Faryzeizm wg świętych mistrzów życia duchowego

pharisee pointing

https://gloria.tv/article/fdJdM5GRQewo3oyzNoLtMAZLT

Święci mistrzowie życia duchowego pouczają nas wszystkich o niezwykle przebiegłym postępowaniu diabła zwodzącego „pobożnych” katolików.
Według nauczania wielu świętych mistyków oraz mistrzów życia duchowego, taktyka szatana wobec duszy pobożnej polega głównie na odwróceniu jej uwagi od własnych grzechów i skierowanie na grzechy innych ludzi, które zły duch ukazuje w sposób wyolbrzymiony (jakby przez szkło powiększające).

Diabeł wmawia pobożnym katolikom, że nie muszą się nawracać lecz powinni nawracać wszystkich dookoła, zwłaszcza duchownych. W dodatku ten przebiegły oszust roznieca w „pobożnych” zbytnią gorliwość.

W ten sposób doprowadza dusze do bigoterii i dewocji, przez co niezwykle skutecznie ośmiesza wiarę katolicką oraz zniechęca wszystkich poszukujących do Kościoła. Najstraszniejszy jest jednak skutek dobrowolnego trwania w takim zaślepieniu duchowym

św. Tomasz z Akwinu, Doktor Kościoła.

«Zgryźliwi starcy to jedno ze szczytowych osiągnięć szatana» Św. Tomasz z Akwinu

stThomasAquinas

Gdy taka „pobożna” dusza, pełna ukrytej pychy, wad i grzechów – których w sobie nie dostrzega – upomina nieustannie wszystkich wokoło i poucza ich, piętnuje i wzywa do nawrócenia, wówczas diabeł śmieje się do rozpuku, ponieważ jego cel został osiągnięty. Nikt z nas nie jest wolny od takich podstępów diabła.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Święta Teresa z Lisieux
Saint Therese of Lisieux unknown artist public domain

Nawet św. Teresa od Dzieciątka Jezus przyznała, że szatan przedstawiał jej przed oczy wady i błędy innych sióstr. Oczywiście ta Wielka Święta natychmiast rozpoznała podstęp złego ducha:

«Kiedy chcę spotęgować w sobie tę miłość, a szatan usiłuje podsunąć mi przed oczy duszy błędy tej lub tamtej siostry, dla mnie mniej sympatycznej, spieszę, by wynaleźć jej cnoty i dobre pragnienia; mówię sobie, że zobaczyłam tylko jeden jej upadek, a może odniosła ona wiele zwycięstw, które przez pokorę ukryła i że to, co zdaje się być błędem, może ze względu na intencje być aktem cnoty».

Święty Jan od Krzyża,

Św. Jan od Krzyża
Św. Jan od Krzyża

Doktor Kościoła poucza nas i przestrzega:

«Ponieważ początkujący czują się pełnymi zapału i gorliwości w rzeczach duchowych i ćwiczeniach pobożnych, z tej pomyślności (z powodu ich niedoskonałości) rodzi się pewien rodzaj ukrytej pychy, skutkiem której zaczynają oni nabierać niejakiego zadowolenia z samych siebie i z swoich uczynków, mimo iż prawdą jest, że rzeczy święte same z siebie rodzą pokorę. (…)

Gdy zaś napotykają u nich inny rodzaj pobożności niż ich własny, potępiają ich w swoim sercu, a nawet i zewnętrznie w słowach. Stają się wtedy podobni do owego faryzeusza, który chełpił się przed Bogiem ze swych czynów i pogardzał celnikiem (Łk 18, 11-12)» (Noc Ciemna, Księga pierwsza, rozdz. 2, 1).

«Zresztą i szatan roznieca w początkujących zbytnią gorliwość i chęć wykonywania takich uczynków, aby w nich rozbudzić pychę i zarozumiałość. Zdaje sobie bowiem dobrze sprawę, że wszystkie cnoty i dobre uczynki, jakie te dusze wypełniają, nie tylko nie przynoszą im żadnego pożytku, lecz raczej obracają się w wadę. (…) Potępiają więc wszystkich przy każdej sposobności słowami i czynami, widząc źdźbło w oku bliźniego, a nie dostrzegając belki w swym własnym (Mt 7, 3). Przecedzają cudzego komara, a połykają swego wielbłąda (Mt 23, 24)»(Noc Ciemna, Księga pierwsza, rozdz. 2, 2).

«Niektóre osoby popadają w inny rodzaj gniewu duchowego, mianowicie unoszą się gniewem i niespokojną żarliwością na widok cudzych wad. Zwracają wtedy uwagi drugim i w uniesieniu udzielają im ostrej nagany, jak gdyby byli panami cnoty»(Noc Ciemna, Księga pierwsza, rozdz. 5, 2).


Patrz także:

„Walczyli z demonami” – codziennie poili matkę wodą święconą, i pytali ją, czy wyrzeka się szatana

oraz:

Przerażająca „pobożność” katolickich fanatyków – „grupa modlitewna” z Bydgoszczy

a także: Fanatyczka religijna zabiła własne dziecko

Warto przeczytać również ten artykuł, mimo że nie dotyczy katolików, lecz sekty: Zatłukli syna, bo nie chciał się spowiadać

Świat mangi

manga

Świat mangi

Czym jest manga? Na tak postawione pytanie nie ma prostej odpowiedzi, bo rzeczywistość mangi jest charakterystyczna przede wszystkim dla Japonii. Dla naszej europejskiej kultury i tradycji stanowi zjawisko całkiem nowe i obce. Manga jest czymś magicznym, kultowym, oferuje niesamowitą ilość wątków, wyrazistych postaci, wydarzeń tak barwnych, że chcąc je objąć wszystkie, trzeba znać kulturę Japonii, jej tradycje, zwyczaje, obrzędy. Przede wszystkim jednak trzeba zapoznać się z shintoizmem, który nad manga sprawuje duchową pieczę.

Poza dobrem i złem

Dzieła, które powstają pod patronatem mangi, znajdują się na swoistych „listach przebojów”, otrzymują nagrody, wyróżnienia. Niektóre uznawane są przez znawców tematu za „absolutną klasykę” w mangowym świecie. Kryterium takiej klasyfikacji to liczba sprzedanych egzemplarzy zarówno komiksów, jak i filmów mangi oraz ich atrakcyjność pod względem tematyki oraz techniki wykonania. Przykładem takiego tytułu jest „Saint Seiya” (Święty Wojownik), który oceniono jako „najgorętszy tytuł na liście wszech czasów, wywołujący wiele sporów i kontrowersji, historia, wobec której nie można przejść obojętnie”. Jaki świat przedstawia manga? Wystarczy przyjrzeć się imionom i opisom Bohaterów mangowej rzeczywistości. Oto kilka z nich.
Hydra – posiada zatruty szpon; Marin –Demoniczny Dzwon; Kiki – coś bardzo dziwnego – wstrętny dzieciuch; Mu – znachor i telekinetyk. To tylko kilka wybranych charakterystyk i to najłagodniejszych, większość z nich zaskakuje swoją brutalnością, przemocą, agresją. Ale taki Jest świat mangi; świat, w którym trwa nieustanna walka; świat, w którym nie istnieje podział na dobrych i złych bohaterów; świat, w którym te pierwiastki mieszają się cały czas ze sobą, bo jak mówi jeden z bohaterów mangowej bajki: „Nic nie jest albo białe albo czarne. W każdym tkwi połączenie tych kolorów”. Nie ma więc wyraźnego dobra, nie ma jednoznacznego zła.

Moc i energia

Najczęstszym zwrotem, który można usłyszeć i zobaczyć w tym świecie, jest słowo „energia”, ale nie rozumiana jako bezpostaciowa, niematerialna. Energia jest realna, można ją w każdej chwili zmaterializować, ulepić z niej broń i zaatakować przeciwnika. Powstaje przez kumulację wewnętrznej energii, która tkwi w człowieku i jest do opanowania na drodze hipnozy albo przez stan latencji (uśpionego czuwania). Jeden z bohaterów mangi, Pegasus, który ma tylko 13 lat, ale wygląda na co najmniej 30, jest już dojrzałym wojownikiem, który do perfekcji opanował sztukę posiadania własnej energii i używania jej w Galaktycznej Wojnie. Trzeba pamiętać, że większość mangowych bohaterów zawsze z kimś i o coś walczy – najczęściej jednak między sobą, bo cechą ich zachowań jest zdrada lub przekupstwo stosowane przez przeciwników.

Znane wątki, ale inne treści

Ciekawe, że twórcy mangi wykorzystują do swoich filmów wątki z mitologii greckiej oraz z chrześcijaństwa. Często jednak, jak w przypadku „Saint Seiya”, by nie budzić określonych skojarzeń lub nie prowokować, zamiast dosłownego tłumaczenia (Święty Kapłan) używają zwrotu Święty Wojownik, Święty Patron. Gdyby nawet pokusić się o znalezienie wspólnych wątków z mitologią, to oprócz używanych nazw nic nie pozostanie, bo do mangowej interpretacji wniknęły takie terminy jak reinkarnacja, materia czysta, moc, czyli zwroty całkowicie obce cywilizacji zachodniej. Oto przykład.
W jednym z odcinków możemy dowiedzieć się, że narodziło się dziecko, dziewczynka, która jest reinkarnacją Bogini Mądrości. W tym czasie mistrz Sanktuarium, któremu powierzono losy Dziecka do czasu, gdy osiągnie Moc i Energię i stanie jako władca przed swym ludem, zostaje zamordowany przez swego brata bliźniaka. On z kolei został zawładnięty przez reinkarnację ducha Aresa, który oszukał wszystkich poprzez wcielenie się w dato dorosłej osoby zamiast w ciało dziecka.

Groźny synkretyzm

Manga dzieli się na różne gatunki. W Polsce najbardziej znanym mangowym serialem jest „Sailor Moon”, czyli „Czarodziejki z Księżyca”, związane z tzw. gatunkiem „mistycznych wojowników”, którzy trenują wschodnie sztuki walki.
To wystarczająca reklama dla tych sportów, tym bardziej że serial oglądają dzieci, które chciałyby kontynuować w życiu codziennym obejrzane w filmie postawy bohaterów. Rzekomo walczą oni ze złem, są bardzo normalni. Opowieści, w których występują, są jednak zlepkiem różnych tradycji kulturowych i religijnych, często deprecjonujących czy wartościujących religie. Wyczuwalne są wpływy hinduizmu (w nazwach: Rygweda, Samawede), chińskich legend, żydowskich nazw kabalistycznych, chrześcijaństwa (Neon Genesis Ewangelion). I choć autorzy twierdzą, że to tylko puste nazwy, że zostały wykorzystane, by okrasić całość mangowej fikcji, jest to nieprawda.
Przez taki synkretyzm dla najmłodszych prowadzona jest bardzo skuteczna polityka wychowawcza, za którą stoją określone cele – uświadomienie dzieciom, że oto nadchodzi „nowe”, które będzie zlepkiem tego wszystkiego, z czym spotykają się na co dzień w różnych sferach swego życia, od religii począwszy, a na telewizji skończywszy. Jeśli do tego dołożymy jeszcze super-techniczne rozwiązania stosowane w mangowym świecie, zarówno w komiksach, ale przede wszystkim w filmach oraz emocjonalne zaangażowanie, stworzenie odpowiedniego napięcia, to nie dziwi popularność mangi, również w Polsce.

Komercja w świecie mangi

W Japonii istnieje największy rynek komiksowy na świecie. Japończycy produkują też najwięcej filmów animowanych, zaś rozpiętość rynkowa i tematyczna nie ma sobie równych nigdzie indziej, Jest to wynikiem fascynacji Japończyków komiksami. W konsekwencji chcą też swoich ulubionych bohaterów oglądać w ruchu. Jednocześnie animacja jest o wiele tańsza od filmu fabularnego, za to przynosi większe zyski. Dlatego anime i manga stanowią integralną część życia Japończyków – Japonia to prawdziwy „raj” dla wielbicieli animacji.
Anime dzieli się na trzy podstawowe rynki:
– wieloodcinkowe seriale telewizyjne,
– rynek wideo wraz z nośnikami cyfrowymi, gdzie filmy określa się OAV (Original Animation Video),
– rynek produkcji kinowych wysokobudżetowych.
Do najpopularniejszych anime, znanych też poza granicami Japonii, należą „Sailor Moon” („Czarodziejki z Księżyca”) oraz „Dragonball”. „Czarodziejki” zdobyły popularność w całej Europie Zachodniej. W Polsce istnieje osobny rynek dystrybucyjny sprzedający anime na kasetach wideo (np. Manga Entertaintment).

Spotkanie z New Age

Japońskie kreskówki są tak brutalne, że nie można ich nawet porównywać z pełnymi przemocy kreskówkami amerykańskimi. I jedne i drugie stanowią krok ku degeneracji dzieci. A rzekome głębokie treści, ciekawe scenariusze czy „sztuka” animacji to spotkanie z okultyzmem, demonologią, New Agę w najczystszej postaci.
Z polską wersją komiksową „Czarodziejek” mogły się dzieci spotkać już w 1992 r. Ładna i estetyczna okładka, a w środku kreska, którą delektować się powinniśmy na równi z tekstem. Tak zachwalają swój produkt wydawcy. Jakże obca polskiej kulturze była ta pierwsza manga proponowana naszym dzieciom. Jej duch przesiąknięty jest treściami kosmopolitycznymi, które mają zastępować zasady zdrowego rozsądku i patriotyzm. Wyobraźnia uruchomiona tą mangą i przez nią inspirowana musi spowodować (są na to już dowody), że dzieci zrezygnują z tradycyjnego systemu wartości, by sięgnąć do tego, co zostało im zainfekowane aż z Japonii.

Zachwiany świat wartości

Manga zazwyczaj poprzedza anime i tak było w przypadku „Czarodziejek” z Księżyca. Wersje animowane są dłuższe, uzupełnione dodatkowymi elementami nieobecnymi w mandze, z której wyrosły. Ponieważ anime jest ruchoma, jest też bardziej szczegółowa, dynamiczna, ale i nie ukrywa niedopowiedzianych wydarzeń. Proszę zwrócić uwagę np. na takie teksty Mówi 13-letnia bohaterka: „Dziewczyny muszą być wolne i silne, one bronią chłopaków, których bardzo kochają”. Główną część bajki stanowi wątek miłosny: Czarodziejki zakochują się od pierwszego wejrzenia, a potem szczegółowo opowiadają o swych wzlotach i upadkach miłosnych. Jedna z bohaterek jest bardzo męska. W czasie jednego ze spotkań z inną bohaterką, nawiązuje z nią przyjaźń, dość dziwną, bo przypominającą bardziej romans niż koleżeństwo (dochodzi nawet do intymnego pocałunku). Czy to nie przykład relatywizmu i permisywizmu moralnego wkładanego dzieciom do głowy?
Innym razem Mamoru (jeden z bohaterów) pokazywany jest często nago, a nad nim pochylony jest jego przyjaciel Usagi, który w jednej z mang śpi w łóżku z wybrańcem swego serca… Bez komentarza.
Czarodziejki noszą też dziwne amulety, talizmany, nieustannie walczą z antybohaterami. Są to prymitywni mordercy, żądni ludzkiej energii witalnej czy czystych serc, ale mający dosyć rozwinięte osobowości. Bo w mandze nie ma zła ani złych postaci. Świat wartości jest wyraźnie zachwiany.
Znawcy tematu wyraźnie chcą oddzielić mangę od anime. Manga jest w 88 proc. czarno-biała. anime prawie w 100 proc. kolorowa i ruchoma. Odbiorcami mangi w Japonii nie są tylko dzieci, ale również dorośli, przy czym sceny zawierające seks bądź przemoc są obecnie w mangach i dla dorosłych, i dla dzieci. Ich celem jest zawsze szokowanie. Nie ma więc też możliwości porównywania japońskich produkcji z produkcjami amerykańskimi, bo są to dwa różne światy.

Antoni Leśniak
(źródło: Nasz Dziennik – z lat 2000-2002)


Anima i Manga – japońskie tsunami nad Polską (cz. I)

Moja córka od pewnego czasu chodzi na spotkania do Stowarzyszenia Animy i Mangi. Co to jest?

Jest to jedno z pytań, zadanych telefonicznie dyżurującym w Punkcie Informacyjnym o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych w Białymstoku.

Słowo manga ( dawny zapis mangha) pochodzi z języka japońskiego i oznacza w wolnym tłumaczeniu „niepohamowane obrazy”. Jest to swoisty japoński styl rysowania oraz wizualnej narracji. Dzisiaj tym słowem określa się japońskie komiksy. Słowo anime oznacza zaś japoński film animowany oparty na mandze. Charakterystycznymi cechami anime są nienaturalnie duże oczy i dziwne, a zarazem imponujące fryzury. W polskiej telewizji mogliśmy oglądać przez dłuższy czas japoński serial anime „Czarodziejka z Księżyca”. Z tego typu gatunkiem związane są również popularne dziś „Pokemony”.

Anima i Manga posiada obecnie bardzo wielu sympatyków. Powstają Kluby i Stowarzyszenia Animy i Mangi. Zwolennicy tego gatunku uważają animę, powstałą na bazie mangi za fenomen na skalę światową . Twierdzą, że jest to jednocześnie i produkcja masowa i niepowtarzalna sztuka, popkultura i historia, kicz i dzieło, rzeczywistość i fantazja jednocześnie. Należy zaznaczyć, że tego typu produkcja skierowana jest nie tylko do dzieci, ale również do dorosłych. Anima i manga dzieli się bowiem na wiele gatunków. I tak np. „Shojo” jest mangą dla dziewcząt (charakteryzuje ją kwiecistość i wątek miłosny), „shonen” – dla chłopców, zaś „hentai” to manga erotyczna dla dorosłych.

Nie należy dziwić się, że anima i manga zyskuje dziś coraz to nowych zwolenników. Filmy tego typu mogą rzeczywiście zaskakiwać i przyciągać widza swoją różnorodnością, rysunkiem, akcją. Propagatorzy tego gatunku podkreślają, że w przeciwieństwie do komiksu w stylu amerykańskim, postacie tworzone w mandze są pełniejsze i bez względu na to czy są pozytywne, czy negatywne, mają swoistą osobowość. Każda z tych postaci jest tak pomyślana, aby była mieszanką sprzeczności. I rzeczywiście, w porównaniu z amerykańskim scenariuszem, gdzie praktycznie od razu wiadomo, kto jest zły, a kto dobry i jakie będzie zakończenie, manga jest nieprzewidywalna, w niej zdarzyć się może wszystko.

Aby jednak zrozumieć dlaczego tak się dzieje, powinniśmy uświadomić sobie, że manga jest wytworem kultury Japonii, jej tradycji, zwyczajów, obrzędów, które bardzo ściśle wiążą się z narodową religią Japończyków, shintoizmem.

Shintoizm jest religią skoncentrowaną na siłach natury, uznawanych za przejaw nadprzyrodzonej energii. Zjawiska przyrody: słońce, burzę, piorun, morze lub takie zjawiska dobroczynne jak zwierzęta, góry, kamienie, żywność, ryż, drzewa, źródła pojmowano jako uduchowione czy zamieszkane przez duchy, które czynnie oddziałują na życie ludzkie. Dlatego podstawowym pojęciem shintoizmu jest kami czyli istota wyższa, obdarzona ponadludzką siłą (bóstwo, duch). Stąd właśnie samo słowo shintoizm tłumaczy się jako „droga ustanowiona przez bóstwa”, „ład ustanowiony przez kami”.

Shintoistyczny kult połączony z takimi formami wierzeń popularnych, jak wywoływanie duchów, wróżbiarstwo, przesądy, magia lecznicza, legł u podstaw mangi. Nic więc dziwnego, że świat mangi, to świat, w którym toczy się nieustanna walka, w którym istnieje co prawda podział na dobrych i złych bohaterów, ale nie jest on jednoznaczny, ponieważ pierwiastki dobra i zła mieszają się ze sobą. Takie rozumienie świata wynika z zupełnie obcej nam koncepcji, zgodnie z którą dobro jest drugą stroną zła i odwrotnie. W kulturze Wschodu nie ma znanego nam z Biblii bezkompromisowego zwalczania się sił światła i ciemności, Boga i szatana.

Manga uruchamia wyobraźnię, oddziałuje niezwykle mocno i sugestywnie na psychikę. To oddziaływanie niezauważalnie zmienia sposób myślenia i działania odbiorców, prowadząc do stopniowego odrzucania dotychczasowego systemu wartości. (c.d.n.)

Joanna Jarzębińska-Szczebiot
Marek Szczebiot
( https://archibial.pl/czas/nr137/art/anima.htm )


Anima i Manga – japońskie tsunami nad Polską (cz. II)

Pokemony

Jednym z najbardziej znanych przykładów filmu z rodzaju animy i mangi jest film i serial o pokemonach czyli „kieszonkowych potworkach”, bo tak można przetłumaczyć skrót pochodzący od angielskiego zwrotu „pocket monsters”.

Pokemony znane są nie tylko z serialu i obecnie już dwóch filmów pełnometrażowych. Wizerunki tych stworków na okrągłych kartonikach możemy w dużych ilościach znaleźć w kieszeniach ubrań naszych dzieci, na ich biurkach, w piórnikach. Owe kartoniki dzieci znajdują w chipsach. Zresztą słowo „znajdują” jest w tym przypadku bardzo łagodne. Należałoby raczej powiedzieć, że dzieci „polują” na nie. Poszukiwania są dodatkowo podsycane przez reklamy telewizyjne. Zdarzają się przypadki, że paczka pełna chipsów wędruje do kosza na śmieci po wyjęciu z niej obrazka z pokemonem. Oprócz wizerunków pokemonów w chipsach, dzieci zbierają również karty, które można kupić osobno lub jako dodatek do jednego z wielu czasopism pt. „Pokemon”. Zarówno karty jak i okrągłe kartoniki służą do gry oraz do wymiany. Wiele różnych firm, wykorzystując masowe zainteresowanie dzieci pokemonami, zarabia ogromne pieniądze, ozdabiając swoje produkty wizerunkami tych dziwnych stworków.

O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego dzieci z taką pasją zbierają pokemony?

Wszystko zaczęło się od japońskiego filmu, którego bohaterem jest chłopiec o imieniu Ash. Marzy on o tym, aby zostać najlepszym trenerem pokemonów na świecie. Aby zrealizować swoje marzenia musi złapać jak najwięcej dzikich pokemonów. Nie jest to jednak proste, gdyż każdy z nich posiada specjalne moce i zdolności. Chcąc schwytać nowego pokemona, Ash musi wystawić do walki już oswojone pokemony, które posiada.

Kim albo czym są pokemony? To fantastyczne postacie, które żyją w świecie ludzi. Jest ich wiele. Dotychczas wyróżniono piętnaście gatunków związanych z żywiołami. Są pokemony wodne, elektryczne, lodowe, roślinne, walczące, toksyczne, ziemne, psychiczne, upiorne itp. Każdy pokemon jest więc przypisany do jakiegoś żywiołu i ma sobie właściwe sposoby i metody walki, którymi może pokonać przeciwnika np. uderzanie, pisk, trujący gaz, mrożenie ofiary, wywoływanie zamieszania, zjadanie snów, hipnoza, paraliżowanie. Pokemony mogą też ewoluować dzięki doświadczeniom nabytym w walce, tzn. zmieniają swój wygląd, stają się silniejsze i nabywają nowych zdolności. Pomimo swoich straszliwych możliwości i mocy są przedstawiane jako istoty sympatyczne, godne zaufania i bliskie człowiekowi. Mamy tu więc do czynienia z mieszaniem się wartości, co dotychczas było obce naszej kulturze, wyrosłej na tradycjach chrześcijańskich.

Ten zdawałoby się fantastyczny świat staje się bardziej zrozumiały, jeśli spojrzymy nań przez pryzmat kultury i systemu wierzeń Japonii – shintoizmu. Religia ta polega głównie na oddawaniu czci naturze, której elementy, takie jak ziemia, słońce, woda, skały, drzewa są personifikowane i czczone. Wierzy się, że za mocami przyrody kryją się bóstwa i demony, przy czym zło wcale nie musi być jednoznacznie złe, a dobro – jednoznacznie dobre.

W filmie o pokemonach zachęca się dzieci, aby grały w gry, w których będą miały okazję naśladować Asha – głównego bohatera, tzn. będą mogły zostać Pokemon Trenerami a nawet Mistrzami Pokemonów. W tym celu muszą nie tylko „złapać” i „wytrenować” jak największą ilość pokemonów, ale też przy ich pomocy pokonać innych Pokemon Trenerów. Kiedy gracze ustawiają swoje pokemony do walki, posługują się takimi mocami, jakie przypisane są danemu pokemonowi, a więc walczą przy pomocy gniewu, trucizny, ognia. Mogą też atakować wysyłając przekleństwo amnezji, zamieszania, paraliżu albo ospałości. Wiele gatunków pokemonów obdarzonych jest mocami parapsychicznymi: hipnozą, czytaniem myśli, teleportacją, wywoływaniem bólu głowy itp.

Ktoś może wzruszyć ramionami i powiedzieć: „Przecież to tylko zabawa”. Tak, to prawda, to tylko zabawa, ale zabawa w zabijanie, niszczenie, rzucanie przekleństw, zaklęć czy czarów. Pamiętajmy, że jedną z form uczenia się w okresie dzieciństwa jest właśnie zabawa, zaś w zabawie z pokemonami chodzi głównie o zdobywanie władzy. Im więcej pokemonów posiada gracz, tym większą może poszczycić się mocą. Dzieci gromadzą ją staczając pojedynki z innymi graczami i zdobywając punkty. Chęć bycia najlepszym doprowadza do tego, że dzieci zaczynają uciekać się do pobić i kradzieży, aby tylko zdobyć upragnione karty z pokemonami. Oto kilka przykładów. „W Nowym Jorku dziewięciolatek uderzył nożem trzynastolatka w kłótni o karty. Czternastolatek w Kanadzie został zraniony nożem w ramię w podobnych okolicznościach. Na Florydzie pewien trzynastolatek został wyrzucony ze szkoły za to, że zaatakował nauczyciela, który chciał mu odebrać karty. Pewna nauczycielka z Connecticut opowiadała o jedenastolatku, który zaatakował innego chłopca żyletką. Kiedy z nim rozmawiała stwierdził, że był zainspirowany różnymi pokemonami, które atakują swoich przeciwników raniąc ich ostrymi narzędziami. Powiedział też, że chce zdobyć władzę nad swoimi kolegami z klasy.”1

Niech powyższe przykłady będą przestrogą przed pewną modą, w tym wypadku na pokemony. Moda ta z pewnością wcześniej czy później przeminie, ale spustoszenie, jakie poczyni w psychice i sumieniach naszych dzieci pozostanie, kształtując ich postawy wobec życia i otaczającego świata.

Joanna Jarzębińska-Szczebiot
Marek Szczebiot
( https://archibial.pl/czas/nr138/art/pokemon.htm )

1 Jackson J.P. Handel duszami naszych dzieci. Studium o Pokemonie. Wrocław, 2001, s. 28-29.


Harry Potter a opętanie

hpop

Świadectwo

W 2017 roku osobiście wysłuchałem kazania ks. egzorcysty Tadeusza Marcinkowskiego, który opowiadał o swoim najcięższym przypadku opętania, z jakim miał do czynienia. Opętanym był chłopiec, który od fascynacji harry potterem przeszedł do praktykowania i zbierania materiałów i przedmiotów okultystycznych. Z relacji księdza Tadeusza wiem, że ów chłopiec był konsultowany z psychiatrą, który – co zszokowało rodziców tego chłopca – zalecił wizytę u egzorcysty. Oni oczywiście wyśmiali to i nie zgodzili się, jednak do czasu – gdy miało miejsce wydarzenie, które przesądziło o kierunku działań. Podczas wizyty duszpasterskiej księdza w bloku mieszkalnym w Olsztynie chłopiec siedział zamknięty w swoim pokoju, a ojciec wyglądał przez wizjer w tym czasie śledząc kroki księdza. Gdy ksiądz wszedł do mieszkania na tym samym piętrze, chłopiec zaczął gwałtownie zachowywać się agresywnie. Zgodnie z relacją ojca chłopiec nie mógł wiedzieć że ksiądz był w pobliżu. Gdy ksiądz był w odległości przez ścianę od chłopca, wtedy to zdemolował on swój pokój. Od tego czasu rodzice wiedzieli, co mu dolega i przyprowadzili siłą chłopca do księdza egzorcysty.

Oczywiście opis księdza był autentyczny i bardziej realny. Główną przyczyną opętania była lektura i fascynacja harry potterem.

Temat wszelkiego rodzaju czarów, także w wydaniu popularnych bajek i baśni, jest dla mnie oczywisty – to zaklinanie rzeczywistości do wymiaru kultu magicznego bez względu na skalę i przeznaczenie tego zjawiska, jest to zaprzeczenie Ewangelii i pogwałcenie prawa Bożego.

Ks. Michał Olszewski mówi o Harrym Potterze

Okultyzm a Harry Potter – ks. dr hab. Aleksander Posacki SJ

 

Linki:

Uwaga na Harry’ego

Gabrielle Amorth

https://wiadomosci.wp.pl/znany-egzorcysta-harry-potter-to-dzielo-szatana-6032747187852417a

 


Magia dla naszych dzieci – zabawa czy zagrożenie. Rozważania o Harry Potterze

O północy z 28 na 29 września w całej Polsce, w tym również w Białymstoku, odbyła się niezwykła promocja czwartej części powieści Joanne Kathleen Rowling Harry Potter i czara ognia.

Książki o przygodach młodego czarodzieja, Harrego Pottera, są przez młodzież wprost rozchwytywane, co w dużej mierze należy przypisać odpowiedniej promocji i nagłośnieniu przez media.

Zastanawia jednak fakt, dlaczego na promocję książki o północy przyszło ponad tysiąc osób. Dlaczego księgarnie, które otworzyły swoje podwoje o tak nietypowej porze przypominały czarodziejską grotę, a sprzedawcy byli przebrani za postacie ze świata magii?

Na te i inne pytania dał odpowiedź o. Aleksander Posacki SJ1, który przy okazji swego pobytu w Białymstoku został zaproszony do wygłoszenia wykładu na temat „Magia dla naszych dzieci – zabawa czy zagrożenie?”

Ojciec Posacki swoje wystąpienie rozpoczął od stwierdzenia, iż każda literatura jest uwikłana w jakiś światopogląd, rozumiany jako wzajemne relacje między obrazem człowieka, obrazem świata i obrazem Boga. To właśnie te trzy elementy tworzą pewną przestrzeń, w której rozgrywa się sfera ludzkiego poznania. Literatura jest więc uwikłana w światopogląd poprzez osobę autora, który reprezentując pewien ogląd świata, posiada swoje opinie i poglądy. Te opinie i poglądy pisarz wyraża posługując się słowem pisanym. Inaczej mówiąc, sztuka słowa używa pewnych treści, w tym światopoglądowych, jako materii literackiej. W tym właśnie tkwi istota problemu, który należy sobie uświadomić, aby zrozumieć dyskusję, jaka toczy się wokół książek o Harry Potterze.

J.K. Rowling w swoich książkach używa jako materii literackiej magii i okultyzmu. Magia przedstawiona przez panią Rowling nie jest jednak takim samym tworzywem literackim, jakie możemy spotkać w bajkach czy baśniach światowej klasy (Tolkien, Lewis, Carroll). Magia w powieściach o Harry Potterze jest kalką pewnej realnej rzeczywistości, odzwierciedla zachodni okultyzm we wszystkich jego przejawach. Harry Potter uczy się robić horoskopy, uczy się zaklęć i przekleństw, których używa np. przeciwko swemu kuzynowi. W książce gloryfikowana jest astrologia i krystalomancja czyli magiczny kontakt z lustrem czy kryształową kulą. Są to wszystko realne działania, doskonale znane osobom parającym się na co dzień magią i okultyzmem.

Problem polega jednak na tym, że tej rzeczywistości, jaką jest magia nie traktuje się poważnie. Wręcz przeciwnie tę niebezpieczną rzeczywistość uważa się za zabobon, za coś prymitywnego, nieszkodliwego, za grę wyobraźni czy fantazję.

Gdyby magia i okultyzm były rzeczywiście zabobonem czy iluzją nie przestrzegałaby nas przed nią Biblia. W Księdze Kapłańskiej (19,31) np. czytamy: „Nie będziecie się zwracać do wywołujących duchy ani do wróżbitów. Nie będziecie zasięgać ich rady, aby nie splugawić się przez nich. Ja jestem Pan, Bóg wasz!” (por. Wj 22,17; Pwt 13,6; Jr 27,9; 29, 8; Dz 8,9-13; 13,6-12; 16,16-24 19,18-20; itd.)

Gdyby magia nie była rzeczywistością i to rzeczywistością groźną, nie wspominałby o niej Katechizm Kościoła Katolickiego, w którym czytamy: „Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa; odwoływanie się do szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem – połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu.” (2116; por. 2117).

Magia nie jest iluzją czy grą wyobraźni. Wiedzą o tym doskonale osoby, uprawiające parapsychologię czy psychotronikę. Ludzie ci zdają sobie sprawę z tego, że istnieją pewne szkodliwe oddziaływania, przed którymi trzeba się bronić. I właśnie te sposoby obrony, tylko w formie literackiej, ukazane są w książce o Harrym Potterze. To Harry bowiem uczy się tzw. magii obronnej, która jest mu potrzebna do walki ze złym czarnoksiężnikiem.

I jeszcze jedno. W ideologii Harrego Pottera nie ma mowy o ofierze, poświęceniu, przebaczeniu czy pokorze, nie ma litości czy rezygnacji z sukcesu. Jest natomiast kult i wola mocy, jest kult władzy i sukcesu oraz rywalizacji za wszelką cenę. Jest to wykwit, przypieczętowanie naszej spoganiałej kultury. Smutne jest tylko to, że po 2000 lat chrześcijaństwa, wyznawcy Chrystusa tak łatwo wracają do pogaństwa, depcząc znamię chrztu i wielką tradycję Kościoła.

 

Na podstawie wykładu o. A. Posackiego
oprac. Joanna Jarzębińska-Szczebiot, Marek Szczebiot
( https://archibial.pl/czas/nr139/art/magia.htm )

1 Ojciec Aleksander Posacki, jezuita, jest doktorem filozofii. Interesuje się antropologią, demonologią, także w kontekście psychiatrii i parapsychologii. Prowadził badania w Rosji, USA i we Włoszech.

Strzeżcie się orędzi z Trevignano Romano

trevignano romano

Zakaz działalności dla ks. Grzegorza Bliźniaka

Artykułem poniższym pragnę przestrzec łatwowiernych i bezkrytycznie ufających w „objawienia i przepowiednie” wiernych Kościoła.

Zakaz działalności dla Stowarzyszenia Misjonarzy Jezusa Miłosiernego

Codzienna „Światowa modlitwa” z Trevignano

Zacznę od opisu tej przedziwnej formuły głoszonego orędzia. Układanie nowych modlitw na „nowe czasy” musi budzić już opór świadomych wierzących – w myśl zasady: lex orandi, lex credendi (prawo modlitwy, prawem wiary).  Tekst praktykowanej modlitwy rozpoczyna się znakiem krzyża i inwokacją do Boga Ojca z przebłagalnym wezwaniem o przebaczenie.

1. „Przebaczenie za popełnione błędy

Listę powodów do przebaczenia otwiera „przebaczenie za popełnione błędy„. Koliduje to już mocno z dogmatyką Kościoła, która naucza o grzechu i o winie. Mówienie zaś o błędach subiektywizuje odczucie osoby, która tak się modli. Zniekształca osąd moralny czynu. W pierwszym rzędzie nie ma tu obrazy Boga. Osąd płynący z wypaczonego sumienia zajmuje miejsce przykazań Boskich, czy teologii moralnej. To również próba zmiękczenia istniejącego problemu bez poniesienia wszystkich konsekwencji tych błędów, tak jakby intencją było ocieplenie relacji z Panem Bogiem.

2. „Przebaczenie za to, że oddaliliśmy się od Ciebie”

Na pierwszym planie skutki doczesne czynu ludzkiego, a nie cześć i wieczna chwała Boża – co jest obecne w modlitwie „Ojcze nasz…”.

„Przebaczenie bluźnierstw skierowanych do Ciebie”

Bluźnierstwa wymienione w kolejności dalszej mogą wskazywać, że decyzja o odejściu od Boga jest gorsza niż walka z Nim.

„Przebaczenie za złe traktowanie przyrody, (…)”

Niekwestionowany czerwony alert. Pominięcie przykazania miłości „bliźniego swego jak siebie samego”. Przemilczanie zbrodni mających miejsce na świecie, jak aborcja, wojny, niewolnictwo… itd.

„(…) którą nam pozostawiłeś, prawie jak raj.”

Królestwo Boże nie jest z tego świata (J 18, 33b-37), a więc o jakim raju jest mowa? O ziemskim raju. Lecz: Gdzie serce twoje, tam skarb twój (Mt 6,19-23). Gdzie więc lepiej mieć swój skarb i gdzie tęsknić?

„Przebacz nam nasze grzechy”

Ale to dopiero po „przebaczeniu za złe traktowanie przyrody”...

„przebacz tym, którzy pozwolili na zamknięcie miejsc kultu odbierając nam możliwość otrzymania Chleba życia wiecznego.”

Modlitwa i ocena postępowania w jednym. Trwa niezrozumienie niektórych wiernych w związku z decyzjami hierarchów, a te słowa nie sprzyjają posłuszeństwu.

„O! Ty Ojcze, który w swoim nieskończonym Miłosierdziu mimo wszystko napełniałeś nas miłością (…)”

Tryb dokonany, a więc koniec świata bliski – modlitwa ogłasza i wymusza na Bogu czas kary.

„Spraw, by w tym okresie Męki Pańskiej, Duch Święty zstąpił na tą ziemię rozdartą przez zło

Ciężkie do interpretacji wizje pseudo-apokaliptyczne… Gdy zaś w modlitwie Ojcze Nasz występuje tylko jeden podobny passus: „Ale nas zbaw ode złego” (Mt 6,13)

„Pokornie prosimy Cię, abyś oświecił Papieża,”

Trudna rzecz, kiedy objawienie prywatne wzywa do modlitwy o oświecenie Papieża. Stąd może płynąć sugestia, że Papież potrzebuje oświecenia bardziej niż wiary…

„aby mógł poświęcić Świat i Rosję Niepokalanemu Sercu Maryi tak jak wyraźnie Najświętsza Maryja Panna prosiła o to w Fatimie.”

Jak to było z tym poświęceniem przez papieża Franciszka w 2022? Nie wiem, czy głosiciele z Trevigniano Romano aby uznali to poświęcenie, lecz to, że 1 postulat został spełniony nie mówi jeszcze o tym, że reszta jest właściwie sformułowana.

„Ojcze Mój, wylej Krew Odkupienia na tą naszą ludzkość.”

Bóg pragnie naszego zbawienia, ale nie zbawi bez udziału grzesznika. Pierwej należy okazać Bogu wdzięczność za tylu niewdzięcznych. Nie ma czegoś takiego jak powszechne zbawienie, mamy się modlić by nikt nie trafił do piekła. Aby tak się nie stało Bóg ustanowił porządek łaski, gdzie przez Sakramenty święte udziela nam zbawiennych łask. Nie zaś „hurtowo” wszystkich obmywa we Krwi swego Syna.

„Matko Przenajświętsza, zwracamy się do Ciebie jako do matki nas wszystkich: chroń wszystkie swoje dzieci, przygarniając je do swojego Niepokalanego Serca, naszego jedynego bezpiecznego schronienia.”

Matka Boża jest Matką dla słuchaczy Słowa Bożego, mających jednego Ojca w Bogu. Modlitwa do Boga Ojca z pominięciem modlitwy do Syna. Wezwanie powinno być wg mnie zrównoważone wezwaniem do Najświętszego Serca Pana Jezusa.  Jest za to…

„Ojcze, miej Miłosierdzie dla nas i całego świata. Amen”

Element „nowego” nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, które również zawiera wątpliwości.


Kościół o prawdziwości rzekomych objawień

Biskup miejsca przestrzega. W miejscu tym zaczyna kręcić się biznes bez błogosławieństwa księdza biskupa (film poniżej).

„Oczywiście, to wszystko jest nienormalne. Ja jej nie potępiłem tylko dlatego, żeby nie robić jej reklamy” –  biskup miejsca Rossi (za: deon.pl)

Do tego dochodzi krytyka Kościoła, szczególnie Watykanu (wrzesień 2016) i straszenie kataklizmem (trzęsieniem ziemi w Rzymie i Watykanie) jako przesłanie tych orędzi.

(Więcej: https://deon.pl/kosciol/biskup-z-trevignano-romano-przeciwko-rzekomym-objawieniom,821538)


Reakcje internetowych propagatorów orędzi z Trevignano Romano

Jestem blokowany! po wysłaniu do autora strony na Facebook https://www.facebook.com/Domniemane-objawienia-Matki-Bo%C5%BCej-w-Trevignano-Romano-105250017750298/ powyższego mojego wpisu na blogu, zostałem zablokowany.

Po wysłaniu komentarza poddającego w wątpliwość prawdziwość orędzi na stronie facebook „3 dni ciemności” https://www.facebook.com/3dni.ciemnosci.TDC/ , zostałem pozbawiony możliwości dodawania komentarzy.

PRZESTRZEGAM przed powyższymi stronami, propagatorami i innymi osobami, które zdają się budować kapitał na ideologii „osaczonej twierdzy”.


Wydawnictwa, audycje, strony, działalność osób – skażone przez propagowanie Trevigniano Romano

esprit
esprit – wpis na Facebook-u

GŁOS ROZSĄDKU

ks. Marcin Wosiek SDB

o. Wit Piotr Chlondowski OFM

Rozeznawanie duchów

ks Marian Rajchel

Ks. Marian Majcher – Rozeznawanie duchów

Ważniejsze cytaty z wypowiedzi ks. Mariana

  • „jeśli ktoś nie potrafi odróżnić swojego myślenia od myślenia złego ducha – przepadł!”
  • „kiedy oddzielamy się od takiego myślenia, będzie stan rozdwojenia jaźni – jest to stan 'rozeznawania duchów’ Każdy otrzymał taki dar…”
  • „Albo się cofniemy albo będziemy się coraz bardziej wyzwalali spod przemocy, spod manipulacji złego ducha”
  • „Jesteśmy bezradni, bo zrezygnowaliśmy z używania własnego rozumu”
  • „To jest ta szkoła bezmyślności, to nas czyni bezradnymi wobec najmniejszej pokusy”
  • „Przy opętaniu to już jest zagnieżdżone siły zła, które przeważają nad ludzkimi uczuciami i emocjami. to jest ten stan patologiczny, stan choroby duchowej.”
  • „Siła modlitwy wstawienniczej” – jeśli działa mocno, to jest zaplanowana przez Pana Boga
  • „Pamiętajmy o tym, że Matka Boża wstawienniczo się modli cały czas”
  • „Bariery przed modlitwą – to działanie złego ducha. Prośba o modlitwę wstawienniczą”
  • „Jezus pragnie by Maryja była pośredniczką między Nim, a daną osobą”
  • „Jezus nie jest w stanie się oprzeć Niepokalanemu, bolesnemu Sercu Matki”
  • „Sama Matka Najświętsza swoją najczystszą modlitwą wstawia się za nami”
  • „Boże, uzdrów moją modlitwę. Uwolnij od tych wszystkich zasłon, które zły duch narzucił na moją wiarę, nadzieję i miłość. „

 

Kreskówki – ani dla dzieci, ani dla dorosłych

bajki

Ochrona dzieci przed zagrożeniami dla ich wiary

To przede wszystkim zapewnienie im kontaktu z Panem Jezusem. Chrystus w Ewangelii głosi: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie” (Mk 10,14). Nie tylko mówi przez to, że dzieci są uprzywilejowane w kontakcie z Nim, ale wzywa rodziców do szczególnej odpowiedzialności za ich wychowanie w duchu wiary i wzrastanie na drodze życia Ewangelią.

Diabeł zaś mówi ze wstrętem o dzieciach przez ludzi opętanych: „bachory”. Jeśli to prawda, że zły duch tak nienawidzi dzieci, to będzie je chciał wdeptać w ziemię, uczynić z nich niewolników i zniszczyć ich obraz Boży. Diabeł jest ojcem kłamstwa, a zatem przez małpowanie Pana Boga dąży do posiadania własnego potomstwa.

Rodzice, którzy to czytacie:

Baczcie na zachowanie niewinności dziecięcej Waszych pociech, wystawionej pod obstrzał ze strony pop kultury. W każdym markecie dostaniecie nachalne propozycje lalek z różowego plastiku z wymyślnymi kreacjami ubranek, zabawek fantastycznych i upiornych, a wszystko pod markami najbardziej znanymi na świecie. Nie chcę ich tu wymieniać, ale mam na myśli przede wszystkim koncern okultystyczno-pedofilski, którego logo zawiera w sobie trzy szóstki.

Nie trzeba się długo rozglądać, że dominuje jeden nurt, który realizuje misję seksualizacji dzieci oraz wprowadzania ich w świat demonów począwszy od kołyski. Przez niewinne zabawki. Niewinne czytanki do poduszki. Przez ubranka z niewinnymi postaciami z kreskówek. Przez niewinne…. Zaś pomiędzy wierszami przemycane jest to, co jest winne. Waszej uwagi zaś winne jest to, aby katolickie wychowanie dziecka nie napotykało przeszkód w postaci każdej formy bałwochwalstwa, magii, okultyzmu i hedonizmu.

I nie muszę nawet przywoływać kto, co gdzie i kiedy. Wystarczy otworzyć oczy. Zobaczycie wtedy (obyście przejrzeli… – tak jak ja na przykład miałem) na przykład swój dom nawiedzony przez koszmary dziecka, przez niekończące się awantury, przez dziwny wstręt do praktyk religijnych, przez odrazę do pobożności… Wszystko przez niewinne z pozoru, a okultystyczne przedmioty, praktyki, przyzwyczajenia, ignorancję, wygodę. A wszystko to w cieniu realizacji pragnienia „ustatkowania się” i cieszenia zgromadzonym majątkiem wraz z wychowaniem dzieci, aby kulturę tego świata chłonęły.

Powyższe to nie analiza Waszych wyborów, czy decyzji, lecz próba oddania sytuacji, w której znajdują się tysiące rodzin. Pośród nich zamiast życia duchowego kwitnie materializm, który jest zanętą satanizmu, uprawianego przez wpływowych ludzi na serio przez magię, czary i zabobony.

Będąc u najczystszego źródła jakim jest Wiara, nie raz za naszym przyzwoleniem wybieramy inne źródła pod pozorem „elementów dobra”, a jak tylko co złego jawić się zaczyna nam w świadomości, przymykamy na to oczy, by jednym duszkiem przechylić w kierunku ust dziecka puchar obrzydliwości… Świat duchowy nie zna takich kompromisów. Chrystus w Ewangelii, a także Święty Paweł nazywają rzecz po imieniu: „odrobina kwasu zakwasza całe ciasto” (1 Kor 5,6). Dlatego też to, co należy do świata duchowego funkcjonuje na swoich prawach i nie zależy od „dobrej woli” pobłażliwych na przejawu bałwochwalstwa ludzi. Okropiony materializmem, okultyzmem i magią świat wartości, przenika zaś do dzieci pod przykrywką:

  • niewinnej rozrywki
  • modnych ubrań, przedmiotów, muzyki, bajek, filmów, zachowań
  • upodobania w rzeczach, które są markowe i popularne
  • trwania w konsumpcyjnym nastawieniu i uporze
  • „ja w życiu tego nie miała(e)m, to dziecku nie będę żałować”
  • „jeśli z tego korzystają wszyscy, to musi być to dobre”

Brońmy dzieci i młodzież przed demoralizacją – ks. Sławomir Kostrzewa

https://gloria.tv/text/NpVNY6x2R7br4mdHSjU9qYHGJ

Od autora: ks. Sławomir nazywa te zjawiska po imieniu i podaje ich źródła, lecz postawa samego kapłana jest nazbyt okrojona i ogołocona z tego, co powinien przekazywać w zamian, by wypełnić brak po tym, do czego wyzbycia się wzywa.

Metody obrony przed szatanem

Imago Mundi 66692 755x491 1

Nasza obrona

Wynaleziono wiele sposobów do obrony i walki ze złem. Sama zaś obrona jak i środki bywają nowoczesne, opracowywane przez ludzi mądrych i wykształconych. A skutki? Ledwie jedno zło zmniejszy się choć trochę, wyrasta inne. I tak bez końca. Ewangelia mówi o istnieniu szatana, ale w ostatnich czasach prawie przestało się o nim mówić. Być może uznano, że nie wypada wspominać o szatanie, bo kojarzy nam się jakieś zacofanie i prymitywne straszenie ludzi piekłem. Skutki tego są przerażające i będą się pogłębiać.
szatan jest i z nim trzeba walczyć. On toczy bój o serce każdego człowieka. On tam stara się wcisnąć. Chytrze i niepostrzeżenie i jeżeli człowiek nie otworzy całego swojego serca na Miłość, na Dobro, a tylko częściowo, szatan natychmiast usiłuje zawładnąć resztą. Dlatego życie człowieka jest ciągłą walką, obrona zaś wynika z konieczności, a nie tylko lęku przed potępieniem.

Organizacja zaplecza

Do naszego zwycięstwa choć nie w takim stopniu jak modlitwa i pokuta może przyczynić się również broń, do której zaliczamy wiedzę, pracę, organizację, jak również technikę (np. internet), która jest w służbie Kościoła. One wszystkie w przeszłości dobrze przysłużyły się w tej walce, a także i obecnie działają, ażeby zahamować postęp zła w świecie.
Musimy jednak pamiętać, że te wszystkie bronie posiadają również przeciwnicy Kościoła, przy czym ich bronie bywają jeszcze lepsze. Mianowicie: – posiadają jeszcze więcej pieniędzy, które jak wiadomo rządzą światem. Posiadają jeszcze jeden rodzaj broni, który jest przez nas niedoceniony. Chodzi tutaj o ludzi z siłami demonicznymi. Szatan pomaga swoim ludziom, otrzymują oni tzw. charyzmaty diabła. Nasze tylko naturalne środki ograniczają się w walce z szatanem. Z tej przyczyny jest tak bardzo ważne, żebyśmy jako chrześcijanie uświadamiali sobie moc i potęgę modlitwy jako broni duchowej, niczym nie ograniczonej, ani czasem ani przestrzenią, sięgającej poza kosmos i wznoszącej się aż do samego tronu Trójcy Przenajświętszej, a przy tym decydującej o całkowitym zwycięstwie, bez której walka z szatanem jest z góry przegrana.

SAKRAMENTY ŚWIĘTE

Ogromnym wprost i niezastąpionym źródłem światła i mocy duchowej są Sakramenty Święte, wszystkie siedem, a szczególnie Sakrament Pokuty i Najświętszy Sakrament, które prowadzą do najgłębszego zjednoczenia z Bogiem, pod warunkiem ścisłej współpracy z Jego łaską.
Z Bogiem możemy dokonać wszystko, bez Boga staniemy się bezbronną ofiarą szatana. Beze Mnie nic uczynić nie możecie (J 15,5).

MODLITWA

Najprostszą i najskuteczniejszą bronią jest modlitwa, posty, umartwienia (pokuta) oraz praktykowanie cnót chrześcijańskich. Nasza modlitwa zapewnia nam nie tylko stały dopływ łaski, ale i pomoc w walce. Jedno i drugie jest ważne, bo im silniejsi będziemy wewnętrznie, tym łatwiej osiągniemy zwycięstwo. Im bardziej ufna i wytrwała modlitwa tym większa jest pomoc z Góry, tym pewniejsze jest zwycięstwo.

Kto się nie modli, ten jest „zwierzęciem albo szatanem” powiedziała jedna z największych mistyczek świata, wielka święta i doktor Kościoła Św. Teresa z Avila. Modlitwa jest największym przywilejem, a nie ciężarem. To wielki zaszczyt myśleć i rozmawiać z Bogiem. Tylko przez modlitwę coraz lepiej poznajemy Boga i Jego wolę oraz uzyskujemy moc do jej wypełnienia. Człowiek, który się nie modli padnie w końcu ofiarą najniższych pożądliwości i najgorszych skłonności oraz wszelkich pokus szatańskich, siejąc dookoła zgorszenie i odrazę. Jeśli się nie opamięta w porę, może nieodwracalnie utwierdzić się w złu skazując siebie na wieczne potępienie.

Do głównych zadań, które wybrani przez Chrystusa uczniowie otrzymali, należało wypędzanie szatana.
„Wróciło 72 z radością i oznajmili: „Panie, przez wzgląd na Twoje Imię, nawet złe duchy nam się poddają”. Na to im odpowiedział: „Widziałem szatana spadającego z nieba, jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpać po wężach i skorpionach i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi”.(Łk 10, 17-19).
To polecenie Chrystusa nie przedawniło się, gdyż walka przeciw szatanowi jest życiową koniecznością Kościoła. Piekło próbuje stale zwyciężyć go. „Otóż i Ja powiadam ci: „Ty jesteś Piotr (czyli skała) i na tej skale zbuduję Kościół Mój, a bramy piekielne nie przemogą go!” (Mat 16,18). To zlecenie Chrystusa stałoby się nieaktualne dopiero wtedy, gdyby nie było szatana. W obecnej sytuacji trzeba przyznać, że piekło działa z szaloną energią i przy pomocy nowoczesnych środków usiłuje zdobyć świat.

Także i tutaj mamy dowody z historii. Tak długo jak Mojżesz modlił się, trzymając ręce wzniesione do Boga – Izrael zwyciężał. Bitwa morska pod Lepanto została wygrana dzięki modlitwie Różańcowej. Uproszono likwidację okupacji sowieckiej w naszej Ojczyźnie. W Brazylii wyszły kobiety z różańcem na ulicę i wymodliły zmianę ustroju.

RÓŻANIEC

Bardzo silną bronią okazuje się w tej walce umiłowana modlitwa Matki Najświętszej, to jest „Różaniec„. Przy jego pomocy dokonało się wiele zwycięstw nad piekłem i jego pomocnikami. Szatan okropnie lęka się Różańca. „Zabierz ten łańcuch” odzywa się przez usta opętanego, któremu został nałożony Różaniec Św. Modlitwa różańcowa działa szatanowi na nerwy, ponieważ w ten sposób odczuwa potęgę Królowej Różańca Świętego.

EGZORCYZM PRYWATNY

Bardzo skutecznym środkiem obrony przeciw szatanowi są – egzorcyzmy Leona XIII. Dla tego wielkiego i mądrego Papieża świadomość straszliwego działania szatana na Ziemi była pewnością. Doznał On objawienia, po którym ułożył mały egzorcyzm („Święty Michale Archaniele…”), który może służyć nie tylko kapłanom ale i wiernym. W każdym razie istnieje dostateczna ilość dowodów na to, że modlitwa Leona XIII jest bardzo skuteczna. W bawarskiej prowincji Zgromadzenia Karmelitów Bosych już od roku 1935 do 1946 w każdym z klasztorów codziennie zbiorowo odmawiano egzorcyzmy Leona XIII. W czasie panowania Hitlera, pewnego dnia w Altotning zjawiło się Gestapo, które chciało aresztować O. Prowincjała, podejrzanego o przestępstwo dewizowe. Wszyscy ojcowie zamknięci w chórze odprawiali egzorcyzmy. Nadspodziewanie Gestapo przyjęło łagodną postawę i wyrażono życzenie obejrzenia celi Brata Konrada (kandydata na ołtarze).

SAKRAMENTALIA

Sakramentalia, np. błogosławieństwo chorego, błogosławieństwo rodziców dzieciom, małżonków sobie nawzajem. One nie mają mocy Sakramentów, ale w walce z szatanem mają do spełnienia swoje własne ważne zadanie. Tu należy jeszcze wyszczególnić: Imię Jezusa, Krzyż Święty, Różaniec Święty, wodę święconą, różne poświęcone medaliki i szkaplerze. Z im większą wiarą korzystamy z sakramentaliów tym większe łaski otrzymujemy.

  • Imię Jezusa: przed Nim mają się zgiąć wszystkie kolana w niebie i na ziemi i pod ziemią (Flp 2,9). Szczególnie umierającym zaleca się usilnie jak najczęściej wymawiać Imię Jezusa, choćby nawet cicho w sercu. Jak często moglibyśmy i wtedy jak jesteśmy zdolni to umiłowane Imię wymawiać i szczególnie wszystko czynić w Imię Jezusa, ale świadomiej niż to się czyni obecnie i zawsze z uczuciem czci i miłości.
  • Krzyż był ołtarzem, na którym Jezus Chrystus dokonał Swej ofiary dla naszego zbawienia. Dlatego Krzyż jest znakiem Jego zwycięstwa nad szatanem. Wszędzie tam gdzie wyrósł Krzyż, musiał ustąpić szatan. Także w pokuszeniu i walce, zostaje moc szatana zwyciężona przez Krzyż; w tej chwili, gdy przeciwstawiamy szatanowi Krucyfiks, lub wykonany znak krzyża na sobie, lub nad innymi ludźmi.
  • Woda święcona – jest skuteczną obroną nie tylko przez wiarę osoby używającej, czego świadectwo daje nam św. Teresa z Avila. Była niezwykle wierną zwyczajowi użycia wody święconej i wdrażała to również swoim Siostrom zakonnym. Pisze na ten temat: „Często doświadczałam, że nie ma skuteczniejszego środka ażeby przepędzić złe duchy i uniemożliwić im powrót – nad wodę święconą. Przed krzyżem uciekają wprawdzie, ale znów powracają. Widocznie woda święcona posiada wielką moc. Wtedy, gdy ją używam odczuwam nadzwyczajną pociechę wewnętrzną. To nie jest żadne urojenie; ja w szczególniejszy sposób zwracałam na to uwagę i stwierdzam, jak ważnym jest wszystko, co Kościół Święty nakazuje i cieszy mnie, gdy widzę, że słowa błogosławieństwa wypowiadane przez kapłana nad wodą udzielają jej tak wielkiej mocy”. (Życie str. 296).
  • Szczególne łaski i obronę przeciwko szatanowi można uzyskać przez noszenie Szkaplerza Karmelitańskiego, medalików, szczególnie Medalika Św. Benedykta i Cudownego Medalika Niepokalanego Poczęcia Maryi, objawionego przez samą Matkę Najświętszą Św. Katarzynie Laboure w 1830 r. w Paryżu.

Przywileje Szkaplerza Karmelitańskiego:

  • Kto umrze odziany(a) Szkaplerzem świętym, nie zostanie potępiony.
  • Noszący(a) Szkaplerz jako czciciel(ka), Matki Bożej zapewnia sobie Jej opiekę co do duszy i ciała w tym życiu i szczególną pomoc w godzinie śmierci.
  • Każdy(a), kto pobożnie nosi Szkaplerz i zachowuje czystość według stanu, zostanie wybawiony(a) z czyśćca w pierwszą sobotę po swej śmierci.
  • Ci, którzy należą do bractwa Szkaplerznego są duchowo złączeni z Zakonem Karmelitańskim i mają udział w jego duchowych dobrach za życia i po śmierci, a więc we Mszach Św., Komuniach Św., umartwieniach, modlitwach, postach itp.

Stolica Apostolska zaliczyła Szkaplerz do Sakramentaliów. Swą władzą potwierdziła przywileje Szkaplerza, opierając ich skuteczność na modlitwach całego Kościoła. Szkaplerz, obok Różańca, stał się jednym z podstawowych nabożeństw maryjnych. Obecnie nabożeństwo szkaplerzne znane jest nie tylko w Europie, lecz na całym świecie. Warto przypomnieć, że Papież Polak, Jan Paweł II, od lat dziecięcych nosi Szkaplerz Święty.
Każdy, kto zna niebezpieczeństwo stale grożące ze strony szatana, nie powinien lekceważyć podanych tu środków obronnych i rezygnować z ich opieki, którą tak łatwo można uzyskać posługując się tymi środkami.

Medalik św. Benedykta

Bardzo ważnym medalikiem jest medalik św. Benedykta, zwanym też Krzyżem św. Benedykta.
Moc Krzyża św. jest historyczną prawdą, a zarazem dogmatem naszej religii. Ponieważ do znaku tego zbyt rzadko się uciekamy, dlatego żadnej pomocy nie doznajemy i musimy sobie słabej wierze winę przypisać. Zasadzkami dookoła jesteśmy otoczeni, ustawiczne niebezpieczeństwo grozi naszej duszy i ciału, idźmy więc za przykładem pierwszych chrześcijan, uzbrajając się znakiem krzyża, niech się on znajduje w miastach, wsiach, domach i na publicznych miejscach, na piersi naszej i w sercu.

Cudowne skutki używania medalu św. Benedykta:

cielesne uzdrowienia, duchowne łaski, prędkie nawrócenia, obrona przeciw zasadzkom złego ducha, obrona w niebezpieczeństwach, różne cudowne skutki jakie doznają domowe zwierzęta.

Znaczenie liter na medalu św. Benedykta.
Litery znajdujące się między ramionami krzyża CSPB oznaczają: „Krzyż św. Benedykta”. Na pniu Krzyża znajdujemy litery CSSML, te oznaczają: „Krzyż św. Niech mi przyświeca”. Na poprzecznych ramionach widzimy litery N.D.S.M.D. wyrażają one: „Zły duch niechaj nie ma nade mną władzy”.
W łacińskim języku pierwsze dwa wiersze tworzą pentametr, czyli pięciostopniowy wiersz. W języku polskim można je w ten sposób oddać:

Krzyż święty niechaj zawsze mi przyświeca,
Szatan zaś, złych myśli niech nigdy nie wznieca.

Dookoła medalu znajduje się dłuższy napis, który przedstawia św. Imię Jezusa Chrystusa, wyrażone w monogramie: IHS. Wiara i codzienne doświadczenie dostatecznie pouczają nas o wszechmocy tego Imienia.
Po prawej stronie medalu wypisane są dookoła litery: V.R.S.N.M.Q.L.I.V.B. , te tworzą dwa wiersze:

„Ustąp szatanie ! nie prowadź do złego, zgubnym jest to do czego namawiasz, raczej sam zażyj tę truciznę”.

W polskim języku można by to oddać w następujący sposób:

Szatanie ustąp, proszę
Twych porad ja nie znoszę,
Chcesz mnie w grzech wprowadzić,
Spróbuj sam trucizny zażyć.

Zdania wyżej przytoczone pochodzą z ust św. Benedykta. Te w pierwszym wierszu wypowiedział doznając silnej pokusy w czasie pobytu na pustyni w grocie niedaleko Subiaco, a czyniąc Krzyż przy wymawianiu tych słów, zwyciężył szatana! Zaś wiersze poniżej się znajdujące wypowiedział w chwili, gdy nieprzyjaciele jego podali mu napój zatruty i gdy nad takowym uczyniwszy znak zbawienia wykrył zamach zbrodniczy, naczynie bowiem zawierające truciznę, po wypowiedzeniu przytoczonych słów zaraz pękło.
Każdy chrześcijanin winien te słowa zapamiętać i nieraz gdy doznaje jakiejkolwiek pokusy, takowe wymawiać.
Moc znaku Krzyża św. Jest tak wielką i straszną dla szatana, że stanowi niedostępną tarczę, poza którą możemy się całkiem czuć bezpieczni.

Co o medaliku mówi Kościół?

Aprobata Kościoła wydana w Rzymie w r. 1857. Jest faktem, że używanie tego medalu-Krzyża i pośrednictwo św. Benedykta wyjedna u Boga wiele łask. Medal św. Benedykta jest skutecznym w następujących razach:

1. niweczy zabobony i czartowskie wpływy
2. oddala czarowników
3. zwierzęta tknięte zarazą lub oczarowane, uzdrawia
4. broni człowieka przed czartem
5. nawraca grzeszników, często już na śmiertelnym łożu będących.

Nadto medal św. Benedykta i w tych razach okazał się skutecznym:

1. niweczy siłę trucizny
2. oddala zarazę
3. przywraca zdrowie, szczególnie cierpiącym na kamienie, bóle w boku, plucie krwią
4. matkom rodzącym zapewnia szczęśliwy poród
5. przeciw piorunom
6. przeciw nawałnicom
7. wreszcie, co jest najważniejszym, medal ten chroni człowieka od pokus, szczególniej zachowuje naszą cnotę i czystość na ciele i duszy.

Skuteczny sposób używania medalu św. Benedykta:

1. Medal należy nosić na szyi, przy sobie
2. W razie epidemii, zaraźliwych chorób zawieszamy go na ścianach i drzwiach domu a podczas zarazy na bydło zawieszać na ścianach stajni, obór i innych pomieszczeń dla zwierząt.
3. Przy budowie domów, kościołów itp. medal wmurowuje się w fundamenty.
4. Przeciw robactwu na polach, w ogrodach, sądach medal zakopuje się w ziemię
5. W domostwach gdzie jest studnia umieszcza się poświęcony medal w studni, wrzuca go do wody, woda pita z niej daje zdrowie dla ludzi i zwierząt.

a) w przypadkach niedomogów trawienia, wątroby, żołądka, braku apetytu wypić szklankę (potrzymać kilka sekund)
b) w czasie choroby, kontuzji, ran, wrzodów przykładać medal na zbolałe miejsca, kłaść na niegojące się rany między opatrunkiem.

Formuły zawarte na medalu należy nauczyć się na pamięć i w odpowiednich sytuacjach wypowiadać:

I. Krzyż Święty niechaj zawsze mi przyświeca,
Szatan zaś, złych myśli niech nigdy nie wznieca.

Tę formułę wypowiadamy, kiedy zły duch chce nas oddać pod jarzmo, jest ona tamą przed tym jarzmem.

II. Szatanie ustąp, proszę
Twych porad ja nie znoszę,
Chcesz mnie w grzech wprowadzić,
Spróbuj sam truciznę zażyć.

Tę formułę wypowiadamy w każdym przypadku doznania jakichkolwiek pokus, czyniąc przy tym kciukiem mały znak Krzyża w okolicach splotu słonecznego (plexus solaris).
Jeżeli ktoś zapomniał formuły w jakimś momencie, to ma dwie możliwości zabezpieczenia się:
1. wypowiedzieć :„Vade retro satana” i zrobić znak krzyża w okolicy splotu słonecznego.
2. wypowiedzieć imię św. Benedykta ze słowami: broń mnie i zrobić znak krzyża jak poprzednio.

Poniżej awers i rewers medalika Św. Benedykta w dwóch wersjach:
1. wersja pierwotna

2. druga wersja gdzie zamiast monogramu IHS jest napis PAX

Przy postaci świętego:
Crux sancti Patris Benedicti – Krzyż świętego Ojca Benedykta.
Na obrzeżu medalika:
Elus in obitu nostro praesentia muniamur – Niech Jego obecność nas broni w godzinę śmierci.

C S P B – Crux sancti Patris Benedicti – Krzyż świętego Ojca Benedykta
C S S M L – Crux sancta sit mihi lux – Krzyż święty niech mi będzie światłem.
N D S M D – Non draco sit mihi dux – Niech szatan nie będzie mi przewodnikiem.

Na obrzeżu medalika:
V R S N S M V – Vade retro satana non suade mihi vana – Idź precz szatanie, nie nakłaniaj mnie do złego.
S M Q L I V B – Sunt mala quae libas, ipse venea bibas – Złe rzeczy czynisz, sam pij swoją truciznę.

Modlitwa do św. Benedykta o dobrą śmierć

Umiłowany przez Boga Benedykt, przyjąwszy ciało i Krew Pana, stojąc w kościele wsparty na rękach uczniów, podniósł ręce ku niebu i wśród słów modlitwy wydał ostatnie tchnienie.
+ Ukazałeś się pełen chwały w obliczu Pana.
+ A Pan Cię ozdobił dostojeństwem i blaskiem.
Boże, Ty udzieliłeś świętemu Benedyktowi wielkich łask w godzinie śmierci, spraw, prosimy Cię, aby u kresu naszego życia obronił nas swoim wstawiennictwem od zasadzek szatana. Przez Chrystusa, Pana naszego, Amen. Święty Ojcze Benedykcie, módl się za nami.


Przedmioty okultystyczne udające sakramentalia

Niby już o tym było głośno, ale warto mieć na uwadze, ponieważ przedmioty i symbole mogą być narzędziem piekła w świecie materialnym – sam doświadczyłem tego, jak „złe” przedmioty – dodatkowo jeśli człowiek nie jest w łasce uświęcającej – odciągają od myślenia o Panu Bogu, od modlitwy. Niestety, do sakramentaliów nie można zaliczyć bluźnierczego w symbolikę krucyfiksu – chociaż wierzę w moc błogosławieństwa kapłana, tutaj egzorcysta mówi o innego rodzaju modlitwie, koniecznej do zwalczenia skutków szatańskiego rytuału.
 

Nasze zwycięstwo

Jest nim potężna pomoc Matki Najświętszej i świętych Aniołów! Szatan nie jest sam. Pod jego rozkazami działa dużo złych duchów, jak również jego ludzkie narzędzia. Wobec takiego zagrożenia byłoby nierozsądne rezygnować z pomocy nieba! W porównaniu do zastępów bezbożnych znajdujemy się w mniejszości.
Tutaj jednak jesteśmy w korzystniejszej sytuacji ze względu na ilość naszych pomocników. Jak dobrze wiemy, przeważająca ilość aniołów pozostała wierna Bogu. Także pod względem sił mamy przewagę, gdyż Matka Najświętsza jest władczynią, której nawet złe duchy muszą słuchać. Ta przewaga duchowa wiąże się również ze św. Archaniołem Michałem i jego aniołami.
Oni byli zwycięzcami w pierwszej walce duchów. Cześć dla Matki Najśw. i świętych Aniołów, prośby o ich pomoc, zaufanie do nich są dla chrześcijanina koniecznością duchową, oddajmy im tę cześć, która im się należy – i dziękujmy za ich pomoc w naszej walce życiowej o zachowanie wiary! Szczególnie prośmy codziennie o opiekę naszego Anioła Stróża.
Cały kierunek naszego życia mamy powierzyć Jezusowi Chrystusowi! Chrystus jest przywódcą w tej walce, zwycięzcą na Kalwarii, Sędzią dnia ostatecznego. Syn Boży sam pomaga nam. Jak małym jest w stosunku do Niego szatan! Chrystus sam jest Stworzycielem, a szatan jest stworzeniem. Wszystko stało się przez Jezusa Chrystusa. Szatan nawet na mgnienie oka nie mógłby zachować swej mocy, gdyby Chrystus na to nie przyzwolił. Chrystus jest samym życiem.
Szatan jest wprawdzie „księciem tego świata”, ale świata, który zginie. Także i szatan ma tylko przyporządkowane miejsce w zbawczym Planie Boga. Chrystus swoich nigdy nie opuści, jest zawsze przy nas, udziela nam potrzebnych sił. Wszystko możemy w Tym, który nas umacnia, jeśli tylko tego pragniemy.
Przy tym nie chodzi tu tylko o braterstwo w walce, ale o braterstwo wiernych, lecz przede wszystkim o braterstwo miłujących. „Kto zna przykazania Moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca Mego a Ja będę go miłował i objawię mu Siebie” (J 14,21).
„Jeżeli mnie miłujecie, będziecie zachowywać przykazania Moje. Ja zaś będę prosił Ojca a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy” (J 14,15).
„Przyjdziemy do niego i mieszkanie u Niego uczynimy” (J 14,23).
Święci przeżyli miłość Boga, Chrystus uszczęśliwia nas bardziej niż mógłby to uczynić najlepszy przyjaciel. Przy czym posiadamy miłość Boga nie tylko na ziemi ale i na całą wieczność.
Podczas Ostatniej Wieczerzy Chrystus powiedział: „Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś byli ze Mną, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę Moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata” (J 17,24).
I jeszcze zapewnia swoich: „A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem” (J 14,3).
Czym jest w rzeczywistości nieskończona wspaniałość i miłość Boga w Trójcy Świętej Jedynego – możemy tylko przeczuwać. Być dziećmi Ojca Niebieskiego, braćmi i siostrami Syna Bożego złączonymi z Nim przez miłość Ducha Świętego – to są prawdy o niewyczerpanej głębi – Królestwo Chrystusa i królestwo Lucyfera istnieją nie tylko tu na ziemi, ale również i w wieczności. Jest wieczne niebo i jest wieczne piekło. Można zaprzeczać istnieniu obydwóch – ale nie można ich usunąć. Tak jak słońce od samego rana ukazuje się na niebie, by oświetlić twoje mieszkanie, jeśli tylko otworzysz okna – tak i Bóg, Strażnik Izraela nie drzemie i nie śpi, lecz wstępuje do opróżnionej duszy i napełnia ją nadprzyrodzonymi dobrami”. (św. Jan od Krzyża „Żywy Płomień” str. 101).

Kto jest naszym największym nieprzyjacielem?

Nieprzyjacielem nie są letni chrześcijanie, którzy osłabiają własną zdolność walki, nie samowolni teologowie, którzy dostarczają nieprzyjaciołom Kościoła broń, nie ateiści, którzy walczą przeciw Bogu.
Żaden z nich nie jest nieprzyjacielem, oni są tylko ofiarami. Oni jako najbiedniejsi potrzebują naszej pomocy, jako bracia i siostry są tej pomocy godni. Prawdziwym nieprzyjacielem, odwiecznym wrogiem ludzkości jest szatan. Ten fakt zobowiązuje każdego z nas do zastanowienia i uświadomienia sobie powagi położenia. Tylko w „jedności” będziemy silni! Nie walczmy jedni przeciw drugim, tylko razem przeciw naszemu wspólnemu niebezpieczeństwu i okrutnemu nieprzyjacielowi szatanowi!
Kto jako chrześcijanin ma możność wniknięcia w otchłanie nowoczesnej egzystencji, kto widzi moc siedmiu demonów, które do umówionego domu powracają i swoje praktyki szatańskie uprawiają, ten wie, że dziś na nowo powstaje konieczność większego zaangażowania duchownych w celu sprawowania egzorcyzmów. Dobrze się składa, że obecnie w każdej Diecezji w Polsce jest miejsce dla co najmniej kilku egzorcystów.

Pan Wszechmogący – Któż jak Bóg!

Nieskończonym Źródłem dobra jest Bóg Wszechmogący. On to czyni prawdziwe dobro, bo jest On Prawdą Nieskalaną i, niezmąconą żadną ciemnością, Światłością. W Nim tkwią skarby wszelkiej zdolności i umiejętności, męstwa, rady, rozumu, bojaźni Bożej, roztropności, czystości i najdoskonalszej miłości.
Bóg, stwarzając świat z nicości, uznał stworzenie za dobre. Niech będzie błogosławiona Mądrość i Wspaniałomyślność Stwórcy! Niech każde stworzenie śpiewa Jemu pieśń pochwalną na wieki! Jak wielkie są dzieła Pana!? Jakże my jesteśmy cenni w Jego oczach?
On to stwarzając nas na Swój obraz i podobieństwo, udzielił zarazem łask rozlicznych ku naszemu szczęściu. Co jednak się okazało? Człowiek nadużył swojej wolności, daru darmo otrzymanego. Posłuchał kusiciela przeklętego i zapragnął dorównać Bogu. Nie ma nikogo ponad Boga i żadnego prawa ponad Jego Prawo. Sprawiedliwym wyrokiem była śmierć.
Bóg jednak w swojej niezgłębionej miłości, nie pozostał obojętny na los zranionego grzechem człowieka. Obiecał ostateczny triumf Prawdy i życie dzięki łasce Krwi Baranka, który zstąpić miał z Nieba i umrzeć miał obarczony będąc naszymi winami.
Chrystus zwyciężył śmierć, szatana i świat na Krzyżu. On to chce dziś obdarzyć łaską zbawienia każdego zbłąkanego syna Ewy, aby każdy miał życie „i to życie w obfitości”.
Każdy z nas ma szansę na zbawienie. Drogę wskazał nam już Jezus Chrystus. To nie prawda zatem, że zło zawsze zwycięża. Każdy, kto uwierzył Jezusowi, razem z Nim zwycięża nad złem i dzięki Jego Miłosierdziu może przyjąć godność dziecka Bożego! Dobro triumfuje w duszy bojaźliwej wobec Pana i otwartej na Jego słowa. Prośmy zatem Boga, aby utrzymał nas w Swej łasce dającej zbawienie przez całe nasze życie, abyśmy mogli uczestniczyć w wiecznej Uczcie Miłości, w szczęśliwości Bożej na zawsze.

Dodatkowe materiały

Sakramentalia

Znaczenie sakramentaliów (błogosławieństw) w naszym życiu

Zdarza się dość często, że stawiamy pytanie: po co biskup lub ksiądz błogosławi (jak mówimy: poświęca), np. nowy sklep, supermarket, fragment nowej drogi, pojazdy, instalację oświetlającą nasze kościoły, bank, szkołę, bibliotekę lub nawet oczyszczalnię ścieków? Nieraz wręcz mamy z tego powodu pretensje do naszego duchowieństwa. Jak mamy na to patrzeć? Odpowiedź na nasze wątpliwości możemy znaleźć w soborowej Konstytucji o Liturgii, gdzie czytamy, że sakramentalia (błogosławieństwa) „uświęcają różne okoliczności życia, – prawie każde wydarzenie życia odpowiednio usposobionych wiernych zostaje uświęcone – niemal każde godziwe użycie rzeczy materialnych może zostać skierowane do uświęcenia człowieka i uwielbienia Boga” (KL 60-61). Jeszcze więcej pouczenia na ten temat znajdujemy w księdze Obrzędy błogosławieństw, t. I – II, Katowice 1994. Otóż sam Bóg ponad wszystko błogosławiony jest źródłem i początkiem wszelkiego błogosławieństwa. Pismo Święte, jak i liturgia podkreślają, że tylko Bóg jest dobry i to On wszystko dobrze uczynił, aby swoje stworzenia napełnić błogosławieństwami. Czynił tak również po upadku człowieka, okazując w ten sposób swoje miłosierdzie. Gdy spełniły się proroctwa i nadeszła pełnia czasów Ojciec przysłał nam swojego Syna i przez Niego udzielił ludziom wszelkiego duchowego błogosławieństwa (Ga 4,4; Ef 1,3). Chrystus, nasz Bóg, uwolnił ludzkość od potępienia i obdarzył nas swoją łaską. Zbawiciel jest największym błogosławieństwem Ojca dla nas. On błogosławił braciom i siostrom, szczególnie maluczkim (Mk 10, 16) i kierował do Ojca modlitwę błogosławieństwa, tzn. Boga uwielbiał, wysławiał i dziękował Mu. Jezus wstąpiwszy do nieba zesłał od Ojca Ducha Świętego, abyśmy umocnieni Jego mocą wychwalali Boga Ojca, „dziękowali Mu i wypełniając uczynki miłosierdzia zasłużyli na przyjęcie nas do grona błogosławionych w niebie. (OB 1-3). Bóg, jak uczy Kościół, od którego pochodzi każde błogosławieństwo, pozwolił w historii zbawienia, aby ludzie, szczególnie zaś patriarchowie, królowie, kapłani, lewici i rodzicie wysławiali i błogosławili Jego imię oraz „obdarowywali w Jego imieniu innych ludzi Boskimi błogosławieństwami i sprowadzali je na rzeczy stworzone” także (OB 6). „Błogosławieństwa odnoszą się przede wszystkim do Boga, którego wielkość i dobroć wysławiają. Ponieważ zaś udzielają Bożych dobrodziejstw, odnoszą się także do ludzi, którymi Bóg rządzi i opiekuje się w swojej opatrzności. Zwracają się również do rzeczy stworzonych, których obfitością i różnorodnością Bóg błogosławi człowiekowi” (OB 7). Kościół podejmuje czyny Chrystusa („uczestniczy w kielichu błogosławieństwa”), w liturgii, jak i w sakramentaliach uwielbia i wysławia Boga, także wyprasza Boże dary, błogosławieństwo ludziom, również rzeczom. Staje się w ten sposób Kościół błogosławieństwem dla świata.Konkretnie więc w danym obrzędzie, np. błogosławienia (poświęcenia) sklepu pragniemy najpierw błogosławić Boga (błogosławić, łacińskie: benedicere, czyli dobrze mówić, w tym wypadku o Bogu), tzn. uwielbiać Go i wysławiać oraz dziękować za błogosławiony obiekt, że został on zbudowany, że ludzie będą mogli tu mieć pracę, że tu będziemy mogli zaopatrywać się w potrzebne nam artykuły. Jednocześnie zawarta w tym błogosławieństwie jest prośba o Boże błogosławieństwo dla właścicieli, dla ich pracowników; prośba o uczciwą pracę, chociażby o to, aby nikt nie był tu krzywdzony – ani pracujący, ani też kupujący. Przy błogosławieniu np. pojazdów i ich kierowców także uwielbiamy i wysławiamy dobrego Boga, dziękujemy Mu, ale też prosimy o dobre z nich korzystanie, o szczęśliwą jazdę; o to, abyśmy siebie i nikogo nie skrzywdzili w wyniku wypadku drogowego. Podczas błogosławienia pokarmów na stół wielkanocny błogosławimy Boga, jak wyżej wspomniano, ale prosimy też, aby chleb i inne potrawy służyły nam w codziennym życiu; abyśmy jedli po to, by żyć, a nie żyli, aby jeść. Otaczające nas rzeczy i stworzenia nieraz nam zagrażają: ogień, woda, powietrze, dzikie zwierzęta, bakterie (boimy się wąglika), różne choroby, dlatego prosimy Boga o pomoc poprzez sakramentalia. Błogosławimy wodę i chleb w dzień św. Agaty (5 lutego), aby przez te znaki, za wstawiennictwem Patronki, byliśmy wolni od klęski pożaru. We wspomnienie św. Błażeja (3 lutego), patrona od chorób gardła, poświęcamy świece i otrzymujemy błogosławieństwo, w którym zawarte jest błaganie o nasze zdrowie (gardło i inne choroby). Bywa i tak, że źle korzystamy z tego, co posiadamy; nasze dobra mogą nas w pewien sposób zniewolić. Błogosławieństwa przypominają, że człowiek jest panem rzeczy, a nie odwrotnie. One mają mu służyć w dobrym celu, a nie człowiek, ich właściciel – im. Dlatego też w dawnym rytuale wileńskim (Agenda z 1499 roku) znalazło się błogosławieństwo lustra i prośba, aby jego właściciel umiejętnie z niego korzystał. Możemy domyśleć się, aby zbytnio sobie się nie przyglądał, nie wpadł w samouwielbienie, nie marnował czasu. Także w dawnym obrzędzie błogosławienia stajni (obory) była prośba w intencji gospodarza, aby ten przez swoje nierozumne postępowanie nie stał się podobny do wołu i osła, które przebywają w tym budynku. Rzeczy, przedmioty nas otaczające zawierają w sobie Bożą myśl, bo od Niego pochodzą. Można w nich znaleźć ślady dobrego Boga, one przypominają Boga. Kochającemu człowiekowi wszystko, co ma związek z ukochaną osobą, jest bardzo drogie i cenne. Człowiek religijny poprzez te rzeczy, przedmioty zbliża się do Boga. Poświęcony krzyż przypomina nam wielką miłość Chrystusa do nas i to wszystko, co z tym znakiem jest związane. Błogosławiony kamień węgielny mówi, że na Bogu, na Chrystusie wszystko powinno się opierać jak na fundamencie. Błogosławiona łódź przypomina prawdę, że płyniemy do portu wieczności, że taką również łodzią Piotrową jest nasz Kościół. Błogosławieństwo światła wskazuje, że to Jezus jest naszą światłością, przynosi jasność i ciepło, czyli poznanie i miłość; poświęcany popiół przypomina o Chrystusie, który jest naszym sędzią, o przygodności ludzkiego życia tu na ziemi; błogosławieństwo wody jest wspomnieniem naszego chrztu i tej prawdy, że Chrystus obmywa nas z grzechu. Błogosławiony na Wielkanoc chleb wskazuje na Zmartwychwstałego i uwielbionego Pana, który w Eucharystii jest naszym żywym chlebem (W. Schenk).Wypada nam patrzeć na sakramentalia (błogosławieństwa) jako na dar Bożej miłości i dobroci. Nie wolno ich traktować jako znaki magiczne. Niektórzy używali chleba św. Agaty przy przemycie. Miał chronić tych ludzi i ich towar od ognia, tzn. w tym wypadku od celnika. Błogosławieństwa celebrowane z wiarą i tak przyjmowane będą zawsze wyrazem naszej miłości do Boga, ale też życzliwości względem ludzi, którym tych błogosławieństw udzielamy.

Ks. Stanisław Hołodok
( https://archibial.pl/czas/nr139/art/sakr.htm )

Opętanie

hpop

Opętanie

*Franciscan Marytown Press „szatan i egzorcyzm”, wyjątki.

Opętanie jest całkowicie inne od obsesji, polega na tym, że diabeł wchodzi w człowieka i mieszka w nim, używając jego ciała jako instrumentu dla swoich diabelskich celów i działa poprzez członki ciała opętanego. W wypadku opętania ofiara nie ma żadnej woli w czynnościach, które wykonuje. Nie chce mówić tego co mówi, często nie byłaby sama w stanie mówić językami, które wypowiadają jej usta, nie mogłaby znać faktów, które wyjawia w czasie opętania, ani również tajemnic czy odległych wydarzeń. Czasami fakt opętania można odkryć tylko po dokładnym zbadaniu. Często ofiara nie jest świadoma swojego stanu.
Opętanie nie zawsze oznacza, że ofiara musi być wielkim grzesznikiem, albo że weszła w jakieś prywatne układy z diabłem. Bóg dopuszcza czasami wypadek opętania dla wykazania swojej mocy, albo jako przestrogę dla grzeszników. W Ewangelii mamy siedem przykładów ludzi opętanych, z których Chrystus wyrzucił diabła.
Kiedy wszyscy narzekamy na przykry i niski stan moralny naszego narodu i otwarcie przyznajemy panowanie grzechu, bardzo niechętnie uświadamiamy sobie jego przyczynę. Doskonale widzimy zły owoc lecz oślepliśmy, by dostrzec drzewo, na którym zły owoc dojrzewa. Czy nie jest to zastanawiające, że tak często nie potrafimy uznać, że diabeł jest inspiratorem zła? Ta ślepota oznacza zwycięstwo dla wroga zbawienia. Wiele dusz prowadziłoby świętsze życie, gdyby rozpoznały, że diabeł jest przyczyną i źródłem grzechu: a grzesznicy nie byliby tak dumni ze swoich wad, gdyby wiedzieli, że idą za szatanem, rzeczywistym bytem, a nie tylko niejasną enigmą istniejącą jedynie w ludzkiej fantazji.
Kościół przyjmuje wpływ diabła i stosuje środki zaradcze w formie wielorakich egzorcyzmów i poświęceń. Lecz, niestety, są ludzie wykształceni, nawet pomiędzy duchowieństwem, którzy po latach doświadczeń nigdy nie ujrzeli drzewa zła, nigdy nie dostrzegli sprawcy wszelkiego zła, i którzy mówią, że nigdy nie widzieli osoby poddanej wpływowi diabła. Widzą oni grzeszników umierających bez spowiedzi, mają w swoich parafiach grzeszników, którzy żyją w grzechu od wielu lat, i którzy twierdzą, że są sami odpowiedzialni za swoje czyny i że są ich jedynymi sprawcami. Stanowisko takie nie jest w zgodzie z duchem i Magisterium Kościoła.
Ślepota taka jest godna pożałowania. Generał, który widząc trupy swoich żołnierzy zabitych podczas akcji, nadal twierdziłby, że nie było tam nieprzyjaciela, zostałby odwołany ze swojego stanowiska z powodu głupoty. Chrystus zamierzał, by Jego kapłani prowadzili dusze do nieba, a kiedy zauważą, że wiele dusz bywa zamordowanych dla wieczności, powinni powstać do czynu i walki przeciw wrogowi Boga, który to wszystko sprawia.
Pokażcie duszom chrześcijańskim diabła takim, jaki on naprawdę jest, a jego brzydota nie pociągnie ich. Ukryjcie diabła, a z niewiedzy pójdą za nim. Diabeł ukrywał się zbyt długo, nie z winy Kościoła lecz tych, którzy mają zbyt małą, lub nie mają żadnej wiary w życie nadprzyrodzone. Moc diabła maleje z chwilą, kiedy odkryte zostają jego zamiary. Nie oznacza to oczywiście, że większość wypadków głupoty czy epilepsji jest powodowana obecnością szatana, lecz tylko, że wiele wypadków tego typu, jak również innych zaburzeń fizjologicznych czy umysłowych jest dziełem szatana (Job 2,4-6). Należy zauważyć, że w zapisach Pisma Świętego choroby cielesne są odróżniane od działań złego ducha. Nasz Zbawiciel leczył schorzenia oraz przynosił ulgę uciśnionym przez diabła. Współczesne przekonanie, że cielesne choroby były w owym czasie mylone z wypadkami opętania, jest zupełnie bez podstaw.
„W niektórych wypadkach istnieją dowody, że choroba cielesna była rzeczywiście wewnętrznie związana z działaniem złych duchów. Ślady choroby znikały, z chwilą wymówienia przez Chrystusa słów wypędzenia. W niektórych wypadkach Chrystus zmuszał szatanów do złożenia oświadczenia kim oni byli”. (Raupert J. Godfrey, K.S.G., Christ and the Powers of Darkness, str. 11).
15 sierpnia 1972 r. Papież Paweł VI w liście Apostolskim Motu Proprio, zreformował rytuał pierwszej tonzury, mniejszych święceń i subdiakonatu. Od tego czasu, mniejsze święcenia mają nazywać się „urzędami”, ponieważ ściśle biorąc, nie są one częścią Sakramentu Święceń i można je powierzyć ludziom świeckim. Posługa egzorcysty, podobnie jak inne urzędy poświęcające się pracy nad jałmużną, nie przyjęła się powszechnie jako urząd w Kościele Łacińskim, ale może wyodrębnić się jako taki w poszczególnych regionach, jeżeli Konferencje Biskupie uznają za konieczną czy użyteczną z jakichś szczególnych powodów. W każdym razie, posługę tę może biskup powierzyć kapłanom, diakonom lub innym osobom bez ustanawiania go jako urzędu (L. Osservatore Romano, wyd. ang. 9/21, s. 9).

Czy diabeł może rzeczywiście opętać człowieka?

Diabeł nie może maltretować ciała człowieka z zewnątrz (obsesja) ani działać przez niego w nim (posesja, opętanie) bez pozwolenia Bożego. Bóg czasami pozwala na to, aby ukarać tych, którzy kroczą zbyt blisko świata duchów, uprawiając czarną magię, różdżkarstwo, czary, magnetyzm, okultyzm, hipnotyzm, czy przepowiadanie przyszłości, i co przeważa w świecie dzisiejszym, spirytyzm. Dobrowolnie zaangażować się w jedną z powyższych praktyk albo z ciekawości, albo z pragnienia posiadania tajemnic czasu, to otworzyć drzwi dla szatana.

Przyczyny opętania (posesji)

Często zadaje się pytanie: „co jest przyczyną opętania”, lecz nie ma pełnej odpowiedzi na nie, ponieważ jedne z przyczyn są znane, inne zaś są nieznane. Ogólne przekonanie, że przyczyną opętania jest uparte trwanie w grzechu, może być prawdziwe odnośnie pewnych przypadków, ale niesłuszne odnośnie innych przypadków. Znane są wypadki opętania nawet u ludzi świątobliwych i pobożnych. Oto kilka przykładów przyczyn opętania.

Przepowiadacze przyszłości i tym podobni

Zdarzają się częste wypadki opętania wśród ludzi, którzy poszukują informacji u przepowiadaczy przyszłości lub z wirujących stolików, czy też u spirytystów. Poszukują oni mądrości nie u Boga, lecz w zakazanych źródłach. Stąd nic dziwnego, że stają się ofiarami szatana, który często dla podtrzymania ich w błędzie, „oświeca ich pozorem prawdy”, bardziej niż tego oczekują. Bóg narzekał kiedyś na Ochoziasza, króla Izraela: „Czyż nie ma Boga w Izraelu, że idziesz po prawdę do Belzebuba, boga Akkronu”. Niektórzy spirytyści dokonują pozornych uleczeń modlitwą, ale potem osoby uleczone ponoszą inne cierpienia dniem i nocą. Diabeł każe im ciężko zapłacić za oddane usługi.

Czary

Czary (magiczne napoje lub proszki) podawane w pożywieniu lub napoju, mogą powodować opętanie. Diabeł ma swoje sługi, zwykłe czarownice i szarlatanów, którzy przygotowują te diabelskie substancje, dzięki którym jest zdolny wejść do ciała ludzkiego czy zwierzęcego. W ten sposób nawet niewinne istoty mogą stać się ofiarami. Poświęcenie pokarmu czy napoju łamie czar i unieszkodliwia go. Z tego powodu Kościół poświęca wszystko, wyrzuca z nich diabła i poświęca je celom, dla których zostały stworzone. Niewidzialne dobrodziejstwa poświęcenia będą w pełni znane dopiero w wieczności.

Przekleństwa

Przekleństwo rzucone przez osoby z autorytetem (zwłaszcza rodziców na ich dzieci) może czasami spowodować opętanie. Niektóre dzieci stały się ofiarami diabła bezpośrednio po tym, jak ich rodzice ofiarowali je szatanowi nawet przed przyjściem na świat. W życiu świętych z kolei spotykamy przypadki, że niektóre dzieci były ofiarowane Bogu zanim przyszły na świat. Taka praktyka jest godną pochwały i każda matka chrześcijańska powinna ją stosować.

Bezpośrednie wezwanie

Gdyby jakaś osoba bezpośrednio oddała się złemu, opętanie przez diabła jest prawie że pewne. Bóg jest sprawiedliwy nawet w swojej relacji do szatana, a ponieważ szanuje wolny wybór stworzenia w sytuacji, kiedy ktoś wybiera go za Pana, pozwoli złym duchom wziąć w posiadanie tych, którzy sami mu się oddają.

Z Boskiego przyzwolenia

Dla większej chwały Boga i dla większego tryumfu nad Swymi wrogami, Bóg czasami pozwala, by diabeł wziął w posiadanie zupełnie niewinnych ludzi. Są to tak zwane „Ofiary dusz”, które ofiarowują siebie Bogu, by znosić wszelkie możliwe cierpienia i tortury w tym celu, aby zbawić grzeszników. W takich wypadkach nie ma mowy o żadnej winie, o sprawiedliwej odpłacie czy karze za popełnione winy; Bóg przyzwala na opętanie w tym celu, aby osłabić potęgę piekła (przez egzorcyzm) i by oddano cześć Bogu.

Jak można rozpoznać kto jest opętany?

Rzymski rytuał wymienia trzy główne znaki opętania: mówienie nieznanymi językami lub rozumienie ich, kiedy ktoś ich używa, ujawnianie ukrytych lub odległych faktów, wykazywanie siły nieproporcjonalnie wielkiej do wieku ofiary i okoliczności opętania. Znaki te nie są jedyne, ponieważ Rytuał mówi: „te znaki i inne podobne, kiedy zdarzają się w wielkiej ilości są niezawodnym wskaźnikiem opętania. Jest jednak możliwe, że opętaniu nie będą towarzyszyć żadne z wymienionych powyżej znaków. Diabeł może nie być zainteresowany wykazaniem swej obecności, mówieniem nieznanymi językami lub odkryciem swojej tożsamości innymi cudownymi znakami. Jego moc leży, jak u łodzi podwodnej, w możliwości ukrycia i uderzenia znienacka.
Z drugiej strony jest niemożliwe, aby diabeł nie zdradził swojej obecności jakimiś znakami. Jeżeli jest w osobie, będzie działał. Wywrze swoje panowanie nad ciałem tyranią i torturami. Może ukryć niektóre ze znaków swojej obecności, ale nie zdoła tego zrobić ze wszystkimi.
We wszystkich wypadkach opętania są dowody na istnienie dwu osobowości – ofiary i przebywającego w niej ducha. Osoba fizyczna narzeka na wpływ obcego i na pogwałcenie własnej wolności. Wskazuje, w jaki sposób jest zmuszona działać przez to „coś wewnątrz niej”, nawet wbrew jej własnym przekonaniom i woli. Opętany będzie chciał jeść, to coś zatrzyma go, będzie chciał się modlić to druga osobowość przeszkodzi mu. Osoby takie nie tracą zupełnie głowy, wiedzą co im dolega, są świadome obecności w niej obcej inteligentnej siły, która utrudnia im wolne działanie. Potrzebują pomocy, a pomocy tej udzielić im mogą tylko ci, których trosce powierzone są ich dusze. Jest to obowiązkiem duchowieństwa, aby ofiary opętania diabelskiego otrzymały dobrodziejstwo sakramentaliów ustanowionych przez Kościół dla tych celów. Byłoby okrutne i niesprawiedliwe odesłać ofiary diabła bez udzielenia im pomocy.

Władze szatana

BÓG NIE ZABRANIA ZŁYM DUCHOM CZYNIĆ ŹLE, LECZ I Z TEGO ZŁA PRAGNIE WYPROWADZIĆ DOBRO

Przeglądając jeszcze raz to, co Maryja mówi w swoich orędziach o szatanie można byłoby sporządzić długą listę. Mówi nam, że szatan jest silny, że jest bardzo czynny, zawsze czyhający, ma nad nami przewagę jeśli o pomoc nie zwrócimy się do Jezusa Chrystusa, Który pokonał szatana. szatan chce zniszczyć Plany Boże, unicestwić zamiary Maryi, chce zająć pierwsze miejsce w życiu, odebrać radość… Maryja mówi nam też, że chwała Boża jawi się w jego klęsce, że zwalcza się go modlitwą, zwycięża się go różańcem, że pokonuje się go modlitwą i postem.
Maryja mówi nam też wiele innych rzeczy. Lecz to, co jest uwydatnione to generalna zasada: Bóg obdarzył człowieka wolną wolą i pozwala mu działać. Potem da każdemu według jego dzieła. Tymczasem czeka tak, jak to jest doskonale przekazane w przypowieści o zbożu i kąkolu. Dlatego dopuszcza, by działał szatan, by działali aniołowie, by dobrzy i źli dokonywali swoich dzieł. Dlaczego nie przeklął Hitlera czy Stalina? Dlaczego dopuszcza żeby przemoc gnębiła słabego? Dlaczego nie wkracza by bronić prześladowanego niewinnie? Bóg czeka. On, który chce tylko dobra, życia, szczęścia, zdrowia, dopuszcza zło pochodzące od grzechu, do sprzeciwienia się Mu, do dania dowodów miłości Jemu Samemu. Jest to również konieczne dla naszego uświęcenia (jako że jesteśmy grzechem skażeni) i okazja wynagrodzenia Bogu za grzechy swoje i innych. Cierpienie moralne i fizyczne jest doskonałą okazją do naśladowania Jezusa, w niesieniu krzyża i złożeniu z siebie żywej ofiary całopalnej, aby w zjednoczeniu z Ofiarą Chrystusa ratować inne dusze, a siebie doskonalić w cnotach. Jest też jednak prawdą, że w niezbadany sposób Bóg ze zła wyprowadza dobro, dlatego Bóg pozostawia wolną rękę prześladowcom (czekając na ich nawrócenie), a wywyższa męczenników.
Pismo Święte nazywa błogosławionym „męża, który wytrwa w pokusie” (Jk l, 12) i podobnie błogosławionym nazywa człowieka „który mógł grzeszyć, a nie zgrzeszył, uczynić źle, a nie uczynił” (Syr 31,10). Dlatego na sądzie ostatecznym triumfować będzie wolność dobrze wykorzystana, a karana wolność źle użyta.
Tymczasem Bóg dopuszcza by szatani działali. Ich zwykłym działaniem jest kuszenie. Widzieliśmy jak Bóg wyprowadza z niego dobro.
A teraz przyglądnijmy się w jakich działaniach nadzwyczajnych szatan posiada moc, choć to tylko pojedyncze przypadki oddziaływania ku naszej zgubie. Streszczone są one w sposób systematyczny w pięciu punktach:
l. Zakłócenia zewnętrzne. – Demon może być przyczyną cierpień zewnętrznych (czyli pozostając na zewnątrz osoby dotkniętej), nawet bardzo poważnych. Było to przypadłością wielu Świętych: Św. Pawła od Krzyża, Proboszcza z Ars, św. Ojca Pio… Chodzi o uderzenia, biczowanie, ciosy zadawane w różne części ciała. Czasami ofiara była rzucana o ziemię lub o ściany, zrzucana ze schodów. Są to przypadki rzadkie, które zdarzały się nie tylko świętym. Jeżeli chodzi o lżejsze przypadki, to były i są różne osoby, które cierpiały i cierpią na podobne ataki.
2. Diabelskie opętanie. – Jest to zakłócenie poważniejsze i występuje, gdy demon umiejscawia się w ciele ludzkim i zmusza go do powiedzenia lub zrobienia rzeczy, za które dana osoba nie może być odpowiedzialna, a często nawet nie byłaby zdolna tego uczynić. To w takich przypadkach sprawdzają się takie bardziej widoczne zjawiska, jak mówienie językami, które były całkowicie nieznane ofierze, demonstrowanie nadludzkiej siły, znajomość wydarzeń odległych i utajonych. Ewangelia przedstawia nam typowy przykład tego w opętanym Gergezeńczyku i przedstawia nam także wiele innych przykładów. Przypadki opętania mogą być bardzo różne, czasami z objawami widocznymi, a czasem nie. Byłoby błędem (który wielu popełnia) przykładać tu jakiś szablon. [Pamiętajmy, że szatan posiada przerażającą inteligencję i potrafi dostosować swoje działania do zastanych w człowieku schematów myślenia i wartościowania.]
3. Dręczenie diabelskie. – Chodzi o mniejsze zaburzenia, które nie zawierają opętania. Np. Hiob był dotknięty na zdrowiu, w uczuciach, w dobrach materialnych, ale nie był opętany. Egzorcyści mają do czynienia częściej z przypadkami gnębienia niż opętania z osobami dotkniętymi na zdrowiu (z bólami opornymi na wszelkie lekarstwa, przy których lekarze pozostają bezradni), w uczuciach, w dobrach czy pracy, z występowaniem dziwnych zjawisk u samej osoby lub w rzeczach, które do niej należą. Niemniej jednak nie występuje opętanie diabelskie.
4. Obsesja diabelska – Również w tych przypadkach ból występuje w różnych formach. Dominują myśli obsesyjne, nie do przezwyciężenia, do tego stopnia, że prowadzą do rozpaczy i do samobójstwa. W tych przypadkach bardziej niż w innych egzorcysta musi być bardzo uważny, by nie pomieszać działania demona z chorobami psychicznymi czy zjawiskami parapsychologicznymi [które mimo to najczęściej są wynikiem działania szatana]. Trzeba jednak, aby taką samą wagę i ostrożność wykazywali lekarze psychiatrzy co jest rzeczą bardzo rzadką!
5. Gnębienie, ataki diabelskie. – W tym przypadku demon nie działa na człowieka, lecz na domy, przedmioty, zwierzęta. Te formy diabelskiego działania też są możliwe, choć są rzadkie i ich diagnozowanie wymaga dużego doświadczenia, ponieważ bardzo łatwo można dać się zwieść, zasugerować, doprowadzić się do manii ciężko przezwyciężalnych.

Jak zwalczyć diabła?

Środkami do walki z diabłem we wszystkich jego objawach są:
l) dobra sakramentalna spowiedź, 2) przyjęcie Komunii Świętej i przyjęcie odpustu zupełnego przez spełnienie dodatkowych warunków, 3) gorąca modlitwa i post, 4) użycie sakramentaliów, relikwii, a zwłaszcza święconej wody, ale i wody ze źródełka np. z Gietrzwałdu 5) egzorcyzmy.
Jeżeli chodzi o ten ostatni środek Kościół ostrzega, aby używać go roztropnie tylko przez duchownych i tylko za zgodą Ordynariusza, lub biskupa lokalnego, lub duchownego, który posiada podobne uprawnienia, zwłaszcza, jeżeli egzorcyzmy mają odbyć się uroczyście.
Jeżeli wspomnimy, że diabeł stracił swoją chwałę w niebie poprzez pychę, w chwili odmowy oddania czci ludzkiej naturze Chrystusa, którą Bóg Wcielony miał przyjąć, zrozumiemy jak nisko upokorzył Bóg szatana, nawet do tego stopnia, że zmusił go do bycia posłusznym rozkazom ludzi, działających w Imię Chrystusa.

Moc egzorcyzmu

Niech nikt nie myśli, że wypadki opętania przez złego ducha są tak nieliczne, że trzeba wracać do czasów Chrystusa, aby spotkać jeden. Nie ma miasta, nie ma nawet jednej parafii, w której nie byłoby wypadku opętania. Nie jest to nierozważne stwierdzenie bez przemyślenia, czy rozważenia, lecz jest to stwierdzenie oparte na osobistym doświadczeniu. „Odkryłem tyle wypadków opętania, że nie mógłbym się z nimi uporać nawet gdybym pracował dwadzieścia cztery godziny na dobę, dzień w dzień cały rok.” (o. Dominik Szymański O.F.M. Conv. dr. teologii i prawa).
Złe duchy częściej nawet wchodzą w ciała zwierząt. Również rzeczy nieożywione czy przedmioty używane do grzesznych celów mogą zostać „opętane” przez demona. „Nawiedzony” stolik wirujący będzie udzielał odpowiedzi, jeżeli się go jednak poświęci, zamilknie. Szatan przywłaszcza sobie w posiadanie miejsca i przedmioty, użyte do grzechu, ponieważ przez grzech zostały mu poświęcone, podobnie jak przez poświęcenie, miejsca i rzeczy są konsekrowane Bogu. Z tego wniosek, że częste poświęcanie miejsc ma dobre strony.
Kościół doradza, aby poświęcać domy wiernych przynajmniej raz w roku. Tak jak stan łaski traci się przez grzech, tak użycie przedmiotów dla celów grzesznych pozbawia ich stanu poświęcenia, a popełnienie grzechu w jakimś miejscu pozbawia to miejsce stanu poświęcenia.
Z tego względu Kościół stosuje praktykę ponownego poświęcenia kościołów czy cmentarzy, jeżeli została w nich popełniona zbrodnia.
W życiorysie Św. Franciszka Salezego czytamy, że pewnego razu egzorcyzmował heretyków zanim rozpoczął kazanie, ponieważ uważał, że wszyscy heretycy są w pewnym stopniu podlegli dominacji diabła, który jest ojcem kłamstwa. Działanie tego świętego miało nadzwyczajne skutki. Siedemdziesięciu dwu heretyków nawróciło się.
Święty Franciszek znał kraj, przez który miał przechodzić. Kiedy bowiem był w szkole w college w Annecy, p. De Boisy zmuszony był opuścić zamek w Sales i przebywać przez pewien czas w Brens w Chablais. Z tej okazji podczas wakacji Franciszek zapoznał się z tamtejszym środowiskiem i wiedza ta teraz bardzo mu się przydała.
Skoro tylko podróżni przekroczyli strumień Chandouze, który oddziela społeczność Juvigny od St. Cergues, i tworzy granicę Chablais, zatrzymali się przy nim na krótką modlitwę. Najpierw pozdrowili Anioła Stróża tej prowincji, następnie zwracając myśl do Boga wszechrzeczy, błagali go, aby raczył wypędzić z tej ziemi wszystkie złe duchy i by pobłogosławił pracę, której jego słudzy mieli się poświęcić.
„Charles Auguste opowiada nam, że ich przełożony i jego towarzysze mieli zwyczaj recytowania egzorcyzmów kiedykolwiek wzywano ich do dysput z kalwinistami, a zwłaszcza z ich ministrami. Św. Franciszek zwykł bowiem mówić, że wszyscy heretycy, a zwłaszcza ci, którzy nauczają, są opanowani lub opętani przez diabła i z tego względu jest dobrze odmówić nad nimi egzorcyzm zanim przystąpi się do dysputy.

Dla grup modlitewnych

Św. Ignacy pisze z Antiochii: „Starajcie się często gromadzić, by dzięki czynić Bogu i wysławiać Go, gdy zbieracie się w tym celu, moc szatana słabnie, a jego złośliwość wali się wobec waszej jednolitej wiary” (Ef l3,18). Idąc na zgromadzenie braci, wyznaj swoje grzechy. Nie udawaj się na modlitwę z nieczystym sumieniem. Oto droga życia.


Przykłady opętań

Przypadek opętania Robbiego Mannheima

Robbie Mannheim wiódł życie przeciętnego amerykańskiego 14-latka do momentu śmierci jego cioci Harriet. Zrozpaczony chłopiec postanowił skontaktować się ze zmarlą w trakcie seansu spirytystycznego – wspólnie z ciotką, jeszcze za jej życia, często wywoływali duchy. Wkrótce potem dziwne odgłosy dało się słyszeć w domu, gdzie mieszkał Robbie, a sam chłopiec zmienił się nie do poznania – zaczął okropnie przeklinać, a na jego ciele można było znaleźć ślady samoistnie powstałych ran. Rodzice chłopca zabrali go do psychiatry, który jednak orzekł, że Robbie jest zdrowy na ciele i umyśle. Rodzice nabrali więc przekonania, że ich syn został opętany przez diabła. Podobnego zdania był pewien ksiądz, który postanowił oczyscić duszę chłopca. W trakcie egzorcyzmu, odprawionego w miejscowym szpitalu, kiedy duchowny spiewał „uchroń nas od zła”, Robbie wyzwolił się z pasów bezpieczeństwa i zaczął na oślep uderzać wyrwaną z łóżka sprężyną. Rany, jakie zadał on w ten sposób na ramieniu księdza, wymagały ponad stu szwów.

PRZYSIĘGA MILCZENIA

To tylko fragment czteromiesięcznej gehenny, jaką zaczął przeżywać w kwietniu 1949 roku chłopiec, którego prawdziwe imię miało pod przysięgą pozostać utrzymane w tajemnicy. Jego rodzina mieszkała na przedmieściach Waszyngtonu. Informacja na temat egzorcyzmu ukazała się w Washington Post 20 sierpnia 1949 r., po tym, jak przeciek na temat rytuału spowodował ukazanie się artykułu na jego temat w The Catholic Review. Historia ta zainspirowała Williama Petera Blatty, w tym czasie studenta na uniwersytecie w Georgetown, do napisania bestsellera zatytułowanego Egzorcysta. Blatty skontaktował się z ojcem Williamem Bowdernem, jednym z księży zaangażowanych w egzorcyzmy. Jednak duchowny odmówił ujawnienia jakichkolwiek szczegółów dotyczących sprawy, ponieważ obiecał rodzinie dochować tajemnicy. Jednak Bowdern w czasie przeprowadzania egzorcyzmów prowadził dziennik, którego kopia trafiła w 1986 roku w ręce pisarza Thomasa Allena. Stało się to dzięki pośrednictwu ojca Waltera Hollorana, kolejnego duchownego, który pomagał wypędzić diabła z duszy Robbiego. W ten sposób Allen dowiedział się, jak w ciągu miesiąca grupa jezuitów przeprowadziła serię egzorcyzmów w domu krewnych chłopca i lokalnym szpitalu w St.Louis w Missouri, modląc się i kropiąc ciało opętanego święconą wodą. Objawy opętania pojawiły się nocą, kiedy Robbie wpadł w szał, niszczył wszystko dookoła siebie, opluwał księży i obrzucał ich wyzwiskami. O wschodzie słońca chłopiec uspokajał się. Rany, które pojawiły się na jego ciele, wyglądały jak cięcia od cierni, a strużki krwi układały się w napisy, takie jak PIEKŁO (HELL) czy ZLO (EVIL).

WALKA Z DIABŁEM

Niemal przez cały czas księża modlili się po łacinie. Uważali, że w ten sposób można wezwać Chrystusa, który stawi czoła diabłu. W wielkanocny poniedziałek 1949 roku – po 24 nocach egzorcyzmów – Robbie otworzył oczy i powiedział: „odszedł”. Lekarze, którzy zapoznali się z przypadkiem Robbiego uważają, że przyczyna dziwnego zachowania chłopca mogło być jedno z niżej wymienionych zaburzeń psychicznych:

automatyzm – stan objawiający się mechanicznymi, nie wypływającymi z woli działaniami, towarzyszący pewnym formom schizofrenii

syndrom Gillesa de la Tourette – w czasie którego cierpiący wydają z siebie niekontrolowane krzyki, chrząknięcia, używają także, wbrew własnej woli, wulgarnego języka

natręctwo – objawiające się przymusowym przeżywaniem pewnych myśli czy emocji lub wykonywaniem określonych czynności, często niemających związku z daną sytuacją, z pewną świadomością ich absurdalności.

Jednak lekarze, którzy zbadali chłopca, nie stwierdzili u niego żadnego z powyższych zaburzeń. Allenowi udało się dotrzeć do Robbiego, obecnie 50-letniego mężczyzny, który ma własne dzieci. Zdaniem pisarza, Robbie był „niewinną ofiarą przerażającej, niepojętej siły, której kulturowe i psychiczne korzenie sięgają głębiej niż chrześcijaństwo”. Ojciec Gabriele Amorth jest jednym z niewielu egzorcystów, którzy otwarcie mówią o swoich praktykach. Ten mieszkający w Rzymie ksiądz twierdzi, że w swoim życiu odprawił 50 000 egzorcyzmów, jednak tylko 84 z nich uznał za prawdziwe przypadki opętania. Za oczywiste oznaki faktycznego opętania uważa on nienaturalnie dużą siłę ofiary, posługiwanie się obcymi, nie znanymi jej językami oraz znajomości ukrytych szczegółów z życia innych ludzi.

Autor nieznany

Oława – Oławskie „objawienia” – komunikat

Oława – komunikat o fałszywych objawieniach oraz krótka analiza tamtejszych wydarzeń

(źródło tekstu nieznane)

„Stowarzyszenie Ducha Świętego” z siedzibą w Oławie zostało zarejestrowane 16 czerwca 1999 r. we Wrocławiu na wniosek Kazimierza Domańskiego. Zarejestrowane stowarzyszenie nie ma aprobaty kompetentnej władzy kościelnej, czyli biskupa archidiecezji wrocławskiej. W związku z tym Kuria Metropolitarna we Wrocławiu wydała komunikat podpisany przez Kardynała Henryka Gulbinowicza, określający stosunek Kościoła do rzekomych objawień Matki Bożej w Oławie oraz do wspomnianego „Stowarzyszenia”.
Komunikat przypomina najpierw oświadczenie Konferencji Episkopatu Polski z 17 stycznia 1986 r., w którym biskupi zwrócili się do duchowieństwa i wiernych, aby zaprzestali gromadzenia się w Oławie, gdyż rzekome objawienia nie mają nic wspólnego z nadprzyrodzonością. Według oceny Kościoła są one fałszywe, wprowadzają w błąd, godzą w zasady wiary i są wykorzystywane przeciwko Kościołowi katolickiemu.
Mając na uwadze, iż „Stowarzyszenie Ducha Świętego” zostało zarejestrowane bez zgody władzy kościelnej, komunikat stwierdza, iż „zgodnie z nauką Kościoła katolickiego, wyrażoną w Prawie kanonicznym w kanonie 1374, każdy ’kto zapisuje się do stowarzyszenia działającego w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi, powinien być ukarany sprawiedliwą karą; kto zaś popiera tego rodzaju stowarzyszenia lub nim kieruje, powinien być ukarany interdyktem’. Stosownie do brzmienia tego kanonu – czytamy dalej w komunikacie – za zapisującego się do stowarzyszenia uznaje się tego, kto świadomie i dobrowolnie zgłasza swoją przynależność do niego w charakterze członka, niezależnie czy przyjęcie dokonuje się przy zachowaniu formalności czy bez nich. Natomiast stowarzyszenie popiera ten, kto przyczynia się do jego rozwoju, tzn. popiera je, werbuje członków, wspomaga materialnie, aktywnie uczestniczy w jego spotkaniach, w realizowaniu jego programów itp.„.
Komunikat wyjaśnia następnie, jakie konsekwencje prawne ma przynależność czy też poparcie udzielone „Stowarzyszeniu”. Kara interdyktu w stosunku do osób świeckich obejmuje zakaz przyjmowania sakramentów, ponadto ukarany powinien być usunięty od udziału w czynnościach liturgicznych albo czynność liturgiczna powinna być przerwana. Wierni świeccy uczestnicząc i przyjmując sakramenty w miejscu rzekomych objawień czynią to niegodziwie i świętokradzko oraz ściągają na siebie karę interdyktu, czyli nie mogą w swoich parafiach otrzymać rozgrzeszenia, godziwie przystąpić do Komunii św., być rodzicem chrzestnym lub świadkiem bierzmowania, otrzymać pogrzebu katolickiego. Każdy wierny, który ściągną na siebie taką karę, może zostać od niej uwolniony tylko przez biskupa diecezjalnego lub przez wyznaczonego przez niego kapłana.

KOMUNIKAT Kurii Wrocławskiej

Kuria Metropolitalna Wrocławska
ul. Katedralna 13
50-328 Wrocław
tel. (071) 32-71-111: fax (071) 22-82-69               Wrocław, dnia 14 grudnia 1999 r.

L.dz. 1946/99

KOMUNIKAT W SPRAWIE OŁAWY

Kuria Metropolitalna Wrocławska, po wcześniej uzyskanej informacji o zaistniałym fakcie, podaje do wiadomości, że dnia 16 czerwca 1999 r. Sąd Okręgowy we Wrocławiu na wniosek Kazimierza Domańskiego z Oławy zarejestrował „Stowarzyszenie Ducha Świętego” w Oławie, którego prezesem został uprzednio wybrany Kazimierz Domański a wiceprezesem jego żona Bronisława Domańska.

Zarejestrowane stowarzyszenie nie ma aprobaty kompetentnej Władzy Kościelnej, tj. Biskupa Archidiecezji Wrocławskiej, ponieważ nie spełnia warunków wymaganych przez prawo kanoniczne i dlatego nie może być uznane za katolickie.

Powstanie tego stowarzyszenia jest kolejnym etapem w trwającej już od 1985 r. sprawy rzekomych objawień Matki Bożej w Oławie. Od tego czasu stanowisko Kościoła w tej kwestii nie uległo zmianie. Wszystkich wiernych katolików obowiązuje zatem nadal oświadczenie Konferencji Episkopatu Polski z 17 stycznia 1986 r., w którym Biskupi zwrócili się do duchowieństwa i wiernych, aby zaprzestali gromadzenia się w Oławie i przez to nie dawali poparcia tym rzekomym objawieniom, ponieważ nie mają one nic wspólnego z nadprzyrodzonością; według oceny Kościoła Katolickiego są fałszywe, wprowadzają w błąd opinię publiczną. godzą w zasady wiary i są wykorzystywane przeciwko Kościołowi katolickiemu. Ponadto, cała działalność Kazimierza Domańskiego jest prowadzona z uporem i samowolnie, bez łączności z władzami Kościoła rzymskokatolickiego, mimo wielokrotnych upomnień i przestróg oraz zakazów wydawanych przez Władze Kościelne Archidiecezji Wrocławskiej.

W związku z zarejestrowaniem powyższego stowarzyszenia Metropolitalna Kuria Wrocławska informuje duchowieństwo i wiernych, że zgodnie z nauką Kościoła katolickiego wyrażoną w Prawie kanonicznym w kanonie 1374, każdy – „Kto zapisuje się do stowarzyszenia działającego w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi, powinien być ukarany sprawiedliwą karą: kto zaś popiera tego rodzaju stowarzyszenie lub nim kieruje, powinien być ukarany interdyktem”.

Stosownie do brzmienia tegoż kanonu za zapisującego się do stowarzyszenia uznaje się tego. kto świadomie i dobrowolnie zgłasza swoją przynależność do niego w charakterze członka, niezależnie czy przyjęcie dokonuje się przy zachowaniu formalności czy bez nich. Natomiast stowarzyszenie popiera ten. kto przyczynia się do jego rozwoju, tzn. propaguje je, werbuje członków, wspomaga materialnie. aktywnie uczestniczy w jego spotkaniach, w realizowaniu jego programów itp.

Prawo Kościoła Katolickiego poucza, że kara zwana interdyktem, którą powinien być ukarany ten, kto popiera tego rodzaju stowarzyszenia lub nimi kieruje, zabrania: 1. udziału w sprawowaniu Ofiary eucharystycznej i wszelkich innych obrzędów religijnych; 2. sprawowania sakramentów (chrzest, Eucharystia, pokuta, małżeństwo) i sakramentaliów (pogrzeb katolicki, poświęcenia przedmiotów religijnych); 3. przyjmowania sakramentów (chrzest, Eucharystia, pokuta, małżeństwo); ponadto, ukarany powinien być usunięty od udziału w czynności liturgicznej albo czynność liturgiczna powinna być przerwana (por. kan. 1332 KPK).

Oznacza to, że w wypadku sprawowania sakramentów świętych, uczestnictwa w nich lub przyjmowanie ich przez znajdujących się w karze interdyktu jest świętokradztwem. A zatem, kapłani sprawujący sakramenty święte w ramach „Stowarzyszenia Ducha Świętego” w Oławie, a także w miejscu rzekomych objawień w Oławie czynią to świętokradzko i niegodziwie, podpadając jednocześnie pod stosowne kary. Wierni świeccy natomiast uczestnicząc i przyjmując te sakramenty w podanych okolicznościach czynią to również niegodziwie i świętokradzko oraz ściągają na siebie karę interdyktu, czyli nie mogą w swoich parafiach otrzymać rozgrzeszenia, godziwie przystępować do Komunii św., być rodzicem chrzestnym lub świadkiem bierzmowania, otrzymać pogrzebu katolickiego.

Każdy wierny, który ściągnął na siebie taką karę, może zostać od niej uwolniony tylko przez Biskupa diecezjalnego lub przez wyznaczonego przez niego kapłana.

Niniejszym Komunikatem Kuria Metropolitalna we Wrocławiu informuje i przestrzega wszystkich wiernych Kościoła rzymskokatolickiego o konsekwencjach przynależności do sekt i stowarzyszeń religijnych nie zatwierdzonych przez Kościół Katolicki. Przynależność ta grozi popadnięciem w ciężkie kary kościelne. Wszystkich Kuria Arcybiskupia Wrocławska upomina, by w czas wycofali się z fałszywej drogi, niezgodnej z prawem kanonicznym i zasadami wiary Kościoła Katolickiego.

+ Henryk Kardynał Gulbinowicz
Arcybiskup Metropolita Wrocławski

Analiza wydarzeń oławskich

ORĘDZIA OŁAWSKIE A NAUKA KOŚCIOŁA
JEZUS WYCHODZI Z KONSEKROWANEJ HOSTII?
CO JEST NAJWAŻNIEJSZE DLA GODNEGO PRZYJĘCIA JEZUSA W KOMUNII ŚW.?
KILKA WNIOSKÓW: 
	1. BŁĘDNA NAUKA
	2. NIEPRAWDZIWY OBRAZ BOGA
	3. KARYKATURA MATKI BOŻEJ
	4. KRYTYKA OJCA ŚWIĘTEGO I KOŚCIOŁA
DLACZEGO ORĘDZIA OŁAWSKIE SĄ SZKODLIWE? 
OBJAWIENIA OŁAWSKIE NIE SĄ PRAWDZIWE, POPIERAŁY BOWIEM FAŁSZYWEGO PROROKA: MAŁEGO KAMYKA 
KIM JEST LANSOWANY PRZEZ 4 LATA W OŁAWIE MAŁY KAMYK? 	1. Tytuły Małego Kamyka 
							2. Rola Małego Kamyka 
							3. Mały Kamyk głosi błędne nauki – Oława to popiera 
							4. Kontakty wizjonera z Oławy z Małym Kamykiem 
							5. Po 4 latach Oława uznaje orędzia Kamyka za szatańskie... 
							6. Oława... rehabilituje Małego Kamyka 
WĄTPLIWOŚCI CO DO POCHODZENIA PRZEKAZÓW W OŁAWIE OD BOGA 	1. Dlaczego niebo nie ostrzegło wcześniej wizjonera oławskiego przed Małym Kamykiem? 
								2. Kto był autorem oławskiego orędzia nr 71: Niebo czy pan Domański? 
								3. Czyżby niebo nie znało treści orędzi Małego Kamyka sprzed 1987 roku? 
SPÓŹNIONE ODCIĘCIE SIĘ OŁAWY OD ORĘDZI MAŁEGO KAMYKA 
WNIOSKI

Kiedy Bóg mówi, pragnie nas utwierdzić w prawdzie i w miłości. Ten, który jest samą Prawdą i samą Miłością nigdy nie wprowadza w błąd. Jeśli jakieś objawienie jest prawdziwe, Bóg sam lub za pośrednictwem świętych, np. Maryi, pragnie nam przypomnieć jakąś ważną prawdę objawioną w Piśmie św. i przekazywaną przez Kościół. Bóg, Najwyższa Prawda, nigdy nie objawia się, by wprowadzić kogoś w błąd lub po to, by wywoływać zamęt, by zaprzeczać jakiejś nauce głoszonej przez Jego Kościół. Jeśli zaś treść orędzi jakiegoś wizjonera do tego się sprowadza, znaczy to bez wątpliwości, iż nie pochodzą one od Boga.

 
ORĘDZIA OŁAWSKIE A NAUKA KOŚCIOŁA
Przypatrzmy się dla przykładu, jaką naukę o Eucharystii głoszą orędzia oławskie. Bez wątpienia panu Kazimierzowi Domańskiemu, wizjonerowi z Oławy, chodzi o nauczenie szacunku do tego Sakramentu, co oczywiście jest rzeczą szlachetną. W orędziach przypomina on więc m. in. o konieczności zajmowania postawy klęczącej w czasie przyjmowania Komunii św. Powtarza to od 1983 roku tak często, iż ma się wrażenie, że jest to najważniejsza sprawa. I tak np. jedynie postawa klęcząca wyraża pokorę i – jak wynika z oławskich orędzi – jest warunkiem, by być dzieckiem Jezusa, by On był obecny oraz by przyszedł do człowieka i udzielił mu obfitych łask. Gdy zaś człowiek nie klęczy, Chrystus odwraca się od niego, a kapłan, który udzielał Komunii św. na stojąco będzie – zgodnie ze słowami przekazywanymi w Oławie – surowo ukarany po śmierci.
Rozważmy dokładniej powyższe, zaskakujące dla wierzącego katolika pouczenia oławskiego wizjonera. Przypatrzmy się uważnie, co w oławskich orędziach zostało powiedziane o tym cudownym Sakramencie Obecności Chrystusa, w którym prawdziwy Bóg i Człowiek przychodzi z miłością do serca ludzkiego, aby je uświęcić, oczyścić, udoskonalić i zbawić.
Wspomniany wizjoner z Oławy – uzasadniając konieczność postawy klęczącej przy Komunii św. – podaje naukę o Eucharystii, która ośmiesza naszego Zbawiciela i z tego powodu nie może pochodzić od żadnego posłańca z Nieba: ani – jak utrzymuje pan Domański – od Jezusa, ani od Maryi, ani od żadnego innego świętego.
Ewangelista św. Łukasz podkreśla, jak bardzo Jezus Chrystus chciał ustanowić Eucharystię, jak tęsknił za nią, aby móc wewnętrznie, w sposób nadprzyrodzony zjednoczyć się ze Swymi umiłowanymi uczniami. Powiedział: «Gorąco pragnąłem spożyć Paschę z wami» (Łk 22,15). Również dzisiaj kochający nas Jezus z tęsknotą czeka na każdego człowieka, pragnie wejść do jego serca za pośrednictwem ustanowionego przez Siebie sakramentu. Tę tęsknotę wywołuje w Nim niepojęta dla nas miłość. A czego dowiadujemy się z orędzi pana Domańskiego?

 
JEZUS WYCHODZI Z KONSEKROWANEJ HOSTII?

Orędzia oławskie uczą między innymi tego, że Chrystus odwraca się i odchodzi od człowieka, który nie klęczy w czasie Komunii św. I tak na przykład w orędziu nr 133 z 30.01.93 znajdują się rzekome słowa Maryi: „Mój synu, kiedy wiernym podawane jest Ciało Pana Jezusa na stojąco i kapłan sprzeciwia się, gdy ktoś klęka i podaje Ciało Pana Jezusa na stojąco, wtedy Jezus Chrystus odchodzi, odwraca się od tego, który przyjmuje Jego Ciało na stojąco, bo Pan Jezus przekazuje Moim sługom, aby Jego Ciało podawali na klęcząco i do ust, i aby wierni tylko tak przyjmowali.”
Pan Domański posuwa się więc do absurdalnego stwierdzenia, że Chrystus jest obecny w Eucharystii, gdy Komunia św. jest podawana na klęcząco i do ust, natomiast, gdy ktoś nie uklęknie – Chrystus odchodzi. I tak w tym samym orędziu (nr 133 z 30.01.93) czytamy: „Naród polski przyjmuje Ciało Pana Jezusa na klęcząco i do ust i wtedy Jezus Chrystus jest obecny.” Tak więc, według orędzi oławskich, klęczenie przy Komunii św. powoduje, że Zbawiciel jest obecny. Gdy ktoś natomiast nie klęczy – Chrystus odwraca się i odchodzi…
Nauka o obecności Chrystusa, gdy ktoś klęczy, i o odwracaniu się Pana Jezusa, gdy ktoś nie przyjmuje Komunii św. na klęcząco, nie jest żadną „niezręcznością językową” oławskiego wizjonera, ponieważ wyraźnie potwierdza ją np. w orędziu nr 175 z 14.04.95, a więc wygłoszonym 2 lata później: „Strasznie się dzieje na ziemi. Niektórzy kapłani są nieposłuszni Panu Jezusowi i podają wiernym Ciało Pana Jezusa na stojąco i do ręki. Kapłan ma podawać Ciało Pana Jezusa na klęcząco i do ust, bo kiedy nieposłuszeństwo jest w świątyni Pan Jezus się odwraca. Podają hostię, ale Pan Jezus odwraca się, bo nie ma pokory u wiernych, nie ma modlitwy.”
Zauważmy, że sam Ojciec Święty wielokrotnie udziela Komunii św. na stojąco. Cóż więc wtedy się dzieje? Przyjmując rzekome objawienia oławskie trzeby by powiedzieć, że w czasie rozdzielania Komunii św. przez Następcę św. Piotra, Pan Jezus odwraca się i odchodzi. Nie ma więc Komunii św., bo słowo to oznacza zjednoczenie z Jezusem przychodzącym pod postaciami eucharystycznymi.
Nauka wypływająca z orędzi pana Domańskiego sprzeciwia się wyraźnie prawdzie wiary o stałej obecności Chrystusa pod postaciami eucharystycznymi aż do ich zniszczenia. Prawdę tę przekazuje się nawet najmniejszym dzieciom przygotowującym się do przyjęcia tego Sakramentu. Czyni się to w tym celu, aby ukształtować w nich wiarę w stałą obecność Boga-Człowieka pod konsekrowanymi postaciami i nauczyć szacunku oraz miłości do przychodzącego Zbawiciela.
Zgodnie z nauką Kościoła Chrystus obecny jest pod postaciami chleba i wina aż do ich zniszczenia. Nigdy więc nie porzuca postaci eucharystycznych, nie odwraca i nie odchodzi, nawet gdy ktoś w świętokradzki sposób Go znieważa. Nie ucieka od człowieka Ten, który pozwolił się ubiczować, ukoronować cierniem i przybić do krzyża! Stała obecność Chrystusa pod postaciami eucharystycznymi to wierność Chrystusa-Miłości.
Bóg nigdy nie odwraca się od człowieka! Tylko człowiek może się odwrócić od Nieskończonej Miłości. To odwrócenie dokonuje się jednak tylko przez popełnienie grzechu ciężkiego, czyli śmiertelnego, i trwanie w nim. Z pewnością takim grzechem odwracającym nas od Boga nie jest przyjmowanie Komunii św. na stojąco.
W Oławie dowiadujemy się jeszcze jednej zaskakującej rzeczy, którą trudno pogodzić z wiarą i nauczaniem Kościoła. Otóż kiedy klęczymy, spełniamy – według pana Domańskiego – warunek, aby być dziećmi Jezusa! I tak 1.01.87 (orędzie nr 41) czytamy: „Ci, którzy przyjmują Moje Ciało na klęcząco są Moimi dziećmi”.
Zaskakująca to nauka dla wierzącego katolika! Źródłem jej nie jest na pewno żaden katechizm czy dokument Kościoła i w żadnym wypadku nie mógł jej objawić ktoś przychodzący bezpośrednio z nieba. Powyższą naukę odnajdujemy nieco wcześniej u Katarzyny Szymon. W orędziu przez nią przekazanym czytamy: „Kto będzie przyjmował Moje Ciało na stojąco nie będzie Moim dzieckiem” (30.09.84). Wydaje się więc, że częste kontakty z «Katarzynką» miały wpływ na treść orędzi wygłaszanych przez pana Domańskiego.
Tymczasem z prawdziwego Bożego objawienia wiemy, że dziećmi Bożymi stajemy się dzięki łasce usprawiedliwienia otrzymywanej w sakramencie chrztu świętego. Kiedy zaś rozważamy orędzia oławskie, nasuwa się pytanie: Czyżby ochrzczeni przestawali być dziećmi Bożymi dlatego tylko, że w czasie Komunii św. stoją? Czy taka nauka – podobnie zresztą jak i wyjaśnienia o „odwracającym się Jezusie” – nie ośmiesza Boga i Jego nieskończonej miłości do nas? Czy nie zaciemnia prawdy o Bogu, kochającym i miłosiernym Ojcu, o Jego niepojętej miłości do człowieka? Czyż Go nie ranią słowa z oławskich orędzi, tak bardzo fałszujące Jego obraz, zamieniające Boga Miłości w obraźliwą istotę?

 
CO JEST NAJWAŻNIEJSZE DLA GODNEGO PRZYJĘCIA JEZUSA W KOMUNII ŚW.?

Częstotliwość powtarzania – nie tylko zresztą w Oławie – nakazu przyjmowania Komunii św. na klęcząco sugeruje, że jest to coś najważniejszego, co trzeba zrobić, aby zbliżyć się godnie do Stołu Pańskiego. Przy tym mocnym akcencie położonym na klęczenie, gdzieś na dalszy plan schodzi miłość do Jezusa, postawa przyjaźni wobec Niego, tęsknota za Najświętszym Sakramentem, wdzięczność za to, że przychodzi On do grzesznika w gościnę, uwielbienie Pana wszechświata itp. W orędziach oławskich i innych fałszywych objawieniach wszystko to znajduje się gdzieś na marginesie. W centrum natomiast jest klęczenie. Jest ono bardziej zaakcentowane niż stan duszy, a przecież może się ono z łatwością stać czymś tylko zewnętrznym, formalistycznym, bezdusznym. Czy rzeczywiście tego oczekuje od nas Jezus?
Według pana Domańskiego od klęczenia w czasie Komunii św. zależy nie tylko to, czy Jezus przychodzi do nas lub się od nas odwraca, nie tylko to, czy uznaje nas lub nie uznaje za Swoje dzieci. Klęczenie ma ponadto wpływać na wielkość otrzymywanych w tym Sakramencie łask. Postawa klęcząca miałaby tak wpływać na owocność Komunii św., że – jak czytamy w orędziu nr 102 – gdy na klęcząco przyjmowana jest Komunia św., wówczas udzielane są największe łaski i – co zaskakuje najbardziej – właśnie wtedy Jezus wchodzi do serc ludzkich: „Tam gdzie byłeś, tam było podawane Ciało Mego Syna na klęcząco i do ust, bo wtenczas kiedy lud klęka przed Chrystusem ma największe łaski i wtenczas wchodzi Jezus Chrystus do ludzkich serc” (24.03.91).

 
KILKA WNIOSKÓW:



1. BŁĘDNA NAUKA

Bez wątpienia nauczanie K. Domańskiego o potrzebie pokory i szacunku poprzez klęczącą postawę w czasie Komunii św. jest cennym przypomnieniem w obliczu częstego dziś lekceważenia Najświętszego Sakramentu. Podawana jednak przy tej okazji nauka o obecności Jezusa, gdy się klęczy, o odwracaniu się Jezusa, gdy się nie klęczy, o wchodzeniu do ludzkich serc, gdy się jest na kolanach, o największych łaskach, gdy komunikuje się na klęcząco oraz o byciu dzieckiem Jezusa tylko wtedy, gdy się klęczy jest błędna. Pouczenia te niezgodne są z nauczaniem Kościoła, a więc nie mogą być „przekazywane z Nieba”, nie mogą pochodzić od Boga. Nauka ta wprowadza wiernych w błąd, prowadzi do zamętu, zaprzecza nauczaniu Kościoła, podważa słuszność postępowania Ojca Świętego, który również udziela Komunii św. na stojąco. Przede wszystkim jednak orędzia oławskie w sposób karykaturalny przedstawiają Boga, Stwórcę i Ojca, ośmieszają Go w oczach Jego dzieci. Trudno przyjąć, że w Oławie rzeczywiście przychodzi Chrystus lub Jego Matka, by mówić rzeczy ośmieszające Najwiętszy Sakrament i w karykaturalny sposób przedstawiające Niepojętą Miłość Bożą.
Głoszona przez pana Domańskiego nauka może też być powodem różnych niepokojów, przeżywanych przez osoby, które np. nie mogą przyjąć Komunii św. na klęcząco z powodu tłoku lub innych okoliczności, pomimo wielkiego wewnętrznego ukorzenia się przed Panem, miłości do Niego i duchowego przygotowania na Jego przyjęcie.

2. NIEPRAWDZIWY OBRAZ BOGA

Nauka podawana systematycznie od 1983 roku do dziś w Oławie, jak i – niemalże w tych samych słowach – przez Weronikę Leuken z Bayside (np. 14.07.79), Katarzynę Szymon (np. 30.09.84), Stanisława Kaczmara w Chotyńcu (np. 4.11.89) fałszuje obraz Jezusa Chrystusa. Czyni z Niego Istotę patrzącą nie na serce człowieka, lecz na jego postawy zewnętrzne. Nie jest to więc Chrystus, którego znamy z Ewangelii, dla którego serce człowieka liczy się bardziej niż zewnętrzne gesty, postawy, zwyczaje. Gdyby Chrystusowi tak bardzo zależało na tym, co zewnętrzne, nie wypowiedziałby tych wstrząsających słów do faryzeuszów, których zewnętrzne zachowanie było bez zarzutu: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dbacie o czystość zewnętrznej strony kubka i misy, a wewnątrz pełne są zdzierstwa i niepowściągliwości. Faryzeuszu ślepy! Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości” (Mt 23,25-28).
Największym złem wyrządzanym przez nieprawdziwe objawienia – w tym oławskie – jest więc fałszowanie pojęcia, obrazu Boga u wierzących, ukazywanie Jego karykatury. Zbawiciel – w orędziach mówiących o Eucharystii – jest przedstawiony jako istota obraźliwa, działająca według zasady: „jak ty mnie, tak i ja tobie”, a więc: nie klęczysz, to znaczy nie masz pokory, a ja w takim razie się odwrócę, nie wejdę do twojego serca. Czyż takie przedstawianie Jezusa nie przyćmiewa Jego niepojętej miłości do nas, nie fałszuje prawdy o Jego kochającym Sercu?
Orędzia z Oławy czynią z najlepszego Boga istotę małostkową, zapatrzoną w zewnętrzną postawę człowieka, gotową odwrócić się od niego, gdy nie klęczy przy Komunii. Nauka to wręcz bluźniercza, znieważająca Boga, zakrywająca Jego Niezwykłą Miłość. Zamiast znanego z Ewangelii Boga Dobroci, orędzia fałszywych wizjonerów ukazują nam kogoś, kto je takiego Chrystusa, który się obraża, grozi? Kto potrafi zawierzyć, zaufać bez reszty, oddać swoje życie, poddać się kierownictwu takiej niestałej istoty? Kto prawdziwie pokocha kogoś tak małostkowego? Z drugiej strony, orędzia nieprawdziwe uczą, że aby przypodobać się Bogu i Jego Matce należy przede wszystkim zwracać uwagę na to, co zewnętrzne, na postawy i gesty, które przecież są niczym, jeśli serce człowieka dalekie jest od Boga.
Nie można więc usprawiedliwić wygłaszania nauk – tak szkodliwych, burzących miłość i zaufanie do kochającego nas Jezusa – troską o okazywanie Bogu szacunku poprzez postawy zewnętrzne. Orędzia i pouczenia deformujące w wierzących pojęcie Boga nie mogą pochodzić od Niego ani od Jego posłańców.

3. KARYKATURA MATKI BOŻEJ

Karykaturalnie i w sposób znieważający przedstawiony jest w Oławie nie tylko Jezus, ale również i Jego Matka. Cóż bowiem obiecuje Ona kapłanom komunikującym wiernych na stojąco? To, że będą im się palić palce po śmierci. Wizjoner oławski w przekazie nr 12 ostrzega z powagą: „Matka Boża upominała się, że Komunię Świętą należy przyjmować na klęcząco, kapłani, którzy poleceń Matki Bożej nie wykonują, za to po śmierci ich dwa palce będą się palić w ogniu” (15.08.84). Nieco później zacznie panu Domańskiemu wtórować Mały Kamyk (np. 4.07.87) oraz wizjoner z Chotyńca (np. 8.09.90), głosząc podobną naukę o palących się palcach kapłanów. Element strasznej i długiej kary czyśćcowej za udzielanie Komunii św. na stojąco znajduje się również u Katarzyny Szymon (marzec 1982).
Można by powiedzieć, że fałszywi wizjonerzy podobni są do murarzy, którzy układają cegły rękami, a nogami kopią i walą wzniesiony przez siebie mur. Tak się dzieje między innymi w Oławie. Dlaczego? Otóż tamtejsze orędzia z jednej strony zachęcają do modlitwy, przypominają o konieczności odmawiania Różańca i wielu innych potrzebnych modlitw, z drugiej zaś rysują przed wierzącymi taką karykaturę Boga i Maryi, że niszczą zaufanie do tych kochających Istot, uniemożliwiając tym samym głęboki kontakt z Nimi. Deformowanie obrazu Boga, Maryi i świętych przez fałszywe orędzia, w tym i przez oławskie, utrudnia wierzącym wewnętrzne, pełne ufności i zawierzenia rzucenie się w ramiona kochającego Jezusa i Jego Najświętszej Matki.

4. KRYTYKA OJCA ŚWIĘTEGO I KOŚCIOŁA

Chociaż orędzia oławskie wprost tego nie mówią, jednak straszenie karą po śmierci odnosi się również do Ojca Świętego, który komunikuje wiernych na stojąco. Fakt ten wiąże się z jeszcze jedną ważną sprawą. Nieprawdziwe objawienia – w tym niestety i oławskie – nie tylko deformują u wierzących obraz Boga, Maryi i świętych, ale ponadto w subtelny sposób godzą w Ojca Świętego i Kościół. Dzieje się tak pomimo oficjalnego wyrażania poparcia i zachęcania do modlitwy za niego oraz za cały Kościół. Fałszywi wizjonerzy, piętnując np. udzielanie Komunii św. na stojąco wykazują pośrednio, że to co czyni Ojciec Święty – na mocy własnego rozeznania i zgodnie z obowiązującymi przepisami liturgicznymi – jest potępiane przez Jezusa, Jego Matkę, pociąga za sobą odwracanie się Zbawiciela od wiernych i staje się przyczyną palenia się palców po śmierci wielu kapłanów!
Tak więc fałszywi wizjonerzy, również p. Domański, podważają autorytet Jana Pawła II, człowieka tak bardzo zatroskanego o cześć dla Jezusa w Eucharystii, pomimo słownych deklaracji tychże wizjonerów o wierności i miłości do Papieża oraz zapewnień o ich zatroskaniu o Kościół Chrystusowy na ziemi. Jest to jeszcze jeden argument za tym, że przedstawiane przez nich orędzia nie pochodzą od Boga. Kto bowiem bezpośrednio lub pośrednio godzi w Wikariusza Chrystusa, ten nie mówi z natchnienia Bożego, a w żadnym wypadku nie przekazuje autentycznych objawień.

 

DLACZEGO ORĘDZIA OŁAWSKIE SĄ SZKODLIWE?

Szkodliwość tych orędzi polega przede wszystkim na utrwalaniu w ich zwolennikach fałszywego pojęcia Boga: mściwego, obraźliwego, patrzącego głównie na zewnętrzne formy ludzkiego zachowania, np. odwracającego się i odchodzącego od człowieka, jeśli nie klęczy przy Komunii św. Rysowanie takiego obrazu Boga przed zwolennikami fałszywych objawień prowadzi do stopniowego niszczenia w wierzących postawy dziecięcej ufności, na wytworzeniu której tak bardzo zależy Jezusowi oraz Duchowi Świętemu. Św. Paweł przypomina nam, że Duch Święty pragnie wyzwolić nas z niewolniczego lęku wobec Boga i wytworzyć w nas ogromną ufność wobec Niego. Duch Święty skłania nas do tego, abyśmy odrzucili paraliżujący nas strach i zwrócili się do Boga słowami Ojcze, Abba, to znaczy „Tatusiu” (Rz 8,15-16: „Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: Abba, Ojcze! Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi.”)
Fałszywe orędzia, w tym i oławskie, niszczą w wierzących dzieło Ducha Świętego, ponieważ zamiast ufności rodzą strach wobec Boga.
Inną szkodliwą funkcją orędzi oławskich jest odstraszanie ludzi stojących na zewnątrz Kościoła od Boga. Czyż mogą zachęcić kogoś do powrotu do Boga orędzia, które – jak o tym już pisaliśmy – mówią o Chrystusie odchodzącym, odwracającym się od osób nie przyjmujących Komunii św. na klęcząco, o palących się po śmierci palcach kapłanów, którzy udzielają Komunii na stojąco (a więc i Ojcu Świętemu, jeśli kara miałaby dosięgnąć wszystkich bez wyjątku!).
Chciałbym jeszcze raz z naciskiem podkreślić, że przyjmowanie Komunii św. na klęcząco jest rzeczą dobrą i godną polecenia, której nie zamierzam w żaden sposób krytykować. Wręcz przeciwnie, zachęcam wszystkich wierzących do przyjmowania Komunii św. na kolanach, a przede wszystkim z wielką pokorą, miłością i wdzięcznością.
Natomiast nieprawdziwe i ośmieszające wręcz Chrystusa są uzasadnienia, przedstawiane w oławskich orędziach dla ukazania potrzeby klęczenia przy Komunii św. Uzasadnienia te ukazują Jezusa jako istotę obraźliwą, łatwo odwracającą się od człowieka, odchodzącą od niego, zwracającą uwagę głównie na postawy zewnętrzne czy wręcz wychodzącą z konsekrowanych Hostii, gdy ktoś nie klęczy (np. orędzia nr 133, 175 i inne) – dlatego nie mogą pochodzić od Boga.
Przejdźmy teraz do kolejnej sprawy, która wyraźnie wskazuje nam na pochodzenie orędzi z Oławy:

 

OBJAWIENIA OŁAWSKIE NIE SĄ PRAWDZIWE, POPIERAŁY BOWIEM FAŁSZYWEGO PROROKA: MAŁEGO KAMYKA


Oprócz malowania przed wiernymi zamiast Boga prawdziwego – Jego groteskowej karykatury, można podać jeszcze inny powód fałszywości objawień oławskich. Jest nim popieranie przez orędzia z Oławy fałszywych wizjonerów, robienie im reklamy, zachęcanie do słuchania ich. Przez to orędzia zwodziły wierzących. Zanalizujmy szczegółowo orędzia z Oławy, w których pan Domański lansuje jednego z najbardziej niebezpiecznych wizjonerów-zwodzicieli naszych czasów, jakim jest Mały Kamyk z Nowra w Australii.

 
KIM JEST LANSOWANY PRZEZ 4 LATA W OŁAWIE MAŁY KAMYK?
Nie da się w kilku zdaniach zawrzeć i wyczerpać tak obszernego tematu, jakim jest postać i treść nauczania Małego Kamyka. Można pokusić się jedynie o krótki szkic.
Tytuły Małego Kamyka.
Głoszone przez fałszywego wizjonera, zwanego Małym Kamykiem z Nowra, orędzia oraz tytuły w nich zawarte ujawniają „zachwyt nieba” nad jego postacią.      Oto kilka z nich: Książę Apostołów Ostatnich Czasów, Mały Kamyk Miłości, Słodki Mały Kamyk miłości, Mały Kwiatuszek, Mała Skała Miłości, Nasza słodka skała (19.03.89), Anioł Światłości dla świata (7.10.88; 4.02.89), ostatni Prorok dla świętej Matki Kościoła w tych ostatnich dniach (7.10.88), o którym mówił Jezus Chrystus i Prorocy Starego Testamentu (1.01.89), kotwica jedności (26.08.89), Mały Kamyk Bożej Miłości pochodzącej od Boskiego Syna (18.05.90), światło dla Kościoła na ziemi i dla świata (13.10.91), Siła dla Mego Kościoła, Światło serca Bożego dla dzieci świata… (17.10.91), prorok końca czasów (31.12.91) itd… itd…
Najwyższy chyba zachwyt niebios nad Małym Kamykiem i jego misją ujawnia się w orędziu z 1.10.87, danym rzekomo przed obrazem Matki Bożej na Jasnej Górze, w obecności p. Domańskiego. Sam wizjoner tak je relacjonuje: „…Matka Boska powiedziała, jak jest uszczęśliwiona, żeśmy tu przybyli…” Dodała, „że moje przybycie do Polski przyniesie wiele łask temu krajowi, doda odwagi narodowi polskiemu i dopomoże mu w przyszłości, ponieważ jak powiedziała Matka Boska… dzięki Polsce Kościół odniesie zwycięstwo, a zwłaszcza dzięki Sanktuarium w Częstochowie, jak również Objawieniom w Oławie. Matka Boska powiedziała, że te dwa Sanktuaria uratują Polskę i będą światłem dla Kościoła… powiedziała również, że pewnego dnia powrócę do Polski, ponieważ Matka Boska życzy sobie, abym umieścił Koronę na Głowie Matki Boskiej, koronując ją na Królową Polski, co ma nastąpić w Częstochowie, bowiem to Sanktuarium zostanie ocalone.” „…ukazała mi blizny na Swym Obliczu… powiedziała też, że pewnego dnia ja, Mały Kamyk, uleczę te blizny, ale nie powiedziała jak. …powiedziała, jak bardzo mnie kocha i zdumiała mnie, kiedy dodała, że jest dla Niej wielkim zaszczytem, że ja przybyłem do tego Narodu i dodała, że ten naród zrozumie kiedyś, jak wielki zaszczyt go spotkał, że przyszły Wikariusz Chrystusa [czyli Mały Kamyk] też przybył do Częstochowy. …ogromnie kocha Domańskiego i dodała, że my obaj jesteśmy przez nią wyróżnieni i że Ona obudzi w naszych sercach nadzwyczajną miłość…”
Rola Małego Kamyka…
Jaką rolę miałby odegrać Mały Kamyk, skoro całe niebo – także w Oławie do 25 maja 1989 – roku rozpływało się w zachwytach? Przede wszystkim ma być przyszłym papieżem, Piotrem II, który uratuje cały Kościół. Zanim się to stanie ma zjednoczyć wszystkich wizjonerów świata. Nie są to jednak jedyne zadania. W międzyczasie bowiem niebo nakazało Małemu Kamykowi, żonatemu ojcu czworga dzieci, zawierać małżeństwa mistyczne. Jedno z nich, z 17-letnią Bettiną – dalekie od „mistycznego” związku – doprowadziło do ostatecznego rozpadu jego małżeństwa i założenia nowej rodziny. Wszystko to stało się w imię rzekomej wielkiej misji, której wielu nie potrafi zrozumieć, a dla której Bóg gotów był rzekomo „zawiesić prawa moralne” w odniesieniu do Małego Kamyka.
Mały Kamyk głosi błędne nauki – Oława to popiera.
Z orędzi fałszywego wizjonera, Małego Kamyka, możemy dowiedzieć się różnych „dziwnych” rzeczy, które z pewnością nie pochodzą od Boga Prawdy ani od Jego posłańców. Oto kilka „ciekawostek” bardzo podejrzanych z punktu widzenia nauki katolickiej:
W orędziu z 13.07.84 Mały Kamyk głosi, że Lucyfer był związany w piekle przez 1000 lat do roku 1940. Wynikałoby z tego, że wcześniej nie mógł kusić ludzi na ziemi. Choć głosi tak dziwaczne rzeczy, zyskuje sobie poparcie Oławy. I tak „Maryja” przekazuje przez pana Domańskiego, przez 4 lata, że autentycznie działa przez Małego Kamyka: „W Polsce oraz w Australii przez Małego Kamyka upominam ciągle cały świat” (2.02.86).
Fałszywy wizjoner z Nowra, Kamyk, twierdzi też błędnie, że św. Józef oraz rodzice Maryi zostali wzięci do nieba z duszą i ciałem. Maryja miała mu powiedzieć: „Moje drogie dziecko, chcę ci ujawnić, tobie i Moim wybranym dziś tu obecnym, cudowną tajemnicę niebieską. Ojcowie Kościoła pisali o tym przez wieki, chodzi o wzięcie do Nieba św. Józefa, Mojego oblubieńca, jak i Mojej matki i Mojego ojca. Oni również są w Niebie z duszą i ciałem…” (13.07.84).
Wygłaszanie podobnych nauk wcale nie przeszkadza Oławie w wielokrotnym uznawaniu orędzi Małego Kamyka za prawdziwe i konieczne do przekazania całemu światu: „Przekaż całemu światu, że ty i Mały Kamyk macie przekazywać orędzia. Ja i Mój Syn wybraliśmy was, aby uratować cały świat. …ty i Mały Kamyk musicie nadal jeździć do różnych krajów, aby ludzie otrzymali łaskę uzdrowienia od Boga…” (orędzie oławskie z 25.03.86, nr 31).
Mały Kamyk twierdzi, że Jezus zmartwychwstały cierpi fizycznie: „Choć Jego Ciało powstało z martwych, On cierpi ciągle fizycznie, jak wy sami cierpicie, drogie dzieci, kiedy jesteście chore…” (6.09.86). Pomimo głoszenia przez Małego Kamyka takiej błędnej nauki, orędzia oławskie uznają jego posłannictwo za wyjątkowe, pan Domański nadal otrzymuje bowiem zapewnienia z nieba: „Ty, Moje dziecko i Kamyk, macie największą misję” (16.07.87, nr 47).
Z orędzi Małego Kamyka dowiadujemy się m. in. że „w Kościele jest 6.666 kapłanów, którzy są Judaszami…” (27.06.87). Wizjoner ten posuwa się również do stwierdzenia, że ruch charyzmatyczny – tyle razy popierany przez Jana Pawła II – nie jest prawdziwy: „…Ruch Charyzmatyczny nie jest od Boga. Diabeł, Lucyfer przyniósł to do naszych dzieci w przebraniu Anioła Światłości, by wiele naszych dzieci wtrącić w ciemność” (25.01.85). W innym orędziu Mały Kamyk przekazuje, że ruch „charyzmatyczny wywołuje wiele zamieszania, dlatego że ma poparcie wielu biskupów i kapłanów. Stąd też wydaje się, że jest prawdziwy. Ale na nieszczęście nie jest prawdziwy” (28.05.87).
Ani podawanie precyzyjnej ilości kapłanów-Judaszów, ani negatywna ocena ruchu charyzmatycznego – jakże różna od pozytywnej oceny dokonanej przez Ojca Świętego – nie rodzi wątpliwości w wizjonerze z Oławy. W swoim orędziu p. Domański w 1987 roku zapewnia o bliskim uznaniu przez Kościół: „Wkrótce objawienia Matki Bożej w Oławie i Australii będą zatwierdzone.” (1.10.87)
Kontakty wizjonera z Oławy z Małym Kamykiem.
Obaj wizjonerzy, Domański i Mały Kamyk, nie tylko się wzajemnie popierali swoimi orędziami, lecz ponadto spotykali się i wspólnie podróżowali. Mały Kamyk tak ocenia jedną ze swoich podróży do Polski (od 30.09 do 2.10.1987): „W ciągu dwu i pół dnia pobytu w Polsce mogłem spotkać się z Domańskim z Oławy i bardzo krótko z Biernackim. Wszyscy ci wizjonerzy z Polski zjednoczyli się teraz ze mną włącznie ze Slipkiem, wizjonerką ze Szczecina i innymi prywatnymi wizjonerami” (2.10.87).
Za przyjazne wypowiedzi i uznanie misji Małego Kamyka przez orędzia oławskie, odwzajemnia się on wobec pana Domańskiego swoim wsparciem. I tak np. w orędziu Małego Kamyka z 13.12.86 czytamy: „Wybrałam już kilku wielkich proroków w Polsce, Moich umiłowanych synów Domańskiego i Biernackiego.” Dalej orędzie to wyjaśnia: «Siedmioro moich dzieci będzie mieć w nadchodzącym roku pierwszeństwo, jeśli chodzi o wyciągnięcie po jednym mieczu z Mojego Niepokalanego Serca. Ty, mój synu, będziesz jednym z nich… Inny miecz będzie dany… Domańskiemu i Biernackiemu w Polsce.»
Po 4 latach Oława uznaje orędzia Kamyka za szatańskie…
Trwające przez 4 lata poparcie udzielane przez Oławę fałszywemu wizjonerowi z Australii – a tym samym pociąganie innych do pójścia za nim i słuchania go – nagle się załamało. Pan Domański uświadomił sobie widocznie wyraźnie, że głównym posłannictwem Małego Kamyka jest „papiestwo”, tzn. że uważa się on za przyszłego papieża Piotra II, który – po śmierci Jana Pawła II – ocali Kościół.
To odkrycie pana Domańskiego znalazło swoje odbicie w orędziu oławskim z 25.05.1989, w którym Maryja miała pouczyć: „Mój synu, przekaż, że Mały Kamyk miał ci przekazać o nieprawdziwości objawień w Nowra od 1987 roku, kiedy ogłosił, że on będzie papieżem, to nie są przekazy od Mego Syna i ode Mnie. To były przekazy od złego ducha. Jego misja była tylko wyłącznie o Zakonie Świętego Szarbela. Kiedy przyjechałeś do Toronto otrzymałeś przekazy od Mego Syna i ode Mnie, że Małego Kamyka przekazy są nieprawdziwe od kiedy ogłosił, że będzie papieżem. Mój synu, módlcie się za niego, bo on potrzebuje dużo modlitwy (…) Wiele zakłóceń powstało w Kościele z tego powodu, że się powołał, że będzie papieżem. Kościół musi ogłosić o nieprawdziwości objawień w Australii.” Orędzie oławskie nr 72 z 8.06.89 jeszcze raz zdecydowanie potwierdza szatańskie pochodzenie tych przekazów Kamyka, w których zapowiada on, że będzie papieżem: „Mój synu kiedy jeździłeś z Małym Kamykiem miałeś przekazane w orędziach o nim. On jest Moim dzieckiem i przekaż, aby ogłosił o nieprawdziwości, że będzie papieżem. Bo te myśli jemu podsunął zły duch.”
Oława… rehabilituje Małego Kamyka.
Po tych dwóch orędziach, „niebo” zniżające się w Oławie musiało się zorientować, że „przesadziło” nieco uznając wszystkie orędzia Małego Kamyka od 1987 roku za nieprawdziwe i szatańskie. Z pewnością była w tym przesada, bo przecież również w roku 1987 aż do 25.05.89 w Oławie nie szczędzono pochwał pod adresem Małego Kamyka, potwierdzając nieustannie prawdziwość jego misji, orędzi i wizji, zachęcając do podążania za jego nauczaniem! To ciągłe popieranie Kamyka przez różne postacie „zstępujące z nieba” do Oławy widać wyraźnie w orędziach np. z 6.06.87; 16.07.87; 1.10.87; 7.10.87; 16.11.87; 8.12.87; 2.01.88; 2.02.88; 8.06.88; 10.06.88; 1.01.89; 16.04.89; 22.04.89. Tak więc przekaz nr 73 z 16.07.89 pana Domańskiego świadczy, że niebo w Oławie jakby „ocknęło się” i spostrzegło nieostrożność wyrażoną w słowach „o nieprawdziwości objawień w Nowra od 1987 roku”. Zaczęło więc rehabilitować Małego Kamyka, stwierdzając, że jednak tak źle nie było, gdyż niektóre jego przekazy po 1987 roku nadal były prawdziwe! Wizjoner z Oławy tak bowiem pisze: „Pytałem Matkę Bożą o sprawę Małego Kamyka, bo w 71 orędziu Matki Bożej w Oławie było podane, że od 1987 r., kiedy ogłosił, że będzie papieżem, stracił łaski. Matka Boża powiedziała, że on (Mały Kamyk) ma nadal przekazy, ale gdyby nadal dowodził o swoim papiestwie, to przekazy, w których to czynił będzie, nie są od Mego Syna ani ode Mnie. Matko Boża, przepraszam Pana Jezusa i Ciebie za to, że tak podałem w 71 orędziu o Kamyku. Matka Boża powiedziała: Dobrze, Mój synu, że zwróciłeś się z tym do Mnie. Módl się za Małego Kamyka i za to miejsce objawień w Nowrze, bo na tym miejscu ma powstać wielka świątynia…” (16.07.89).

 
WĄTPLIWOŚCI CO DO POCHODZENIA PRZEKAZÓW W OŁAWIE OD BOGA
Trzy powyższe orędzia rodzą poważne wątpliwości, co do pochodzenia przekazów oławskich od Boga. Oto one:

1. Dlaczego niebo nie ostrzegło wcześniej wizjonera oławskiego przed Małym Kamykiem?
Dlaczego w orędziach oławskich między 1987 a 1989 rokiem – a więc przez 2,5 roku – niebo nie ostrzegało, że szatan od dawna zwodził Małego Kamyka podsuwając mu myśli, że będzie papieżem? Przeciwnie, wszyscy posłańcy niebiescy „schodzący do Oławy” ustawicznie zapewniali przez Domańskiego o prawdziwości misji i orędzi Małego Kamyka (np. nr 53, 54 z 1988 roku), co następnie zostało odwołane, a potem znowu ponownie częściowo potwierdzone.
Co więcej, pan Domański spotykał się jeszcze w 1988 i 1989 roku z Małym Kamykiem. „Niebo” jednak nie tylko nic nie powiedziało o nieprawdziwości orędzi Małego Kamyka, ale wyrażało swoje zadowolenie, potwierdzając niezmiennie autentyczność misji australijskiego wizjonera oraz innego fałszerza, zwanego Trumpeterem. Świadczy o tym orędzie oławskie nr 53 z 2.01.88. Podana jest w nim następująca, wyraźnie przychylna ocena „niebios” dotycząca spotkania się trzech fałszywych wizjonerów (Kamyka, Trumpetera i Domańskiego): „To spotkanie z Małym Kamykiem i Trumpeterem oraz z tobą w Oławie jeszcze bardziej was złączyło. W misji Kamyka i Trumpetera w Polsce, a szczególnie na Jasnej Górze przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, otrzymali oni wiele łask i jeszcze bardziej w swoim kraju przez to zostali wzmocnieni.”
Zaskakujące w orędziu oławskim nr 71 jest też to, że „niebo”, zamiast wytłumaczyć się inteligentnie ze swego dwuletniego oszukiwania pana Domańskiego i pielgrzymów udających się do Oławy co do Małego Kamyka, na tego ostatniego zrzuca odpowiedzialność: on sam miał się przyznać do swego oszustwa! I tak we wspomnianym orędziu „Maryja” mówi do pana Domańskiego: „Mój synu, przekaż, że Mały Kamyk miał ci przekazać o nieprawdziwości objawień w Nowra (czyli w miejscu działalności Małego Kamyka) od 1987 roku, kiedy ogłosił, że on będzie papieżem, to nie są przekazy od Mego Syna i ode Mnie. To były przekazy od złego ducha.”
Z orędzia wynika, że Mały Kamyk miał się przyznać panu Domańskiemu do swoich oszustw i szatańskich objawień, lecz tego nie zrobił. Ponieważ tego nie uczynił, dlatego nie tylko pan Domański był w błędzie sądząc, że wizjoner z Australii to ktoś wyjątkowy, ale i niebo trwało w niewiedzy, wznosząc aż do 25.05.89 w Oławie peany na cześć fałszywego proroka z Nowra. Ponieważ Mały Kamyk nie przyznał się do swoich oszustw, więc – można się domyślić – on ponosi odpowiedzialność za to, że jeszcze przez 2,5 roku był reklamowany w Oławie przez „niebo” jako wizjoner przekazujący autentyczne objawienia, co niewątpliwie wprowadziło w błąd wielu pielgrzymów udających się w dobrej woli do miejsca tych rzekomych objawień.

2. Kto był autorem oławskiego orędzia nr 71: Niebo czy pan Domański?
Zadziwiające jest przepraszanie Maryi przez pana Domańskiego za „nieścisłości” z orędzia nr 71: „Matko Boża, przepraszam Pana Jezusa i Ciebie za to, że tak podałem w 71 orędziu o Kamyku” (16.07.89). Powstaje w związku z tym pytanie: orędzia oławskie pochodzą od Boga czy od pana Domańskiego, skoro stwierdza on: „tak podałem w 71 orędziu o Kamyku”?
Wydaje się, że niejasne orędzia oławskie nr 71, 72, i 73 mówiące raz o nieautentyczności, a potem o częściowej prawdziwości orędzi Małego Kamyka, są próbą ratowania przez oławskiego wizjonera bardzo niezręcznej sytuacji: przez ponad 2 lata (a właściwie przez cztery!), posłańcy „z nieba” reklamowali fałszywego australijskiego wizjonera! Jakże więc mogli przychodzić z nieba, skoro odznaczali się taką ignorancją?

3. Czyżby niebo nie znało treści orędzi Małego Kamyka sprzed 1987 roku?
Kolejna sprawa, która podważa autentyczność orędzi oławskich to fakt, iż „niebo” mylnie rozpoznało, że Mały Kamyk dopiero od 1987 roku zaczął ujawniać swoją misję przyszłego papieża Piotra II. W rzeczywistości czynił to w swoich orędziach znacznie wcześniej.
Otóż „Maryja” ostrzegła 25.05.89 w Oławie pana Domańskiego, że Mały Kamyk ma nieprawdziwe orędzia „od 1987 roku, kiedy ogłosił, że on będzie papieżem…”. Uważna lektura orędzi samego Małego Kamyka wskazuje jednak, że znacznie wcześniej – bo od 1984 roku – niedwuznacznie, konsekwentnie i regularnie „niebo” sygnalizowało mu tę rzekomą przyszłą funkcję! Mały Kamyk, od pierwszych publicznych orędzi, konsekwentnie zmierzał do zaplanowanego celu, znajdującego wyraźne odbicie w większości jego orędzi od 1984 roku: przekonać swych zwolenników, że on ma stanąć na czele wszystkich wizjonerów, a następnie prowadzić lud Boży jako Papież Piotr II, bowiem jedynie on zdolny jest przeprowadzić Kościół przez „najciemniejsze godziny” jego historii (np. orędzia z Nowra z 18.05.84; 2.11.84; 13.11.84; 13.05.85; 29.09.85; 24.05.86; 5.07.86; 6.09.86; 4.10.86; 1.11.86; 25.11.86; 6.12.86).
Dlaczego więc Maryja nie zauważyła tego ani przed 1987, ani przed 1989 rokiem? Co więcej, dlaczego nie pamiętała „własnych słów”, np. z 13.05.85, które „osobiście” skierowała do Małego Kamyka: „…wielki i święty Wikariusz będzie w ukryciu: Papież Piotr II, kiedy antypapież będzie królował na stolicy Piotrowej. Ten Papież Piotr II będzie ostatnim Papieżem całej historii i poprowadzi Kościół w ten ciemny okres, w czas ciemności, w ostatnich chwilach historii ludzkości. Ta historia wkrótce rozegra się na waszych oczach, więc patrzcie i uważajcie, módlcie się i czyńcie pokutę, wtedy Duch Święty was oświeci. Módlcie się też za przyszłego papieża, drogie dzieci, ponieważ on potrzebuje waszych modlitw. On nie jest w tym czasie kapłanem. To ojciec zwykłej rodziny, a jednak zna misję, jaka jest mu powierzona i zna ją również nasz Wikariusz Jan Paweł II…”. Kogo miała „Maryja” na myśli – mówiąc powyższe słowa – jeśli nie Małego Kamyka?
Zdecydowane przeciwstawienie się Małemu Kamykowi w Oławie dopiero 25 maja 1989 i zastosowana w orędziach oławskich argumentacja stanowi dowód, że orędzia te nie mogą pochodzić z nieba, a sam pan Domański nie zdawał sobie sprawy, co właściwie głosi australijski fałszywy wizjoner. Uświadomienie sobie, tuż po ich wspólnej podróży – która miała miejsce w kwietniu 1989 – faktu, że Mały Kamyk z Australii chce być następcą Jana Pawła II, doprowadziło Domańskiego do – widocznej w orędziach – paniki. Stąd w Oławie najpierw odcięcie się od Małego Kamyka (orędzia nr 71, 72), a potem zawiłe tłumaczenia, które z jego orędzi są nadal prawdziwe (te, w których nie mówi o swoim papiestwie; nr 73). Następnie pojawiła się jeszcze próba zrzucenia odpowiedzialności na tych, którzy przepisują orędzia Małego Kamyka i dopisują do nich własne nieprawdziwe zdania (orędzie nr 74), by wreszcie, po latach, ostatecznie podzielić historię Małego Kamyka na okres kiedy miał przekazy i czas obecny, kiedy już ich nie ma (nr 123).

 

SPÓŹNIONE ODCIĘCIE SIĘ OŁAWY OD ORĘDZI MAŁEGO KAMYKA
Chociaż – jak już zaznaczyliśmy – po 25 maja 1989 roku pojawiały się jeszcze w orędziach oławskich próby rehabilitowania Małego Kamyka, jednak od tego czasu kończy się robienie reklamy temu fałszywemu prorokowi z Nowra. W przekazach oławskich z roku 1990 panuje milczenie co do jego osoby. W 1991 pojawia się wezwanie do modlitwy za niego, sektą są nazwani ci, którzy modlą się o nowego papieża, a pan Domański otrzymuje pochwały od „Maryi” za to, że odłączył się ostatecznie od zwolenników Małego Kamyka: „Mój synu, dobrze, że jesteś odłączony od tej grupy, że z tą grupą nie masz żadnej łączności, bo ciebie prowadzi Jezus Chrystus i Jezus Chrystus chce, aby służyć Kościołowi Świętemu, bo w każdym kościele w tabernakulum jest Jezus Chrystus i Ja, Matka Boża.” (nr 102 z 24.03.91).
Jeszcze w 1992 Oława uznaje, że Mały Kamyk przez jakiś czas miał prawdziwe objawienia.
Wizjoner oławski nie wyzwolił się jednak całkowicie z problemów związanych z Małym Kamykiem, któremu sam zrobił w Polsce doskonałą reklamę. O tych kłopotach może świadczyć orędzie nr 123 (z 16.07.92): „Mój synu, tu (do Oławy) przychodzi jedna niewiasta i powoduje zakłócenia, bo rozdaje orędzia Kamyka, z okresu, kiedy miał przekazy, ale teraz on nie ma przekazów, a oni rozdają to wiernym, jakby miał je nadal. Przekaż, aby ta niewiasta upokorzyła się. Ona jest w podeszłym wieku i chodzi z laską. Ona zakłóca spokój. Mój synu, dzisiaj powiedziała jej jedna osoba, aby ona tych orędzi nie rozdawała, tych wstecznych, bo on wtedy miał przekazy, ale teraz już ich nie ma.”. Dziwny – jak na pouczenie posłańca z nieba – jest brak logiki w słowach orędzia, niemniej postawa pana Domańskiego wobec Małego Kamyka jest jednoznaczna: teraz nie ma przekazów, natomiast w przeszłości je otrzymywał. Tymi słowami „niebo” znowu przyznaje, że Mały Kamyk w przeszłości otrzymywał prawdziwe objawienia.

 
WNIOSKI
Popieranie Małego Kamyka przez Oławę odbiera całą wiarygodność tamtejszym orędziom. Trudno sobie wyobrazić, aby ktoś z nieba przychodził do pana Domańskiego po to tylko, by robić reklamę fałszywemu wizjonerowi – Małemu Kamykowi i tym samym zwodzić ludzi.
Wspieranie przez Oławę fałszywych wizjonerów, takich jak Mały Kamyk, Trumpeter, Biernacki i innych, świadczy, że orędzia oławskie nie mogą pochodzić od nieomylnego Boga. Jeśli bowiem Bóg lub posłani przez niego święci faktycznie komuś się objawiają, to czynią to w celu odnowienia duchowego, rozbudzenia miłości, przypomnienia jakiejś zapomnianej przez ludzi prawdy, objawionej już wcześniej w Piśmie św. itp. Bóg nie objawia się ani też nie posyła kogoś z nieba dla robienia reklamy fałszerzom, którzy zwodzą ludzi, rozszerzają nauki niezgodne z autentycznym Objawieniem i nauczaniem Kościoła.
Jezus powiedział: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.” (Mt 5,37). Według tych słów wszystkie kłamstwa i krętactwa pochodzą od Złego, czyli od szatana. Czy w orędziach oławskich „tak” zawsze znaczy „tak”, a „nie” – zawsze „nie”? To, co było mówione w Oławie prawie przez 4 lata na temat Małego Kamyka – a nawet jeszcze w orędziu nr 123 z 16.07.92 – nie było prawdą, a więc nie pochodziło od Boga.
Orędzia oławskie ośmieszają Jezusa, Maryję i innych świętych, którzy tam się rzekomo ukazują, aby nas pouczać. Jakże bowiem ktoś przychodzący z nieba raz może mówić – i to przez długi okres czasu – że Mały Kamyk ma prawdziwe objawienia oraz wyjątkową misję do spełnienia, potem temu zaprzeczać, następnie znowu częściowo to odwoływać? Postacie rzekomo zstępujące z nieba do Oławy nie realizują słów Chrystusa: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie.” Skoro w orędziach oławskich „tak” nie znaczy „tak”, zaś „nie” – nie znaczy „nie”, więc nie pochodzą one od Boga ani od Jego posłańców.

(ks. Michał Kaszowski)