Solo Dio basta, tylko gdy słuchamy Kościoła

lech dokowicz maciej bodasinski

Episkopat zaleca ostrożność wobec inicjatyw fundacji Solo Dios Basta

Od razu zaznaczę, że nie będę w pełni obiektywny. Nie śledzę inicjatyw, które uważam za szkodliwe lub zbędne i nie chcę marnować czasu na ich analizowanie. Wpis ten jest jednak moją refleksją nad tym, czego przez omijanie z daleka uniknąłem.

Sprawdzian wiary. Próba posłuszeństwa.

Jeśli Panowie M. Bodasiński i L. Dokowicz nie odwołają zapowiadanych na przełom roku 2020 i 2021 inicjatyw, będą w trudnej sytuacji na przyszłość. Pokora przez zaniechanie włożonej już pracy i poddanie się woli Kościoła, będą testem, z jakiego ducha pochodzi cała ich inspiracja.

Ale oni wzywają do różańca, który jest egzorcyzmem…

Tak, jednak diabeł może promować pozorne dobro, by zniszczyć inne ugruntowane, zgodnie z tym jak pisał św. Szarbel:

Próbuje cię powstrzymać, kiedy po­winieneś iść i popycha cię do przodu, kiedy powinieneś stać, przez niego mówisz wtedy, kiedy powinieneś zamilknąć i milczysz, gdy twoim zadaniem jest wypowiedzieć się.

Zatem każdą inicjatywę powinni oceniać powołani do tego przedstawiciele Kościoła, czyli biskupi. Bez posłuszeństwa w Kościele nie ma kultu Bożego, ani łask, ani dobrych owoców.

Ale gdyby nie oni, to mało kto by się modlił w ogóle, nie widzisz co się dzieje w Kościele?

A mi się zdaje, że właśnie zaburzenie domyślnych i zgodnych z kalendarzem liturgicznym praktyk religijnych jest niewłaściwe. Tworzenie w wiernych przeświadczenia, że powinni w danym miejscu zintensyfikować swe siły, jest niebezpieczne. Dlatego, że:

  • towarzyszą temu emocje i łączy się pewne postawy emocjonalne z wiarą lub jej brakiem,
  • oczekuje się efektu od Boga przez poniesiony trud i całą oprawę,
  • konkurencyjne inicjatywy do zatwierdzonych praktyk w Kościele sprawiają wrażenie, że Kościół nie ma w całym roku liturgicznym idealnie rozłożonego zaangażowania wiernych w praktyki pobożnościowe, a nowatorstwo ma te braki wypełnić,
  • wytężony wysiłek bez przygotowania to jak bieg na 100 metrów po zejściu z kanapy – długo po tym nie wrócisz do standardowej praktyki modlitewnej, bo padniesz z wycieńczenia na długie godziny, dni, a może i miesiące – znam takie przypadki z życia, gdy standardowe praktyki po gwałtownym podjęciu się cięższych praktyk, zaniknęły i się nie odrodziły!

Bardzo zatem przestrzegam i uczulam, że nie wszystkie inicjatywy są właśnie organizowane po Bożemu, ze względu na czas i miejsce, ze względu na brak posłusznego oczekiwania na zatwierdzenie przez Biskupów.

Kto dzisiaj patrzy na religijne książki, czy mają Imprimatur?! To samo niestety dzieje się z aktywnościami podejmowanymi na własną rękę w Kościele, a mowa o praktykach pobożnościowo-pastoralnych, z głoszeniem i przepowiadaniem Słowa Bożego. Do tej działalności szczególnie wymagane jest zatwierdzenie przez Kościół.

Ale Wielka Pokuta to było wydarzenie zatwierdzone…

Nie słyszałem o tym, żeby było. W 2016 roku, ogłoszonym jako Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia, panowie tą inicjatywą zdają się kompromitować ogłoszoną przez Papieża Franciszka inicjatywę, ponieważ mówiąc o Wielkiej pokucie według nich:

nie można prosić Pana Boga o miłosierdzie, nie uznając przedtem swojej grzeszności, nie padając na kolana. Że to jest pierwszy krok we wszelkim dialogu z Panem Bogiem.

(źródło: https://youtu.be/zNsLJr0dqOk – ostrzegam przed słuchaniem ich, bo mówią sugestywnym językiem nie wiedząc, że błądzą…)

 

Więcej w komunikacie Rady Stałej KEP i artykule Gościa Niedzielnego:

https://www.gosc.pl/doc/6657737.Rada-Stala-KEP-o-dzialaniach-Fundacji-Solo-Dios-Basta

Poniższy artykuł, chociaż z deon.pl , polecam, jest bardzo merytoryczny, przeczytałem go po napisaniu powyższego wpisu, więc powyżej wyrażam osobiste przekonania:

https://deon.pl/kosciol/komentarze/jakie-bledy-popelniaja-bodasinski-i-dokowicz-,834302

(źródło grafiki wiodącej: youtube – https://youtu.be/zNsLJr0dqOk)

Epidemia dwóch prędkości

2predkosci

W niniejszym artykule pragnę skupić uwagę na zjawisku tendencyjnego stosunku do obostrzeń sanitarno-epidemiologicznych w Kościele polskim. Będę opisywał żywe odczucia, nie zaś ściśle trzymał się serwisów informacyjnych z ostatnich paru miesięcy.
Poniższe piszę już po “doniesieniu Kościołowi” o tych obserwacjach (powiadomienie kurii mojej archidiecezji warmińskiej, komentarze do Tweet-ów Konferencji Episkopatu Polski i jej przewodniczącego abp S. Gądeckiego). Ponieważ wspomniane działania nie odniosły rezultatu, a sytuacja poniższa trwa nieprzerwanie, publikuję i oświadczam co następuje. Jedynym moim celem jest pobudzenie do refleksji nad tymi sprawami u osób duchownych, odpowiedzialnych za duszpasterstwa oraz głos solidarności z wiernymi, podobnie jak ja doświadczającymi zaniechań duszpasterskich w dobie pandemii koronawirusa.

Utopia zgniłych sojuszy z władzą państwową.

Kościół w Polsce, działając przez organ kolegialny Konferencji Episkopatu Polski, wykazał się gwałtownymi i pochopnymi decyzjami począwszy od marca 2020. W moim odczuciu zabrakło strategicznego planowania po stronie Kościoła i niezależnie podejmowanych decyzji. Zabrakło planu na sytuację kryzysową. Dławienie od lutego 2020, szczególnie we Włoszech, publicznych praktyk kościelnych, zostało zbagatelizowane przez polskie duchowieństwo. Nie wyciągnięto w porę wniosków jak do podobnej, czy gorszej nawet sytuacji przygotować Kościół w Polsce. Oparto się na przekonaniu, że Kościół powinien w sytuacji epidemii przerzucić ciężar decyzyjny na państwo w myśl postanowień Konkordatu i podporządkować się dyrektywom władzy cywilnej. Wnioskuję to po synchronizacji ogłoszeń Episkopatu i rządu. Wierni zaś, czy członkowie Episkopatu, mieliby zawsze oparcie dla swej niezaradności przez przerzucenie wprost odpowiedzialności na władzę państwową. Przez oportunistyczną realizację dyrektyw władz publicznych Kościół, postulujący programowo swe żywe zainteresowanie sprawami społecznymi, wobec sytuacji kryzysowej przerzuciłby tę troskę na instytucje publiczne. Nic jednak za darmo. Państwo w tym względzie otrzymałoby ewangeliczną promesę: ofiarności szpitalników w stylu św. Kamila, św. Matki Teresy, oraz naukę św. Jana Pawła II ku pokrzepieniu serc – jak doskonale wypełniły się te okoliczności poprzez spontaniczny marsz zakonnic do opuszczonych przez personel DPS-ów, a także synergia Kościoła i państwa w świętowaniu dwu rocznic: śmierci i urodzin św. Jana Pawła II (a wszystko to w okresie eskalacji obostrzeń!).

 

To dlatego Kościół otrzymał na dalszym etapie zamknięcia względną swobodę działalności (a nawet niepisaną promesę organizacji uroczystości prymicyjnych oraz pierwszokomunijnych).

Obawiam się, że częścią deal-u było nieoprotestowanie procesu wyborów w dobie pandemii.

W każdym razie swoboda działalności Kościoła w Polsce była nieporównywalna z obostrzeniami jakie poniosły Włochy.

Choć kościoły we Włoszech były zamknięte, księża do swoich Parafian wychodzili…

Podobnie było i na Słowacji.

A w Polsce kościołów nie zamknięto, jedynie paru biskupów zakazało Mszy Świętych dla wiernych w swoich diecezjach, co nie zaszkodziło kompromisowi najwyższej władzy duchownej ze świecką nomenklaturą państwa prawa.

https://fakty.interia.pl/raporty/raport-koronawirus-chiny/polska/news-biskup-gliwicki-jan-kopiec-odwolal-wszystkie-msze-z-wiernymi,nId,4381468

Palenie w piecu meblami, drzwiami i oknami

Stan duchowny, ongiś uchodzący za elitarną klasę społeczną, dziś podporządkowany bywa koniunkturze i często splotom osobistych ambicji. Kościół w Polsce jednak w swej możliwej, “wallenrodzkiej” nadgorliwości uczynił znacznie więcej, a może nie to co powinien na początku. W pierwszym rzucie “negocjacji” z rządem pozwolono na redukcję nie praktyk, ale pobożności wobec Sacrum. A przecież wystarczyło tylko wstrzymać praktyki w myśl zaleceń sanitarnych (oraz przykładu płynącego z Włoch). Zamiast tego prawem precedensu przyznano rację rewolucyjnym wypaczeniom, wprowadzanym uprzednio gdzie indziej w Kościele zawsze z pogwałceniem wielowiekowej tradycji Kościoła. Tak więc podążając za ciosem redukcji nie ilości, a “jakości” praktyk, pierwszym zaleceniem Episkopatu w dobie epidemii w Polsce, zaraz po wysuszeniu kropielnic, było formalne dokończenie procesu degradacji pobożności eucharystycznej przez liberalizację obrzędów udzielania Komunii Świętej. Przez pierwsze takie w historii Kościoła polskiego “zalecenie” Komunii na rękę, zwieńczeniu uległ pewien proces. Kresem działań, które “reformatorzy” wdrażali za milczącym przyzwoleniem ogółu, jest właśnie praktyka Komunii na rękę. Do działań i zaniechań uprzednich zaliczam: “wyrzucenie” Tabernakulum z prezbiteriów nowowybudowanych i istniejących kościołów, usuwanie balasek z kościołów i nie instalowanie ich w nowych kościołach, udzielanie Komunii na stojąco oraz episkopalne zatwierdzenie możliwości jej przyjęcia na rękę “na żądanie” wiernego, Spowiedź “za pokwitowaniem” przy okazji obrzędów sakramentalnych, koncerty muzycznych zespołów świeckich w kościołach oraz protestantyzacja oprawy Eucharystycznej, “stadionowa” pobożność, itd. Wobec Najświętszej Ofiary jaką jest Golgota Chrystusa i wobec miejsca Jej sprawowania, uczyniono już w Polsce dosłownie wszystko, co możliwe. A zakończono ów proces gremialnym zaleceniem KEP do udzielania Komunii Świętej wprost na rękę.

Is Communion in the Hand a Sin? | matt fradd

Wyjaśniam ukryte znaczenie tego sprzeniewierzenia się. Nie doszło do zatrzymania praktyk, lecz uczyniono gwałt na pobożności, by – moim zdaniem – tą “kartą przetargową” przebłagać bezlitosny aparat państwa. Na dowód tego podaję dwa przykłady. Pierwszym z nich jest to, że nie wprowadzono żadnych, niezależnych od tych państwowych (co jest przecież możliwe), ścisłych reżimów sanitarnych w kościołach. Mogłyby one funkcjonować niezależnie od narzuconych przez państwo – z poszanowaniem państwowych oczywiście w myśl Konkordatu. Takie wewnątrzkościelne normy obowiązywać miałyby jednakowo wiernych, jak i księży. Drugi przykład wynika z tego, że nie doszła do mnie żadna informacja (od paru miesięcy obserwuję profil Twitter-a KEP: @EpiskopatNews) o prowadzeniu przez KEP w obliczu pandemii działań tak niezbędnych i oczywistych jak koordynowanie dystrybucji środków ochrony osobistej oraz preparatów do dezynfekcji dla całego duchowieństwa w Polsce oraz służby liturgicznej.
Inne przykłady miały już tylko za zadanie kamuflowanie powszechnego wycofania się duchowieństwa z pierwszej linii frontu. Wynegocjowano na przykład z rządem to, żeby księża nie musieli sprawować Eucharystii w maskach, czy rękawiczkach – jeden z “sukcesów negocjacyjnych” (sic!)… Wykluczono przeprowadzenie świadomej, wewnątrzkościelnej interwencji kryzysowej i postawiono na decentralizację, a może to bardziej decentralizacja stoi za tą dezorganizacją…? Zabrakło wszakże siły przekazu w postaci dobrego przykładu płynącego “z góry”. Przyczyniła się w mojej ocenie do tego stanu rola mediów katolickich, skażonych przez powszechny ”dudaizm”. Szczególnie wyraźnie widoczne jest zespawanie ośrodka mediów toruńskich z obozem rządzącym, widoczne np. przez pozbawienie prof. Mirosława Piotrowskiego roli felietonisty TV TRWAM i RM. Zlekceważono dydaktyczne znaczenie aktywnego kreowania świadomych postaw przez wspólny głos pasterzy i wiernych. Stosowano wybieg “heroizmu wiary”, który przyświecał okupacyjnemu Kościołowi przy sprawowaniu Eucharystii. Uśpiono zatem nade wszystko czujność na zagrożenie epidemiologiczne po pierwsze u duchowieństwa, a w konsekwencji u wiernych.
Powyższe oraz inne działania wybiły w jednym momencie i stłamsiły głosy za bardzo gorliwe (Prymas Polski metropolita gnieźnieński Wojciech Polak od początku nazwał lekceważenie nałożonych norm sanitarnych jako grzech przeciwko V przykazaniu), głosy “zacofane” (np. głos abp A. Dzięgi o tym, że “Chrystus nie zaraża”), a także potężny głos “ukamienowanego” przez rzecznika KEP parę tygodni wcześniej, abp Lengi (z własnej praktyki duszpasterskiej podawał przykłady ludzi, którzy aby tylko mieć okazję uczcić Najświętszy Sakrament bez możliwości nawet udziału w Eucharystii, podróżowali w tym celu setki kilometrów). Chociaż, prócz głosu księdza Prymasa, były to głosy nie postulujące wprost ochrony epidemicznej, a stawiające temat w kategoriach wiary w cud oddalenia ryzyka zakażenia przez samego Boga, nie doszło po stronie Kolegium Biskupów do zbudowania konstruktywnej alternatywy. Widoczne byłoby to w konsekwentnym narzucaniu duchownym odpowiedzialnego i adekwatnego programu duszpasterstwa w okresie pandemii, w ramach bezpośredniej relacji posłuszeństwa pasterzom.
Jako wierny sam nie mogłem liczyć na zapewnienie ciągłości duszpasterskiej w lokalnym Kościele, zostałem zepchnięty do podziemia swej wiary. Poza powyższą niekonsekwencją w obszarze obostrzeń epidemicznych doznałem dodatkowego zawodu. Odczułem doniosły brak odważnego wyjścia naprzeciw okolicznościom u swojego duszpasterza. Nie mogło być mowy o wyjściu z jego strony do wiernych “na ulicę” z Sakramentami, aby w trudnym czasie zapewnić im dodatkowy komfort psychiczny i pokazać widoczne wsparcie, zaznaczyć realną obecność.
Ujrzałem również jak w jednym momencie powszechnie uderzono w spełniane przeze mnie praktyki pobożnościowe: Komunia święta tylko na klęcząco i do ust oraz odłączenie od sieci komórkowej i internetu w ramach świętowania Dnia Pańskiego.

https://www.facebook.com/petycjaokomunieswnakleczacoidoust

https://www.facebook.com/niedzieladlaboga

Za sprawą zaleceń do pozostawaniu w domu doszło do masowego transmitowania Eucharystii i ex cathedra promowania udziału w celebracjach za pośrednictwem telewizji i internetu. Nie do pomyślenia dla mnie, odłączającego się od mediów na czas niedzieli, by spędzić czas z Bogiem i rodziną. Słyszę wielkie wołanie Opatrzności Bożej w inicjatywach, jakie z wyraźnego natchnienia opublikowałem w internecie na parę miesięcy przed eskalacją sytuacji epidemicznej. Wokół inicjatyw “petycji o Komunię Świętą na klęcząco i do ust” oraz “Niedziela dla Boga” zebrałem w tamtym okresie dwie grupy ponad 100 internetowych fanów każdej z tych inicjatyw.

Osobista relacja

Obserwowałem własną oraz okoliczną wspólnotę parafialną, a także przez internetowe środki przekazu, jak księża proboszczowie od marca 2020 w swoich parafiach poczuli się jak szeryfowie na Dzikim Zachodzie. Były przykłady pozytywne, górę wzięły jednak negatywne wzorce. W imię wytycznych Episkopatu, pozwalających na luzowanie reżimów praktyk pobożnościowych, księża samowolnie zakazywali udzielania Komunii do ust, odcinali się od kontaktu z parafianami, dowolnie interpretowali zalecenia sanitarno-epidemiologiczne. Już w marcu 2020 osobiście musiałem interweniować w kurii metropolitarnej archidiecezji warmińskiej na okoliczność zakazu udzielania Komunii do ust w jednej z parafii mojego dekanatu. Była to skuteczna interwencja, ale reakcja owego proboszcza była dla mnie upokarzająca. Podobnej reakcji doświadczyłem podczas niedzielnej Mszy Świętej w swojej parafii, gdzie jako czwarta na 5 dozwolonych osób biorąc udział w Eucharystii, poczułem się wykluczony przez proboszcza, który przed obrzędem Komunii wręcz narzucił narrację o tym, że to wyraz budowania wspólnoty i jedności w parafii to, że wszyscy przyjąć mają za chwilę Komunię Świętą na rękę. Gdy wtedy przyjąłem Komunię na klęcząco i do ust, poczułem się tak jakby wykluczony z parafii oraz postawiony w roli buntownika… Ale bez przesady, wiedziałem, że nie mogę się mylić – bo ksiądz nie nałożył maski, nie zdezynfekował rąk!
Jednak w ciągu tygodnia po tym wydarzeniu, jak ostatni raz przyjąłem Eucharystię (i nie przyjmuję Jej do tej chwili z powodu nieposzanowania zaleceń sanitarnych przez księdza), realnie zacząłem obawiać się o swoje zdrowie i skorzystałem z dyspensy. Nie interesowałem się również zbytnio tym, czy mój proboszcz dalej rażąco łamie zalecenia sanitarne (nie nosząc maski, nie dezynfekując rąk przed udzielaniem Komunii Świętej). Lecz uderzyło we mnie od początku jego wycofanie – nie odpowiadał wcześniej, ani później na maile, telefonu nie odbierał. Ostatecznie ksiądz podał w ogłoszeniach internetowej strony adres email do umówienia się na indywidualny termin Spowiedzi… Nie zaakceptowałem takiej formy duszpasterstwa.

Nieco wcześniej, tuż po wydaniu pierwszego dokumentu KEP o dyspensie, w następującą po tym sobotę próbowałem dowiedzieć się u proboszcza jak będzie wyglądał udział we Mszy Świętej. W ciągu tej soboty pojawiła się dyspensa abp metropolity na stronie internetowej archidiecezji i tylko w ten sposób mogłem się dowiedzieć jak zachować się w niedzielę. Ciekaw byłem skąd (z telewizji?) mają się dowiedzieć inni parafianie o tym, że tym razem nie będzie Eucharystii w niedzielę. Do księdza na plebanię nie chciałem wyjść, bo obawiałem się (z rodziną) o zakażenie przez wychodzenie z domu. O dziwo, w poniedziałek teściowa przekazała mojej żonie, że pisałem do księdza email… Nie chcę opisywać jak mogło dojść do tego, że teściowa dowiedziała się o tym. Zostałem potraktowany tak, jakbym był parafianinem drugiej kategorii. Nie, nie pisałem do proboszcza wcześniej w tym okresie żadnych listów, nic obraźliwego. Wystąpiłem tylko z protestem na praktykę Komunii Świętej na rękę parę miesięcy przed pandemią i zostałem przy tym moralnie upokorzony. Do tego doszła skarga, którą napisałem do kurii na księdza z tego samego dekanatu, który w swojej parafii zakazał udzielania Komunii do ust – ten fakt był z pewnością znany memu księdzu proboszczowi, ponieważ jest dziekanem.
Tak więc od dnia ogłoszenia pierwszej dyspensy związanej z limitem wiernych do 50 osób w kościele, jako wierny musiałem pokornie czekać na ogłoszenia parafialne podane na stronie internetowej, ale już po niedzieli. Utrudniony kontakt połączony z odcięciem się od wiernych – tego doświadczyłem u swojego proboszcza w momencie pierwszego tak poważnego kryzysu w Kościele polskim. Zacząłem unikać myślenia o Spowiedzi, zadbałem bardziej o życie wiarą i według Rad Ewangelicznych – ale głodu eucharystycznego nikt “syty” nie zrozumie. Nie było u nas żadnego udzielania Komunii Świętej na zewnątrz kościoła, spowiedzi na otwartym powietrzu, czy nawet aktualnych ogłoszeń na pozorowanej stronie internetowej mojej parafii.
Księdzu owemu proponowałem również wdrożenie i uruchomienie transmisji internetowych Mszy Świętej dla parafian w okresie najtrudniejszym, marcu-kwietniu… bezskutecznie.

Pierwsze, osobiste reakcje na znoszenie obostrzeń

Dalszy obraz zażenowania to moment stopniowego znoszenia ograniczeń z końca kwietnia 2020. Wtedy od 1 maja wróciłem do praktyki uczestnictwa w Eucharystii, jednak stojąc na zewnątrz kościoła. Nie przystępowałem i nie przystępuję przy tym do Komunii, choć miałem i mam Jej wielkie pragnienie. Nie mogłem z czystym sumieniem iść do Komunii wchodząc do kościoła, gdzie:
– już była przepisami wyznaczona liczba wiernych
– ksiądz ani nie nosił maski, ani nie wiem, czy dezynfekował ręce – bo tego nie ogłaszał ani razu
– nie wszyscy noszą maski…
Tak wygląda od tamtego momentu każda moja niedzielna Eucharystia. Ksiądz proboszcz pomimo kierowania do niego listów email z prośbą o zakładanie maski oraz udzielanie Eucharystii w wejściu do kościoła, nie reaguje na to wcale. Od paru niedziel w ogóle już nie modli się o ustanie epidemii, nawet w modlitwie wiernych (!).
Powyższe zachowania są gorszące, nawet samo o nich mówienie z intencją szkodzenia w ten sposób Kościołowi. Ale tłumaczenie komuś z zewnątrz, że doznaję należytej opieki i troski duszpasterskiej, co jest nieprawdą, byłoby z pewnością naruszeniem sprawiedliwości i zaniechaniem upominania błądzących. Chyba bardziej w tym momencie umarłemu kadzidło okazało by się potrzebniejsze niż milczenie o powyższych zaniedbaniach.

Nie wszędzie palą krzesłami, stołami, drzwiami i oknami…

Zadziwia mnie, jak krytykowani przeze mnie przede wszystkim za pentekostalne formacje religijne oraz “youtuber-skie” dokonania księża jezuici z Łodzi potrafili ogarnąć ten początkowy bałagan i chaos. Wprowadzili kontrowersyjną (dla mnie niewolniczą) “tacę elektroniczną”. Zastosowali bieżącą komunikację z wiernymi w internecie. Wprowadzili nawet dwa rodzaje kolejki do Komunii – uznając potrzebę wiernych, chcących przyjąć Ciało Pana Jezusa godniej. Gdzie indziej zaś w Polsce poprzez internet obserwowałem organizowanie “tradycyjnej” Mszy Świętej (z obowiązkiem udzielania Komunii wiernym wyłącznie na kolanach i do ust), błogosławieństwa kapłanów Najświętszym Sakramentem z wież kościołów, z samolotów, przez szyberdachy aut, spowiedzi święte mobilne (przez okna w samochodach), organizowanie co pół godziny Mszy Świętej przez całą niedzielę – by obejść limity wiernych, itd. Ta ostatnia praktyka to ewenement, bo ksiądz może według KPK odprawić maksymalnie trzy Msze Święte w ciągu dnia (trynacja), jednak po tej zdecydowanie pozytywnej decyzji Episkopatu limit ten miał nie obowiązywać. Według moich obserwacji niewielu księży wyszło z tą możliwością do swoich wiernych, ale te promienne przykłady niech będą wielkim wyrzutem sumienia dla wszelkich zamkniętych po plebaniach duchownych.

Ci, którzy mówią raz tak, raz nie…

Epidemia COVID-19 po ustaniu obowiązkowej kwarantanny narodowej i zaprzestaniu egzekwowania obostrzeń sanitarnych, zbiera obecnie coraz śmielsze żniwo w Polsce. Z dnia na dzień rośnie dzienna liczba nowych zakażeń koronawirusem (na dzień 8 czerwca stwierdzono jednego dnia 600 nowych zakażeń). Obserwuję, jak unisono Episkopat uderza w dzwony wraz z władzą rządową.

Odblokowanie gospodarki, odblokowanie tacy – jeden dzwon… Zniesione limity wiernych w świątyniach, klientów w sklepach i kinach – kolejny dzwon. Doszło jednak w tym okresie do kilkukrotnego przestawienia wektorów zmian, co spowodowało rozchwianie społeczeństwa. Najpierw czegoś zakazywano, potem to znoszono przeciwstawnymi opiniami i prognozami. Przedstawiciele władzy wprost prowokowali do takiego stanu przez rażące obchody rocznicy smoleńskiej, czy wizyty Kaczyńskiego na grobie matki.
Teraz zaś zdezorientowani ludzie jeszcze większego wstrętu nabrali do obowiązujących wcześniej, racjonalnych działań w celu zatrzymania rozprzestrzeniania się epidemii. A przy tym przemilczane są fakty wskazujące na to, że sytuacja epidemiczna wcale nie została opanowana. Ostentacyjne, “oddolne”, “rewolucyjne” zgromadzenia, podburzanie do buntu przez kontrolowaną opozycję antyrządową, tak naprawdę uczyniły większy wyłom w solidarności społecznej niż legalne działania wtedy, gdy obowiązywały ścisłe reżimy sanitarne. Szaleńcze teorie spiskowe i antyszczepionkowe fobie doprowadziły do bankructwa ideę solidarności z najsłabszymi, dotkniętymi niedołęstwem, niepełnosprawnością, czy zwykłą starością. Brak wyobraźni w łańcuchu redystrybucji dóbr i usług oraz swobodne przemieszczanie się osób prowadzi do lawinowego zjawiska zakażeń wśród najbardziej narażonych wspólnot, grup zawodowych, czy instytutów zakonnych i parafii.
Po wprowadzeniu kwarantanny w samym sekretariacie KEP (gdy jeden z interesantów okazał się mieć wynik pozytywny na SARS-COV-2), przewodniczący KEP abp Gądecki w przeddzień obchodów uroczystości Bożego Ciała, dopiero wtedy wrócił do dialektyki “przestrzegania norm sanitarnych”. Nie wskazał jednak, kto miałby tych norm przestrzegać, wierni, czy duchowni. Pielgrzymka łowicka dotarła do Częstochowy, ale nie obyło się bez zgrzytów… Jeden z biskupów stwierdził nawet, że dyscyplina sanitarna wśród wiernych w czasie organizowanych pielgrzymek mogłaby całkowicie wykluczyć ryzyko zakażenia.

Czy aby tylko u wiernych, ponieważ “konsekrowane ręce nie roznoszą wirusa”? – parafrazując kontrowersyjną wypowiedź ks. prof. T. Guza.

W opublikowanym przed uroczystością Bożego Ciała komunikacie KEP  widnieje żelazne podtrzymanie tej filozofii:

„W kontekście zbliżającej się Uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa – mając na uwadze zdrowie i życie naszych rodaków – zwracam się do wszystkich uczestników uroczystości religijnych z gorącym apelem o konsekwentne stosowanie się do aktualnych zaleceń sanitarnych. W sposób szczególny proszę o zasłanianie ust i nosa lub zachowanie dystansu 2 metrów od innych uczestników zgromadzenia. Wskazania te obowiązują wszystkich uczestników liturgii, z wyjątkiem celebransów”.

Ciekawy artykuł na powyższy temat jako uzupełnienie :

http://wiez.com.pl/2020/04/06/komunia-moze-jednak-roznosic-zarazki/

Zapalniki społecznej rewolty

Masowe „zrzucanie masek” promują również prowadzący kampanię prezydencką niektórzy kandydaci. Nie zasłaniają twarzy, organizując masowe wiece poparcia w ramach kampanii, na których fotografują się z kandydatem w bezpośredniej bliskości. I to bez jakichkolwiek środków ochrony osobistej, czy nawet objawów skrępowania taką postawą…

Po stronie zaś wiernych, ogarniętych manią narodowo-wyzwoleńczej rewolty, czy „przedmurza chrześcijaństwa”, nakładanie ograniczeń na wolności obywatelskie nie jest historycznie do pogodzenia i uzasadnione statystycznie. Podobne, neo-prawicowe formacje w ramach obrony zagrożonych według nich wolności obywatelskich, odgradzają się od społeczeństwa za barykadą: strzelnicy, kaplicy, mennicy, i innych “imponderabilów”. Pomimo de facto godzenia przez nich samych w promulgowane pryncypia: ochrony osób starych, ubogich, wdów i sierot…, ci sami rozpowszechniają powszechne rozprężenie w zakresie społecznego dystansowania, nienoszenia masek i niestosowania innych środków ochronnych przed skażeniem. Uprawiają demagogię porównywania okresu komunistycznej dyktatury stanu wojennego ze stanem zagrożenia epidemicznego. Tworzą wrażenie, że Kościół w Polsce dogadał się z rządem pod względem wycofania się z praktyk religijnych – temat ten szerzej omówiłem w artykule: “Koronowani krytycy hierarchii”. Jedna rzecz, która zasługuje na wytłuszczenie: ci wszyscy, wierni jak i duchowieństwo, stosują znany w psychologii mechanizm wyparcia wobec własnej odpowiedzialności za zdrowie swoje i najbliższych.
Zrzucenie odpowiedzialności na rząd w kwestii reżimów sanitarnych to ślepe poddaństwo wobec otoczki propagandowej. Podejmowane są w ramach takiej propagandy działania na rzecz ratowania wizerunku władz przy przeciekających do opinii publicznej rażących zaniedbaniach i trwonieniu funduszy do walki z epidemią.

Ta sytuacja przez zespawanie z polityką rządu, dotyczy także ratowania swojego wizerunku przez hierarchów kościelnych.
Władza państwowa dopuszcza jednak przy tym do skrajnej subiektywizacji poglądów u ludzi. Konsekwencją jest mitologizacja i odrealnienie w dziedzinie zagrożenia epidemicznego. Epidemia koronawirusa jest już coraz częściej przedmiotem wiary lub niewiary. Głoszących zaś potrzebę kontynuowania polityki lockdown nazywa się coraz śmielej świrusami lub heretykami, zależnie czy osoba ta należy do hierarchii kościelnej, czy do establishmentu frakcji rządzącej.

Puenta

Pośród poglądów głoszonych przez teoretyków relacji społecznych (socjologów) i ekspertów od duszpasterstwa (hierarchów) w płaszczyźnie społecznej wytworzyła się próżnia. Nikt nie ma odwagi przejąć pełnej inicjatywy w celu wyprowadzenia narodu polskiego z rosnących statystyk skażeń i umieralności. Działania drążące skałę, czy drażniące lwa, przyjmują już kształt paranoidalnych konstrukcji nie do zrealizowania. Letalny stan świadomości społeczeństwa o realnym zagrożeniu pandemią, podtrzymywany jest przez błędne i sprzecznie postawione diagnozy. Trwa rozprężenie, którego rezultatem będzie powtórzenie scenariuszy z krajów w tej chwili przeżywających poważne turbulencje, także w wymiarze społecznych niepokojów. Epidemiolog profesor Gut, określił obecny stan w Polsce jako zmierzający do przymusowego “wyłapywania” zakażonych i umieszczania ich w izolatoriach. Do takiego stanu rzeczy przyzwyczajane jest coraz bardziej społeczeństwo przez radykalizowanie nastrojów społecznych. Buta i arogancja rządzących oraz wprowadzanie kolejnych instytucji prawnych (jak np. wprowadzenie zagranicznych agencji ochrony do obrony w czasie kryzysu strategicznych obiektów infrastruktury państwa), zmierzają do otwartej konfrontacji ze społeczeństwem i realizacji wizji profesora Guta.

Prof. Gut: Mamy powszechne rozprzężenie i wiele osób kwestionuje groźbę zachorowań. Możliwe, że trzeba będzie rozważyć stosowanie nowego typu kwarantanny, już nie w domu, ale kwarantannę przymusową w izolatoriach.

Za:

https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus-w-polsce-ile-brakuje-do-powrotu-zakazow-ekspert-mowi-o-przymusie-zamykania-ludzi-w-izolatoriach-6519594909689473a

 

 

Apel

Open Source Against COVID-19

Jako mój gorący apel w ramach braterskiej miłości bliźniego proszę: noście maski, unikajcie jedni drugich w otwartej przestrzeni, nie tylko w zamkniętej. Zwracajcie jedni drugim uwagę na nienoszenie przez nich masek. Trwoga przed skażeniem nie jest przejawem braku wiary, ale roztropności i odpowiedzialności za drugich. Jeśli Ty nie zadbasz w ten sposób o siebie, nikt nie zadba także i o Ciebie.

Dnia 11 czerwca 2020 w uroczystość Bożego Ciała.

Piotr – czuwajcie.pl

Koronowani krytycy hierarchii

koronawirus

PCH24. PL w kwestii promocji odruchów fundamentalistycznych

Nie tylko przykrymi są wypowiedzi Krystiana Kratiuka, „mecenasa” konserwatyzmu katolickiego w odsłonie tropiciela dekompozycji Kościoła katolickiego na wielu frontach, a także sympatyka lub nawet postulatora wprowadzenia monarchii w Polsce (na jakiej drodze, samo-ustąpienia prezydenta?) –  lecz są to wypowiedzi dalece oburzające. Skupię się tutaj tylko na jego szczujni z okresu wprowadzania obostrzeń w związku z początkiem pandemii koronawirusa.

https://www.pch24.pl/za-limit-pieciu-osob-na-mszy-wielkanocnej-podziekujmy-premierowi-i-prymasowi,75256,i.html

„Gdy Mateusz Morawiecki zostawał szefem polskiego rządu, deklarował, że chce chrystianizować Europę. A do historii przejdzie jako ten, który zabronił Polakom pójść do kościoła w Wielkanoc. Ale polityk to polityk – co jednak powiedzieć o postawie prymasa?”

Tak brzmi nagłówek wypowiedzi Krystiana Kratiuka, natomiast kończy się wyjątkowo dosadnie:

Wszak kiedy jeszcze dwa tygodnie wcześniej wolno było wejść do kościoła właśnie pięćdziesięciu osobom, w niedzielnych Mszach brało udział ledwie kilkanaście czy dwadzieścia kilka osób – i wcale nie były to osoby starsze czy w podeszłym wieku, ale katolicy pragnący Mszy i Komunii. Bo jest ich nieco więcej (również właśnie wśród młodych) niż pięcioro na parafię. Było ich niewielu dzięki czemu i tak zachowywali między sobą nie dwumetrowe, ale i dziesięciometrowe odstępy! Ale teraz, w Wielkanoc, te osoby już do kościoła nie wejdą.

 

Podziękujmy za to premierowi. I prymasowi.

Skąd zatem uzasadnienie z ust Kratiuka dla odmawiania prawa do bezpieczeństwa osobom starszym, które żyją w społeczeństwie i polegają szczególnie na pracy ludzi młodych? Skoro epidemia roznosi się kropelkowo – bo jak by inaczej – to dlaczego dochodzi do skażeń w DPS-ach, szpitalach, domach osób samotnych?
Jakże tak można… izolować we własnej świadomości osoby starsze, że im nic się nie stanie, a młodzi wcale i nigdy nie zaniosą im wirusa? Skąd ta wiara i pewność? Wydawać by się mogło, że od praktykowania wiary w sposób mechanicystyczny, daleki od posłuszeństwa z synowskim oddaniem!

To kpina z Eucharystii. Eucharystia zawiera w sobie Ofiarę Syna Bożego w doskonałym posłuszeństwie Bogu Ojcu. W Kościele władzę sprawują biskupi, nie zaś wierni świeccy. Poświęcanie na „ołtarzu” własnej religijności obowiązku troski w pierwszym rzędzie o bezpieczeństwo i przeżycie trudnego czasu przez osoby starsze, tworzy zarzewie  buntowniczej rewolucji w duszpasterstwach. A dzieje się to w buńczucznym geście „przybijania” na „drzwiach” Kościoła swoich prywatnych tez i przez publiczne „dowalenie” Prymasowi.

Element szerszego nieposłuszeństwa

Tu i ówdzie, pod jedną fałszywą przesłanką, a mianowicie wierności tradycji pisanej przez duże T, ten sam „duch Lutra” w odsłonie sedewakantyzmu, odmawia poddania się pasterskiej dyscyplinie wobec legalnie wybranych następców Apostołów. Podobnie i w postawie Kratiuka brak jednego z kryterium sensus fidei jako dziecięcej ufności w prawdę o Opatrzności Bożej, wymagającej od wiernego heroicznego często zaufania, poddawanego próbom wynikającym z Bożego dopuszczenia. Po stronie reprezentowanej przez ostracyzm pana Kratiuka, przejawia się wyłącznie nieustanna „reanimacja” i „resuscytacja” Kościoła w agonii, jak gdzie indziej autor wyżej wspomnianego tekstu próbuje określać obecny, czy niedaleki stan dwutysiącletniej instytucji.

Sprzyjające środowisko dla rewolucyjnych idei

Takiej zapaleńczej misji wyzywania na pojedynki najwyższych Hierarchów Kościoła i przypadkom sekundowania atakującym w Pasterzy, wtórują stanowiska osób publicznych. Jedną z  cytowanych wypowiedzi w artykule Kratiuka są słowa mecenasa Jerzego Kwaśniewskiego, utyskującego na paniczne reakcje władz. Tak jakby wyłącznie brak konkordancji systemu prawnego w obliczu nowej ustawy o przeciwdziałaniu epidemii, nie przystawał do pogodzenia żelaznej logiki prawa rzymskiego z tą samą logiką… prawa kanonicznego. Jednak podchwycona w ramach konwenansu wystawiania żagli po cudzy wiatr wypowiedź mecenasa, staje się pretekstem do dalszych tego typu wybiegów w przestrzeni medialnej.

Ci sami, którzy wołali do tej pory o zaprzestanie na arenie prawa działań, które wymierzone są w najsłabsze jednostki społeczeństwa – jak starcy, chorzy, niepełnosprawni, samotni, nienarodzeni, itd. – ci sami w jednej chwili oczekują od władz państwowych równego traktowania w dostępie do usług i dóbr, i o zgrozo: do wymuszenia możliwości uczestniczenia w „gwarantowanych” im przez wiarę praktykach religijnych, według ich własnych kryteriów bezpieczeństwa. Takim chwytem, a raczej petycją o zniesienie obostrzeń na czas Triduum Paschalnego zabłysnęła fundacja Życie i Rodzina. Kuriozalne w możliwych skutkach przedsięwzięcie fundacji Kai Godek godziło przecież w naszą solidarność społeczną z najuboższymi, a także księżmi, chcącymi również przetrwać w najlepszej kondycji trudny czas, by móc przygotować się lepiej do wyzwań stojących przed duszpasterstwem w dramatycznych warunkach.

Jak bardzo złudne jest dążenie za wszelką cenę do otwarcia kościołów i ślepe zapatrzenie w wyimaginowane normy sanitarne, pisane z księżyca… Co niektórzy odwołują się dziś nawet do naśladowania męczenników, przywołując do porządku „niewiernych”, by szli na Eucharystię godząc się na ewentualną śmierć swoją (o bliskich trochę szafują oszczędnie….), na śmierć w obliczu przeheroicznej „próby” wiary. Próbą wiary chcą nas teraz teraz właśnie skonfundować tacy Kratiukowie i jakże zacni „tradycyjni” klerykałowie, wprowadzając istotny dysonans poznawczy w dziedzinie moralności chrześcijańskiej z zakresu miłości bliźniego i stosowania V przykazania w praktyce. A na dodatek, snując intrygę derogacji prawa kościelnego („podziękujmy za to (…) prymasowi”) i państwowego na rzecz nieograniczonej wolności nie sumienia, ale „wyznawania”.

Nie wystarczy jednak publiczny cynizm „proroków” Kościoła walczącego… z: modernizmem, masonami, progresistami, i resztą świata. Trzeba wg nich podważyć po równo poczynania: legalnej władzy w tym kraju oraz przy okazji zbesztać Prymasa, skoro bez przyłbicy „dogaduje się” z władzami (zamiast naśladować np. nieskalany w ich mniemaniu wzór Prymasa Wyszyńskiego z gestem słów: NON POSSUMUS!). Za co to wszystko? Za wypowiadanie niewygodnej dla tradycjonalistycznej „egzegezy” narracji.

Brońmy naszych Pasterzy!

A ja staję tutaj w obronie księdza Prymasa! Poniższe Jego słowa są całkowicie zrozumiałe dla osób wiedzących, że Kościół katolicki (powszechny), to nie „ja i moja rodzina” (z wypartym szkodzeniem sobie i bliskim), lecz także i społeczności osób starszych, schorowanych, samotnych i często polegających właśnie na sposób dziecięctwa Królestwa Bożego – na zaleceniach i opiece bezpośredniej Kościoła:

ks. abp. Wojciech Polak, Prymas Polski
abp. Wojciech Polak

Łamanie zakazów podczas epidemii jest naruszaniem piątego przykazania, w którym jesteśmy obowiązani dbać i strzec życia innych i własnego. 

Tempus fugit…

Czas weryfikuje, że Kościół polski się nie mylił. Bieżące doniesienia o zakażeniach DPS-ów, o spieszących z pomocą siostrach zakonnych i innych duchownych w liczbie 3000 (ta liczba wciąż rośnie), o wielu zachorowaniach wśród polskich księży i biskupów, zakonnic, to wszystko jest obrazem rosnącej wszak skali epidemii.

A niestety, bezczelne wpisywanie przez Pańskich fanów na hejt-listę nie któregoś z polskich biskupów, ale samego Prymasa Panie Krystianie, to jest owoc pańskiej bieżącej działalności… choć na pozór dalej pod „patronatem” św. Michała Archanioła (protektora Kościoła Świętego).

„qui vos audit me audit et qui vos spernit me spernit qui autem me spernit spernit eum qui me misit” Lk 10:16 (VUL)

Na koniec… spieszę z odpowiedzią – jako ten głos, który i tak być może odfiltruje Pan jako odosobniony i niewart uwzględnienia – na Pana pytanie-donos:

 Ilu Polaków – zastraszonych restrykcjami czy też przestraszonych wirusem – rzeczywiście poszłoby do kościołów w Wielkanoc, wiedząc że może w nich być nie do pięciu ale do pięćdziesięciu osób?

Odpowiadam zatem – w mega skali poszedł Pan na łatwiznę. To nie wymaga wiele intelektu, by odnaleźć odpowiedź naturalną – żaden katolik wiernie słuchający Pasterzy, choćby tylko przez minimum posłuchu względem ich kompetencji oraz władzy pasterskiej – żaden by nie wziął udziału w Eucharystii.

 

Korona Brauna

Kolejni sympatycy wprowadzenia monarchii. Tym razem jako…

Więcej o podpuszczce ideologicznej formacji Grzegorza Brauna tutaj:

Partia Korona Grzegorza Brauna – więcej plusów ujemnych…

oraz tutaj:

Konfederacja Gietrzwałdzka – polemika

 

Piotr
-czuwajcie.pl

Oława – Oławskie „objawienia” – komunikat

Oława – komunikat o fałszywych objawieniach oraz krótka analiza tamtejszych wydarzeń

(źródło tekstu nieznane)

„Stowarzyszenie Ducha Świętego” z siedzibą w Oławie zostało zarejestrowane 16 czerwca 1999 r. we Wrocławiu na wniosek Kazimierza Domańskiego. Zarejestrowane stowarzyszenie nie ma aprobaty kompetentnej władzy kościelnej, czyli biskupa archidiecezji wrocławskiej. W związku z tym Kuria Metropolitarna we Wrocławiu wydała komunikat podpisany przez Kardynała Henryka Gulbinowicza, określający stosunek Kościoła do rzekomych objawień Matki Bożej w Oławie oraz do wspomnianego „Stowarzyszenia”.
Komunikat przypomina najpierw oświadczenie Konferencji Episkopatu Polski z 17 stycznia 1986 r., w którym biskupi zwrócili się do duchowieństwa i wiernych, aby zaprzestali gromadzenia się w Oławie, gdyż rzekome objawienia nie mają nic wspólnego z nadprzyrodzonością. Według oceny Kościoła są one fałszywe, wprowadzają w błąd, godzą w zasady wiary i są wykorzystywane przeciwko Kościołowi katolickiemu.
Mając na uwadze, iż „Stowarzyszenie Ducha Świętego” zostało zarejestrowane bez zgody władzy kościelnej, komunikat stwierdza, iż „zgodnie z nauką Kościoła katolickiego, wyrażoną w Prawie kanonicznym w kanonie 1374, każdy ’kto zapisuje się do stowarzyszenia działającego w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi, powinien być ukarany sprawiedliwą karą; kto zaś popiera tego rodzaju stowarzyszenia lub nim kieruje, powinien być ukarany interdyktem’. Stosownie do brzmienia tego kanonu – czytamy dalej w komunikacie – za zapisującego się do stowarzyszenia uznaje się tego, kto świadomie i dobrowolnie zgłasza swoją przynależność do niego w charakterze członka, niezależnie czy przyjęcie dokonuje się przy zachowaniu formalności czy bez nich. Natomiast stowarzyszenie popiera ten, kto przyczynia się do jego rozwoju, tzn. popiera je, werbuje członków, wspomaga materialnie, aktywnie uczestniczy w jego spotkaniach, w realizowaniu jego programów itp.„.
Komunikat wyjaśnia następnie, jakie konsekwencje prawne ma przynależność czy też poparcie udzielone „Stowarzyszeniu”. Kara interdyktu w stosunku do osób świeckich obejmuje zakaz przyjmowania sakramentów, ponadto ukarany powinien być usunięty od udziału w czynnościach liturgicznych albo czynność liturgiczna powinna być przerwana. Wierni świeccy uczestnicząc i przyjmując sakramenty w miejscu rzekomych objawień czynią to niegodziwie i świętokradzko oraz ściągają na siebie karę interdyktu, czyli nie mogą w swoich parafiach otrzymać rozgrzeszenia, godziwie przystąpić do Komunii św., być rodzicem chrzestnym lub świadkiem bierzmowania, otrzymać pogrzebu katolickiego. Każdy wierny, który ściągną na siebie taką karę, może zostać od niej uwolniony tylko przez biskupa diecezjalnego lub przez wyznaczonego przez niego kapłana.

KOMUNIKAT Kurii Wrocławskiej

Kuria Metropolitalna Wrocławska
ul. Katedralna 13
50-328 Wrocław
tel. (071) 32-71-111: fax (071) 22-82-69               Wrocław, dnia 14 grudnia 1999 r.

L.dz. 1946/99

KOMUNIKAT W SPRAWIE OŁAWY

Kuria Metropolitalna Wrocławska, po wcześniej uzyskanej informacji o zaistniałym fakcie, podaje do wiadomości, że dnia 16 czerwca 1999 r. Sąd Okręgowy we Wrocławiu na wniosek Kazimierza Domańskiego z Oławy zarejestrował „Stowarzyszenie Ducha Świętego” w Oławie, którego prezesem został uprzednio wybrany Kazimierz Domański a wiceprezesem jego żona Bronisława Domańska.

Zarejestrowane stowarzyszenie nie ma aprobaty kompetentnej Władzy Kościelnej, tj. Biskupa Archidiecezji Wrocławskiej, ponieważ nie spełnia warunków wymaganych przez prawo kanoniczne i dlatego nie może być uznane za katolickie.

Powstanie tego stowarzyszenia jest kolejnym etapem w trwającej już od 1985 r. sprawy rzekomych objawień Matki Bożej w Oławie. Od tego czasu stanowisko Kościoła w tej kwestii nie uległo zmianie. Wszystkich wiernych katolików obowiązuje zatem nadal oświadczenie Konferencji Episkopatu Polski z 17 stycznia 1986 r., w którym Biskupi zwrócili się do duchowieństwa i wiernych, aby zaprzestali gromadzenia się w Oławie i przez to nie dawali poparcia tym rzekomym objawieniom, ponieważ nie mają one nic wspólnego z nadprzyrodzonością; według oceny Kościoła Katolickiego są fałszywe, wprowadzają w błąd opinię publiczną. godzą w zasady wiary i są wykorzystywane przeciwko Kościołowi katolickiemu. Ponadto, cała działalność Kazimierza Domańskiego jest prowadzona z uporem i samowolnie, bez łączności z władzami Kościoła rzymskokatolickiego, mimo wielokrotnych upomnień i przestróg oraz zakazów wydawanych przez Władze Kościelne Archidiecezji Wrocławskiej.

W związku z zarejestrowaniem powyższego stowarzyszenia Metropolitalna Kuria Wrocławska informuje duchowieństwo i wiernych, że zgodnie z nauką Kościoła katolickiego wyrażoną w Prawie kanonicznym w kanonie 1374, każdy – „Kto zapisuje się do stowarzyszenia działającego w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi, powinien być ukarany sprawiedliwą karą: kto zaś popiera tego rodzaju stowarzyszenie lub nim kieruje, powinien być ukarany interdyktem”.

Stosownie do brzmienia tegoż kanonu za zapisującego się do stowarzyszenia uznaje się tego. kto świadomie i dobrowolnie zgłasza swoją przynależność do niego w charakterze członka, niezależnie czy przyjęcie dokonuje się przy zachowaniu formalności czy bez nich. Natomiast stowarzyszenie popiera ten. kto przyczynia się do jego rozwoju, tzn. propaguje je, werbuje członków, wspomaga materialnie. aktywnie uczestniczy w jego spotkaniach, w realizowaniu jego programów itp.

Prawo Kościoła Katolickiego poucza, że kara zwana interdyktem, którą powinien być ukarany ten, kto popiera tego rodzaju stowarzyszenia lub nimi kieruje, zabrania: 1. udziału w sprawowaniu Ofiary eucharystycznej i wszelkich innych obrzędów religijnych; 2. sprawowania sakramentów (chrzest, Eucharystia, pokuta, małżeństwo) i sakramentaliów (pogrzeb katolicki, poświęcenia przedmiotów religijnych); 3. przyjmowania sakramentów (chrzest, Eucharystia, pokuta, małżeństwo); ponadto, ukarany powinien być usunięty od udziału w czynności liturgicznej albo czynność liturgiczna powinna być przerwana (por. kan. 1332 KPK).

Oznacza to, że w wypadku sprawowania sakramentów świętych, uczestnictwa w nich lub przyjmowanie ich przez znajdujących się w karze interdyktu jest świętokradztwem. A zatem, kapłani sprawujący sakramenty święte w ramach „Stowarzyszenia Ducha Świętego” w Oławie, a także w miejscu rzekomych objawień w Oławie czynią to świętokradzko i niegodziwie, podpadając jednocześnie pod stosowne kary. Wierni świeccy natomiast uczestnicząc i przyjmując te sakramenty w podanych okolicznościach czynią to również niegodziwie i świętokradzko oraz ściągają na siebie karę interdyktu, czyli nie mogą w swoich parafiach otrzymać rozgrzeszenia, godziwie przystępować do Komunii św., być rodzicem chrzestnym lub świadkiem bierzmowania, otrzymać pogrzebu katolickiego.

Każdy wierny, który ściągnął na siebie taką karę, może zostać od niej uwolniony tylko przez Biskupa diecezjalnego lub przez wyznaczonego przez niego kapłana.

Niniejszym Komunikatem Kuria Metropolitalna we Wrocławiu informuje i przestrzega wszystkich wiernych Kościoła rzymskokatolickiego o konsekwencjach przynależności do sekt i stowarzyszeń religijnych nie zatwierdzonych przez Kościół Katolicki. Przynależność ta grozi popadnięciem w ciężkie kary kościelne. Wszystkich Kuria Arcybiskupia Wrocławska upomina, by w czas wycofali się z fałszywej drogi, niezgodnej z prawem kanonicznym i zasadami wiary Kościoła Katolickiego.

+ Henryk Kardynał Gulbinowicz
Arcybiskup Metropolita Wrocławski

Analiza wydarzeń oławskich

ORĘDZIA OŁAWSKIE A NAUKA KOŚCIOŁA
JEZUS WYCHODZI Z KONSEKROWANEJ HOSTII?
CO JEST NAJWAŻNIEJSZE DLA GODNEGO PRZYJĘCIA JEZUSA W KOMUNII ŚW.?
KILKA WNIOSKÓW: 
	1. BŁĘDNA NAUKA
	2. NIEPRAWDZIWY OBRAZ BOGA
	3. KARYKATURA MATKI BOŻEJ
	4. KRYTYKA OJCA ŚWIĘTEGO I KOŚCIOŁA
DLACZEGO ORĘDZIA OŁAWSKIE SĄ SZKODLIWE? 
OBJAWIENIA OŁAWSKIE NIE SĄ PRAWDZIWE, POPIERAŁY BOWIEM FAŁSZYWEGO PROROKA: MAŁEGO KAMYKA 
KIM JEST LANSOWANY PRZEZ 4 LATA W OŁAWIE MAŁY KAMYK? 	1. Tytuły Małego Kamyka 
							2. Rola Małego Kamyka 
							3. Mały Kamyk głosi błędne nauki – Oława to popiera 
							4. Kontakty wizjonera z Oławy z Małym Kamykiem 
							5. Po 4 latach Oława uznaje orędzia Kamyka za szatańskie... 
							6. Oława... rehabilituje Małego Kamyka 
WĄTPLIWOŚCI CO DO POCHODZENIA PRZEKAZÓW W OŁAWIE OD BOGA 	1. Dlaczego niebo nie ostrzegło wcześniej wizjonera oławskiego przed Małym Kamykiem? 
								2. Kto był autorem oławskiego orędzia nr 71: Niebo czy pan Domański? 
								3. Czyżby niebo nie znało treści orędzi Małego Kamyka sprzed 1987 roku? 
SPÓŹNIONE ODCIĘCIE SIĘ OŁAWY OD ORĘDZI MAŁEGO KAMYKA 
WNIOSKI

Kiedy Bóg mówi, pragnie nas utwierdzić w prawdzie i w miłości. Ten, który jest samą Prawdą i samą Miłością nigdy nie wprowadza w błąd. Jeśli jakieś objawienie jest prawdziwe, Bóg sam lub za pośrednictwem świętych, np. Maryi, pragnie nam przypomnieć jakąś ważną prawdę objawioną w Piśmie św. i przekazywaną przez Kościół. Bóg, Najwyższa Prawda, nigdy nie objawia się, by wprowadzić kogoś w błąd lub po to, by wywoływać zamęt, by zaprzeczać jakiejś nauce głoszonej przez Jego Kościół. Jeśli zaś treść orędzi jakiegoś wizjonera do tego się sprowadza, znaczy to bez wątpliwości, iż nie pochodzą one od Boga.

 
ORĘDZIA OŁAWSKIE A NAUKA KOŚCIOŁA
Przypatrzmy się dla przykładu, jaką naukę o Eucharystii głoszą orędzia oławskie. Bez wątpienia panu Kazimierzowi Domańskiemu, wizjonerowi z Oławy, chodzi o nauczenie szacunku do tego Sakramentu, co oczywiście jest rzeczą szlachetną. W orędziach przypomina on więc m. in. o konieczności zajmowania postawy klęczącej w czasie przyjmowania Komunii św. Powtarza to od 1983 roku tak często, iż ma się wrażenie, że jest to najważniejsza sprawa. I tak np. jedynie postawa klęcząca wyraża pokorę i – jak wynika z oławskich orędzi – jest warunkiem, by być dzieckiem Jezusa, by On był obecny oraz by przyszedł do człowieka i udzielił mu obfitych łask. Gdy zaś człowiek nie klęczy, Chrystus odwraca się od niego, a kapłan, który udzielał Komunii św. na stojąco będzie – zgodnie ze słowami przekazywanymi w Oławie – surowo ukarany po śmierci.
Rozważmy dokładniej powyższe, zaskakujące dla wierzącego katolika pouczenia oławskiego wizjonera. Przypatrzmy się uważnie, co w oławskich orędziach zostało powiedziane o tym cudownym Sakramencie Obecności Chrystusa, w którym prawdziwy Bóg i Człowiek przychodzi z miłością do serca ludzkiego, aby je uświęcić, oczyścić, udoskonalić i zbawić.
Wspomniany wizjoner z Oławy – uzasadniając konieczność postawy klęczącej przy Komunii św. – podaje naukę o Eucharystii, która ośmiesza naszego Zbawiciela i z tego powodu nie może pochodzić od żadnego posłańca z Nieba: ani – jak utrzymuje pan Domański – od Jezusa, ani od Maryi, ani od żadnego innego świętego.
Ewangelista św. Łukasz podkreśla, jak bardzo Jezus Chrystus chciał ustanowić Eucharystię, jak tęsknił za nią, aby móc wewnętrznie, w sposób nadprzyrodzony zjednoczyć się ze Swymi umiłowanymi uczniami. Powiedział: «Gorąco pragnąłem spożyć Paschę z wami» (Łk 22,15). Również dzisiaj kochający nas Jezus z tęsknotą czeka na każdego człowieka, pragnie wejść do jego serca za pośrednictwem ustanowionego przez Siebie sakramentu. Tę tęsknotę wywołuje w Nim niepojęta dla nas miłość. A czego dowiadujemy się z orędzi pana Domańskiego?

 
JEZUS WYCHODZI Z KONSEKROWANEJ HOSTII?

Orędzia oławskie uczą między innymi tego, że Chrystus odwraca się i odchodzi od człowieka, który nie klęczy w czasie Komunii św. I tak na przykład w orędziu nr 133 z 30.01.93 znajdują się rzekome słowa Maryi: „Mój synu, kiedy wiernym podawane jest Ciało Pana Jezusa na stojąco i kapłan sprzeciwia się, gdy ktoś klęka i podaje Ciało Pana Jezusa na stojąco, wtedy Jezus Chrystus odchodzi, odwraca się od tego, który przyjmuje Jego Ciało na stojąco, bo Pan Jezus przekazuje Moim sługom, aby Jego Ciało podawali na klęcząco i do ust, i aby wierni tylko tak przyjmowali.”
Pan Domański posuwa się więc do absurdalnego stwierdzenia, że Chrystus jest obecny w Eucharystii, gdy Komunia św. jest podawana na klęcząco i do ust, natomiast, gdy ktoś nie uklęknie – Chrystus odchodzi. I tak w tym samym orędziu (nr 133 z 30.01.93) czytamy: „Naród polski przyjmuje Ciało Pana Jezusa na klęcząco i do ust i wtedy Jezus Chrystus jest obecny.” Tak więc, według orędzi oławskich, klęczenie przy Komunii św. powoduje, że Zbawiciel jest obecny. Gdy ktoś natomiast nie klęczy – Chrystus odwraca się i odchodzi…
Nauka o obecności Chrystusa, gdy ktoś klęczy, i o odwracaniu się Pana Jezusa, gdy ktoś nie przyjmuje Komunii św. na klęcząco, nie jest żadną „niezręcznością językową” oławskiego wizjonera, ponieważ wyraźnie potwierdza ją np. w orędziu nr 175 z 14.04.95, a więc wygłoszonym 2 lata później: „Strasznie się dzieje na ziemi. Niektórzy kapłani są nieposłuszni Panu Jezusowi i podają wiernym Ciało Pana Jezusa na stojąco i do ręki. Kapłan ma podawać Ciało Pana Jezusa na klęcząco i do ust, bo kiedy nieposłuszeństwo jest w świątyni Pan Jezus się odwraca. Podają hostię, ale Pan Jezus odwraca się, bo nie ma pokory u wiernych, nie ma modlitwy.”
Zauważmy, że sam Ojciec Święty wielokrotnie udziela Komunii św. na stojąco. Cóż więc wtedy się dzieje? Przyjmując rzekome objawienia oławskie trzeby by powiedzieć, że w czasie rozdzielania Komunii św. przez Następcę św. Piotra, Pan Jezus odwraca się i odchodzi. Nie ma więc Komunii św., bo słowo to oznacza zjednoczenie z Jezusem przychodzącym pod postaciami eucharystycznymi.
Nauka wypływająca z orędzi pana Domańskiego sprzeciwia się wyraźnie prawdzie wiary o stałej obecności Chrystusa pod postaciami eucharystycznymi aż do ich zniszczenia. Prawdę tę przekazuje się nawet najmniejszym dzieciom przygotowującym się do przyjęcia tego Sakramentu. Czyni się to w tym celu, aby ukształtować w nich wiarę w stałą obecność Boga-Człowieka pod konsekrowanymi postaciami i nauczyć szacunku oraz miłości do przychodzącego Zbawiciela.
Zgodnie z nauką Kościoła Chrystus obecny jest pod postaciami chleba i wina aż do ich zniszczenia. Nigdy więc nie porzuca postaci eucharystycznych, nie odwraca i nie odchodzi, nawet gdy ktoś w świętokradzki sposób Go znieważa. Nie ucieka od człowieka Ten, który pozwolił się ubiczować, ukoronować cierniem i przybić do krzyża! Stała obecność Chrystusa pod postaciami eucharystycznymi to wierność Chrystusa-Miłości.
Bóg nigdy nie odwraca się od człowieka! Tylko człowiek może się odwrócić od Nieskończonej Miłości. To odwrócenie dokonuje się jednak tylko przez popełnienie grzechu ciężkiego, czyli śmiertelnego, i trwanie w nim. Z pewnością takim grzechem odwracającym nas od Boga nie jest przyjmowanie Komunii św. na stojąco.
W Oławie dowiadujemy się jeszcze jednej zaskakującej rzeczy, którą trudno pogodzić z wiarą i nauczaniem Kościoła. Otóż kiedy klęczymy, spełniamy – według pana Domańskiego – warunek, aby być dziećmi Jezusa! I tak 1.01.87 (orędzie nr 41) czytamy: „Ci, którzy przyjmują Moje Ciało na klęcząco są Moimi dziećmi”.
Zaskakująca to nauka dla wierzącego katolika! Źródłem jej nie jest na pewno żaden katechizm czy dokument Kościoła i w żadnym wypadku nie mógł jej objawić ktoś przychodzący bezpośrednio z nieba. Powyższą naukę odnajdujemy nieco wcześniej u Katarzyny Szymon. W orędziu przez nią przekazanym czytamy: „Kto będzie przyjmował Moje Ciało na stojąco nie będzie Moim dzieckiem” (30.09.84). Wydaje się więc, że częste kontakty z «Katarzynką» miały wpływ na treść orędzi wygłaszanych przez pana Domańskiego.
Tymczasem z prawdziwego Bożego objawienia wiemy, że dziećmi Bożymi stajemy się dzięki łasce usprawiedliwienia otrzymywanej w sakramencie chrztu świętego. Kiedy zaś rozważamy orędzia oławskie, nasuwa się pytanie: Czyżby ochrzczeni przestawali być dziećmi Bożymi dlatego tylko, że w czasie Komunii św. stoją? Czy taka nauka – podobnie zresztą jak i wyjaśnienia o „odwracającym się Jezusie” – nie ośmiesza Boga i Jego nieskończonej miłości do nas? Czy nie zaciemnia prawdy o Bogu, kochającym i miłosiernym Ojcu, o Jego niepojętej miłości do człowieka? Czyż Go nie ranią słowa z oławskich orędzi, tak bardzo fałszujące Jego obraz, zamieniające Boga Miłości w obraźliwą istotę?

 
CO JEST NAJWAŻNIEJSZE DLA GODNEGO PRZYJĘCIA JEZUSA W KOMUNII ŚW.?

Częstotliwość powtarzania – nie tylko zresztą w Oławie – nakazu przyjmowania Komunii św. na klęcząco sugeruje, że jest to coś najważniejszego, co trzeba zrobić, aby zbliżyć się godnie do Stołu Pańskiego. Przy tym mocnym akcencie położonym na klęczenie, gdzieś na dalszy plan schodzi miłość do Jezusa, postawa przyjaźni wobec Niego, tęsknota za Najświętszym Sakramentem, wdzięczność za to, że przychodzi On do grzesznika w gościnę, uwielbienie Pana wszechświata itp. W orędziach oławskich i innych fałszywych objawieniach wszystko to znajduje się gdzieś na marginesie. W centrum natomiast jest klęczenie. Jest ono bardziej zaakcentowane niż stan duszy, a przecież może się ono z łatwością stać czymś tylko zewnętrznym, formalistycznym, bezdusznym. Czy rzeczywiście tego oczekuje od nas Jezus?
Według pana Domańskiego od klęczenia w czasie Komunii św. zależy nie tylko to, czy Jezus przychodzi do nas lub się od nas odwraca, nie tylko to, czy uznaje nas lub nie uznaje za Swoje dzieci. Klęczenie ma ponadto wpływać na wielkość otrzymywanych w tym Sakramencie łask. Postawa klęcząca miałaby tak wpływać na owocność Komunii św., że – jak czytamy w orędziu nr 102 – gdy na klęcząco przyjmowana jest Komunia św., wówczas udzielane są największe łaski i – co zaskakuje najbardziej – właśnie wtedy Jezus wchodzi do serc ludzkich: „Tam gdzie byłeś, tam było podawane Ciało Mego Syna na klęcząco i do ust, bo wtenczas kiedy lud klęka przed Chrystusem ma największe łaski i wtenczas wchodzi Jezus Chrystus do ludzkich serc” (24.03.91).

 
KILKA WNIOSKÓW:



1. BŁĘDNA NAUKA

Bez wątpienia nauczanie K. Domańskiego o potrzebie pokory i szacunku poprzez klęczącą postawę w czasie Komunii św. jest cennym przypomnieniem w obliczu częstego dziś lekceważenia Najświętszego Sakramentu. Podawana jednak przy tej okazji nauka o obecności Jezusa, gdy się klęczy, o odwracaniu się Jezusa, gdy się nie klęczy, o wchodzeniu do ludzkich serc, gdy się jest na kolanach, o największych łaskach, gdy komunikuje się na klęcząco oraz o byciu dzieckiem Jezusa tylko wtedy, gdy się klęczy jest błędna. Pouczenia te niezgodne są z nauczaniem Kościoła, a więc nie mogą być „przekazywane z Nieba”, nie mogą pochodzić od Boga. Nauka ta wprowadza wiernych w błąd, prowadzi do zamętu, zaprzecza nauczaniu Kościoła, podważa słuszność postępowania Ojca Świętego, który również udziela Komunii św. na stojąco. Przede wszystkim jednak orędzia oławskie w sposób karykaturalny przedstawiają Boga, Stwórcę i Ojca, ośmieszają Go w oczach Jego dzieci. Trudno przyjąć, że w Oławie rzeczywiście przychodzi Chrystus lub Jego Matka, by mówić rzeczy ośmieszające Najwiętszy Sakrament i w karykaturalny sposób przedstawiające Niepojętą Miłość Bożą.
Głoszona przez pana Domańskiego nauka może też być powodem różnych niepokojów, przeżywanych przez osoby, które np. nie mogą przyjąć Komunii św. na klęcząco z powodu tłoku lub innych okoliczności, pomimo wielkiego wewnętrznego ukorzenia się przed Panem, miłości do Niego i duchowego przygotowania na Jego przyjęcie.

2. NIEPRAWDZIWY OBRAZ BOGA

Nauka podawana systematycznie od 1983 roku do dziś w Oławie, jak i – niemalże w tych samych słowach – przez Weronikę Leuken z Bayside (np. 14.07.79), Katarzynę Szymon (np. 30.09.84), Stanisława Kaczmara w Chotyńcu (np. 4.11.89) fałszuje obraz Jezusa Chrystusa. Czyni z Niego Istotę patrzącą nie na serce człowieka, lecz na jego postawy zewnętrzne. Nie jest to więc Chrystus, którego znamy z Ewangelii, dla którego serce człowieka liczy się bardziej niż zewnętrzne gesty, postawy, zwyczaje. Gdyby Chrystusowi tak bardzo zależało na tym, co zewnętrzne, nie wypowiedziałby tych wstrząsających słów do faryzeuszów, których zewnętrzne zachowanie było bez zarzutu: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dbacie o czystość zewnętrznej strony kubka i misy, a wewnątrz pełne są zdzierstwa i niepowściągliwości. Faryzeuszu ślepy! Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości” (Mt 23,25-28).
Największym złem wyrządzanym przez nieprawdziwe objawienia – w tym oławskie – jest więc fałszowanie pojęcia, obrazu Boga u wierzących, ukazywanie Jego karykatury. Zbawiciel – w orędziach mówiących o Eucharystii – jest przedstawiony jako istota obraźliwa, działająca według zasady: „jak ty mnie, tak i ja tobie”, a więc: nie klęczysz, to znaczy nie masz pokory, a ja w takim razie się odwrócę, nie wejdę do twojego serca. Czyż takie przedstawianie Jezusa nie przyćmiewa Jego niepojętej miłości do nas, nie fałszuje prawdy o Jego kochającym Sercu?
Orędzia z Oławy czynią z najlepszego Boga istotę małostkową, zapatrzoną w zewnętrzną postawę człowieka, gotową odwrócić się od niego, gdy nie klęczy przy Komunii. Nauka to wręcz bluźniercza, znieważająca Boga, zakrywająca Jego Niezwykłą Miłość. Zamiast znanego z Ewangelii Boga Dobroci, orędzia fałszywych wizjonerów ukazują nam kogoś, kto je takiego Chrystusa, który się obraża, grozi? Kto potrafi zawierzyć, zaufać bez reszty, oddać swoje życie, poddać się kierownictwu takiej niestałej istoty? Kto prawdziwie pokocha kogoś tak małostkowego? Z drugiej strony, orędzia nieprawdziwe uczą, że aby przypodobać się Bogu i Jego Matce należy przede wszystkim zwracać uwagę na to, co zewnętrzne, na postawy i gesty, które przecież są niczym, jeśli serce człowieka dalekie jest od Boga.
Nie można więc usprawiedliwić wygłaszania nauk – tak szkodliwych, burzących miłość i zaufanie do kochającego nas Jezusa – troską o okazywanie Bogu szacunku poprzez postawy zewnętrzne. Orędzia i pouczenia deformujące w wierzących pojęcie Boga nie mogą pochodzić od Niego ani od Jego posłańców.

3. KARYKATURA MATKI BOŻEJ

Karykaturalnie i w sposób znieważający przedstawiony jest w Oławie nie tylko Jezus, ale również i Jego Matka. Cóż bowiem obiecuje Ona kapłanom komunikującym wiernych na stojąco? To, że będą im się palić palce po śmierci. Wizjoner oławski w przekazie nr 12 ostrzega z powagą: „Matka Boża upominała się, że Komunię Świętą należy przyjmować na klęcząco, kapłani, którzy poleceń Matki Bożej nie wykonują, za to po śmierci ich dwa palce będą się palić w ogniu” (15.08.84). Nieco później zacznie panu Domańskiemu wtórować Mały Kamyk (np. 4.07.87) oraz wizjoner z Chotyńca (np. 8.09.90), głosząc podobną naukę o palących się palcach kapłanów. Element strasznej i długiej kary czyśćcowej za udzielanie Komunii św. na stojąco znajduje się również u Katarzyny Szymon (marzec 1982).
Można by powiedzieć, że fałszywi wizjonerzy podobni są do murarzy, którzy układają cegły rękami, a nogami kopią i walą wzniesiony przez siebie mur. Tak się dzieje między innymi w Oławie. Dlaczego? Otóż tamtejsze orędzia z jednej strony zachęcają do modlitwy, przypominają o konieczności odmawiania Różańca i wielu innych potrzebnych modlitw, z drugiej zaś rysują przed wierzącymi taką karykaturę Boga i Maryi, że niszczą zaufanie do tych kochających Istot, uniemożliwiając tym samym głęboki kontakt z Nimi. Deformowanie obrazu Boga, Maryi i świętych przez fałszywe orędzia, w tym i przez oławskie, utrudnia wierzącym wewnętrzne, pełne ufności i zawierzenia rzucenie się w ramiona kochającego Jezusa i Jego Najświętszej Matki.

4. KRYTYKA OJCA ŚWIĘTEGO I KOŚCIOŁA

Chociaż orędzia oławskie wprost tego nie mówią, jednak straszenie karą po śmierci odnosi się również do Ojca Świętego, który komunikuje wiernych na stojąco. Fakt ten wiąże się z jeszcze jedną ważną sprawą. Nieprawdziwe objawienia – w tym niestety i oławskie – nie tylko deformują u wierzących obraz Boga, Maryi i świętych, ale ponadto w subtelny sposób godzą w Ojca Świętego i Kościół. Dzieje się tak pomimo oficjalnego wyrażania poparcia i zachęcania do modlitwy za niego oraz za cały Kościół. Fałszywi wizjonerzy, piętnując np. udzielanie Komunii św. na stojąco wykazują pośrednio, że to co czyni Ojciec Święty – na mocy własnego rozeznania i zgodnie z obowiązującymi przepisami liturgicznymi – jest potępiane przez Jezusa, Jego Matkę, pociąga za sobą odwracanie się Zbawiciela od wiernych i staje się przyczyną palenia się palców po śmierci wielu kapłanów!
Tak więc fałszywi wizjonerzy, również p. Domański, podważają autorytet Jana Pawła II, człowieka tak bardzo zatroskanego o cześć dla Jezusa w Eucharystii, pomimo słownych deklaracji tychże wizjonerów o wierności i miłości do Papieża oraz zapewnień o ich zatroskaniu o Kościół Chrystusowy na ziemi. Jest to jeszcze jeden argument za tym, że przedstawiane przez nich orędzia nie pochodzą od Boga. Kto bowiem bezpośrednio lub pośrednio godzi w Wikariusza Chrystusa, ten nie mówi z natchnienia Bożego, a w żadnym wypadku nie przekazuje autentycznych objawień.

 

DLACZEGO ORĘDZIA OŁAWSKIE SĄ SZKODLIWE?

Szkodliwość tych orędzi polega przede wszystkim na utrwalaniu w ich zwolennikach fałszywego pojęcia Boga: mściwego, obraźliwego, patrzącego głównie na zewnętrzne formy ludzkiego zachowania, np. odwracającego się i odchodzącego od człowieka, jeśli nie klęczy przy Komunii św. Rysowanie takiego obrazu Boga przed zwolennikami fałszywych objawień prowadzi do stopniowego niszczenia w wierzących postawy dziecięcej ufności, na wytworzeniu której tak bardzo zależy Jezusowi oraz Duchowi Świętemu. Św. Paweł przypomina nam, że Duch Święty pragnie wyzwolić nas z niewolniczego lęku wobec Boga i wytworzyć w nas ogromną ufność wobec Niego. Duch Święty skłania nas do tego, abyśmy odrzucili paraliżujący nas strach i zwrócili się do Boga słowami Ojcze, Abba, to znaczy „Tatusiu” (Rz 8,15-16: „Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: Abba, Ojcze! Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi.”)
Fałszywe orędzia, w tym i oławskie, niszczą w wierzących dzieło Ducha Świętego, ponieważ zamiast ufności rodzą strach wobec Boga.
Inną szkodliwą funkcją orędzi oławskich jest odstraszanie ludzi stojących na zewnątrz Kościoła od Boga. Czyż mogą zachęcić kogoś do powrotu do Boga orędzia, które – jak o tym już pisaliśmy – mówią o Chrystusie odchodzącym, odwracającym się od osób nie przyjmujących Komunii św. na klęcząco, o palących się po śmierci palcach kapłanów, którzy udzielają Komunii na stojąco (a więc i Ojcu Świętemu, jeśli kara miałaby dosięgnąć wszystkich bez wyjątku!).
Chciałbym jeszcze raz z naciskiem podkreślić, że przyjmowanie Komunii św. na klęcząco jest rzeczą dobrą i godną polecenia, której nie zamierzam w żaden sposób krytykować. Wręcz przeciwnie, zachęcam wszystkich wierzących do przyjmowania Komunii św. na kolanach, a przede wszystkim z wielką pokorą, miłością i wdzięcznością.
Natomiast nieprawdziwe i ośmieszające wręcz Chrystusa są uzasadnienia, przedstawiane w oławskich orędziach dla ukazania potrzeby klęczenia przy Komunii św. Uzasadnienia te ukazują Jezusa jako istotę obraźliwą, łatwo odwracającą się od człowieka, odchodzącą od niego, zwracającą uwagę głównie na postawy zewnętrzne czy wręcz wychodzącą z konsekrowanych Hostii, gdy ktoś nie klęczy (np. orędzia nr 133, 175 i inne) – dlatego nie mogą pochodzić od Boga.
Przejdźmy teraz do kolejnej sprawy, która wyraźnie wskazuje nam na pochodzenie orędzi z Oławy:

 

OBJAWIENIA OŁAWSKIE NIE SĄ PRAWDZIWE, POPIERAŁY BOWIEM FAŁSZYWEGO PROROKA: MAŁEGO KAMYKA


Oprócz malowania przed wiernymi zamiast Boga prawdziwego – Jego groteskowej karykatury, można podać jeszcze inny powód fałszywości objawień oławskich. Jest nim popieranie przez orędzia z Oławy fałszywych wizjonerów, robienie im reklamy, zachęcanie do słuchania ich. Przez to orędzia zwodziły wierzących. Zanalizujmy szczegółowo orędzia z Oławy, w których pan Domański lansuje jednego z najbardziej niebezpiecznych wizjonerów-zwodzicieli naszych czasów, jakim jest Mały Kamyk z Nowra w Australii.

 
KIM JEST LANSOWANY PRZEZ 4 LATA W OŁAWIE MAŁY KAMYK?
Nie da się w kilku zdaniach zawrzeć i wyczerpać tak obszernego tematu, jakim jest postać i treść nauczania Małego Kamyka. Można pokusić się jedynie o krótki szkic.
Tytuły Małego Kamyka.
Głoszone przez fałszywego wizjonera, zwanego Małym Kamykiem z Nowra, orędzia oraz tytuły w nich zawarte ujawniają „zachwyt nieba” nad jego postacią.      Oto kilka z nich: Książę Apostołów Ostatnich Czasów, Mały Kamyk Miłości, Słodki Mały Kamyk miłości, Mały Kwiatuszek, Mała Skała Miłości, Nasza słodka skała (19.03.89), Anioł Światłości dla świata (7.10.88; 4.02.89), ostatni Prorok dla świętej Matki Kościoła w tych ostatnich dniach (7.10.88), o którym mówił Jezus Chrystus i Prorocy Starego Testamentu (1.01.89), kotwica jedności (26.08.89), Mały Kamyk Bożej Miłości pochodzącej od Boskiego Syna (18.05.90), światło dla Kościoła na ziemi i dla świata (13.10.91), Siła dla Mego Kościoła, Światło serca Bożego dla dzieci świata… (17.10.91), prorok końca czasów (31.12.91) itd… itd…
Najwyższy chyba zachwyt niebios nad Małym Kamykiem i jego misją ujawnia się w orędziu z 1.10.87, danym rzekomo przed obrazem Matki Bożej na Jasnej Górze, w obecności p. Domańskiego. Sam wizjoner tak je relacjonuje: „…Matka Boska powiedziała, jak jest uszczęśliwiona, żeśmy tu przybyli…” Dodała, „że moje przybycie do Polski przyniesie wiele łask temu krajowi, doda odwagi narodowi polskiemu i dopomoże mu w przyszłości, ponieważ jak powiedziała Matka Boska… dzięki Polsce Kościół odniesie zwycięstwo, a zwłaszcza dzięki Sanktuarium w Częstochowie, jak również Objawieniom w Oławie. Matka Boska powiedziała, że te dwa Sanktuaria uratują Polskę i będą światłem dla Kościoła… powiedziała również, że pewnego dnia powrócę do Polski, ponieważ Matka Boska życzy sobie, abym umieścił Koronę na Głowie Matki Boskiej, koronując ją na Królową Polski, co ma nastąpić w Częstochowie, bowiem to Sanktuarium zostanie ocalone.” „…ukazała mi blizny na Swym Obliczu… powiedziała też, że pewnego dnia ja, Mały Kamyk, uleczę te blizny, ale nie powiedziała jak. …powiedziała, jak bardzo mnie kocha i zdumiała mnie, kiedy dodała, że jest dla Niej wielkim zaszczytem, że ja przybyłem do tego Narodu i dodała, że ten naród zrozumie kiedyś, jak wielki zaszczyt go spotkał, że przyszły Wikariusz Chrystusa [czyli Mały Kamyk] też przybył do Częstochowy. …ogromnie kocha Domańskiego i dodała, że my obaj jesteśmy przez nią wyróżnieni i że Ona obudzi w naszych sercach nadzwyczajną miłość…”
Rola Małego Kamyka…
Jaką rolę miałby odegrać Mały Kamyk, skoro całe niebo – także w Oławie do 25 maja 1989 – roku rozpływało się w zachwytach? Przede wszystkim ma być przyszłym papieżem, Piotrem II, który uratuje cały Kościół. Zanim się to stanie ma zjednoczyć wszystkich wizjonerów świata. Nie są to jednak jedyne zadania. W międzyczasie bowiem niebo nakazało Małemu Kamykowi, żonatemu ojcu czworga dzieci, zawierać małżeństwa mistyczne. Jedno z nich, z 17-letnią Bettiną – dalekie od „mistycznego” związku – doprowadziło do ostatecznego rozpadu jego małżeństwa i założenia nowej rodziny. Wszystko to stało się w imię rzekomej wielkiej misji, której wielu nie potrafi zrozumieć, a dla której Bóg gotów był rzekomo „zawiesić prawa moralne” w odniesieniu do Małego Kamyka.
Mały Kamyk głosi błędne nauki – Oława to popiera.
Z orędzi fałszywego wizjonera, Małego Kamyka, możemy dowiedzieć się różnych „dziwnych” rzeczy, które z pewnością nie pochodzą od Boga Prawdy ani od Jego posłańców. Oto kilka „ciekawostek” bardzo podejrzanych z punktu widzenia nauki katolickiej:
W orędziu z 13.07.84 Mały Kamyk głosi, że Lucyfer był związany w piekle przez 1000 lat do roku 1940. Wynikałoby z tego, że wcześniej nie mógł kusić ludzi na ziemi. Choć głosi tak dziwaczne rzeczy, zyskuje sobie poparcie Oławy. I tak „Maryja” przekazuje przez pana Domańskiego, przez 4 lata, że autentycznie działa przez Małego Kamyka: „W Polsce oraz w Australii przez Małego Kamyka upominam ciągle cały świat” (2.02.86).
Fałszywy wizjoner z Nowra, Kamyk, twierdzi też błędnie, że św. Józef oraz rodzice Maryi zostali wzięci do nieba z duszą i ciałem. Maryja miała mu powiedzieć: „Moje drogie dziecko, chcę ci ujawnić, tobie i Moim wybranym dziś tu obecnym, cudowną tajemnicę niebieską. Ojcowie Kościoła pisali o tym przez wieki, chodzi o wzięcie do Nieba św. Józefa, Mojego oblubieńca, jak i Mojej matki i Mojego ojca. Oni również są w Niebie z duszą i ciałem…” (13.07.84).
Wygłaszanie podobnych nauk wcale nie przeszkadza Oławie w wielokrotnym uznawaniu orędzi Małego Kamyka za prawdziwe i konieczne do przekazania całemu światu: „Przekaż całemu światu, że ty i Mały Kamyk macie przekazywać orędzia. Ja i Mój Syn wybraliśmy was, aby uratować cały świat. …ty i Mały Kamyk musicie nadal jeździć do różnych krajów, aby ludzie otrzymali łaskę uzdrowienia od Boga…” (orędzie oławskie z 25.03.86, nr 31).
Mały Kamyk twierdzi, że Jezus zmartwychwstały cierpi fizycznie: „Choć Jego Ciało powstało z martwych, On cierpi ciągle fizycznie, jak wy sami cierpicie, drogie dzieci, kiedy jesteście chore…” (6.09.86). Pomimo głoszenia przez Małego Kamyka takiej błędnej nauki, orędzia oławskie uznają jego posłannictwo za wyjątkowe, pan Domański nadal otrzymuje bowiem zapewnienia z nieba: „Ty, Moje dziecko i Kamyk, macie największą misję” (16.07.87, nr 47).
Z orędzi Małego Kamyka dowiadujemy się m. in. że „w Kościele jest 6.666 kapłanów, którzy są Judaszami…” (27.06.87). Wizjoner ten posuwa się również do stwierdzenia, że ruch charyzmatyczny – tyle razy popierany przez Jana Pawła II – nie jest prawdziwy: „…Ruch Charyzmatyczny nie jest od Boga. Diabeł, Lucyfer przyniósł to do naszych dzieci w przebraniu Anioła Światłości, by wiele naszych dzieci wtrącić w ciemność” (25.01.85). W innym orędziu Mały Kamyk przekazuje, że ruch „charyzmatyczny wywołuje wiele zamieszania, dlatego że ma poparcie wielu biskupów i kapłanów. Stąd też wydaje się, że jest prawdziwy. Ale na nieszczęście nie jest prawdziwy” (28.05.87).
Ani podawanie precyzyjnej ilości kapłanów-Judaszów, ani negatywna ocena ruchu charyzmatycznego – jakże różna od pozytywnej oceny dokonanej przez Ojca Świętego – nie rodzi wątpliwości w wizjonerze z Oławy. W swoim orędziu p. Domański w 1987 roku zapewnia o bliskim uznaniu przez Kościół: „Wkrótce objawienia Matki Bożej w Oławie i Australii będą zatwierdzone.” (1.10.87)
Kontakty wizjonera z Oławy z Małym Kamykiem.
Obaj wizjonerzy, Domański i Mały Kamyk, nie tylko się wzajemnie popierali swoimi orędziami, lecz ponadto spotykali się i wspólnie podróżowali. Mały Kamyk tak ocenia jedną ze swoich podróży do Polski (od 30.09 do 2.10.1987): „W ciągu dwu i pół dnia pobytu w Polsce mogłem spotkać się z Domańskim z Oławy i bardzo krótko z Biernackim. Wszyscy ci wizjonerzy z Polski zjednoczyli się teraz ze mną włącznie ze Slipkiem, wizjonerką ze Szczecina i innymi prywatnymi wizjonerami” (2.10.87).
Za przyjazne wypowiedzi i uznanie misji Małego Kamyka przez orędzia oławskie, odwzajemnia się on wobec pana Domańskiego swoim wsparciem. I tak np. w orędziu Małego Kamyka z 13.12.86 czytamy: „Wybrałam już kilku wielkich proroków w Polsce, Moich umiłowanych synów Domańskiego i Biernackiego.” Dalej orędzie to wyjaśnia: «Siedmioro moich dzieci będzie mieć w nadchodzącym roku pierwszeństwo, jeśli chodzi o wyciągnięcie po jednym mieczu z Mojego Niepokalanego Serca. Ty, mój synu, będziesz jednym z nich… Inny miecz będzie dany… Domańskiemu i Biernackiemu w Polsce.»
Po 4 latach Oława uznaje orędzia Kamyka za szatańskie…
Trwające przez 4 lata poparcie udzielane przez Oławę fałszywemu wizjonerowi z Australii – a tym samym pociąganie innych do pójścia za nim i słuchania go – nagle się załamało. Pan Domański uświadomił sobie widocznie wyraźnie, że głównym posłannictwem Małego Kamyka jest „papiestwo”, tzn. że uważa się on za przyszłego papieża Piotra II, który – po śmierci Jana Pawła II – ocali Kościół.
To odkrycie pana Domańskiego znalazło swoje odbicie w orędziu oławskim z 25.05.1989, w którym Maryja miała pouczyć: „Mój synu, przekaż, że Mały Kamyk miał ci przekazać o nieprawdziwości objawień w Nowra od 1987 roku, kiedy ogłosił, że on będzie papieżem, to nie są przekazy od Mego Syna i ode Mnie. To były przekazy od złego ducha. Jego misja była tylko wyłącznie o Zakonie Świętego Szarbela. Kiedy przyjechałeś do Toronto otrzymałeś przekazy od Mego Syna i ode Mnie, że Małego Kamyka przekazy są nieprawdziwe od kiedy ogłosił, że będzie papieżem. Mój synu, módlcie się za niego, bo on potrzebuje dużo modlitwy (…) Wiele zakłóceń powstało w Kościele z tego powodu, że się powołał, że będzie papieżem. Kościół musi ogłosić o nieprawdziwości objawień w Australii.” Orędzie oławskie nr 72 z 8.06.89 jeszcze raz zdecydowanie potwierdza szatańskie pochodzenie tych przekazów Kamyka, w których zapowiada on, że będzie papieżem: „Mój synu kiedy jeździłeś z Małym Kamykiem miałeś przekazane w orędziach o nim. On jest Moim dzieckiem i przekaż, aby ogłosił o nieprawdziwości, że będzie papieżem. Bo te myśli jemu podsunął zły duch.”
Oława… rehabilituje Małego Kamyka.
Po tych dwóch orędziach, „niebo” zniżające się w Oławie musiało się zorientować, że „przesadziło” nieco uznając wszystkie orędzia Małego Kamyka od 1987 roku za nieprawdziwe i szatańskie. Z pewnością była w tym przesada, bo przecież również w roku 1987 aż do 25.05.89 w Oławie nie szczędzono pochwał pod adresem Małego Kamyka, potwierdzając nieustannie prawdziwość jego misji, orędzi i wizji, zachęcając do podążania za jego nauczaniem! To ciągłe popieranie Kamyka przez różne postacie „zstępujące z nieba” do Oławy widać wyraźnie w orędziach np. z 6.06.87; 16.07.87; 1.10.87; 7.10.87; 16.11.87; 8.12.87; 2.01.88; 2.02.88; 8.06.88; 10.06.88; 1.01.89; 16.04.89; 22.04.89. Tak więc przekaz nr 73 z 16.07.89 pana Domańskiego świadczy, że niebo w Oławie jakby „ocknęło się” i spostrzegło nieostrożność wyrażoną w słowach „o nieprawdziwości objawień w Nowra od 1987 roku”. Zaczęło więc rehabilitować Małego Kamyka, stwierdzając, że jednak tak źle nie było, gdyż niektóre jego przekazy po 1987 roku nadal były prawdziwe! Wizjoner z Oławy tak bowiem pisze: „Pytałem Matkę Bożą o sprawę Małego Kamyka, bo w 71 orędziu Matki Bożej w Oławie było podane, że od 1987 r., kiedy ogłosił, że będzie papieżem, stracił łaski. Matka Boża powiedziała, że on (Mały Kamyk) ma nadal przekazy, ale gdyby nadal dowodził o swoim papiestwie, to przekazy, w których to czynił będzie, nie są od Mego Syna ani ode Mnie. Matko Boża, przepraszam Pana Jezusa i Ciebie za to, że tak podałem w 71 orędziu o Kamyku. Matka Boża powiedziała: Dobrze, Mój synu, że zwróciłeś się z tym do Mnie. Módl się za Małego Kamyka i za to miejsce objawień w Nowrze, bo na tym miejscu ma powstać wielka świątynia…” (16.07.89).

 
WĄTPLIWOŚCI CO DO POCHODZENIA PRZEKAZÓW W OŁAWIE OD BOGA
Trzy powyższe orędzia rodzą poważne wątpliwości, co do pochodzenia przekazów oławskich od Boga. Oto one:

1. Dlaczego niebo nie ostrzegło wcześniej wizjonera oławskiego przed Małym Kamykiem?
Dlaczego w orędziach oławskich między 1987 a 1989 rokiem – a więc przez 2,5 roku – niebo nie ostrzegało, że szatan od dawna zwodził Małego Kamyka podsuwając mu myśli, że będzie papieżem? Przeciwnie, wszyscy posłańcy niebiescy „schodzący do Oławy” ustawicznie zapewniali przez Domańskiego o prawdziwości misji i orędzi Małego Kamyka (np. nr 53, 54 z 1988 roku), co następnie zostało odwołane, a potem znowu ponownie częściowo potwierdzone.
Co więcej, pan Domański spotykał się jeszcze w 1988 i 1989 roku z Małym Kamykiem. „Niebo” jednak nie tylko nic nie powiedziało o nieprawdziwości orędzi Małego Kamyka, ale wyrażało swoje zadowolenie, potwierdzając niezmiennie autentyczność misji australijskiego wizjonera oraz innego fałszerza, zwanego Trumpeterem. Świadczy o tym orędzie oławskie nr 53 z 2.01.88. Podana jest w nim następująca, wyraźnie przychylna ocena „niebios” dotycząca spotkania się trzech fałszywych wizjonerów (Kamyka, Trumpetera i Domańskiego): „To spotkanie z Małym Kamykiem i Trumpeterem oraz z tobą w Oławie jeszcze bardziej was złączyło. W misji Kamyka i Trumpetera w Polsce, a szczególnie na Jasnej Górze przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, otrzymali oni wiele łask i jeszcze bardziej w swoim kraju przez to zostali wzmocnieni.”
Zaskakujące w orędziu oławskim nr 71 jest też to, że „niebo”, zamiast wytłumaczyć się inteligentnie ze swego dwuletniego oszukiwania pana Domańskiego i pielgrzymów udających się do Oławy co do Małego Kamyka, na tego ostatniego zrzuca odpowiedzialność: on sam miał się przyznać do swego oszustwa! I tak we wspomnianym orędziu „Maryja” mówi do pana Domańskiego: „Mój synu, przekaż, że Mały Kamyk miał ci przekazać o nieprawdziwości objawień w Nowra (czyli w miejscu działalności Małego Kamyka) od 1987 roku, kiedy ogłosił, że on będzie papieżem, to nie są przekazy od Mego Syna i ode Mnie. To były przekazy od złego ducha.”
Z orędzia wynika, że Mały Kamyk miał się przyznać panu Domańskiemu do swoich oszustw i szatańskich objawień, lecz tego nie zrobił. Ponieważ tego nie uczynił, dlatego nie tylko pan Domański był w błędzie sądząc, że wizjoner z Australii to ktoś wyjątkowy, ale i niebo trwało w niewiedzy, wznosząc aż do 25.05.89 w Oławie peany na cześć fałszywego proroka z Nowra. Ponieważ Mały Kamyk nie przyznał się do swoich oszustw, więc – można się domyślić – on ponosi odpowiedzialność za to, że jeszcze przez 2,5 roku był reklamowany w Oławie przez „niebo” jako wizjoner przekazujący autentyczne objawienia, co niewątpliwie wprowadziło w błąd wielu pielgrzymów udających się w dobrej woli do miejsca tych rzekomych objawień.

2. Kto był autorem oławskiego orędzia nr 71: Niebo czy pan Domański?
Zadziwiające jest przepraszanie Maryi przez pana Domańskiego za „nieścisłości” z orędzia nr 71: „Matko Boża, przepraszam Pana Jezusa i Ciebie za to, że tak podałem w 71 orędziu o Kamyku” (16.07.89). Powstaje w związku z tym pytanie: orędzia oławskie pochodzą od Boga czy od pana Domańskiego, skoro stwierdza on: „tak podałem w 71 orędziu o Kamyku”?
Wydaje się, że niejasne orędzia oławskie nr 71, 72, i 73 mówiące raz o nieautentyczności, a potem o częściowej prawdziwości orędzi Małego Kamyka, są próbą ratowania przez oławskiego wizjonera bardzo niezręcznej sytuacji: przez ponad 2 lata (a właściwie przez cztery!), posłańcy „z nieba” reklamowali fałszywego australijskiego wizjonera! Jakże więc mogli przychodzić z nieba, skoro odznaczali się taką ignorancją?

3. Czyżby niebo nie znało treści orędzi Małego Kamyka sprzed 1987 roku?
Kolejna sprawa, która podważa autentyczność orędzi oławskich to fakt, iż „niebo” mylnie rozpoznało, że Mały Kamyk dopiero od 1987 roku zaczął ujawniać swoją misję przyszłego papieża Piotra II. W rzeczywistości czynił to w swoich orędziach znacznie wcześniej.
Otóż „Maryja” ostrzegła 25.05.89 w Oławie pana Domańskiego, że Mały Kamyk ma nieprawdziwe orędzia „od 1987 roku, kiedy ogłosił, że on będzie papieżem…”. Uważna lektura orędzi samego Małego Kamyka wskazuje jednak, że znacznie wcześniej – bo od 1984 roku – niedwuznacznie, konsekwentnie i regularnie „niebo” sygnalizowało mu tę rzekomą przyszłą funkcję! Mały Kamyk, od pierwszych publicznych orędzi, konsekwentnie zmierzał do zaplanowanego celu, znajdującego wyraźne odbicie w większości jego orędzi od 1984 roku: przekonać swych zwolenników, że on ma stanąć na czele wszystkich wizjonerów, a następnie prowadzić lud Boży jako Papież Piotr II, bowiem jedynie on zdolny jest przeprowadzić Kościół przez „najciemniejsze godziny” jego historii (np. orędzia z Nowra z 18.05.84; 2.11.84; 13.11.84; 13.05.85; 29.09.85; 24.05.86; 5.07.86; 6.09.86; 4.10.86; 1.11.86; 25.11.86; 6.12.86).
Dlaczego więc Maryja nie zauważyła tego ani przed 1987, ani przed 1989 rokiem? Co więcej, dlaczego nie pamiętała „własnych słów”, np. z 13.05.85, które „osobiście” skierowała do Małego Kamyka: „…wielki i święty Wikariusz będzie w ukryciu: Papież Piotr II, kiedy antypapież będzie królował na stolicy Piotrowej. Ten Papież Piotr II będzie ostatnim Papieżem całej historii i poprowadzi Kościół w ten ciemny okres, w czas ciemności, w ostatnich chwilach historii ludzkości. Ta historia wkrótce rozegra się na waszych oczach, więc patrzcie i uważajcie, módlcie się i czyńcie pokutę, wtedy Duch Święty was oświeci. Módlcie się też za przyszłego papieża, drogie dzieci, ponieważ on potrzebuje waszych modlitw. On nie jest w tym czasie kapłanem. To ojciec zwykłej rodziny, a jednak zna misję, jaka jest mu powierzona i zna ją również nasz Wikariusz Jan Paweł II…”. Kogo miała „Maryja” na myśli – mówiąc powyższe słowa – jeśli nie Małego Kamyka?
Zdecydowane przeciwstawienie się Małemu Kamykowi w Oławie dopiero 25 maja 1989 i zastosowana w orędziach oławskich argumentacja stanowi dowód, że orędzia te nie mogą pochodzić z nieba, a sam pan Domański nie zdawał sobie sprawy, co właściwie głosi australijski fałszywy wizjoner. Uświadomienie sobie, tuż po ich wspólnej podróży – która miała miejsce w kwietniu 1989 – faktu, że Mały Kamyk z Australii chce być następcą Jana Pawła II, doprowadziło Domańskiego do – widocznej w orędziach – paniki. Stąd w Oławie najpierw odcięcie się od Małego Kamyka (orędzia nr 71, 72), a potem zawiłe tłumaczenia, które z jego orędzi są nadal prawdziwe (te, w których nie mówi o swoim papiestwie; nr 73). Następnie pojawiła się jeszcze próba zrzucenia odpowiedzialności na tych, którzy przepisują orędzia Małego Kamyka i dopisują do nich własne nieprawdziwe zdania (orędzie nr 74), by wreszcie, po latach, ostatecznie podzielić historię Małego Kamyka na okres kiedy miał przekazy i czas obecny, kiedy już ich nie ma (nr 123).

 

SPÓŹNIONE ODCIĘCIE SIĘ OŁAWY OD ORĘDZI MAŁEGO KAMYKA
Chociaż – jak już zaznaczyliśmy – po 25 maja 1989 roku pojawiały się jeszcze w orędziach oławskich próby rehabilitowania Małego Kamyka, jednak od tego czasu kończy się robienie reklamy temu fałszywemu prorokowi z Nowra. W przekazach oławskich z roku 1990 panuje milczenie co do jego osoby. W 1991 pojawia się wezwanie do modlitwy za niego, sektą są nazwani ci, którzy modlą się o nowego papieża, a pan Domański otrzymuje pochwały od „Maryi” za to, że odłączył się ostatecznie od zwolenników Małego Kamyka: „Mój synu, dobrze, że jesteś odłączony od tej grupy, że z tą grupą nie masz żadnej łączności, bo ciebie prowadzi Jezus Chrystus i Jezus Chrystus chce, aby służyć Kościołowi Świętemu, bo w każdym kościele w tabernakulum jest Jezus Chrystus i Ja, Matka Boża.” (nr 102 z 24.03.91).
Jeszcze w 1992 Oława uznaje, że Mały Kamyk przez jakiś czas miał prawdziwe objawienia.
Wizjoner oławski nie wyzwolił się jednak całkowicie z problemów związanych z Małym Kamykiem, któremu sam zrobił w Polsce doskonałą reklamę. O tych kłopotach może świadczyć orędzie nr 123 (z 16.07.92): „Mój synu, tu (do Oławy) przychodzi jedna niewiasta i powoduje zakłócenia, bo rozdaje orędzia Kamyka, z okresu, kiedy miał przekazy, ale teraz on nie ma przekazów, a oni rozdają to wiernym, jakby miał je nadal. Przekaż, aby ta niewiasta upokorzyła się. Ona jest w podeszłym wieku i chodzi z laską. Ona zakłóca spokój. Mój synu, dzisiaj powiedziała jej jedna osoba, aby ona tych orędzi nie rozdawała, tych wstecznych, bo on wtedy miał przekazy, ale teraz już ich nie ma.”. Dziwny – jak na pouczenie posłańca z nieba – jest brak logiki w słowach orędzia, niemniej postawa pana Domańskiego wobec Małego Kamyka jest jednoznaczna: teraz nie ma przekazów, natomiast w przeszłości je otrzymywał. Tymi słowami „niebo” znowu przyznaje, że Mały Kamyk w przeszłości otrzymywał prawdziwe objawienia.

 
WNIOSKI
Popieranie Małego Kamyka przez Oławę odbiera całą wiarygodność tamtejszym orędziom. Trudno sobie wyobrazić, aby ktoś z nieba przychodził do pana Domańskiego po to tylko, by robić reklamę fałszywemu wizjonerowi – Małemu Kamykowi i tym samym zwodzić ludzi.
Wspieranie przez Oławę fałszywych wizjonerów, takich jak Mały Kamyk, Trumpeter, Biernacki i innych, świadczy, że orędzia oławskie nie mogą pochodzić od nieomylnego Boga. Jeśli bowiem Bóg lub posłani przez niego święci faktycznie komuś się objawiają, to czynią to w celu odnowienia duchowego, rozbudzenia miłości, przypomnienia jakiejś zapomnianej przez ludzi prawdy, objawionej już wcześniej w Piśmie św. itp. Bóg nie objawia się ani też nie posyła kogoś z nieba dla robienia reklamy fałszerzom, którzy zwodzą ludzi, rozszerzają nauki niezgodne z autentycznym Objawieniem i nauczaniem Kościoła.
Jezus powiedział: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.” (Mt 5,37). Według tych słów wszystkie kłamstwa i krętactwa pochodzą od Złego, czyli od szatana. Czy w orędziach oławskich „tak” zawsze znaczy „tak”, a „nie” – zawsze „nie”? To, co było mówione w Oławie prawie przez 4 lata na temat Małego Kamyka – a nawet jeszcze w orędziu nr 123 z 16.07.92 – nie było prawdą, a więc nie pochodziło od Boga.
Orędzia oławskie ośmieszają Jezusa, Maryję i innych świętych, którzy tam się rzekomo ukazują, aby nas pouczać. Jakże bowiem ktoś przychodzący z nieba raz może mówić – i to przez długi okres czasu – że Mały Kamyk ma prawdziwe objawienia oraz wyjątkową misję do spełnienia, potem temu zaprzeczać, następnie znowu częściowo to odwoływać? Postacie rzekomo zstępujące z nieba do Oławy nie realizują słów Chrystusa: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie.” Skoro w orędziach oławskich „tak” nie znaczy „tak”, zaś „nie” – nie znaczy „nie”, więc nie pochodzą one od Boga ani od Jego posłańców.

(ks. Michał Kaszowski)