dał posłuchu wierze? Już sam fatalny stan i kondycja człowieka jest dla niego karą w wielu przypadkach. I to największą, bo żył dotąd w przekonaniu, że żył dobrze. Był dobrym człowiekiem nawet, a wielu nie ma takich zasług dla społeczeństwa jak ten/ta dotknięty/a słabością niesłusznie…

Chorzy na nudę?

Dyspensa od braku udziału w Eucharystii niedzielnej nie wystarczy. Ludzie dalej podróżują, przemieszczają się. Są tak ogarnięci dotychczasowymi nawykami, że działają one teraz na nich i na innych zabójczo. Przyglądam się właśnie autu pozostawionemu pod moim blokiem (na mazurach – 20 zachorowań) – rejestracja wskazuje na Kalisz – jedno z największych skupisk zachorowań w Polsce- na granicy województw łódzkiego (91) i wielkopolskiego (31), gdzie w mazowieckim na ten moment (21 marca) jest wykrytych 127 przypadków zachorowań.

Choroba śmiertelna duszy

Koronawirus to już nie tylko choroba ciała. To także choroba duszy, umysłu, serca. Co ich obchodzą przesądy i zabobony, jeżdżą tu i tam, nowe auto, pieniądz w garści, nic ich nie gryzie, ani nie szczypie. Tak właśnie wygląda brak solidarności w trudnym czasie. Tak wygląda nieodpowiedzialność ludzka. I w ten sposób koronawirus zabija duszę już nie ofiar cielesnych, ale roznosicieli i ludzi nie chcących żyć w społeczeństwie z jego ograniczeniami i restrykcjami. Pieniądz zrywa wszelkie bariery – tak ich nauczono z przekazu telewizyjnego. Teraz ta sama telewizja próbuje usadzić ich w domach… przed „home video”, VOD, itd. Świat i jego migawki uchwycone na filmach, a mówiące o zwycięstwie konsumpcji nad biedą i poniżeniem, to kroplówka dla ich serc. Dla ludzi niegdyś ogarniętych manią zysku, dziś to samo jest ślepym zaułkiem niezrealizowanych obietnic tego świata. Stąd bezmyślność i „wszystko mi jedno” jako recepta na ból umarłej duszy…

Lekarstwo, które się ogranicza

To Eucharystia i żywa obecność Boga w Najświętszym Sakramencie. Nie należy jednak wątpić z powodu ograniczeń w dostępie do Eucharystii. Dobro społeczne wymaga poświęceń choćby znoszenia izolacji i dbania przez to szczególnie o najstarszych i najsłabszych.

 

Piotr

 

antykoncepcja – milcząco przyzwalamy na ludobójstwo

Przesłanie, którego nie chcą zrozumieć – antykoncepcja to aborcja

Jako społeczeństwo niestety. Ale czy Ty, internauto, matko, ojcze, mężu, żono, albo osobo wrogo nastawiona do zakładania rodziny – czy masz świadomość wyrządzanej krzywdy i niegodziwości?

Mam ogromny wyrzut do mas katolików, którzy powinni upomnieć się o los niewinnych dzieci. Masa z nich jest ekskomunikowana godząc się na aborcję, ją pochwalając, nawet o tym nie wiedząc. Kuleje świadomość, że aborcja to nie tylko wyrywanie z ciała kobiety rozwijającego się dziecka, ale to już metoda walki by poronienie miało miejsce tuż po poczęciu.

A co z tymi, którzy winni stać w duszpasterstwach na straży nie tylko czystości obyczajów, ale prawdy o otaczającym świecie?

Wyrzut wobec katolików

Z definicji antykoncepcja hormonalna nią nie jest, co udowadniam na stronie https://atakuje.pl. Mimo wszystko odwiedzający tę stronę nie czują się wezwani do propagowania odważnych ocen moralnych tam wygłoszonych. Jak ma się propagować coś, co nie trafia do świadomości wierzących? Czy niewierząca osoba jest w ogóle zdolna do pogłębionej refleksji nad zbrodniczym prawem i praktykami? Prawo zbrodnicze obowiązuje w Polsce, lecz większości to nie interesuje. Są zdeprawowani moralnie, zepsuci ci, którzy głosują na PiS i wszystkie formacje na lewo od nich. Godzą ich rękami w fundament cywilizacji łacińskiej – prawo do życia i ochronę bezbronnych. Żaden leniwy ksiądz ani pasterz, którzy raz na kilka lat coś powiedzą wbrew status quo , żadna taka osoba nie powtarza „w porę i nie w porę” (2 Tm 4,2), bez ustanku. Bo sprawy przyziemne i troska o byt doczesny przesłaniają im perspektywy moralne, które cierpią niebyt w przestrzeni publicznej.

antykoncepcja to aborcja
atakuje.pl

Smutne moje refleksje po 2 miesiącach propagowania w Sieci tej inicjatywy, jak to ją nazwałem – ATAKUJE. Akronim wiele znaczy, bo nie tylko temat aborcji farmakologicznej powinien być piętnowany, ale sam brak walki o życie jako pierwszy temat homilii, z którym kapłan winien iść do wiernych. Bierzmowany zaś jako żołnierz Chrystusa, winien brać udział w życiu społecznym, posłany do innych, walcząc o prawdę.

Troska o nasz los wieczny

Bójcie się Boga! Bez naprawy podstaw upadłej mentalności ufundowanej zgniłymi kompromisami, wasze ogryzione po śmierci przez robactwo kości przy powszechnym zmartwychwstaniu obloką się znowu w ciało, lecz tym razem robak wasz nie umrze i ogień trawiący was nie zagaśnie (Mk 9,43) .

piekło
piekło