Faryzeizm wg świętych mistrzów życia duchowego

pharisee pointing

https://gloria.tv/article/fdJdM5GRQewo3oyzNoLtMAZLT

Święci mistrzowie życia duchowego pouczają nas wszystkich o niezwykle przebiegłym postępowaniu diabła zwodzącego „pobożnych” katolików.
Według nauczania wielu świętych mistyków oraz mistrzów życia duchowego, taktyka szatana wobec duszy pobożnej polega głównie na odwróceniu jej uwagi od własnych grzechów i skierowanie na grzechy innych ludzi, które zły duch ukazuje w sposób wyolbrzymiony (jakby przez szkło powiększające).

Diabeł wmawia pobożnym katolikom, że nie muszą się nawracać lecz powinni nawracać wszystkich dookoła, zwłaszcza duchownych. W dodatku ten przebiegły oszust roznieca w „pobożnych” zbytnią gorliwość.

W ten sposób doprowadza dusze do bigoterii i dewocji, przez co niezwykle skutecznie ośmiesza wiarę katolicką oraz zniechęca wszystkich poszukujących do Kościoła. Najstraszniejszy jest jednak skutek dobrowolnego trwania w takim zaślepieniu duchowym

św. Tomasz z Akwinu, Doktor Kościoła.

«Zgryźliwi starcy to jedno ze szczytowych osiągnięć szatana» Św. Tomasz z Akwinu

stThomasAquinas

Gdy taka „pobożna” dusza, pełna ukrytej pychy, wad i grzechów – których w sobie nie dostrzega – upomina nieustannie wszystkich wokoło i poucza ich, piętnuje i wzywa do nawrócenia, wówczas diabeł śmieje się do rozpuku, ponieważ jego cel został osiągnięty. Nikt z nas nie jest wolny od takich podstępów diabła.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Święta Teresa z Lisieux
Saint Therese of Lisieux unknown artist public domain

Nawet św. Teresa od Dzieciątka Jezus przyznała, że szatan przedstawiał jej przed oczy wady i błędy innych sióstr. Oczywiście ta Wielka Święta natychmiast rozpoznała podstęp złego ducha:

«Kiedy chcę spotęgować w sobie tę miłość, a szatan usiłuje podsunąć mi przed oczy duszy błędy tej lub tamtej siostry, dla mnie mniej sympatycznej, spieszę, by wynaleźć jej cnoty i dobre pragnienia; mówię sobie, że zobaczyłam tylko jeden jej upadek, a może odniosła ona wiele zwycięstw, które przez pokorę ukryła i że to, co zdaje się być błędem, może ze względu na intencje być aktem cnoty».

Święty Jan od Krzyża,

Św. Jan od Krzyża
Św. Jan od Krzyża

Doktor Kościoła poucza nas i przestrzega:

«Ponieważ początkujący czują się pełnymi zapału i gorliwości w rzeczach duchowych i ćwiczeniach pobożnych, z tej pomyślności (z powodu ich niedoskonałości) rodzi się pewien rodzaj ukrytej pychy, skutkiem której zaczynają oni nabierać niejakiego zadowolenia z samych siebie i z swoich uczynków, mimo iż prawdą jest, że rzeczy święte same z siebie rodzą pokorę. (…)

Gdy zaś napotykają u nich inny rodzaj pobożności niż ich własny, potępiają ich w swoim sercu, a nawet i zewnętrznie w słowach. Stają się wtedy podobni do owego faryzeusza, który chełpił się przed Bogiem ze swych czynów i pogardzał celnikiem (Łk 18, 11-12)» (Noc Ciemna, Księga pierwsza, rozdz. 2, 1).

«Zresztą i szatan roznieca w początkujących zbytnią gorliwość i chęć wykonywania takich uczynków, aby w nich rozbudzić pychę i zarozumiałość. Zdaje sobie bowiem dobrze sprawę, że wszystkie cnoty i dobre uczynki, jakie te dusze wypełniają, nie tylko nie przynoszą im żadnego pożytku, lecz raczej obracają się w wadę. (…) Potępiają więc wszystkich przy każdej sposobności słowami i czynami, widząc źdźbło w oku bliźniego, a nie dostrzegając belki w swym własnym (Mt 7, 3). Przecedzają cudzego komara, a połykają swego wielbłąda (Mt 23, 24)»(Noc Ciemna, Księga pierwsza, rozdz. 2, 2).

«Niektóre osoby popadają w inny rodzaj gniewu duchowego, mianowicie unoszą się gniewem i niespokojną żarliwością na widok cudzych wad. Zwracają wtedy uwagi drugim i w uniesieniu udzielają im ostrej nagany, jak gdyby byli panami cnoty»(Noc Ciemna, Księga pierwsza, rozdz. 5, 2).


Patrz także:

„Walczyli z demonami” – codziennie poili matkę wodą święconą, i pytali ją, czy wyrzeka się szatana

oraz:

Przerażająca „pobożność” katolickich fanatyków – „grupa modlitewna” z Bydgoszczy

a także: Fanatyczka religijna zabiła własne dziecko

Warto przeczytać również ten artykuł, mimo że nie dotyczy katolików, lecz sekty: Zatłukli syna, bo nie chciał się spowiadać

Komunia Święta na rękę upodleniem Sacrum

13 05 13 no communion hand1

Komunia Święta na rękę – udany atak szatana na Eucharystię

luca giordano the communion of the apostles
luca giordano the communion of the apostles

W temacie powiedziano już wiele. Sprzeczający się, kto kocha Pana Jezusa bardziej, oburzeni są profesorzy, księża, „odszczepieńcy”-wierni atakujący kler. Gdy u nas w Polsce rozpętała się burza od 2020 roku, krew niemalże tryskała w około. A Chrystus leżał zapomniany i wzgardzony na uboczu, wdeptany w ziemię cicho znosił obelgi i nieskore do nawrócenia serca.

Historyczne bajki

Nikt kto twierdzi, że „pierwsi chrześcijanie” byli za tą obediencją, nie ma racji, ponieważ dawne praktyki zostały zastąpione przez doskonalsze. Odwoływanie się do mglistej przeszłości jest swoistym zerwaniem z wielowiekową tradycją Kościoła. Nie może być jednak prawdziwego kultu bez okazywania czci i szacunku Bogu.

Przykładem najwyższej formy zażyłości Pana Jezusa ze swoimi uczniami było nazwanie Apostołów „dziećmi” podczas Ostatniej Wieczerzy. Do tego też stopnia- nie mam wątpliwości co do tego – owe dzieci Boże karmił nasz Pan z własnej ręki – wprost do ust.

Last Supper Paintings from Giotto to Leonardos Cenacolo
Last Supper Paintings from Giotto to Leonardos Cenacolo

Formy szacunku

Postawa zewnętrzna służy okazywaniu należnej czci. Dowodzi tego, że w naszym człowieczeństwie powinniśmy odnajdować doskonałe formy składania Bogu czci na wzór Jezusa Chrystusa w Jego ziemskim życiu. Jemu też – zarówno jako ziemskiemu, ale i niebiańskiemu Królowi i Władcy – to wszystko przysługuje. Gdyby jedynie świat Go poznał (par. J 1,10), wtedy by i również uznał Jego zwierzchnictwo nad całym stworzeniem i godność królewską. Chrystus nie zaprzecza, że gdyby Królestwo Boże objawiło się w pełni na tym świecie, słudzy Jego biliby się (J 18,36) w sensie dosłownym przede wszystkim dla sprawiedliwej obrony należnej Jemu czci jako Synowi Bożemu,

Postawa wewnętrzna dąży zaś do konkretnego jej wyrazu w postawie zewnętrznej. Działa to w obydwie strony, gdy ścisłe przestrzeganie reguł i postaw zewnętrznych zaprowadza harmonię we wnętrzu i staje się naszym wychowawcą. Na tym zasadzać się ma asceza.

Uzasadnienia i przykłady, wiodące do uznania konieczności składania najwyższej możliwej czci Bogu, wysnuć można chociażby z relacji i obyczajów członków wspólnoty Kościoła, a także z życia rodzinnego.

Względy praktyczne wobec materii Ciała i Krwi Chrystusa pod postaciami eucharystycznymi

Należy dążyć do najwyższej z możliwych formy zapobiegania utracie cząstek postaci eucharystycznych. A więc Sacrum nie może dotykać dłońmi, chyba że są poświęcone do tej czynności. Dłoń osoby konsekrowanej, choć właściwa z racji łaski, również powinna rozsądkiem badać każdy swój kontakt z Ciałem Pańskim, Bogiem obecnym w Najświętszym Sakramencie. Istnieją normy liturgiczne, które określają jak należy puryfikować dłonie i przedmioty liturgiczne po kontakcie z Ciałem i Krwią Chrystusa – to znaczy obmywać wodą lub winem, aby pozostające drobne cząstki nie były pominięte jako niezauważone.

image 55716M 1
patena ministranta

Podobnie posługa ministranta służącego w czasie Mszy Świętej – szczególnie posługa z pateną jest niezmiernie ważna. Tam, gdzie nie ma ministranta z pateną, tam partykuły Ciała Pańskiego zawsze spadają na ziemię lub na ubranie przyjmującej osoby. Jako ministrant zawsze obserwowałem partykuły Komunii Świętej pozostające na patenie po obrzędach Komunii wiernych. Zdarzało się, że sam wskazywałem księdzu, że na patenie są jeszcze partykuły pomimo, że ich nie dostrzegł w pierwszej chwili!

Apel

Bracie i Siostro, przeciwdziałaj nadużyciom, gdyż w nich jest nie tylko jakiś tam brak pobożności i czci, lecz konkretne poniewieranie Ciała i Krwi Pana Jezusa. Przez Twoją obojętność w innych ludziach odkłada się brak szacunku do Sacrum, do samej osoby Boga w Najświętszym Sakramencie. Za tym Twoim przyzwoleniem idą niezliczone męki naszego Pana, które znosić ma od swoich wiernych. Kolejnym stopniem tej pogardy jest pogarda wobec osób i rzeczy Bogu poświęconych. Wszystko powyższe prowadzi do zachwiania wiary w rzeczywistą obecność Pana Jezusa. Domagajmy się od błądzących braci i sióstr poszanowania dla Ofiary Krzyża obecnej w Najświętszym Sakramencie. Dopominajmy się u naszych duszpasterzy powyższego, zwracajmy uwagę i żądajmy by zwracali uwagę na postawy i zachowania niegodne i świętokradzkie.

Solo Dio basta, tylko gdy słuchamy Kościoła

lech dokowicz maciej bodasinski

Episkopat zaleca ostrożność wobec inicjatyw fundacji Solo Dios Basta

Od razu zaznaczę, że nie będę w pełni obiektywny. Nie śledzę inicjatyw, które uważam za szkodliwe lub zbędne i nie chcę marnować czasu na ich analizowanie. Wpis ten jest jednak moją refleksją nad tym, czego przez omijanie z daleka uniknąłem.

Sprawdzian wiary. Próba posłuszeństwa.

Jeśli Panowie M. Bodasiński i L. Dokowicz nie odwołają zapowiadanych na przełom roku 2020 i 2021 inicjatyw, będą w trudnej sytuacji na przyszłość. Pokora przez zaniechanie włożonej już pracy i poddanie się woli Kościoła, będą testem, z jakiego ducha pochodzi cała ich inspiracja.

Ale oni wzywają do różańca, który jest egzorcyzmem…

Tak, jednak diabeł może promować pozorne dobro, by zniszczyć inne ugruntowane, zgodnie z tym jak pisał św. Szarbel:

Próbuje cię powstrzymać, kiedy po­winieneś iść i popycha cię do przodu, kiedy powinieneś stać, przez niego mówisz wtedy, kiedy powinieneś zamilknąć i milczysz, gdy twoim zadaniem jest wypowiedzieć się.

Zatem każdą inicjatywę powinni oceniać powołani do tego przedstawiciele Kościoła, czyli biskupi. Bez posłuszeństwa w Kościele nie ma kultu Bożego, ani łask, ani dobrych owoców.

Ale gdyby nie oni, to mało kto by się modlił w ogóle, nie widzisz co się dzieje w Kościele?

A mi się zdaje, że właśnie zaburzenie domyślnych i zgodnych z kalendarzem liturgicznym praktyk religijnych jest niewłaściwe. Tworzenie w wiernych przeświadczenia, że powinni w danym miejscu zintensyfikować swe siły, jest niebezpieczne. Dlatego, że:

  • towarzyszą temu emocje i łączy się pewne postawy emocjonalne z wiarą lub jej brakiem,
  • oczekuje się efektu od Boga przez poniesiony trud i całą oprawę,
  • konkurencyjne inicjatywy do zatwierdzonych praktyk w Kościele sprawiają wrażenie, że Kościół nie ma w całym roku liturgicznym idealnie rozłożonego zaangażowania wiernych w praktyki pobożnościowe, a nowatorstwo ma te braki wypełnić,
  • wytężony wysiłek bez przygotowania to jak bieg na 100 metrów po zejściu z kanapy – długo po tym nie wrócisz do standardowej praktyki modlitewnej, bo padniesz z wycieńczenia na długie godziny, dni, a może i miesiące – znam takie przypadki z życia, gdy standardowe praktyki po gwałtownym podjęciu się cięższych praktyk, zaniknęły i się nie odrodziły!

Bardzo zatem przestrzegam i uczulam, że nie wszystkie inicjatywy są właśnie organizowane po Bożemu, ze względu na czas i miejsce, ze względu na brak posłusznego oczekiwania na zatwierdzenie przez Biskupów.

Kto dzisiaj patrzy na religijne książki, czy mają Imprimatur?! To samo niestety dzieje się z aktywnościami podejmowanymi na własną rękę w Kościele, a mowa o praktykach pobożnościowo-pastoralnych, z głoszeniem i przepowiadaniem Słowa Bożego. Do tej działalności szczególnie wymagane jest zatwierdzenie przez Kościół.

Ale Wielka Pokuta to było wydarzenie zatwierdzone…

Nie słyszałem o tym, żeby było. W 2016 roku, ogłoszonym jako Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia, panowie tą inicjatywą zdają się kompromitować ogłoszoną przez Papieża Franciszka inicjatywę, ponieważ mówiąc o Wielkiej pokucie według nich:

nie można prosić Pana Boga o miłosierdzie, nie uznając przedtem swojej grzeszności, nie padając na kolana. Że to jest pierwszy krok we wszelkim dialogu z Panem Bogiem.

(źródło: https://youtu.be/zNsLJr0dqOk – ostrzegam przed słuchaniem ich, bo mówią sugestywnym językiem nie wiedząc, że błądzą…)

 

Więcej w komunikacie Rady Stałej KEP i artykule Gościa Niedzielnego:

https://www.gosc.pl/doc/6657737.Rada-Stala-KEP-o-dzialaniach-Fundacji-Solo-Dios-Basta

Poniższy artykuł, chociaż z deon.pl , polecam, jest bardzo merytoryczny, przeczytałem go po napisaniu powyższego wpisu, więc powyżej wyrażam osobiste przekonania:

https://deon.pl/kosciol/komentarze/jakie-bledy-popelniaja-bodasinski-i-dokowicz-,834302

(źródło grafiki wiodącej: youtube – https://youtu.be/zNsLJr0dqOk)

ks. Augustyn Pelanowski – fałszywe proroctwo

pelan

UWAGA – fałszywy prorok!

Na początku 2020 roku na poniższym blogu odniosłem się do filmu dokumentalnego „Proroctwo” i wystąpienia ojca Augustyna Pelanowskiego z 2017 roku. Pisałem o sprawdzeniu się proroctwa o koronawirusie, nie wiedząc jednak jeszcze o tym, że ksiądz Augustyn (Piotr) Pelanowski dopuścił się zgorszenia przez porzucenie kapłaństwa, złamania ślubów zakonnych i opuszczenia zgromadzenia zakonnego oo. Paulinów.  Módlmy się za księdza Augustyna, który obecnie błądzi. W tej sytuacji nie tylko odcinam się od wspierania jego osoby, ale i oceniam szkodliwość każdej formy udzielania jemu poparcia.

„Poznacie ich po ich owocach” (Mt 7,16)

Pośród osób, którzy głoszą pseudo-apokaliptyczne wizje Kościoła lub wprost wygłaszają herezje, najbardziej znane są przypadki byłych zakonników i księży, którzy odchodzą od kapłaństwa. Nic bardziej dziwnego, diabeł nie dobiera osób do destrukcyjnej walki wewnątrz Kościoła z przypadku. Zwiedzeni przez szatana nieposłuszni nauce Kościoła, ani Pasterzom księża przez swoją postawę buntu mają tym większą moc nad ludźmi o słabej wierze. Czy to nie o takich ludziach pisze św. Jan Apostoł słowami:

Dzieci, jest już ostatnia godzina,
i tak, jak słyszeliście, Antychryst5 nadchodzi,
bo oto teraz właśnie pojawiło się wielu Antychrystów;
stąd poznajemy, że już jest ostatnia godzina.
Wyszli oni z nas, lecz nie byli z nas;
bo gdyby byli naszego ducha, pozostaliby z nami;
a to stało się po to, aby wyszło na jaw,
że nie wszyscy są naszego ducha. (1J 2, 18-19)

Zacietrzewiony, samozwańczy prorok

Odkąd jeszcze jako ojciec Augustyn Pelanowski głosił Słowo Boże z wnikliwą interpretacją i egzegezą, były już zakonnik zdawał mi się tą postacią, o której wiarę byłbym pewien. Jawił się jako nauczyciel posłany do Ludu Bożego, ukryty prorok wypowiadający wizje i trwożący lud skostniały w niewoli grzechowej. Od momentu jednak, gdy coraz śmielej zaczął wypowiadać swoje uwagi na temat urzędującego Papieża, zacząłem mieć wątpliwości. Do tego stopnia, że właściwie z jego inspiracji przeczytałem niemal całą adhortację apostolską Papieża Franciszka „Amoris Laetitia”. Otwierałem oczy ze zdumienia poziomem agresji ze strony księdza Pelanowskiego… W swoim nagłośnionym kazaniu ksiądz Augustyn atakował szczególnie jedno zdanie adhortacji, a w zasadzie początek trzeciego (z 325 paragrafów całego dokumentu): 3. Przypominając, że „czas jest ważniejszy niż przestrzeń”. Tak pobieżnie i dosłownie ks. Pelanowski ocenił „książkę po okładce”. Opinia ta nie jest nawet współmierna z trafnymi diagnozami i radami dla duszpasterzy, wyrażonymi w papieskim dokumencie… Jednak do apogeum szkodliwej twórczości ks. Pelanowskiego doszło, gdy wygłosił publicznie swoje „proroctwo”, tu cytuję fragment najostrzejszy i najbardziej stojący w sprzeczności z doktryną katolicką:

Pokażę prawdę o waszych nieprawdziwych nadziejach, abyście zdążyli się nawrócić, zanim przyjdę! Bo przyjdę niebawem! A znakiem dla was Mojego nadejścia będzie ohyda spustoszenia – czyli Eucharystia bez Mojej Obecności! Msza, która nie będzie już Mszą, tylko jej parodią. Kto ma uszy do słuchania – niechaj słucha!

Tego zdania nie rozumiałem trzy lata temu, ale dziś wiem, że to atak na Eucharystię właśnie dokonał się ze strony księdza Pelanowskiego. Pan Jezus zapowiedział Swoją obecność – której nie odwołał nigdy – w słowach:  „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” Mt 28, 20. Nikt oprócz protestantów nie zaprzecza temu, że w Eucharystii jest obecny Pan Jezus.  Cały tekst tego fałszywego proroctwa zasługuje na naganę, ponieważ ciężkie słowa nie są równoważone Miłosierdziem Pana Jezusa. Kto czytał „Dzienniczek” św. Faustyny dokładnie zna sposób w jaki Pan Jezus komunikuje ludziom trudne rzeczy. Na pewno nie taki jak prezentuje ksiądz Pelanowski…
Do tego, styl tej gromowładnej przemowy wzorowany jest na Apokalipsie wg św. Jana, gdzie w 22 rozdziale Pan Jezus mówi parę razy, że „przyjdzie niebawem”. Jednak treść „proroctwa” księdza Augustyna w tym kontekście staje się niejako uzupełnieniem słów Apokalipsy. Dzięki temu według mnie można rozeznać fałszywość owego proroctwa, ponieważ dąży ono do uwiarygadniania się autorytetem Pisma Świętego. Bóg na to nie pozwoli, by ostać się mógł fałszywy prorok, ponieważ obowiązuje następująca przestroga Pana Jezusa:

Ap 22, 18 Ja świadczę
każdemu, kto słucha słów proroctwa tej księgi:
jeśliby ktoś do nich cokolwiek dołożył,
Bóg mu dołoży plag zapisanych w tej księdze.

 


Oświadczenia zakonu oo. Paulinów w sprawie ks. Pelanowskiego.

W związku z propagowanymi przez o. Augustyna Pelanowskiego poglądami stojącymi w jaskrawej sprzeczności z niektórymi prawdami doktryny katolickiej oraz szacunkiem należnym Ojcu Świętemu Franciszkowi, Zakon św. Pawła I Pustelnika (Paulini) oświadcza, iż zdecydowanie odcina się od prywatnych poglądów wyżej wymienionego kapłana.

Jednocześnie zwracamy uwagę, iż o. Augustyn łamie śluby zakonne, zarówno poprzez publikacje, na które nie otrzymał zgody, jak również przez trwającą ponad 11 miesięcy samowolną nieobecność w klasztorze.

Wyrażamy głębokie ubolewanie z powodu zamętu i zgorszenia, jakie w dusze wiernych wprowadzić może indywidualna działalność o. Pelanowskiego. Jednocześnie informujemy, że już wcześniej podjęte zostały kroki przewidziane przez Kodeks Prawa Kanonicznego.

W duchu braterstwa trwamy w modlitwie za o. Augustyna.

o. Paweł Przygodzki

Sekretarz Generalny Zakonu Paulinów

Częstochowa – Jasna Góra, 30 listopada 2019 r.

 

Podaję również komunikat bieżący:

Kuria Generalna Zakonu Paulinów informuje, że o. Augustyn Pelanowski został wydalony z Zakonu św. Pawła I Pustelnika Dekretem Generała Zakonu z dn. 12.01.2020 r., potwierdzonym przez Kongregację ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego dn. 25.03.2020 r.

Tym samym na mocy kan. 701 Kodeksu Prawa Kanonicznego nie posiada upoważnienia do głoszenia Słowa Bożego i sprawowania sakramentów, dopóki nie znajdzie biskupa, który go przyjmie do swojej diecezji lub przynajmniej zezwoli na wykonywanie święceń.

o. Sebastian Matecki OSPPE

Rzecznik prasowy Zakonu Paulinów

https://www.niedziela.pl/artykul/62404/Komunikat-w-sprawie-o-Augustyna

Strzeżcie się orędzi z Trevignano Romano

trevignano romano

Zakaz działalności dla ks. Grzegorza Bliźniaka

Artykułem poniższym pragnę przestrzec łatwowiernych i bezkrytycznie ufających w „objawienia i przepowiednie” wiernych Kościoła.

Zakaz działalności dla Stowarzyszenia Misjonarzy Jezusa Miłosiernego

Codzienna „Światowa modlitwa” z Trevignano

Zacznę od opisu tej przedziwnej formuły głoszonego orędzia. Układanie nowych modlitw na „nowe czasy” musi budzić już opór świadomych wierzących – w myśl zasady: lex orandi, lex credendi (prawo modlitwy, prawem wiary).  Tekst praktykowanej modlitwy rozpoczyna się znakiem krzyża i inwokacją do Boga Ojca z przebłagalnym wezwaniem o przebaczenie.

1. „Przebaczenie za popełnione błędy

Listę powodów do przebaczenia otwiera „przebaczenie za popełnione błędy„. Koliduje to już mocno z dogmatyką Kościoła, która naucza o grzechu i o winie. Mówienie zaś o błędach subiektywizuje odczucie osoby, która tak się modli. Zniekształca osąd moralny czynu. W pierwszym rzędzie nie ma tu obrazy Boga. Osąd płynący z wypaczonego sumienia zajmuje miejsce przykazań Boskich, czy teologii moralnej. To również próba zmiękczenia istniejącego problemu bez poniesienia wszystkich konsekwencji tych błędów, tak jakby intencją było ocieplenie relacji z Panem Bogiem.

2. „Przebaczenie za to, że oddaliliśmy się od Ciebie”

Na pierwszym planie skutki doczesne czynu ludzkiego, a nie cześć i wieczna chwała Boża – co jest obecne w modlitwie „Ojcze nasz…”.

„Przebaczenie bluźnierstw skierowanych do Ciebie”

Bluźnierstwa wymienione w kolejności dalszej mogą wskazywać, że decyzja o odejściu od Boga jest gorsza niż walka z Nim.

„Przebaczenie za złe traktowanie przyrody, (…)”

Niekwestionowany czerwony alert. Pominięcie przykazania miłości „bliźniego swego jak siebie samego”. Przemilczanie zbrodni mających miejsce na świecie, jak aborcja, wojny, niewolnictwo… itd.

„(…) którą nam pozostawiłeś, prawie jak raj.”

Królestwo Boże nie jest z tego świata (J 18, 33b-37), a więc o jakim raju jest mowa? O ziemskim raju. Lecz: Gdzie serce twoje, tam skarb twój (Mt 6,19-23). Gdzie więc lepiej mieć swój skarb i gdzie tęsknić?

„Przebacz nam nasze grzechy”

Ale to dopiero po „przebaczeniu za złe traktowanie przyrody”...

„przebacz tym, którzy pozwolili na zamknięcie miejsc kultu odbierając nam możliwość otrzymania Chleba życia wiecznego.”

Modlitwa i ocena postępowania w jednym. Trwa niezrozumienie niektórych wiernych w związku z decyzjami hierarchów, a te słowa nie sprzyjają posłuszeństwu.

„O! Ty Ojcze, który w swoim nieskończonym Miłosierdziu mimo wszystko napełniałeś nas miłością (…)”

Tryb dokonany, a więc koniec świata bliski – modlitwa ogłasza i wymusza na Bogu czas kary.

„Spraw, by w tym okresie Męki Pańskiej, Duch Święty zstąpił na tą ziemię rozdartą przez zło

Ciężkie do interpretacji wizje pseudo-apokaliptyczne… Gdy zaś w modlitwie Ojcze Nasz występuje tylko jeden podobny passus: „Ale nas zbaw ode złego” (Mt 6,13)

„Pokornie prosimy Cię, abyś oświecił Papieża,”

Trudna rzecz, kiedy objawienie prywatne wzywa do modlitwy o oświecenie Papieża. Stąd może płynąć sugestia, że Papież potrzebuje oświecenia bardziej niż wiary…

„aby mógł poświęcić Świat i Rosję Niepokalanemu Sercu Maryi tak jak wyraźnie Najświętsza Maryja Panna prosiła o to w Fatimie.”

Jak to było z tym poświęceniem przez papieża Franciszka w 2022? Nie wiem, czy głosiciele z Trevigniano Romano aby uznali to poświęcenie, lecz to, że 1 postulat został spełniony nie mówi jeszcze o tym, że reszta jest właściwie sformułowana.

„Ojcze Mój, wylej Krew Odkupienia na tą naszą ludzkość.”

Bóg pragnie naszego zbawienia, ale nie zbawi bez udziału grzesznika. Pierwej należy okazać Bogu wdzięczność za tylu niewdzięcznych. Nie ma czegoś takiego jak powszechne zbawienie, mamy się modlić by nikt nie trafił do piekła. Aby tak się nie stało Bóg ustanowił porządek łaski, gdzie przez Sakramenty święte udziela nam zbawiennych łask. Nie zaś „hurtowo” wszystkich obmywa we Krwi swego Syna.

„Matko Przenajświętsza, zwracamy się do Ciebie jako do matki nas wszystkich: chroń wszystkie swoje dzieci, przygarniając je do swojego Niepokalanego Serca, naszego jedynego bezpiecznego schronienia.”

Matka Boża jest Matką dla słuchaczy Słowa Bożego, mających jednego Ojca w Bogu. Modlitwa do Boga Ojca z pominięciem modlitwy do Syna. Wezwanie powinno być wg mnie zrównoważone wezwaniem do Najświętszego Serca Pana Jezusa.  Jest za to…

„Ojcze, miej Miłosierdzie dla nas i całego świata. Amen”

Element „nowego” nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, które również zawiera wątpliwości.


Kościół o prawdziwości rzekomych objawień

Biskup miejsca przestrzega. W miejscu tym zaczyna kręcić się biznes bez błogosławieństwa księdza biskupa (film poniżej).

„Oczywiście, to wszystko jest nienormalne. Ja jej nie potępiłem tylko dlatego, żeby nie robić jej reklamy” –  biskup miejsca Rossi (za: deon.pl)

Do tego dochodzi krytyka Kościoła, szczególnie Watykanu (wrzesień 2016) i straszenie kataklizmem (trzęsieniem ziemi w Rzymie i Watykanie) jako przesłanie tych orędzi.

(Więcej: https://deon.pl/kosciol/biskup-z-trevignano-romano-przeciwko-rzekomym-objawieniom,821538)


Reakcje internetowych propagatorów orędzi z Trevignano Romano

Jestem blokowany! po wysłaniu do autora strony na Facebook https://www.facebook.com/Domniemane-objawienia-Matki-Bo%C5%BCej-w-Trevignano-Romano-105250017750298/ powyższego mojego wpisu na blogu, zostałem zablokowany.

Po wysłaniu komentarza poddającego w wątpliwość prawdziwość orędzi na stronie facebook „3 dni ciemności” https://www.facebook.com/3dni.ciemnosci.TDC/ , zostałem pozbawiony możliwości dodawania komentarzy.

PRZESTRZEGAM przed powyższymi stronami, propagatorami i innymi osobami, które zdają się budować kapitał na ideologii „osaczonej twierdzy”.


Wydawnictwa, audycje, strony, działalność osób – skażone przez propagowanie Trevigniano Romano

esprit
esprit – wpis na Facebook-u

GŁOS ROZSĄDKU

ks. Marcin Wosiek SDB

o. Wit Piotr Chlondowski OFM

Koronowani krytycy hierarchii

koronawirus

PCH24. PL w kwestii promocji odruchów fundamentalistycznych

Nie tylko przykrymi są wypowiedzi Krystiana Kratiuka, „mecenasa” konserwatyzmu katolickiego w odsłonie tropiciela dekompozycji Kościoła katolickiego na wielu frontach, a także sympatyka lub nawet postulatora wprowadzenia monarchii w Polsce (na jakiej drodze, samo-ustąpienia prezydenta?) –  lecz są to wypowiedzi dalece oburzające. Skupię się tutaj tylko na jego szczujni z okresu wprowadzania obostrzeń w związku z początkiem pandemii koronawirusa.

https://www.pch24.pl/za-limit-pieciu-osob-na-mszy-wielkanocnej-podziekujmy-premierowi-i-prymasowi,75256,i.html

„Gdy Mateusz Morawiecki zostawał szefem polskiego rządu, deklarował, że chce chrystianizować Europę. A do historii przejdzie jako ten, który zabronił Polakom pójść do kościoła w Wielkanoc. Ale polityk to polityk – co jednak powiedzieć o postawie prymasa?”

Tak brzmi nagłówek wypowiedzi Krystiana Kratiuka, natomiast kończy się wyjątkowo dosadnie:

Wszak kiedy jeszcze dwa tygodnie wcześniej wolno było wejść do kościoła właśnie pięćdziesięciu osobom, w niedzielnych Mszach brało udział ledwie kilkanaście czy dwadzieścia kilka osób – i wcale nie były to osoby starsze czy w podeszłym wieku, ale katolicy pragnący Mszy i Komunii. Bo jest ich nieco więcej (również właśnie wśród młodych) niż pięcioro na parafię. Było ich niewielu dzięki czemu i tak zachowywali między sobą nie dwumetrowe, ale i dziesięciometrowe odstępy! Ale teraz, w Wielkanoc, te osoby już do kościoła nie wejdą.

 

Podziękujmy za to premierowi. I prymasowi.

Skąd zatem uzasadnienie z ust Kratiuka dla odmawiania prawa do bezpieczeństwa osobom starszym, które żyją w społeczeństwie i polegają szczególnie na pracy ludzi młodych? Skoro epidemia roznosi się kropelkowo – bo jak by inaczej – to dlaczego dochodzi do skażeń w DPS-ach, szpitalach, domach osób samotnych?
Jakże tak można… izolować we własnej świadomości osoby starsze, że im nic się nie stanie, a młodzi wcale i nigdy nie zaniosą im wirusa? Skąd ta wiara i pewność? Wydawać by się mogło, że od praktykowania wiary w sposób mechanicystyczny, daleki od posłuszeństwa z synowskim oddaniem!

To kpina z Eucharystii. Eucharystia zawiera w sobie Ofiarę Syna Bożego w doskonałym posłuszeństwie Bogu Ojcu. W Kościele władzę sprawują biskupi, nie zaś wierni świeccy. Poświęcanie na „ołtarzu” własnej religijności obowiązku troski w pierwszym rzędzie o bezpieczeństwo i przeżycie trudnego czasu przez osoby starsze, tworzy zarzewie  buntowniczej rewolucji w duszpasterstwach. A dzieje się to w buńczucznym geście „przybijania” na „drzwiach” Kościoła swoich prywatnych tez i przez publiczne „dowalenie” Prymasowi.

Element szerszego nieposłuszeństwa

Tu i ówdzie, pod jedną fałszywą przesłanką, a mianowicie wierności tradycji pisanej przez duże T, ten sam „duch Lutra” w odsłonie sedewakantyzmu, odmawia poddania się pasterskiej dyscyplinie wobec legalnie wybranych następców Apostołów. Podobnie i w postawie Kratiuka brak jednego z kryterium sensus fidei jako dziecięcej ufności w prawdę o Opatrzności Bożej, wymagającej od wiernego heroicznego często zaufania, poddawanego próbom wynikającym z Bożego dopuszczenia. Po stronie reprezentowanej przez ostracyzm pana Kratiuka, przejawia się wyłącznie nieustanna „reanimacja” i „resuscytacja” Kościoła w agonii, jak gdzie indziej autor wyżej wspomnianego tekstu próbuje określać obecny, czy niedaleki stan dwutysiącletniej instytucji.

Sprzyjające środowisko dla rewolucyjnych idei

Takiej zapaleńczej misji wyzywania na pojedynki najwyższych Hierarchów Kościoła i przypadkom sekundowania atakującym w Pasterzy, wtórują stanowiska osób publicznych. Jedną z  cytowanych wypowiedzi w artykule Kratiuka są słowa mecenasa Jerzego Kwaśniewskiego, utyskującego na paniczne reakcje władz. Tak jakby wyłącznie brak konkordancji systemu prawnego w obliczu nowej ustawy o przeciwdziałaniu epidemii, nie przystawał do pogodzenia żelaznej logiki prawa rzymskiego z tą samą logiką… prawa kanonicznego. Jednak podchwycona w ramach konwenansu wystawiania żagli po cudzy wiatr wypowiedź mecenasa, staje się pretekstem do dalszych tego typu wybiegów w przestrzeni medialnej.

Ci sami, którzy wołali do tej pory o zaprzestanie na arenie prawa działań, które wymierzone są w najsłabsze jednostki społeczeństwa – jak starcy, chorzy, niepełnosprawni, samotni, nienarodzeni, itd. – ci sami w jednej chwili oczekują od władz państwowych równego traktowania w dostępie do usług i dóbr, i o zgrozo: do wymuszenia możliwości uczestniczenia w „gwarantowanych” im przez wiarę praktykach religijnych, według ich własnych kryteriów bezpieczeństwa. Takim chwytem, a raczej petycją o zniesienie obostrzeń na czas Triduum Paschalnego zabłysnęła fundacja Życie i Rodzina. Kuriozalne w możliwych skutkach przedsięwzięcie fundacji Kai Godek godziło przecież w naszą solidarność społeczną z najuboższymi, a także księżmi, chcącymi również przetrwać w najlepszej kondycji trudny czas, by móc przygotować się lepiej do wyzwań stojących przed duszpasterstwem w dramatycznych warunkach.

Jak bardzo złudne jest dążenie za wszelką cenę do otwarcia kościołów i ślepe zapatrzenie w wyimaginowane normy sanitarne, pisane z księżyca… Co niektórzy odwołują się dziś nawet do naśladowania męczenników, przywołując do porządku „niewiernych”, by szli na Eucharystię godząc się na ewentualną śmierć swoją (o bliskich trochę szafują oszczędnie….), na śmierć w obliczu przeheroicznej „próby” wiary. Próbą wiary chcą nas teraz teraz właśnie skonfundować tacy Kratiukowie i jakże zacni „tradycyjni” klerykałowie, wprowadzając istotny dysonans poznawczy w dziedzinie moralności chrześcijańskiej z zakresu miłości bliźniego i stosowania V przykazania w praktyce. A na dodatek, snując intrygę derogacji prawa kościelnego („podziękujmy za to (…) prymasowi”) i państwowego na rzecz nieograniczonej wolności nie sumienia, ale „wyznawania”.

Nie wystarczy jednak publiczny cynizm „proroków” Kościoła walczącego… z: modernizmem, masonami, progresistami, i resztą świata. Trzeba wg nich podważyć po równo poczynania: legalnej władzy w tym kraju oraz przy okazji zbesztać Prymasa, skoro bez przyłbicy „dogaduje się” z władzami (zamiast naśladować np. nieskalany w ich mniemaniu wzór Prymasa Wyszyńskiego z gestem słów: NON POSSUMUS!). Za co to wszystko? Za wypowiadanie niewygodnej dla tradycjonalistycznej „egzegezy” narracji.

Brońmy naszych Pasterzy!

A ja staję tutaj w obronie księdza Prymasa! Poniższe Jego słowa są całkowicie zrozumiałe dla osób wiedzących, że Kościół katolicki (powszechny), to nie „ja i moja rodzina” (z wypartym szkodzeniem sobie i bliskim), lecz także i społeczności osób starszych, schorowanych, samotnych i często polegających właśnie na sposób dziecięctwa Królestwa Bożego – na zaleceniach i opiece bezpośredniej Kościoła:

ks. abp. Wojciech Polak, Prymas Polski
abp. Wojciech Polak

Łamanie zakazów podczas epidemii jest naruszaniem piątego przykazania, w którym jesteśmy obowiązani dbać i strzec życia innych i własnego. 

Tempus fugit…

Czas weryfikuje, że Kościół polski się nie mylił. Bieżące doniesienia o zakażeniach DPS-ów, o spieszących z pomocą siostrach zakonnych i innych duchownych w liczbie 3000 (ta liczba wciąż rośnie), o wielu zachorowaniach wśród polskich księży i biskupów, zakonnic, to wszystko jest obrazem rosnącej wszak skali epidemii.

A niestety, bezczelne wpisywanie przez Pańskich fanów na hejt-listę nie któregoś z polskich biskupów, ale samego Prymasa Panie Krystianie, to jest owoc pańskiej bieżącej działalności… choć na pozór dalej pod „patronatem” św. Michała Archanioła (protektora Kościoła Świętego).

„qui vos audit me audit et qui vos spernit me spernit qui autem me spernit spernit eum qui me misit” Lk 10:16 (VUL)

Na koniec… spieszę z odpowiedzią – jako ten głos, który i tak być może odfiltruje Pan jako odosobniony i niewart uwzględnienia – na Pana pytanie-donos:

 Ilu Polaków – zastraszonych restrykcjami czy też przestraszonych wirusem – rzeczywiście poszłoby do kościołów w Wielkanoc, wiedząc że może w nich być nie do pięciu ale do pięćdziesięciu osób?

Odpowiadam zatem – w mega skali poszedł Pan na łatwiznę. To nie wymaga wiele intelektu, by odnaleźć odpowiedź naturalną – żaden katolik wiernie słuchający Pasterzy, choćby tylko przez minimum posłuchu względem ich kompetencji oraz władzy pasterskiej – żaden by nie wziął udziału w Eucharystii.

 

Korona Brauna

Kolejni sympatycy wprowadzenia monarchii. Tym razem jako…

Więcej o podpuszczce ideologicznej formacji Grzegorza Brauna tutaj:

Partia Korona Grzegorza Brauna – więcej plusów ujemnych…

oraz tutaj:

Konfederacja Gietrzwałdzka – polemika

 

Piotr
-czuwajcie.pl

Oława – Oławskie „objawienia” – komunikat

Oława – komunikat o fałszywych objawieniach oraz krótka analiza tamtejszych wydarzeń

(źródło tekstu nieznane)

„Stowarzyszenie Ducha Świętego” z siedzibą w Oławie zostało zarejestrowane 16 czerwca 1999 r. we Wrocławiu na wniosek Kazimierza Domańskiego. Zarejestrowane stowarzyszenie nie ma aprobaty kompetentnej władzy kościelnej, czyli biskupa archidiecezji wrocławskiej. W związku z tym Kuria Metropolitarna we Wrocławiu wydała komunikat podpisany przez Kardynała Henryka Gulbinowicza, określający stosunek Kościoła do rzekomych objawień Matki Bożej w Oławie oraz do wspomnianego „Stowarzyszenia”.
Komunikat przypomina najpierw oświadczenie Konferencji Episkopatu Polski z 17 stycznia 1986 r., w którym biskupi zwrócili się do duchowieństwa i wiernych, aby zaprzestali gromadzenia się w Oławie, gdyż rzekome objawienia nie mają nic wspólnego z nadprzyrodzonością. Według oceny Kościoła są one fałszywe, wprowadzają w błąd, godzą w zasady wiary i są wykorzystywane przeciwko Kościołowi katolickiemu.
Mając na uwadze, iż „Stowarzyszenie Ducha Świętego” zostało zarejestrowane bez zgody władzy kościelnej, komunikat stwierdza, iż „zgodnie z nauką Kościoła katolickiego, wyrażoną w Prawie kanonicznym w kanonie 1374, każdy ’kto zapisuje się do stowarzyszenia działającego w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi, powinien być ukarany sprawiedliwą karą; kto zaś popiera tego rodzaju stowarzyszenia lub nim kieruje, powinien być ukarany interdyktem’. Stosownie do brzmienia tego kanonu – czytamy dalej w komunikacie – za zapisującego się do stowarzyszenia uznaje się tego, kto świadomie i dobrowolnie zgłasza swoją przynależność do niego w charakterze członka, niezależnie czy przyjęcie dokonuje się przy zachowaniu formalności czy bez nich. Natomiast stowarzyszenie popiera ten, kto przyczynia się do jego rozwoju, tzn. popiera je, werbuje członków, wspomaga materialnie, aktywnie uczestniczy w jego spotkaniach, w realizowaniu jego programów itp.„.
Komunikat wyjaśnia następnie, jakie konsekwencje prawne ma przynależność czy też poparcie udzielone „Stowarzyszeniu”. Kara interdyktu w stosunku do osób świeckich obejmuje zakaz przyjmowania sakramentów, ponadto ukarany powinien być usunięty od udziału w czynnościach liturgicznych albo czynność liturgiczna powinna być przerwana. Wierni świeccy uczestnicząc i przyjmując sakramenty w miejscu rzekomych objawień czynią to niegodziwie i świętokradzko oraz ściągają na siebie karę interdyktu, czyli nie mogą w swoich parafiach otrzymać rozgrzeszenia, godziwie przystąpić do Komunii św., być rodzicem chrzestnym lub świadkiem bierzmowania, otrzymać pogrzebu katolickiego. Każdy wierny, który ściągną na siebie taką karę, może zostać od niej uwolniony tylko przez biskupa diecezjalnego lub przez wyznaczonego przez niego kapłana.

KOMUNIKAT Kurii Wrocławskiej

Kuria Metropolitalna Wrocławska
ul. Katedralna 13
50-328 Wrocław
tel. (071) 32-71-111: fax (071) 22-82-69               Wrocław, dnia 14 grudnia 1999 r.

L.dz. 1946/99

KOMUNIKAT W SPRAWIE OŁAWY

Kuria Metropolitalna Wrocławska, po wcześniej uzyskanej informacji o zaistniałym fakcie, podaje do wiadomości, że dnia 16 czerwca 1999 r. Sąd Okręgowy we Wrocławiu na wniosek Kazimierza Domańskiego z Oławy zarejestrował „Stowarzyszenie Ducha Świętego” w Oławie, którego prezesem został uprzednio wybrany Kazimierz Domański a wiceprezesem jego żona Bronisława Domańska.

Zarejestrowane stowarzyszenie nie ma aprobaty kompetentnej Władzy Kościelnej, tj. Biskupa Archidiecezji Wrocławskiej, ponieważ nie spełnia warunków wymaganych przez prawo kanoniczne i dlatego nie może być uznane za katolickie.

Powstanie tego stowarzyszenia jest kolejnym etapem w trwającej już od 1985 r. sprawy rzekomych objawień Matki Bożej w Oławie. Od tego czasu stanowisko Kościoła w tej kwestii nie uległo zmianie. Wszystkich wiernych katolików obowiązuje zatem nadal oświadczenie Konferencji Episkopatu Polski z 17 stycznia 1986 r., w którym Biskupi zwrócili się do duchowieństwa i wiernych, aby zaprzestali gromadzenia się w Oławie i przez to nie dawali poparcia tym rzekomym objawieniom, ponieważ nie mają one nic wspólnego z nadprzyrodzonością; według oceny Kościoła Katolickiego są fałszywe, wprowadzają w błąd opinię publiczną. godzą w zasady wiary i są wykorzystywane przeciwko Kościołowi katolickiemu. Ponadto, cała działalność Kazimierza Domańskiego jest prowadzona z uporem i samowolnie, bez łączności z władzami Kościoła rzymskokatolickiego, mimo wielokrotnych upomnień i przestróg oraz zakazów wydawanych przez Władze Kościelne Archidiecezji Wrocławskiej.

W związku z zarejestrowaniem powyższego stowarzyszenia Metropolitalna Kuria Wrocławska informuje duchowieństwo i wiernych, że zgodnie z nauką Kościoła katolickiego wyrażoną w Prawie kanonicznym w kanonie 1374, każdy – „Kto zapisuje się do stowarzyszenia działającego w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi, powinien być ukarany sprawiedliwą karą: kto zaś popiera tego rodzaju stowarzyszenie lub nim kieruje, powinien być ukarany interdyktem”.

Stosownie do brzmienia tegoż kanonu za zapisującego się do stowarzyszenia uznaje się tego. kto świadomie i dobrowolnie zgłasza swoją przynależność do niego w charakterze członka, niezależnie czy przyjęcie dokonuje się przy zachowaniu formalności czy bez nich. Natomiast stowarzyszenie popiera ten. kto przyczynia się do jego rozwoju, tzn. propaguje je, werbuje członków, wspomaga materialnie. aktywnie uczestniczy w jego spotkaniach, w realizowaniu jego programów itp.

Prawo Kościoła Katolickiego poucza, że kara zwana interdyktem, którą powinien być ukarany ten, kto popiera tego rodzaju stowarzyszenia lub nimi kieruje, zabrania: 1. udziału w sprawowaniu Ofiary eucharystycznej i wszelkich innych obrzędów religijnych; 2. sprawowania sakramentów (chrzest, Eucharystia, pokuta, małżeństwo) i sakramentaliów (pogrzeb katolicki, poświęcenia przedmiotów religijnych); 3. przyjmowania sakramentów (chrzest, Eucharystia, pokuta, małżeństwo); ponadto, ukarany powinien być usunięty od udziału w czynności liturgicznej albo czynność liturgiczna powinna być przerwana (por. kan. 1332 KPK).

Oznacza to, że w wypadku sprawowania sakramentów świętych, uczestnictwa w nich lub przyjmowanie ich przez znajdujących się w karze interdyktu jest świętokradztwem. A zatem, kapłani sprawujący sakramenty święte w ramach „Stowarzyszenia Ducha Świętego” w Oławie, a także w miejscu rzekomych objawień w Oławie czynią to świętokradzko i niegodziwie, podpadając jednocześnie pod stosowne kary. Wierni świeccy natomiast uczestnicząc i przyjmując te sakramenty w podanych okolicznościach czynią to również niegodziwie i świętokradzko oraz ściągają na siebie karę interdyktu, czyli nie mogą w swoich parafiach otrzymać rozgrzeszenia, godziwie przystępować do Komunii św., być rodzicem chrzestnym lub świadkiem bierzmowania, otrzymać pogrzebu katolickiego.

Każdy wierny, który ściągnął na siebie taką karę, może zostać od niej uwolniony tylko przez Biskupa diecezjalnego lub przez wyznaczonego przez niego kapłana.

Niniejszym Komunikatem Kuria Metropolitalna we Wrocławiu informuje i przestrzega wszystkich wiernych Kościoła rzymskokatolickiego o konsekwencjach przynależności do sekt i stowarzyszeń religijnych nie zatwierdzonych przez Kościół Katolicki. Przynależność ta grozi popadnięciem w ciężkie kary kościelne. Wszystkich Kuria Arcybiskupia Wrocławska upomina, by w czas wycofali się z fałszywej drogi, niezgodnej z prawem kanonicznym i zasadami wiary Kościoła Katolickiego.

+ Henryk Kardynał Gulbinowicz
Arcybiskup Metropolita Wrocławski

Analiza wydarzeń oławskich

ORĘDZIA OŁAWSKIE A NAUKA KOŚCIOŁA
JEZUS WYCHODZI Z KONSEKROWANEJ HOSTII?
CO JEST NAJWAŻNIEJSZE DLA GODNEGO PRZYJĘCIA JEZUSA W KOMUNII ŚW.?
KILKA WNIOSKÓW: 
	1. BŁĘDNA NAUKA
	2. NIEPRAWDZIWY OBRAZ BOGA
	3. KARYKATURA MATKI BOŻEJ
	4. KRYTYKA OJCA ŚWIĘTEGO I KOŚCIOŁA
DLACZEGO ORĘDZIA OŁAWSKIE SĄ SZKODLIWE? 
OBJAWIENIA OŁAWSKIE NIE SĄ PRAWDZIWE, POPIERAŁY BOWIEM FAŁSZYWEGO PROROKA: MAŁEGO KAMYKA 
KIM JEST LANSOWANY PRZEZ 4 LATA W OŁAWIE MAŁY KAMYK? 	1. Tytuły Małego Kamyka 
							2. Rola Małego Kamyka 
							3. Mały Kamyk głosi błędne nauki – Oława to popiera 
							4. Kontakty wizjonera z Oławy z Małym Kamykiem 
							5. Po 4 latach Oława uznaje orędzia Kamyka za szatańskie... 
							6. Oława... rehabilituje Małego Kamyka 
WĄTPLIWOŚCI CO DO POCHODZENIA PRZEKAZÓW W OŁAWIE OD BOGA 	1. Dlaczego niebo nie ostrzegło wcześniej wizjonera oławskiego przed Małym Kamykiem? 
								2. Kto był autorem oławskiego orędzia nr 71: Niebo czy pan Domański? 
								3. Czyżby niebo nie znało treści orędzi Małego Kamyka sprzed 1987 roku? 
SPÓŹNIONE ODCIĘCIE SIĘ OŁAWY OD ORĘDZI MAŁEGO KAMYKA 
WNIOSKI

Kiedy Bóg mówi, pragnie nas utwierdzić w prawdzie i w miłości. Ten, który jest samą Prawdą i samą Miłością nigdy nie wprowadza w błąd. Jeśli jakieś objawienie jest prawdziwe, Bóg sam lub za pośrednictwem świętych, np. Maryi, pragnie nam przypomnieć jakąś ważną prawdę objawioną w Piśmie św. i przekazywaną przez Kościół. Bóg, Najwyższa Prawda, nigdy nie objawia się, by wprowadzić kogoś w błąd lub po to, by wywoływać zamęt, by zaprzeczać jakiejś nauce głoszonej przez Jego Kościół. Jeśli zaś treść orędzi jakiegoś wizjonera do tego się sprowadza, znaczy to bez wątpliwości, iż nie pochodzą one od Boga.

 
ORĘDZIA OŁAWSKIE A NAUKA KOŚCIOŁA
Przypatrzmy się dla przykładu, jaką naukę o Eucharystii głoszą orędzia oławskie. Bez wątpienia panu Kazimierzowi Domańskiemu, wizjonerowi z Oławy, chodzi o nauczenie szacunku do tego Sakramentu, co oczywiście jest rzeczą szlachetną. W orędziach przypomina on więc m. in. o konieczności zajmowania postawy klęczącej w czasie przyjmowania Komunii św. Powtarza to od 1983 roku tak często, iż ma się wrażenie, że jest to najważniejsza sprawa. I tak np. jedynie postawa klęcząca wyraża pokorę i – jak wynika z oławskich orędzi – jest warunkiem, by być dzieckiem Jezusa, by On był obecny oraz by przyszedł do człowieka i udzielił mu obfitych łask. Gdy zaś człowiek nie klęczy, Chrystus odwraca się od niego, a kapłan, który udzielał Komunii św. na stojąco będzie – zgodnie ze słowami przekazywanymi w Oławie – surowo ukarany po śmierci.
Rozważmy dokładniej powyższe, zaskakujące dla wierzącego katolika pouczenia oławskiego wizjonera. Przypatrzmy się uważnie, co w oławskich orędziach zostało powiedziane o tym cudownym Sakramencie Obecności Chrystusa, w którym prawdziwy Bóg i Człowiek przychodzi z miłością do serca ludzkiego, aby je uświęcić, oczyścić, udoskonalić i zbawić.
Wspomniany wizjoner z Oławy – uzasadniając konieczność postawy klęczącej przy Komunii św. – podaje naukę o Eucharystii, która ośmiesza naszego Zbawiciela i z tego powodu nie może pochodzić od żadnego posłańca z Nieba: ani – jak utrzymuje pan Domański – od Jezusa, ani od Maryi, ani od żadnego innego świętego.
Ewangelista św. Łukasz podkreśla, jak bardzo Jezus Chrystus chciał ustanowić Eucharystię, jak tęsknił za nią, aby móc wewnętrznie, w sposób nadprzyrodzony zjednoczyć się ze Swymi umiłowanymi uczniami. Powiedział: «Gorąco pragnąłem spożyć Paschę z wami» (Łk 22,15). Również dzisiaj kochający nas Jezus z tęsknotą czeka na każdego człowieka, pragnie wejść do jego serca za pośrednictwem ustanowionego przez Siebie sakramentu. Tę tęsknotę wywołuje w Nim niepojęta dla nas miłość. A czego dowiadujemy się z orędzi pana Domańskiego?

 
JEZUS WYCHODZI Z KONSEKROWANEJ HOSTII?

Orędzia oławskie uczą między innymi tego, że Chrystus odwraca się i odchodzi od człowieka, który nie klęczy w czasie Komunii św. I tak na przykład w orędziu nr 133 z 30.01.93 znajdują się rzekome słowa Maryi: „Mój synu, kiedy wiernym podawane jest Ciało Pana Jezusa na stojąco i kapłan sprzeciwia się, gdy ktoś klęka i podaje Ciało Pana Jezusa na stojąco, wtedy Jezus Chrystus odchodzi, odwraca się od tego, który przyjmuje Jego Ciało na stojąco, bo Pan Jezus przekazuje Moim sługom, aby Jego Ciało podawali na klęcząco i do ust, i aby wierni tylko tak przyjmowali.”
Pan Domański posuwa się więc do absurdalnego stwierdzenia, że Chrystus jest obecny w Eucharystii, gdy Komunia św. jest podawana na klęcząco i do ust, natomiast, gdy ktoś nie uklęknie – Chrystus odchodzi. I tak w tym samym orędziu (nr 133 z 30.01.93) czytamy: „Naród polski przyjmuje Ciało Pana Jezusa na klęcząco i do ust i wtedy Jezus Chrystus jest obecny.” Tak więc, według orędzi oławskich, klęczenie przy Komunii św. powoduje, że Zbawiciel jest obecny. Gdy ktoś natomiast nie klęczy – Chrystus odwraca się i odchodzi…
Nauka o obecności Chrystusa, gdy ktoś klęczy, i o odwracaniu się Pana Jezusa, gdy ktoś nie przyjmuje Komunii św. na klęcząco, nie jest żadną „niezręcznością językową” oławskiego wizjonera, ponieważ wyraźnie potwierdza ją np. w orędziu nr 175 z 14.04.95, a więc wygłoszonym 2 lata później: „Strasznie się dzieje na ziemi. Niektórzy kapłani są nieposłuszni Panu Jezusowi i podają wiernym Ciało Pana Jezusa na stojąco i do ręki. Kapłan ma podawać Ciało Pana Jezusa na klęcząco i do ust, bo kiedy nieposłuszeństwo jest w świątyni Pan Jezus się odwraca. Podają hostię, ale Pan Jezus odwraca się, bo nie ma pokory u wiernych, nie ma modlitwy.”
Zauważmy, że sam Ojciec Święty wielokrotnie udziela Komunii św. na stojąco. Cóż więc wtedy się dzieje? Przyjmując rzekome objawienia oławskie trzeby by powiedzieć, że w czasie rozdzielania Komunii św. przez Następcę św. Piotra, Pan Jezus odwraca się i odchodzi. Nie ma więc Komunii św., bo słowo to oznacza zjednoczenie z Jezusem przychodzącym pod postaciami eucharystycznymi.
Nauka wypływająca z orędzi pana Domańskiego sprzeciwia się wyraźnie prawdzie wiary o stałej obecności Chrystusa pod postaciami eucharystycznymi aż do ich zniszczenia. Prawdę tę przekazuje się nawet najmniejszym dzieciom przygotowującym się do przyjęcia tego Sakramentu. Czyni się to w tym celu, aby ukształtować w nich wiarę w stałą obecność Boga-Człowieka pod konsekrowanymi postaciami i nauczyć szacunku oraz miłości do przychodzącego Zbawiciela.
Zgodnie z nauką Kościoła Chrystus obecny jest pod postaciami chleba i wina aż do ich zniszczenia. Nigdy więc nie porzuca postaci eucharystycznych, nie odwraca i nie odchodzi, nawet gdy ktoś w świętokradzki sposób Go znieważa. Nie ucieka od człowieka Ten, który pozwolił się ubiczować, ukoronować cierniem i przybić do krzyża! Stała obecność Chrystusa pod postaciami eucharystycznymi to wierność Chrystusa-Miłości.
Bóg nigdy nie odwraca się od człowieka! Tylko człowiek może się odwrócić od Nieskończonej Miłości. To odwrócenie dokonuje się jednak tylko przez popełnienie grzechu ciężkiego, czyli śmiertelnego, i trwanie w nim. Z pewnością takim grzechem odwracającym nas od Boga nie jest przyjmowanie Komunii św. na stojąco.
W Oławie dowiadujemy się jeszcze jednej zaskakującej rzeczy, którą trudno pogodzić z wiarą i nauczaniem Kościoła. Otóż kiedy klęczymy, spełniamy – według pana Domańskiego – warunek, aby być dziećmi Jezusa! I tak 1.01.87 (orędzie nr 41) czytamy: „Ci, którzy przyjmują Moje Ciało na klęcząco są Moimi dziećmi”.
Zaskakująca to nauka dla wierzącego katolika! Źródłem jej nie jest na pewno żaden katechizm czy dokument Kościoła i w żadnym wypadku nie mógł jej objawić ktoś przychodzący bezpośrednio z nieba. Powyższą naukę odnajdujemy nieco wcześniej u Katarzyny Szymon. W orędziu przez nią przekazanym czytamy: „Kto będzie przyjmował Moje Ciało na stojąco nie będzie Moim dzieckiem” (30.09.84). Wydaje się więc, że częste kontakty z «Katarzynką» miały wpływ na treść orędzi wygłaszanych przez pana Domańskiego.
Tymczasem z prawdziwego Bożego objawienia wiemy, że dziećmi Bożymi stajemy się dzięki łasce usprawiedliwienia otrzymywanej w sakramencie chrztu świętego. Kiedy zaś rozważamy orędzia oławskie, nasuwa się pytanie: Czyżby ochrzczeni przestawali być dziećmi Bożymi dlatego tylko, że w czasie Komunii św. stoją? Czy taka nauka – podobnie zresztą jak i wyjaśnienia o „odwracającym się Jezusie” – nie ośmiesza Boga i Jego nieskończonej miłości do nas? Czy nie zaciemnia prawdy o Bogu, kochającym i miłosiernym Ojcu, o Jego niepojętej miłości do człowieka? Czyż Go nie ranią słowa z oławskich orędzi, tak bardzo fałszujące Jego obraz, zamieniające Boga Miłości w obraźliwą istotę?

 
CO JEST NAJWAŻNIEJSZE DLA GODNEGO PRZYJĘCIA JEZUSA W KOMUNII ŚW.?

Częstotliwość powtarzania – nie tylko zresztą w Oławie – nakazu przyjmowania Komunii św. na klęcząco sugeruje, że jest to coś najważniejszego, co trzeba zrobić, aby zbliżyć się godnie do Stołu Pańskiego. Przy tym mocnym akcencie położonym na klęczenie, gdzieś na dalszy plan schodzi miłość do Jezusa, postawa przyjaźni wobec Niego, tęsknota za Najświętszym Sakramentem, wdzięczność za to, że przychodzi On do grzesznika w gościnę, uwielbienie Pana wszechświata itp. W orędziach oławskich i innych fałszywych objawieniach wszystko to znajduje się gdzieś na marginesie. W centrum natomiast jest klęczenie. Jest ono bardziej zaakcentowane niż stan duszy, a przecież może się ono z łatwością stać czymś tylko zewnętrznym, formalistycznym, bezdusznym. Czy rzeczywiście tego oczekuje od nas Jezus?
Według pana Domańskiego od klęczenia w czasie Komunii św. zależy nie tylko to, czy Jezus przychodzi do nas lub się od nas odwraca, nie tylko to, czy uznaje nas lub nie uznaje za Swoje dzieci. Klęczenie ma ponadto wpływać na wielkość otrzymywanych w tym Sakramencie łask. Postawa klęcząca miałaby tak wpływać na owocność Komunii św., że – jak czytamy w orędziu nr 102 – gdy na klęcząco przyjmowana jest Komunia św., wówczas udzielane są największe łaski i – co zaskakuje najbardziej – właśnie wtedy Jezus wchodzi do serc ludzkich: „Tam gdzie byłeś, tam było podawane Ciało Mego Syna na klęcząco i do ust, bo wtenczas kiedy lud klęka przed Chrystusem ma największe łaski i wtenczas wchodzi Jezus Chrystus do ludzkich serc” (24.03.91).

 
KILKA WNIOSKÓW:



1. BŁĘDNA NAUKA

Bez wątpienia nauczanie K. Domańskiego o potrzebie pokory i szacunku poprzez klęczącą postawę w czasie Komunii św. jest cennym przypomnieniem w obliczu częstego dziś lekceważenia Najświętszego Sakramentu. Podawana jednak przy tej okazji nauka o obecności Jezusa, gdy się klęczy, o odwracaniu się Jezusa, gdy się nie klęczy, o wchodzeniu do ludzkich serc, gdy się jest na kolanach, o największych łaskach, gdy komunikuje się na klęcząco oraz o byciu dzieckiem Jezusa tylko wtedy, gdy się klęczy jest błędna. Pouczenia te niezgodne są z nauczaniem Kościoła, a więc nie mogą być „przekazywane z Nieba”, nie mogą pochodzić od Boga. Nauka ta wprowadza wiernych w błąd, prowadzi do zamętu, zaprzecza nauczaniu Kościoła, podważa słuszność postępowania Ojca Świętego, który również udziela Komunii św. na stojąco. Przede wszystkim jednak orędzia oławskie w sposób karykaturalny przedstawiają Boga, Stwórcę i Ojca, ośmieszają Go w oczach Jego dzieci. Trudno przyjąć, że w Oławie rzeczywiście przychodzi Chrystus lub Jego Matka, by mówić rzeczy ośmieszające Najwiętszy Sakrament i w karykaturalny sposób przedstawiające Niepojętą Miłość Bożą.
Głoszona przez pana Domańskiego nauka może też być powodem różnych niepokojów, przeżywanych przez osoby, które np. nie mogą przyjąć Komunii św. na klęcząco z powodu tłoku lub innych okoliczności, pomimo wielkiego wewnętrznego ukorzenia się przed Panem, miłości do Niego i duchowego przygotowania na Jego przyjęcie.

2. NIEPRAWDZIWY OBRAZ BOGA

Nauka podawana systematycznie od 1983 roku do dziś w Oławie, jak i – niemalże w tych samych słowach – przez Weronikę Leuken z Bayside (np. 14.07.79), Katarzynę Szymon (np. 30.09.84), Stanisława Kaczmara w Chotyńcu (np. 4.11.89) fałszuje obraz Jezusa Chrystusa. Czyni z Niego Istotę patrzącą nie na serce człowieka, lecz na jego postawy zewnętrzne. Nie jest to więc Chrystus, którego znamy z Ewangelii, dla którego serce człowieka liczy się bardziej niż zewnętrzne gesty, postawy, zwyczaje. Gdyby Chrystusowi tak bardzo zależało na tym, co zewnętrzne, nie wypowiedziałby tych wstrząsających słów do faryzeuszów, których zewnętrzne zachowanie było bez zarzutu: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dbacie o czystość zewnętrznej strony kubka i misy, a wewnątrz pełne są zdzierstwa i niepowściągliwości. Faryzeuszu ślepy! Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości” (Mt 23,25-28).
Największym złem wyrządzanym przez nieprawdziwe objawienia – w tym oławskie – jest więc fałszowanie pojęcia, obrazu Boga u wierzących, ukazywanie Jego karykatury. Zbawiciel – w orędziach mówiących o Eucharystii – jest przedstawiony jako istota obraźliwa, działająca według zasady: „jak ty mnie, tak i ja tobie”, a więc: nie klęczysz, to znaczy nie masz pokory, a ja w takim razie się odwrócę, nie wejdę do twojego serca. Czyż takie przedstawianie Jezusa nie przyćmiewa Jego niepojętej miłości do nas, nie fałszuje prawdy o Jego kochającym Sercu?
Orędzia z Oławy czynią z najlepszego Boga istotę małostkową, zapatrzoną w zewnętrzną postawę człowieka, gotową odwrócić się od niego, gdy nie klęczy przy Komunii. Nauka to wręcz bluźniercza, znieważająca Boga, zakrywająca Jego Niezwykłą Miłość. Zamiast znanego z Ewangelii Boga Dobroci, orędzia fałszywych wizjonerów ukazują nam kogoś, kto je takiego Chrystusa, który się obraża, grozi? Kto potrafi zawierzyć, zaufać bez reszty, oddać swoje życie, poddać się kierownictwu takiej niestałej istoty? Kto prawdziwie pokocha kogoś tak małostkowego? Z drugiej strony, orędzia nieprawdziwe uczą, że aby przypodobać się Bogu i Jego Matce należy przede wszystkim zwracać uwagę na to, co zewnętrzne, na postawy i gesty, które przecież są niczym, jeśli serce człowieka dalekie jest od Boga.
Nie można więc usprawiedliwić wygłaszania nauk – tak szkodliwych, burzących miłość i zaufanie do kochającego nas Jezusa – troską o okazywanie Bogu szacunku poprzez postawy zewnętrzne. Orędzia i pouczenia deformujące w wierzących pojęcie Boga nie mogą pochodzić od Niego ani od Jego posłańców.

3. KARYKATURA MATKI BOŻEJ

Karykaturalnie i w sposób znieważający przedstawiony jest w Oławie nie tylko Jezus, ale również i Jego Matka. Cóż bowiem obiecuje Ona kapłanom komunikującym wiernych na stojąco? To, że będą im się palić palce po śmierci. Wizjoner oławski w przekazie nr 12 ostrzega z powagą: „Matka Boża upominała się, że Komunię Świętą należy przyjmować na klęcząco, kapłani, którzy poleceń Matki Bożej nie wykonują, za to po śmierci ich dwa palce będą się palić w ogniu” (15.08.84). Nieco później zacznie panu Domańskiemu wtórować Mały Kamyk (np. 4.07.87) oraz wizjoner z Chotyńca (np. 8.09.90), głosząc podobną naukę o palących się palcach kapłanów. Element strasznej i długiej kary czyśćcowej za udzielanie Komunii św. na stojąco znajduje się również u Katarzyny Szymon (marzec 1982).
Można by powiedzieć, że fałszywi wizjonerzy podobni są do murarzy, którzy układają cegły rękami, a nogami kopią i walą wzniesiony przez siebie mur. Tak się dzieje między innymi w Oławie. Dlaczego? Otóż tamtejsze orędzia z jednej strony zachęcają do modlitwy, przypominają o konieczności odmawiania Różańca i wielu innych potrzebnych modlitw, z drugiej zaś rysują przed wierzącymi taką karykaturę Boga i Maryi, że niszczą zaufanie do tych kochających Istot, uniemożliwiając tym samym głęboki kontakt z Nimi. Deformowanie obrazu Boga, Maryi i świętych przez fałszywe orędzia, w tym i przez oławskie, utrudnia wierzącym wewnętrzne, pełne ufności i zawierzenia rzucenie się w ramiona kochającego Jezusa i Jego Najświętszej Matki.

4. KRYTYKA OJCA ŚWIĘTEGO I KOŚCIOŁA

Chociaż orędzia oławskie wprost tego nie mówią, jednak straszenie karą po śmierci odnosi się również do Ojca Świętego, który komunikuje wiernych na stojąco. Fakt ten wiąże się z jeszcze jedną ważną sprawą. Nieprawdziwe objawienia – w tym niestety i oławskie – nie tylko deformują u wierzących obraz Boga, Maryi i świętych, ale ponadto w subtelny sposób godzą w Ojca Świętego i Kościół. Dzieje się tak pomimo oficjalnego wyrażania poparcia i zachęcania do modlitwy za niego oraz za cały Kościół. Fałszywi wizjonerzy, piętnując np. udzielanie Komunii św. na stojąco wykazują pośrednio, że to co czyni Ojciec Święty – na mocy własnego rozeznania i zgodnie z obowiązującymi przepisami liturgicznymi – jest potępiane przez Jezusa, Jego Matkę, pociąga za sobą odwracanie się Zbawiciela od wiernych i staje się przyczyną palenia się palców po śmierci wielu kapłanów!
Tak więc fałszywi wizjonerzy, również p. Domański, podważają autorytet Jana Pawła II, człowieka tak bardzo zatroskanego o cześć dla Jezusa w Eucharystii, pomimo słownych deklaracji tychże wizjonerów o wierności i miłości do Papieża oraz zapewnień o ich zatroskaniu o Kościół Chrystusowy na ziemi. Jest to jeszcze jeden argument za tym, że przedstawiane przez nich orędzia nie pochodzą od Boga. Kto bowiem bezpośrednio lub pośrednio godzi w Wikariusza Chrystusa, ten nie mówi z natchnienia Bożego, a w żadnym wypadku nie przekazuje autentycznych objawień.

 

DLACZEGO ORĘDZIA OŁAWSKIE SĄ SZKODLIWE?

Szkodliwość tych orędzi polega przede wszystkim na utrwalaniu w ich zwolennikach fałszywego pojęcia Boga: mściwego, obraźliwego, patrzącego głównie na zewnętrzne formy ludzkiego zachowania, np. odwracającego się i odchodzącego od człowieka, jeśli nie klęczy przy Komunii św. Rysowanie takiego obrazu Boga przed zwolennikami fałszywych objawień prowadzi do stopniowego niszczenia w wierzących postawy dziecięcej ufności, na wytworzeniu której tak bardzo zależy Jezusowi oraz Duchowi Świętemu. Św. Paweł przypomina nam, że Duch Święty pragnie wyzwolić nas z niewolniczego lęku wobec Boga i wytworzyć w nas ogromną ufność wobec Niego. Duch Święty skłania nas do tego, abyśmy odrzucili paraliżujący nas strach i zwrócili się do Boga słowami Ojcze, Abba, to znaczy „Tatusiu” (Rz 8,15-16: „Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: Abba, Ojcze! Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi.”)
Fałszywe orędzia, w tym i oławskie, niszczą w wierzących dzieło Ducha Świętego, ponieważ zamiast ufności rodzą strach wobec Boga.
Inną szkodliwą funkcją orędzi oławskich jest odstraszanie ludzi stojących na zewnątrz Kościoła od Boga. Czyż mogą zachęcić kogoś do powrotu do Boga orędzia, które – jak o tym już pisaliśmy – mówią o Chrystusie odchodzącym, odwracającym się od osób nie przyjmujących Komunii św. na klęcząco, o palących się po śmierci palcach kapłanów, którzy udzielają Komunii na stojąco (a więc i Ojcu Świętemu, jeśli kara miałaby dosięgnąć wszystkich bez wyjątku!).
Chciałbym jeszcze raz z naciskiem podkreślić, że przyjmowanie Komunii św. na klęcząco jest rzeczą dobrą i godną polecenia, której nie zamierzam w żaden sposób krytykować. Wręcz przeciwnie, zachęcam wszystkich wierzących do przyjmowania Komunii św. na kolanach, a przede wszystkim z wielką pokorą, miłością i wdzięcznością.
Natomiast nieprawdziwe i ośmieszające wręcz Chrystusa są uzasadnienia, przedstawiane w oławskich orędziach dla ukazania potrzeby klęczenia przy Komunii św. Uzasadnienia te ukazują Jezusa jako istotę obraźliwą, łatwo odwracającą się od człowieka, odchodzącą od niego, zwracającą uwagę głównie na postawy zewnętrzne czy wręcz wychodzącą z konsekrowanych Hostii, gdy ktoś nie klęczy (np. orędzia nr 133, 175 i inne) – dlatego nie mogą pochodzić od Boga.
Przejdźmy teraz do kolejnej sprawy, która wyraźnie wskazuje nam na pochodzenie orędzi z Oławy:

 

OBJAWIENIA OŁAWSKIE NIE SĄ PRAWDZIWE, POPIERAŁY BOWIEM FAŁSZYWEGO PROROKA: MAŁEGO KAMYKA


Oprócz malowania przed wiernymi zamiast Boga prawdziwego – Jego groteskowej karykatury, można podać jeszcze inny powód fałszywości objawień oławskich. Jest nim popieranie przez orędzia z Oławy fałszywych wizjonerów, robienie im reklamy, zachęcanie do słuchania ich. Przez to orędzia zwodziły wierzących. Zanalizujmy szczegółowo orędzia z Oławy, w których pan Domański lansuje jednego z najbardziej niebezpiecznych wizjonerów-zwodzicieli naszych czasów, jakim jest Mały Kamyk z Nowra w Australii.

 
KIM JEST LANSOWANY PRZEZ 4 LATA W OŁAWIE MAŁY KAMYK?
Nie da się w kilku zdaniach zawrzeć i wyczerpać tak obszernego tematu, jakim jest postać i treść nauczania Małego Kamyka. Można pokusić się jedynie o krótki szkic.
Tytuły Małego Kamyka.
Głoszone przez fałszywego wizjonera, zwanego Małym Kamykiem z Nowra, orędzia oraz tytuły w nich zawarte ujawniają „zachwyt nieba” nad jego postacią.      Oto kilka z nich: Książę Apostołów Ostatnich Czasów, Mały Kamyk Miłości, Słodki Mały Kamyk miłości, Mały Kwiatuszek, Mała Skała Miłości, Nasza słodka skała (19.03.89), Anioł Światłości dla świata (7.10.88; 4.02.89), ostatni Prorok dla świętej Matki Kościoła w tych ostatnich dniach (7.10.88), o którym mówił Jezus Chrystus i Prorocy Starego Testamentu (1.01.89), kotwica jedności (26.08.89), Mały Kamyk Bożej Miłości pochodzącej od Boskiego Syna (18.05.90), światło dla Kościoła na ziemi i dla świata (13.10.91), Siła dla Mego Kościoła, Światło serca Bożego dla dzieci świata… (17.10.91), prorok końca czasów (31.12.91) itd… itd…
Najwyższy chyba zachwyt niebios nad Małym Kamykiem i jego misją ujawnia się w orędziu z 1.10.87, danym rzekomo przed obrazem Matki Bożej na Jasnej Górze, w obecności p. Domańskiego. Sam wizjoner tak je relacjonuje: „…Matka Boska powiedziała, jak jest uszczęśliwiona, żeśmy tu przybyli…” Dodała, „że moje przybycie do Polski przyniesie wiele łask temu krajowi, doda odwagi narodowi polskiemu i dopomoże mu w przyszłości, ponieważ jak powiedziała Matka Boska… dzięki Polsce Kościół odniesie zwycięstwo, a zwłaszcza dzięki Sanktuarium w Częstochowie, jak również Objawieniom w Oławie. Matka Boska powiedziała, że te dwa Sanktuaria uratują Polskę i będą światłem dla Kościoła… powiedziała również, że pewnego dnia powrócę do Polski, ponieważ Matka Boska życzy sobie, abym umieścił Koronę na Głowie Matki Boskiej, koronując ją na Królową Polski, co ma nastąpić w Częstochowie, bowiem to Sanktuarium zostanie ocalone.” „…ukazała mi blizny na Swym Obliczu… powiedziała też, że pewnego dnia ja, Mały Kamyk, uleczę te blizny, ale nie powiedziała jak. …powiedziała, jak bardzo mnie kocha i zdumiała mnie, kiedy dodała, że jest dla Niej wielkim zaszczytem, że ja przybyłem do tego Narodu i dodała, że ten naród zrozumie kiedyś, jak wielki zaszczyt go spotkał, że przyszły Wikariusz Chrystusa [czyli Mały Kamyk] też przybył do Częstochowy. …ogromnie kocha Domańskiego i dodała, że my obaj jesteśmy przez nią wyróżnieni i że Ona obudzi w naszych sercach nadzwyczajną miłość…”
Rola Małego Kamyka…
Jaką rolę miałby odegrać Mały Kamyk, skoro całe niebo – także w Oławie do 25 maja 1989 – roku rozpływało się w zachwytach? Przede wszystkim ma być przyszłym papieżem, Piotrem II, który uratuje cały Kościół. Zanim się to stanie ma zjednoczyć wszystkich wizjonerów świata. Nie są to jednak jedyne zadania. W międzyczasie bowiem niebo nakazało Małemu Kamykowi, żonatemu ojcu czworga dzieci, zawierać małżeństwa mistyczne. Jedno z nich, z 17-letnią Bettiną – dalekie od „mistycznego” związku – doprowadziło do ostatecznego rozpadu jego małżeństwa i założenia nowej rodziny. Wszystko to stało się w imię rzekomej wielkiej misji, której wielu nie potrafi zrozumieć, a dla której Bóg gotów był rzekomo „zawiesić prawa moralne” w odniesieniu do Małego Kamyka.
Mały Kamyk głosi błędne nauki – Oława to popiera.
Z orędzi fałszywego wizjonera, Małego Kamyka, możemy dowiedzieć się różnych „dziwnych” rzeczy, które z pewnością nie pochodzą od Boga Prawdy ani od Jego posłańców. Oto kilka „ciekawostek” bardzo podejrzanych z punktu widzenia nauki katolickiej:
W orędziu z 13.07.84 Mały Kamyk głosi, że Lucyfer był związany w piekle przez 1000 lat do roku 1940. Wynikałoby z tego, że wcześniej nie mógł kusić ludzi na ziemi. Choć głosi tak dziwaczne rzeczy, zyskuje sobie poparcie Oławy. I tak „Maryja” przekazuje przez pana Domańskiego, przez 4 lata, że autentycznie działa przez Małego Kamyka: „W Polsce oraz w Australii przez Małego Kamyka upominam ciągle cały świat” (2.02.86).
Fałszywy wizjoner z Nowra, Kamyk, twierdzi też błędnie, że św. Józef oraz rodzice Maryi zostali wzięci do nieba z duszą i ciałem. Maryja miała mu powiedzieć: „Moje drogie dziecko, chcę ci ujawnić, tobie i Moim wybranym dziś tu obecnym, cudowną tajemnicę niebieską. Ojcowie Kościoła pisali o tym przez wieki, chodzi o wzięcie do Nieba św. Józefa, Mojego oblubieńca, jak i Mojej matki i Mojego ojca. Oni również są w Niebie z duszą i ciałem…” (13.07.84).
Wygłaszanie podobnych nauk wcale nie przeszkadza Oławie w wielokrotnym uznawaniu orędzi Małego Kamyka za prawdziwe i konieczne do przekazania całemu światu: „Przekaż całemu światu, że ty i Mały Kamyk macie przekazywać orędzia. Ja i Mój Syn wybraliśmy was, aby uratować cały świat. …ty i Mały Kamyk musicie nadal jeździć do różnych krajów, aby ludzie otrzymali łaskę uzdrowienia od Boga…” (orędzie oławskie z 25.03.86, nr 31).
Mały Kamyk twierdzi, że Jezus zmartwychwstały cierpi fizycznie: „Choć Jego Ciało powstało z martwych, On cierpi ciągle fizycznie, jak wy sami cierpicie, drogie dzieci, kiedy jesteście chore…” (6.09.86). Pomimo głoszenia przez Małego Kamyka takiej błędnej nauki, orędzia oławskie uznają jego posłannictwo za wyjątkowe, pan Domański nadal otrzymuje bowiem zapewnienia z nieba: „Ty, Moje dziecko i Kamyk, macie największą misję” (16.07.87, nr 47).
Z orędzi Małego Kamyka dowiadujemy się m. in. że „w Kościele jest 6.666 kapłanów, którzy są Judaszami…” (27.06.87). Wizjoner ten posuwa się również do stwierdzenia, że ruch charyzmatyczny – tyle razy popierany przez Jana Pawła II – nie jest prawdziwy: „…Ruch Charyzmatyczny nie jest od Boga. Diabeł, Lucyfer przyniósł to do naszych dzieci w przebraniu Anioła Światłości, by wiele naszych dzieci wtrącić w ciemność” (25.01.85). W innym orędziu Mały Kamyk przekazuje, że ruch „charyzmatyczny wywołuje wiele zamieszania, dlatego że ma poparcie wielu biskupów i kapłanów. Stąd też wydaje się, że jest prawdziwy. Ale na nieszczęście nie jest prawdziwy” (28.05.87).
Ani podawanie precyzyjnej ilości kapłanów-Judaszów, ani negatywna ocena ruchu charyzmatycznego – jakże różna od pozytywnej oceny dokonanej przez Ojca Świętego – nie rodzi wątpliwości w wizjonerze z Oławy. W swoim orędziu p. Domański w 1987 roku zapewnia o bliskim uznaniu przez Kościół: „Wkrótce objawienia Matki Bożej w Oławie i Australii będą zatwierdzone.” (1.10.87)
Kontakty wizjonera z Oławy z Małym Kamykiem.
Obaj wizjonerzy, Domański i Mały Kamyk, nie tylko się wzajemnie popierali swoimi orędziami, lecz ponadto spotykali się i wspólnie podróżowali. Mały Kamyk tak ocenia jedną ze swoich podróży do Polski (od 30.09 do 2.10.1987): „W ciągu dwu i pół dnia pobytu w Polsce mogłem spotkać się z Domańskim z Oławy i bardzo krótko z Biernackim. Wszyscy ci wizjonerzy z Polski zjednoczyli się teraz ze mną włącznie ze Slipkiem, wizjonerką ze Szczecina i innymi prywatnymi wizjonerami” (2.10.87).
Za przyjazne wypowiedzi i uznanie misji Małego Kamyka przez orędzia oławskie, odwzajemnia się on wobec pana Domańskiego swoim wsparciem. I tak np. w orędziu Małego Kamyka z 13.12.86 czytamy: „Wybrałam już kilku wielkich proroków w Polsce, Moich umiłowanych synów Domańskiego i Biernackiego.” Dalej orędzie to wyjaśnia: «Siedmioro moich dzieci będzie mieć w nadchodzącym roku pierwszeństwo, jeśli chodzi o wyciągnięcie po jednym mieczu z Mojego Niepokalanego Serca. Ty, mój synu, będziesz jednym z nich… Inny miecz będzie dany… Domańskiemu i Biernackiemu w Polsce.»
Po 4 latach Oława uznaje orędzia Kamyka za szatańskie…
Trwające przez 4 lata poparcie udzielane przez Oławę fałszywemu wizjonerowi z Australii – a tym samym pociąganie innych do pójścia za nim i słuchania go – nagle się załamało. Pan Domański uświadomił sobie widocznie wyraźnie, że głównym posłannictwem Małego Kamyka jest „papiestwo”, tzn. że uważa się on za przyszłego papieża Piotra II, który – po śmierci Jana Pawła II – ocali Kościół.
To odkrycie pana Domańskiego znalazło swoje odbicie w orędziu oławskim z 25.05.1989, w którym Maryja miała pouczyć: „Mój synu, przekaż, że Mały Kamyk miał ci przekazać o nieprawdziwości objawień w Nowra od 1987 roku, kiedy ogłosił, że on będzie papieżem, to nie są przekazy od Mego Syna i ode Mnie. To były przekazy od złego ducha. Jego misja była tylko wyłącznie o Zakonie Świętego Szarbela. Kiedy przyjechałeś do Toronto otrzymałeś przekazy od Mego Syna i ode Mnie, że Małego Kamyka przekazy są nieprawdziwe od kiedy ogłosił, że będzie papieżem. Mój synu, módlcie się za niego, bo on potrzebuje dużo modlitwy (…) Wiele zakłóceń powstało w Kościele z tego powodu, że się powołał, że będzie papieżem. Kościół musi ogłosić o nieprawdziwości objawień w Australii.” Orędzie oławskie nr 72 z 8.06.89 jeszcze raz zdecydowanie potwierdza szatańskie pochodzenie tych przekazów Kamyka, w których zapowiada on, że będzie papieżem: „Mój synu kiedy jeździłeś z Małym Kamykiem miałeś przekazane w orędziach o nim. On jest Moim dzieckiem i przekaż, aby ogłosił o nieprawdziwości, że będzie papieżem. Bo te myśli jemu podsunął zły duch.”
Oława… rehabilituje Małego Kamyka.
Po tych dwóch orędziach, „niebo” zniżające się w Oławie musiało się zorientować, że „przesadziło” nieco uznając wszystkie orędzia Małego Kamyka od 1987 roku za nieprawdziwe i szatańskie. Z pewnością była w tym przesada, bo przecież również w roku 1987 aż do 25.05.89 w Oławie nie szczędzono pochwał pod adresem Małego Kamyka, potwierdzając nieustannie prawdziwość jego misji, orędzi i wizji, zachęcając do podążania za jego nauczaniem! To ciągłe popieranie Kamyka przez różne postacie „zstępujące z nieba” do Oławy widać wyraźnie w orędziach np. z 6.06.87; 16.07.87; 1.10.87; 7.10.87; 16.11.87; 8.12.87; 2.01.88; 2.02.88; 8.06.88; 10.06.88; 1.01.89; 16.04.89; 22.04.89. Tak więc przekaz nr 73 z 16.07.89 pana Domańskiego świadczy, że niebo w Oławie jakby „ocknęło się” i spostrzegło nieostrożność wyrażoną w słowach „o nieprawdziwości objawień w Nowra od 1987 roku”. Zaczęło więc rehabilitować Małego Kamyka, stwierdzając, że jednak tak źle nie było, gdyż niektóre jego przekazy po 1987 roku nadal były prawdziwe! Wizjoner z Oławy tak bowiem pisze: „Pytałem Matkę Bożą o sprawę Małego Kamyka, bo w 71 orędziu Matki Bożej w Oławie było podane, że od 1987 r., kiedy ogłosił, że będzie papieżem, stracił łaski. Matka Boża powiedziała, że on (Mały Kamyk) ma nadal przekazy, ale gdyby nadal dowodził o swoim papiestwie, to przekazy, w których to czynił będzie, nie są od Mego Syna ani ode Mnie. Matko Boża, przepraszam Pana Jezusa i Ciebie za to, że tak podałem w 71 orędziu o Kamyku. Matka Boża powiedziała: Dobrze, Mój synu, że zwróciłeś się z tym do Mnie. Módl się za Małego Kamyka i za to miejsce objawień w Nowrze, bo na tym miejscu ma powstać wielka świątynia…” (16.07.89).

 
WĄTPLIWOŚCI CO DO POCHODZENIA PRZEKAZÓW W OŁAWIE OD BOGA
Trzy powyższe orędzia rodzą poważne wątpliwości, co do pochodzenia przekazów oławskich od Boga. Oto one:

1. Dlaczego niebo nie ostrzegło wcześniej wizjonera oławskiego przed Małym Kamykiem?
Dlaczego w orędziach oławskich między 1987 a 1989 rokiem – a więc przez 2,5 roku – niebo nie ostrzegało, że szatan od dawna zwodził Małego Kamyka podsuwając mu myśli, że będzie papieżem? Przeciwnie, wszyscy posłańcy niebiescy „schodzący do Oławy” ustawicznie zapewniali przez Domańskiego o prawdziwości misji i orędzi Małego Kamyka (np. nr 53, 54 z 1988 roku), co następnie zostało odwołane, a potem znowu ponownie częściowo potwierdzone.
Co więcej, pan Domański spotykał się jeszcze w 1988 i 1989 roku z Małym Kamykiem. „Niebo” jednak nie tylko nic nie powiedziało o nieprawdziwości orędzi Małego Kamyka, ale wyrażało swoje zadowolenie, potwierdzając niezmiennie autentyczność misji australijskiego wizjonera oraz innego fałszerza, zwanego Trumpeterem. Świadczy o tym orędzie oławskie nr 53 z 2.01.88. Podana jest w nim następująca, wyraźnie przychylna ocena „niebios” dotycząca spotkania się trzech fałszywych wizjonerów (Kamyka, Trumpetera i Domańskiego): „To spotkanie z Małym Kamykiem i Trumpeterem oraz z tobą w Oławie jeszcze bardziej was złączyło. W misji Kamyka i Trumpetera w Polsce, a szczególnie na Jasnej Górze przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, otrzymali oni wiele łask i jeszcze bardziej w swoim kraju przez to zostali wzmocnieni.”
Zaskakujące w orędziu oławskim nr 71 jest też to, że „niebo”, zamiast wytłumaczyć się inteligentnie ze swego dwuletniego oszukiwania pana Domańskiego i pielgrzymów udających się do Oławy co do Małego Kamyka, na tego ostatniego zrzuca odpowiedzialność: on sam miał się przyznać do swego oszustwa! I tak we wspomnianym orędziu „Maryja” mówi do pana Domańskiego: „Mój synu, przekaż, że Mały Kamyk miał ci przekazać o nieprawdziwości objawień w Nowra (czyli w miejscu działalności Małego Kamyka) od 1987 roku, kiedy ogłosił, że on będzie papieżem, to nie są przekazy od Mego Syna i ode Mnie. To były przekazy od złego ducha.”
Z orędzia wynika, że Mały Kamyk miał się przyznać panu Domańskiemu do swoich oszustw i szatańskich objawień, lecz tego nie zrobił. Ponieważ tego nie uczynił, dlatego nie tylko pan Domański był w błędzie sądząc, że wizjoner z Australii to ktoś wyjątkowy, ale i niebo trwało w niewiedzy, wznosząc aż do 25.05.89 w Oławie peany na cześć fałszywego proroka z Nowra. Ponieważ Mały Kamyk nie przyznał się do swoich oszustw, więc – można się domyślić – on ponosi odpowiedzialność za to, że jeszcze przez 2,5 roku był reklamowany w Oławie przez „niebo” jako wizjoner przekazujący autentyczne objawienia, co niewątpliwie wprowadziło w błąd wielu pielgrzymów udających się w dobrej woli do miejsca tych rzekomych objawień.

2. Kto był autorem oławskiego orędzia nr 71: Niebo czy pan Domański?
Zadziwiające jest przepraszanie Maryi przez pana Domańskiego za „nieścisłości” z orędzia nr 71: „Matko Boża, przepraszam Pana Jezusa i Ciebie za to, że tak podałem w 71 orędziu o Kamyku” (16.07.89). Powstaje w związku z tym pytanie: orędzia oławskie pochodzą od Boga czy od pana Domańskiego, skoro stwierdza on: „tak podałem w 71 orędziu o Kamyku”?
Wydaje się, że niejasne orędzia oławskie nr 71, 72, i 73 mówiące raz o nieautentyczności, a potem o częściowej prawdziwości orędzi Małego Kamyka, są próbą ratowania przez oławskiego wizjonera bardzo niezręcznej sytuacji: przez ponad 2 lata (a właściwie przez cztery!), posłańcy „z nieba” reklamowali fałszywego australijskiego wizjonera! Jakże więc mogli przychodzić z nieba, skoro odznaczali się taką ignorancją?

3. Czyżby niebo nie znało treści orędzi Małego Kamyka sprzed 1987 roku?
Kolejna sprawa, która podważa autentyczność orędzi oławskich to fakt, iż „niebo” mylnie rozpoznało, że Mały Kamyk dopiero od 1987 roku zaczął ujawniać swoją misję przyszłego papieża Piotra II. W rzeczywistości czynił to w swoich orędziach znacznie wcześniej.
Otóż „Maryja” ostrzegła 25.05.89 w Oławie pana Domańskiego, że Mały Kamyk ma nieprawdziwe orędzia „od 1987 roku, kiedy ogłosił, że on będzie papieżem…”. Uważna lektura orędzi samego Małego Kamyka wskazuje jednak, że znacznie wcześniej – bo od 1984 roku – niedwuznacznie, konsekwentnie i regularnie „niebo” sygnalizowało mu tę rzekomą przyszłą funkcję! Mały Kamyk, od pierwszych publicznych orędzi, konsekwentnie zmierzał do zaplanowanego celu, znajdującego wyraźne odbicie w większości jego orędzi od 1984 roku: przekonać swych zwolenników, że on ma stanąć na czele wszystkich wizjonerów, a następnie prowadzić lud Boży jako Papież Piotr II, bowiem jedynie on zdolny jest przeprowadzić Kościół przez „najciemniejsze godziny” jego historii (np. orędzia z Nowra z 18.05.84; 2.11.84; 13.11.84; 13.05.85; 29.09.85; 24.05.86; 5.07.86; 6.09.86; 4.10.86; 1.11.86; 25.11.86; 6.12.86).
Dlaczego więc Maryja nie zauważyła tego ani przed 1987, ani przed 1989 rokiem? Co więcej, dlaczego nie pamiętała „własnych słów”, np. z 13.05.85, które „osobiście” skierowała do Małego Kamyka: „…wielki i święty Wikariusz będzie w ukryciu: Papież Piotr II, kiedy antypapież będzie królował na stolicy Piotrowej. Ten Papież Piotr II będzie ostatnim Papieżem całej historii i poprowadzi Kościół w ten ciemny okres, w czas ciemności, w ostatnich chwilach historii ludzkości. Ta historia wkrótce rozegra się na waszych oczach, więc patrzcie i uważajcie, módlcie się i czyńcie pokutę, wtedy Duch Święty was oświeci. Módlcie się też za przyszłego papieża, drogie dzieci, ponieważ on potrzebuje waszych modlitw. On nie jest w tym czasie kapłanem. To ojciec zwykłej rodziny, a jednak zna misję, jaka jest mu powierzona i zna ją również nasz Wikariusz Jan Paweł II…”. Kogo miała „Maryja” na myśli – mówiąc powyższe słowa – jeśli nie Małego Kamyka?
Zdecydowane przeciwstawienie się Małemu Kamykowi w Oławie dopiero 25 maja 1989 i zastosowana w orędziach oławskich argumentacja stanowi dowód, że orędzia te nie mogą pochodzić z nieba, a sam pan Domański nie zdawał sobie sprawy, co właściwie głosi australijski fałszywy wizjoner. Uświadomienie sobie, tuż po ich wspólnej podróży – która miała miejsce w kwietniu 1989 – faktu, że Mały Kamyk z Australii chce być następcą Jana Pawła II, doprowadziło Domańskiego do – widocznej w orędziach – paniki. Stąd w Oławie najpierw odcięcie się od Małego Kamyka (orędzia nr 71, 72), a potem zawiłe tłumaczenia, które z jego orędzi są nadal prawdziwe (te, w których nie mówi o swoim papiestwie; nr 73). Następnie pojawiła się jeszcze próba zrzucenia odpowiedzialności na tych, którzy przepisują orędzia Małego Kamyka i dopisują do nich własne nieprawdziwe zdania (orędzie nr 74), by wreszcie, po latach, ostatecznie podzielić historię Małego Kamyka na okres kiedy miał przekazy i czas obecny, kiedy już ich nie ma (nr 123).

 

SPÓŹNIONE ODCIĘCIE SIĘ OŁAWY OD ORĘDZI MAŁEGO KAMYKA
Chociaż – jak już zaznaczyliśmy – po 25 maja 1989 roku pojawiały się jeszcze w orędziach oławskich próby rehabilitowania Małego Kamyka, jednak od tego czasu kończy się robienie reklamy temu fałszywemu prorokowi z Nowra. W przekazach oławskich z roku 1990 panuje milczenie co do jego osoby. W 1991 pojawia się wezwanie do modlitwy za niego, sektą są nazwani ci, którzy modlą się o nowego papieża, a pan Domański otrzymuje pochwały od „Maryi” za to, że odłączył się ostatecznie od zwolenników Małego Kamyka: „Mój synu, dobrze, że jesteś odłączony od tej grupy, że z tą grupą nie masz żadnej łączności, bo ciebie prowadzi Jezus Chrystus i Jezus Chrystus chce, aby służyć Kościołowi Świętemu, bo w każdym kościele w tabernakulum jest Jezus Chrystus i Ja, Matka Boża.” (nr 102 z 24.03.91).
Jeszcze w 1992 Oława uznaje, że Mały Kamyk przez jakiś czas miał prawdziwe objawienia.
Wizjoner oławski nie wyzwolił się jednak całkowicie z problemów związanych z Małym Kamykiem, któremu sam zrobił w Polsce doskonałą reklamę. O tych kłopotach może świadczyć orędzie nr 123 (z 16.07.92): „Mój synu, tu (do Oławy) przychodzi jedna niewiasta i powoduje zakłócenia, bo rozdaje orędzia Kamyka, z okresu, kiedy miał przekazy, ale teraz on nie ma przekazów, a oni rozdają to wiernym, jakby miał je nadal. Przekaż, aby ta niewiasta upokorzyła się. Ona jest w podeszłym wieku i chodzi z laską. Ona zakłóca spokój. Mój synu, dzisiaj powiedziała jej jedna osoba, aby ona tych orędzi nie rozdawała, tych wstecznych, bo on wtedy miał przekazy, ale teraz już ich nie ma.”. Dziwny – jak na pouczenie posłańca z nieba – jest brak logiki w słowach orędzia, niemniej postawa pana Domańskiego wobec Małego Kamyka jest jednoznaczna: teraz nie ma przekazów, natomiast w przeszłości je otrzymywał. Tymi słowami „niebo” znowu przyznaje, że Mały Kamyk w przeszłości otrzymywał prawdziwe objawienia.

 
WNIOSKI
Popieranie Małego Kamyka przez Oławę odbiera całą wiarygodność tamtejszym orędziom. Trudno sobie wyobrazić, aby ktoś z nieba przychodził do pana Domańskiego po to tylko, by robić reklamę fałszywemu wizjonerowi – Małemu Kamykowi i tym samym zwodzić ludzi.
Wspieranie przez Oławę fałszywych wizjonerów, takich jak Mały Kamyk, Trumpeter, Biernacki i innych, świadczy, że orędzia oławskie nie mogą pochodzić od nieomylnego Boga. Jeśli bowiem Bóg lub posłani przez niego święci faktycznie komuś się objawiają, to czynią to w celu odnowienia duchowego, rozbudzenia miłości, przypomnienia jakiejś zapomnianej przez ludzi prawdy, objawionej już wcześniej w Piśmie św. itp. Bóg nie objawia się ani też nie posyła kogoś z nieba dla robienia reklamy fałszerzom, którzy zwodzą ludzi, rozszerzają nauki niezgodne z autentycznym Objawieniem i nauczaniem Kościoła.
Jezus powiedział: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.” (Mt 5,37). Według tych słów wszystkie kłamstwa i krętactwa pochodzą od Złego, czyli od szatana. Czy w orędziach oławskich „tak” zawsze znaczy „tak”, a „nie” – zawsze „nie”? To, co było mówione w Oławie prawie przez 4 lata na temat Małego Kamyka – a nawet jeszcze w orędziu nr 123 z 16.07.92 – nie było prawdą, a więc nie pochodziło od Boga.
Orędzia oławskie ośmieszają Jezusa, Maryję i innych świętych, którzy tam się rzekomo ukazują, aby nas pouczać. Jakże bowiem ktoś przychodzący z nieba raz może mówić – i to przez długi okres czasu – że Mały Kamyk ma prawdziwe objawienia oraz wyjątkową misję do spełnienia, potem temu zaprzeczać, następnie znowu częściowo to odwoływać? Postacie rzekomo zstępujące z nieba do Oławy nie realizują słów Chrystusa: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie.” Skoro w orędziach oławskich „tak” nie znaczy „tak”, zaś „nie” – nie znaczy „nie”, więc nie pochodzą one od Boga ani od Jego posłańców.

(ks. Michał Kaszowski)

Stosy kłamstw o Inkwizycji

emblemat inkwizycji hiszpańskiej

Stosy kłamstw o Inkwizycji

Gazeta Polska – 26 września 1996

Obraz Świętej Inkwizycji, pokutujący w potocznej świadomości i bezustannie ugruntowywany przez media, ma tyle samo wspólnego z historyczną prawdą, ile Księstwo Mołdawii z serialu „Dynastia” z prawdziwą Mołdawią.

O Świętej Inkwizycji słyszał każdy. Przy dziesiątkach okazji przywołuje się ją jako symbol najstraszliwszego w dziejach cywilizacji masowego prześladowania, fanatyzmu i kontroli myśli. Liczni autorzy każą nam widzieć w niej historyczny pierwowzór hitleryzmu i stalinizmu. Każda napaść na Kościół i religię katolicką obowiązkowo zawiera odwołanie do jakoby powszechnie znanych, a nie odpokutowanych zbrodni Świętego Officjum. O owych enigmatycznych zbrodniach przypomina bez przerwy – ale i bez konkretów – prasa, filmy, literatura. Nawet pornografia z lubością wyżywa się w kojarzeniu tortur z lochami Inkwizycji i zakapturzonymi mnichami.

Kto by jednak chciał ową najczarniejszą z legend skonfrontować z dziełami historyków – nawet tych nie kryjących swej niechęci do Kościoła i religii – przeżyje głębokie zdumienie, że wszystko było inaczej. Znajomość choćby tylko podstawowych faktów każe stwierdzić, że cała ta wymyślona w ostatnich stuleciach legenda okrutnej, fanatycznej i zbrodniczej Inkwizycji ma tyle wspólnego z historyczną prawdą, ile księstwo Mołdawii z serialu „Dynastia” z istniejącym naprawdę państwem o takiej nazwie.

Nie twierdzimy tu, że Inkwizycja nie istniała ani że poszczególni jej sędziowie nie dopuszczali się postępków, z dzisiejszego punktu widzenia, godnych głębokiego ubolewania. Niektóre fakty z dziejów Inkwizycji, wyrwane z historycznego kontekstu, budzą w dzisiejszym człowieku zrozumiały odruch sprzeciwu. Kłamstwo czarnej legendy opiera się jednak na całkowitym przeinaczeniu historycznego tła i proporcji. W istocie bowiem, jak piszą Jean i Guy Testasowie, na tle ogólnie panujących obyczajów Inkwizycja była najbardziej obiektywną instytucją swej epoki.

O wydarzeniach sprzed wieków nie można wyrokować nie znając mentalności czasów, w których miały miejsce, ani wypadków, które do nich doprowadziły. Potoczna wiedza o Inkwizycji, ukształtowana przez osiemnastowiecznych, fanatycznych antyklerykałów i rozbudowana przez ich następców, opiera się właśnie na oderwanych faktach, przeinaczanych, wyolbrzymianych i obudowywanych całkiem fantastycznymi hipotezami. Co istotne, czarnej legendy Inkwizycji nie tworzyli historycy, nawet najbardziej stronniczy.

Autorytetami od okrzyczanych zbrodni Świętego Officjum stali się głównie pisarze i scenarzyści, których nikt nigdy nie próbował rozliczać z rzetelności czy obiektywizmu.

Czym w ogóle była Inkwizycja? Czarna legenda każe widzieć w niej coś na kształt kościelnej tajnej policji, stojącej ponad prawem i dysponującej nieograniczonymi prerogatywami do więzienia, torturowania i mordowania kogo tylko jej się spodobało. W istocie zaś Inkwizycja powołana została w chwili ogarniającego Europę kryzysu społecznego właśnie po to, aby położyć kres szerzącemu się bezprawiu, i, lepiej lub gorzej, zadanie owo wypełniła, oszczędzając staremu kontynentowi wielu krwawych zawieruch.

Współczesnemu człowiekowi sam fakt potępiania przez Kościół herezji i zwalczania ich usiłuje się przedstawić jako rzecz z gruntu naganną, jak gdyby pierwowzór totalitarnych tendencji do tłumienia wolności myśli. Zapomina się przy tym, że religia chrześcijańska stanowiła w państwach średniowiecznych podstawę społecznego ładu, równie niekwestionowaną, jak dzisiaj demokracja i prawa obywatela. W przypadku większości herezji zakwestionowanie owej ideologicznej podstawy było środkiem służącym walce z ustrojem. Atak na dogmaty wiary zbiegał się nierozdzielnie z atakiem na króla lub feudalnego pana, towarzyszyły mu zawsze żądania natury politycznej, zazwyczaj także odwieczny postulat wszelkich rewolucji, aby wymordować bogatych i rozdzielić ich mienie między biednych – czyli samych heretyków. W formie sporów religijnych znajdowały ujście konflikty o podłożu ekonomicznym lub narodowościowym, i to one właśnie nadawały tym konfliktom temperaturę prowadzącą do okrucieństw.

Trzeba wyjątkowo złej woli, by kwestionować fakt, iż Kościół wczesnego średniowiecza był wobec herezji bardzo wyrozumiały.

Jego reakcją na rozmaite nauczania, kwestionujące ustalenia Kościoła, były z reguły dyskusje, polemiki i synody, na których w świetle Pisma Świętego starano się znaleźć prawdziwe rozwiązanie spornych kwestii. Interwencje władz świeckich zdarzały się sporadycznie, zazwyczaj wtedy, gdy pojawiało się realne niebezpieczeństwo rozbicia jedności kościoła, co zagrażałoby także państwu.

Atmosfera wieku XII różniła się jednak zasadniczo od stuleci poprzednich. Przede wszystkim, nad chrześcijańską Europą zawisło śmiertelne niebezpieczeństwo Islamu. Prowadzona z nim walka i ruch krucjatowy oraz związana z tym spirala obustronnych wojennych okrucieństw w ciągu kilku pokoleń pogrzebały średniowieczną tolerancję. Zarazem stopniowe przemiany ekonomiczne zachwiały wewnętrznym pokojem, pchając zubożałe tłumy do rewolt, a feudałów do wyniszczających wojen domowych. Było to stulecie nie notowanych od czasu wielkiej wędrówki ludów społecznych napięć, dzikich okrucieństw i obłędnych nierzadko ideologii, pragnących przewrócić świat do góry nogami.

Głoszenie takich ideologii spotykało się, z oczywistych względów, z ostrą reakcją zagrożonych władców. Pod hasłem walki z herezją stosowali oni coraz okrutniejsze represje. Z drugiej strony, oskarżenie o herezję było dobrym sposobem zniszczenia przeciwnika lub wymówienia posłuszeństwa feudalnemu suwerenowi. Herezja stała się powszechnie nadużywanym orężem w politycznych rozgrywkach, często pretekstem do zwykłych grabieży. Tradycyjnie wyrokowanie o herezji leżało w kompetencjach biskupów, ale szybko przestało to wystarczać – lokalni dostojnicy Kościoła byli nazbyt często zastraszani lub korumpowani przez feudałów.

Powołanie systemu obiektywnych sądów, podlegających bezpośrednio papieżowi, władnych ustalać, co rzeczywiście jest herezją, a co nie, było w tej sytuacji jedyną możliwością przeciwstawienia się ogarniającemu Europę chaosowi. Nieprzypadkowo w dekrecie Papieża Grzegorza IX, określającym zasady funkcjonowania trybunałów inkwizycyjnych, czytamy iż jednym z ich podstawowych celów ma być niedopuszczenie do karania za herezję osób niewinnych.

Jedną z charakterystycznych cech antykatolickiej propagandy jest wybielanie wszystkich historycznych przeciwników Kościoła Rzymskiego. Człowiekowi dzisiejszemu podsuwa się prostacki, czarno – biały obraz historii. Wszyscy, którzy kiedykolwiek z jakichkolwiek pozycji zwalczali katolicyzm, obsadzani są w nim w roli szlachetnych idealistów, prześladowanych za śmiałość myślenia przez fanatyczny, żądny władzy i kierowany wyłącznie chęcią ugruntowania swej pozycji kler.

W taki wyidealizowany, krańcowo odmienny od prawdy sposób przedstawia się zwłaszcza sektę Katarów, zwanych również Albigensami, głównego wroga Kościoła u zarania Inkwizycji i bezpośrednią przyczynę jej powołania. Doktryna Katarów zakładała generalne potępienie dla świata, a nade wszystko dla ciała ludzkiego. Świat był bowiem według „doskonałych” dziełem szatana, seks i prokreacja – najgorszą z możliwych zbrodnią, spędzanie płodu uczynkiem zalecanym, a jedyną drogą ratunku dla grzeszników „oczyszczenie” przez rytualną śmierć głodową (osoby wskazane przez katarskich przywódców zamurowywano w głodowym bunkrze, zupełnie tak, jak czynili to kilka wieków później hitlerowcy). Sekciarze dopuszczali się na katolikach, a zwłaszcza na duchownych, masowych morderstw, które burzyły krew współczesnych. I choć jest faktem, że potem dorównały im z nawiązką okrucieństwa pacyfikujących Prowansję wojsk krzyżowych – złożonych głównie z od pokoleń śmiertelnie z południowcami skłóconych Normanów – to robienie z Albigensów niewinnych owieczek jest doprawdy absurdem.

Chęć wywołania u współczesnych odrazy i jednostronnego potępienia dla Kościoła Rzymskiego każe także przemilczać prawdę o charakterze ruchów reformacyjnych i ich przywódcach. Raczej nie wspomina się o chorobliwej nienawiści Lutra do Żydów, o jego licznych wezwaniach do pogromów oraz pismach, w których snuł plany całkowitego wyniszczenia i wypędzenia z Europy wyznawców judaizmu. Nie wspomina się o charakterystycznej i dla niego, i Jana Kalwina obsesji ścigania czarownic. Co więcej, z wyjątkową perfidią przypisuje się „polowania na czarownice” właśnie Inkwizycji, co jest wierutną bzdurą.

To fakt, że przed sądami inkwizycyjnymi stawali ludzie oskarżeni o czary. Kilkakrotnie nawet, zwłaszcza w późniejszym czasie, zapadały w takich sprawach wyroki skazujące. Częściej jednak Inkwizycja uniewinniała podejrzanych i powściągała zapędy ludności; w jednym z procesów w Hiszpanii trybunał inkwizycyjny przyjął nawet wykładnię, na mocy której złożenie oskarżenia o czary mogło zostać uznane za herezję – co na długie lata zlikwidowało tam problem czarownic. W istocie właśnie historia renesansowych „polowań na czarownice” może być dowodem, że istnienie Inkwizycji zapobiegło stoczeniu się krajów katolickich w otchłań zbiorowej histerii i masowych morderstw, jak to się stało w tej części Europy, gdzie podobnej wyższej instancji zabrakło. Według szacunków Briana B. Levacka, zawartych w książce „Polowanie na czarownice w Europie”, w wieku XVI w całej Europie spalono za czary około 300 tysięcy osób, głównie kobiet. Dwie trzecie z nich zginęło w protestanckich Niemczech, a około 70 tysięcy w oderwanej od Kościoła Anglii.

Jeśli szuka się w historii prawdy, nie amunicji do kampanii propagandowych, trzeba zwrócić uwagę na fakt, że Inkwizycja w większości wypadków działała w atmosferze antykatolickiego terroru, wojny, broniąc tradycyjnego porządku przed ewidentnie zbrodniczymi rewolucjami. Nie od rzeczy jest pamiętać, że wielu inkwizytorów poniosło męczeńską śmierć, niektórzy z rąk heretyckich powstańców, inni z polecenia władców, dla których ci nieprzekupni i niezależni sędziowie byli często przeszkodą.

Jednym z głównych elementów czarnej legendy jest podkreślanie rzekomego okrucieństwa Inkwizycji.

Sugeruje się, jakoby Inkwizycja znała tylko jeden wyrok – śmierć na stosie, i jakoby szafowała nim bez umiaru. Sugeruje się, że całe postępowanie sądowe Inkwizycji oparte było na wyrafinowanych torturach. Twierdzi się wreszcie, że Inkwizytorami byli ludzie o sadystycznych skłonnościach, fanatyczni mordercy i psychopaci, ogarnięci manią zabijania.

Do jakiego stopnia jest to sprzeczne z prawdą, najlepiej świadczą zaczerpnięte z opracowań historycznych liczby. Bernard Gui, jeden z ulubionych szwarccharakterów anty-inkwizycyjnej literatury, jako Inkwizytor Tuluzy w latach 1307 – 1323 wydawał średnio jeden wyrok śmierci na sto rozpatrywanych spraw (ściślej biorąc, była to decyzja o przekazaniu oskarżonego sądowi świeckiemu, albowiem Inkwizycja sama wyroków śmierci ferować wówczas nie miała prawa). Działo się to w samym sercu nieformalnego „państwa” Albigensów, jeszcze wówczas aktywnych. Ten fakt dość słabo przystaje do owego fanatyka, ogarniętego manią tropienia i palenia na stosie sług szatana, jakiego znamy z kart „Imienia Róży” Umberto Eco.

Równie zaskakująco w porównaniu z czarną legendą wyglądają zapisane w dokumentach efekty działalności okrzyczanej szczególnie okrutną i bezwzględną Inkwizycji Hiszpańskiej. Ustalenie dokładnych danych dla całej Hiszpanii jest rzeczą sporną, istnieją bowiem źródła dawne, choć o kilkaset lat późniejsze od Torquemady, szacujące liczbę spalonych na stosie przez Inkwizycję – w ciągu całej jej kilkusetletniej działalności – nawet na trzydzieści tysięcy. Jest to największa z kiedykolwiek rzuconych liczb; wymienia ją Juan Antonio Llorente, historyk zdecydowanie niechętny Kościołowi, nie wskazując jednak żadnych konkretnych źródeł tych danych. Nawet jeśli przyjąć tę liczbę bezkrytycznie, jak uczyniła to część dawniejszych historyków, wydaje się ona stosunkowo skromna w porównaniu z osiągnięciami choćby republikańskich władz tejże Hiszpanii, które w czteroleciu 1936-39 zdążyły zgładzić ponad sześćdziesiąt tysięcy obywateli za takie zbrodnie, jak arystokratyczne urodzenie, zbyt duży majątek, zbyt wysokie wykształcenie bądź śluby zakonne.

Zupełnie inny jednak obraz wyłania się, kiedy sięgniemy do fragmentarycznie zachowanych źródeł z epoki. W uważanym za szczególnie „gorący” hiszpańskim okręgu Bajadoz w ciągu 1O6 lat (1493-1599) skazano na stos… 20 osób. Podobne liczby zawierają dokumenty z innych archiwów. Według dzisiejszych szacunków, sporządzanych na podstawie źródeł z epoki, na ok. 50 tys. procesów, jakie odbyły się przed trybunałami inkwizycyjnymi w całym kraju w latach 1560-1700 wydano mniej niż 500 wyroków śmierci – około jeden na sto.

Okres wcześniejszy, od roku 1484 do 1560, budzi więcej rozbieżności. Najbardziej niekorzystne dla Torquemady szacunki historyków mówią o stu tysiącach procesów i około dwóch tysiącach wydanych wyroków śmierci (ich wykonywanie, o czym za chwilę, nie jest jednak wcale pewną sprawą).

Nawet jeśli uznamy te dane za prawdziwe, trzeba pamiętać, iż – znowu – inkwizycja działała tutaj w warunkach podwójnej wojny, bowiem działaniom zbrojnym na granicach towarzyszyły bardzo silne, mające właściwie znamiona wojny domowej, napięcia etniczne. Inkwizycja Hiszpańska, odmiennie niż w innych krajach, została wmontowana w państwowy system sprawiedliwości i na polecenie królowej Izabelli zajmowała się nie tylko wykrywaniem sprzyjających Maurom agentur wśród żydowskich conversos (które, wbrew twierdzeniom niektórych propagandystów, faktycznie istniały), ale także sądzeniem części przestępstw kryminalnych. Przed trybunałami zreorganizowanej przez Torquemadę Inkwizycji stawiani byli złodzieje kościołów, koniokradzi, sodomici czy mordercy, których, co trzeba uwzględnić, spora liczba znajduje się zapewne wśród skazańców.

Bardzo dokładne dane zachowały się natomiast co do hiszpańskiej części „Nowego Świata”, gdzie, wedle legendy, inkwizytorzy mieli towarzyszyć okrutnym zdobywcom i z krzyżem w ręku dokonywać na Indianach krwawych masakr oraz palić ich na stosach. W istocie np. w Meksyku pomiędzy rokiem 1574 a 1715 odbyło się… 39 egzekucji.

Właściwych proporcji nabierają te liczby dopiero na tle realiów epoki, w której – wedle osławionego prawa Magdeburskiego – każdy sąd grodzki, złożony z najzupełniej przypadkowych mieszczuchów i zadającego męki „mistrza”, mógł wymierzyć 21 rodzajów „kwalifikowanej” (tj. połączonej ze specjalnymi torturami) śmierci za przestępstwa takie, jak kradzież czy cudzołóstwo. W Strasburgu w samym tylko październiku 1582 skazano na stos 134 czarownice – dokładnie dwa razy więcej, niż wynosi zsumowana liczba ofiar pięciu największych auto da f‚ w dziejach Inkwizycji Hiszpańskiej. W księgach miejskich Genewy znajdujemy zapis, iż w 1545 Kalwin kazał tam spalić za czary – bez żadnego sądu – 31 osób.

Do dziś zachowały się zapiski niektórych Inkwizytorów, których antykatolicka propaganda wykreowała na potwory w ludzkich skórach. Z owych zapisków wyzierają jednak sylwetki nie zbrodniarzy, ale sędziów, pragnących przede wszystkim ustalić prawdę.

W swoim podręczniku dla inkwizytorów wspomniany już Bernard Gui uczy, że Inkwizytor powinien „zawsze zachować spokój, nie dać się ponieść złości ani oburzeniu… powinien nie zatwardzać swego serca i nie odmawiać zmniejszenia albo złagodzenia kary zależnie od towarzyszących okoliczności… W przypadkach wątpliwych powinien być ostrożny, powinien wysłuchiwać, dyskutować i badać, aby dojść cierpliwie do światła prawdy„.

Równie nie przystają do otaczającej autora legendy zachowane zapiski znienawidzonego Tomasza Torquemady. Zredagowane przez niego Instrukcje pełne są napomnień, aby sędziowie nie ulegali gniewowi ani łatwym uproszczeniom, aby pamiętali o miłosierdziu i o tym, że ich celem jest zwalczanie grzechu, nie grzeszników.

Na takich wskazówkach raczej nie wychowywali się fanatyczni zbrodniarze. Niechętni religii historycy zazwyczaj wszystkie te wskazania odsuwają na bok, z lekceważącą kwalifikacją „hipokryzja”. Po cóż jednak miałby Torquemada udawać w swoich prywatnych, w ogóle nie preznaczonych dla niczyich oczu zapiskach, które pełne są podobnych myśli? Przed kim odgrywałby komedię, żyjąc w ascezie i przeznaczając cały majątek na wsparcie dla ubogich – w tym często dla rodzin osób skazanych przez jego trybunały? Przed swymi współczesnymi na pewno niczego odgrywać nie musiał, a trudno podejrzewać, by przewidział encyklopedystów, oświeceniowy antyklerykalizm i dzisiejszą antykatolicką propagandę.

O ile wyłaniające się ze źródeł postacie inkwizytorów zdumiewają, to przyjrzenie się procedurom pracy trybunałów inkwizycyjnych w zestawieniu z czarną legendą wręcz szokuje.

Wspominaliśmy już tutaj o dominującym w renesansowej Europie prawie magdeburskim, wyjątkowo okrutnym, znającym jeden jedyny dowód – przyznanie się oskarżonego do winy, i jeden jedyny sposób zdobycia tegoż dowodu – tortury. Proces przed zwyczajnym, świeckim sądem czasów renesansu w ogromnej większości przypadków był sprawdzianem odporności podejrzanego na ból. Chronić go mogło tylko wysokie urodzenie lub przynależnośc do grup mających własne sądy (jak np. wojskowi). Zwykły plebejusz, aby zostać uznanym za niewinnego, musiał wytrzymać pięciokrotne „palenia”, czyli tortury. Nawiasem mówiąc, stąd pozostałe do dziś w polszczyźnie powiedzenie „pal go sześć” – w ustach prowadzącego przesłuchanie oznaczało to ostatnią, szóstą kolejkę tortur, po której już bez dalszych indagacji wypuszczano podejrzanego na wolność.

W wypadku sądów inkwizycyjnych, żaden z ich sędziów nie miał wątpliwości, że jego celem nie jest skłonienie oskarżonego, by się przyznał, ale ustalanie prawdy. Stąd Inkwizycja przywróciła szereg instytucji nie znanych Europie od czasów antycznych oraz dodała szereg nowych, przejętych później przez sądy świeckie i uważanych dziś za niedłączny warunek wolności obywatelskich.

I tak, oskarżony przed trybunałem inkwizycyjnym nie tylko mógł, ale na stanowcze polecenie Grzegorza IX musiał korzystać z usług obrońcy – zawodowego prawnika. Wyrok wydawał wprawdzie zawodowy sędzia, ale miał w tym obowiązek konsultowania się z liczącą od kilku do dwudziestu osób ławą przysięgłych, którą instrukcje Świętego Officjum nakazywały wybierać spośród najbardziej szanowanych miejscowych obywateli. A wreszcie, innowacja wręcz rewolucyjna – oskarżonemu i jego obrońcy sąd miał obowiązek udostępnić wszystkie zebrane dowody winy, wraz z podaniem nazwisk zeznających przeciwko oskarżonemu świadków. Mówiąc nawiasem, tym ostatnim groziły bardzo surowe – do śmierci włącznie – kary w wypadku udowodnienia fałszywych oskarżeń.

Od połowy wieku XIII inkwizytorom wolno było posyłać skazańca na tortury, instrukcje jednak wyraźnie zabraniały uwzględniania wydobytego na torturach zeznania jako materiału dowodowego, stąd w praktyce nie korzystano z tej możliwości zbyt często. Zupełną nowością w historii była przyjęta właśnie przez Inkwizycję zasada, iż człowiek niepoczytalny nie może być sądzony ani karany. Stąd wymogiem sądu była rozpoczynająca przewód obdukcja lekarska. Dokonujący jej medyk mógł, stwierdziwszy zły stan zdrowia, zabronić stosowania tortur, a stwierdzenie choroby psychicznej podsądnego automatycznie uwalniało go od wszelkiej odpowiedzialności.

Uniknąć kary można było zresztą także na wiele innych sposobów; instrukcje Inkwizycji przewidywały różnorakie formy łagodzenia wyroków i amnestii. Jeszcze w ostatniej chwili przed egzekucją skazany mógł publicznie ukorzyć się i uniknąć stosu.

Tę ostatnią karę stosowano jednak rzadko. Trybunały wymierzały głównie rozmaite kary kanoniczne, nakładały grzywny, nakazywały noszenie znaków hańby, wreszcie udział w „obrzędzie pojednania” – auto da f‚. Wiele przeinaczeń dotyczących Inkwizycji Hiszpańskiej opiera się na kłamliwym utożsamieniu tego ostatniego obrzędu ze spaleniem na stosie. W istocie w większości wypadków miał on charakter całkowicie bezkrwawy – jego punktem kulminacyjnym było zapalenie… świec, trzymanych przez wyznających swe winy nawróconych heretyków. Gdy przyjęło się łączyć auto da fe z quemadero (stosem), liczba spalonych stanowiła z reguły kilka procent ogólnej liczby pokutników; w dużych auto da fe z udziałem ponad stu skazanych, bywało ich kilku, bardzo rzadko kilkunastu. Wystarczyło jednak, dzięki prymitywnej manipulacji słownikowej, utożsamić zapisane w dokumentach liczby uczestników auto da fe z liczbą spalonych na stosie, a już liczba rzekomych ofiar „inkwizycyjnego terroru” została w potocznej świadomości pomnożona kilkunastokrotnie.

Przymierzmy wiedzę, którą na temat Inkwizycji dysponujemy, do tła epoki. Do rzezi, jakie w tym czasie urządzali katolikom Henryk VIII lub Cromwell (Robert Steel w szanowanym dziele Social England pisze wręcz: „W Anglii liczba powieszonych za herezję przewyższa trzydzieści do czterdziestu razy analogiczne dane dla działalności Inkwizycji Hiszpańskiej”). Do morderstw dokonywanych przez Luteran i Hugenotów, do praktyki ówczesnego prawa karnego. Nawet szczególnie ponoć „krwawa” Inkwizycja Hiszpańska prezentuje się na ich tle niezwykle skromnie. Tym bardziej, że przecież Inkwizycja w większości wypadków spełniała zadanie, dla którego ją powołano – ocaliła spójność i byt katolickich królestw, zapobiegła wielu rewolucjom, rzeziom, wojnom domowym i masowym zbrodniom. Trzeba o tym koniecznie pamiętać, zanim przystąpi się do wyliczania w jej dziejach rzeczy, których człowiek dwudziestego wieku nie akceptuje.

Tym bardziej trudno o jakiekolwiek porównanie działalności Inkwizycji ze zbrodniami Rewolucji Francuskiej, kiedy to tylko w ciągu dwóch lat (1792 – 94) zamordowano 36.000 ludzi, w tym 12.000 bez żadnego w ogóle wyroku sądowego. Trudno znaleźć jakiekolwiek proporcje pomiędzy działalnością Inkwizycji a krwawą pacyfikacją katolickiej Wandei, czy ze zbrodniami Komuny Paryskiej, nie mówiąc już o stu kilkudziesięciu milionach ofiar dwudziestowiecznego komunizmu.

Mimo to nie słyszy się jakoś, aby komuś, kto odwołuje się do idei praw człowieka i obywatela, do wolności, równości i braterstwa, do sprawiedliwości społecznej albo republikanizmu, kazano wstydzić się i bić w piersi za owe miliony grobów, jakie po sobie te idee pozostawiły. Natomiast kilkuset skazanych przez Inkwizycję Hiszpańską, w cudowny sposób pomnożonych do dziesiątek, a nawet już setek (!) tysięcy, jest bezustannie przywołanych jako argument przeciwko katolicyzmowi i przy każdej okazji opatrywanych żądaniem jakichś specjalnych ekspiacji oraz pokut.

Ten stan rzeczy będzie się utrzymywał tak długo, jak długo pozwolimy naszym współczesnym trwać w historycznej ignorancji na ten temat. Przekazanie im prawdy o Inkwizycji i położenie kresu czarnej legendzie pozostaje wielkim zadaniem dla historyków i publicystów.