Fałszywi charyzmatycy – fałszywi prorocy

Fałszywi charyzmatycy

Są to ludzie, którzy swymi przekonaniami zjednują rzesze wiernych wyznawców. Działają w oderwaniu od tradycyjnych i zgodnych z doktryną zgromadzeń ludzi wiernych. Dążą do sensacyjnego i emocjonalnego wyzysku kosztem poważnych tarapatów i odstępstw od wiary swych ofiar. Swego czasu w polskim Kościele przeżywamy inwazję tego typu osób i grup, które tłumaczą naukę Chrystusa na modłę protestanckiej „prosperity Gospel”, czyli „Ewangelii sukcesu”.

Harris

Uzdrowiciel, który w kościołach lat 90 zrobił potężne zamieszanie i zniszczył duchowość Polaków. Działając mocą „duchów”, zaszczepiał okultystyczne praktyki, torując drogę demonom do dusz.

Marcin Zieliński

Neoficki, samozwańczy fałszywy prorok, zwodzący wielką liczbę osób. Propagator ideologii heretyckich grup protestanckich. Okultysta, gdyż praktykuje techniki zwodnicze, otwierając ludzi na demoniczny świat podszyty pychą i żądzą cudotwórstwa za wszelką cenę.

Poniżej publikuję list do grupy Szkoły Nowej Ewangelizacji w Olsztynie, współodpowiedzialnych za zaproszenie go do jednego z kościołów. List wystosowałem w październiku 2015 roku tuż po moim udziale w spotkaniu z tym fałszywym prorokiem na jednej z jego konferencji. Pisałem to jeszcze mało świadomy kim jest ów zwodziciel, nie było jeszcze o nim za bardzo głośno wtedy. Na moje świadectwo nie udzielił mi nikt odpowiedzi.

Moje świadectwo ze spotkania z Marcinem Zielińskim

24. X. 2015

do: swiadectwa.sneolsztyn@gmail.com

Szczęść Boże,

Nazywam się Piotr i chcę dać takie świadectwo.
(…) rozpocząłem swoje nawrócenie, ponowne i kolejne. Nie ma odtąd dnia bez Mszy Świętej. Wszystko zawierzyłem Bogu, a Bóg wyciąga mnie z gnoju, karmi Swoim Ciałem, przyodziewa szatą zbawienia, podtrzymuje i wspiera w tej drodze oraz prowadzi mnie Najświętsza Dziewica Maryja, której zawierzyłem swoje serce i wylałem je u stóp Jej tronu w Ostrej Bramie podczas pielgrzymki autokarowej do Wilna na początku października.
Pierwszy raz też miałem okazję uczestniczyć w Wieczorze Chwały w tej intencji we wrześniu. Tamto spotkanie ze względu na adorację i modlitwę kapłana (tylko kapłana, bo Wasze modlitwy towarzyszące śpiewom nie pozwalały mi się skupić na adoracji), a później modlitwę wstawienniczą, było dla mnie bardzo owocne. 
W dniu wczorajszym, kiedy uczestnictwem w różańcu rozpocząłem „wieczór Chwały”, miałem dużo mieszanych uczuć (…) Czy po Komunii Świętej muszą być te wstawki nieliturgiczne, te krzyki młodej dziewczyny przez mikrofon „wysławiamy Cię JEZU CHRYSTE, KOCHAMY, TU I TERAZ….” ? Dla mnie to uwielbienie też nie było uwielbieniem. Przychodzę tu z ciężarem w sercu, ludzie wkoło zaczynają machać rękami, kołysać się, entuzjazm jakiego brak chrześcijanom w ich wzajemnych kontaktach, a tu swoboda w ekspresji, której nie potrafiłem przyjąć jako model relacji z Bogiem w tej trudnej dla mnie sytuacji i położeniu.
Po trzecie, konferencja Marcina… Pierwszy raz miałem okazję go zobaczyć, poznać nie próbowałem dokładnie skąd jest i co z nim się stało, ale po tym wszystkim mam wrażenie, że jego postawa to jakiś „ugruntowany neofityzm”. Nie chciałbym tutaj robić antyświadectwa, bo wszystko co szlachetne chciałbym zachować. Jednak człowiekowi świeckiemu, który głosi Ewangelię bez autorytetu Kościoła jakim byłoby posiadanie przez niego sakramentu Święceń, bardzo trudno jest mi zaufać. W innym wypadku bliżej byłoby mi do protestantów
Próbowałem zrozumieć Jego formę przeplatania świadectwa własnych, prywatnych przeżyć z głoszeniem Ewangelii, pod którą tak jakby podciągał to czego doświadcza, jakby w słowach Ewangelii odnajdował wytłumaczenie tego, co z nim i dookoła się dzieje. Nie podobało mi się jego budowanie autorytetu własnej osoby na bazie wewnętrznych oświeceń. Jego osobiste interpretacje wszelkich poruszeń ducha mogą okazać się bardzo zwodnicze, a sam miałem bardzo wiele „duchowych oświeceń” w swoim „pierwszym nawróceniu”, z czym dzięki Bogu rozpocząłem i wygrałem walkę, a wszelkie takie pouczenia odrzucam jako pokusę szatańską w myśl nauki doktora Kościoła, św. Teresy Wielkiej oraz Św. Jana od Krzyża.
Jako samorosły ewangelizator Marcin odnajduje spełnienie w tym, co jest trudne, a co podsuwa mu pod światło jego rozumu, „duchowe oświecenie”… Czy tylko rzeczy trudne są ważne i są wyznaniem wiary, zgadzaniem się na Głos Opatrzności? 
Z kolei znów dlaczego „wiara to ryzyko”, tak mocno podkreślany motyw tej konferencji? Wiara to więcej niż ryzyko, czy pewność, bo wiara to wiedza. Natomiast cuda to tylko „efekt uboczny” dla nawrócenia, jakiego sprawcą jest zawsze Bóg w swoich wierzących i przez swoich wierzących. Nie wolno nam się nad nimi (cudami) zatrzymywać, przywoływać ich i roztrząsać. Czy Pan Jezus kiedykolwiek tak czynił? Pan Jezus zabronił ludziom rozpowiadać o tym co się wydarzyło niemal przy każdym cudzie. Dlatego to „echo cudów” u pana Marcina według mnie wygląda nienaturalnie na tle pełnego obrazu Ewangelii i mocy, z jaką przepowiada Ją Kościół. 
To co powyżej starałem się napisać i tak w sposób delikatny, jednak ujmuje w pewien sposób moje osobiste wrażenie z październikowego „wieczoru Chwały”, który dla mnie zakończył się o godzinie 21-wszej, gdy postanowiłem pojechać do domu. Z wewnętrznym rozbiciem, smutkiem że jestem nic nieznaczącym truchłem, rozbitym i odepchniętym przez Boga, bo takie wrażenie odniosłem po konferencji pana Marcina, który z całą zapalczywością głosi „cuda Boże” w swoim życiu, uleganie natchnieniom bez głoszenia w równym stopniu potrzeby używania rozumu (rozeznanie duchów), którego dopiero przedłużeniem jest wiara. Spokój wewnętrzny odzyskałem dopiero w domu odrzucając w imię Jezusa Chrystusa szatański zamęt jaki powstał w moim sercu. 
Czy prawdziwe i namaszczające do bycia ewangelizatorem są nawrócenia „w stylu św. Pawła”, kiedy przede wszystkim nawrócenie to proces? Obawiam się o pana Marcina i o słuchaczy tych dzieł, które się dokonują tak jakbym obawiał się o słuchaczy uzdrowicieli niechrześcijańskich.
Czy to wyłącznie moje lęki i obawy, więc dlaczego spotkanie z panem Marcinem nie wniosło nic wartościowego do mojego życia oprócz doświadczenia własnej niemocy i pogłębieniu uczuć rozpaczy? Myślę, że osób podzielających moją opinię znalazłoby się więcej, jednak tego wieczora nie przybyli na to spotkanie, bo wolą „klasyczną” Mszę Świętą w kościele i są bardzo ostrożni jeśli chodzi o tego rodzaju działanie, choćby w najlepszej wierze i z modlitwą wspólnotową do Boga, która jest wartością sama w sobie.
Mam dobrą radę dla wszelkich poszukiwaczy „cudów i uzdrowień”: Starajcie się najpierw o królestwo Boże i Jego sprawiedliwość, a to wszystko (co potrzebne do życia) będzie wam dodane.
Z Panem Bogiem,
Piotr

1P 5, 8-9 Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!